ciąża i macierzyństwozdrowie

Brać suplementy… czy nie brać?

Ten post ma charakter informacyjny. Nie ponoszę odpowiedzialności za niewłaściwe wykorzystanie zawartych tu informacji. Nie jestem lekarzem medycyny i nie udzielam żadnych pośrednich i bezpośrednich porad medycznych, nie wystawiam żadnej diagnozy i nie zalecam żadnych diet lub żadnych innych działań jako postępowania leczniczego w przypadku chorób. Nie ponoszę żadnej odpowiedzialności za jakiekolwiek zaistniałe szkody, jak również z tytułu późniejszych roszczeń medycznych jak i cywilnych. 

W TYM POŚCIE
1. Wstęp
2. Czym są niedobory składników odżywczych
3. Skąd biorą się niedobory
4. Co mówią nam wyniki badań krwi
5. Problemy z absorpcją
6. Czy suplementy są bezpieczne
7. Niebezpieczeństwo przy suplementacji żelaza
8. Jak pozbyć się niedoborów & naturalne suplementy
9. Czy ja przyjmuję suplementy
10. Słowo na koniec

Wstęp

W samych Stanach Zjednoczonych zysk przemysłu produkującego i sprzedającego suplementy to ponad 122 MILIARDY dolarów rocznie (464,820,000,000.00 złotych). W roku 2015 szacowało się, że około 68 do 70% Amerykanów bierze jakieś suplementy diety, a około 84% Amerykanów wierzy w bezpieczeństwo i efektywność owych produktów. To na nich zdobywa się największy zysk, to oni sprawiają, że firmy te zarabiają tak ogromne pieniądze. Aż 68% Amerykanów! Jednocześnie szacuje się, że zaledwie ok. 1 do 5% Amerykanów to weganie (duża rozbieżność, różne źródła podają różne informacje). Dodatkowo, szacuje się, że do 2024 roku zysk firm produkujących i sprzedających suplementy na świecie przekroczy aż 278.02 miliardy dolarów, co daje zawrotne 1,054,210,137,000.00 złotych. Jednocześnie szacuje się też, że weganie stanowią mniej niż 2% światowej populacji.

Wniosek nasuwa się jeden – ludzie biorą suplementy niezależnie od diety i większość osób przyjmujących je to nie weganie, ani nawet wegetarianie, a ludzie na tradycyjnych dietach zawierających produkty pochodzenia zwierzęcego. Mnóstwo z tych osób owych suplementów nawet nie potrzebuje, ale mówi się nam przecież, że każdy musi coś brać. I my w to wierzymy, więc bierzemy je jak cukierki bez żadnego rozeznania w temacie i nie wiedząc wielu istotnych informacji na ten temat.

Zastanawiające jest to, że nikt nie pyta osób na tradycyjnej diecie czy przyjmują żelazo, natomiast weganie słyszą to co chwilę. Szacuje się natomiast, że wśród populacji USA około 2% dorosłych mężczyzn, około 9 do 12% dorosłych kobiet i aż 20% dorosłych Afroamerykanek ma anemię. Przypominam, zaledwie maksymalnie 1 do 5% Amerykanów to weganie. Taki przykład na szybko i nie byłabym sobą, jakbym go tu nie wrzuciła.

Czym są niedobory składników odżywczych

Niedobory składników odżywczych to zbyt mała ilość owych składników w komórkach w ciele człowieka do prawidłowego rozwoju i funkcjonowania. W zależności od rodzaju, prowadzić mogą do bardzo różnych problemów wliczając problemy skórne, wypadanie włosów, brak apetytu lub przeciwnie – ogromny głód, zmęczenie, wieczne zdenerwowanie i wiele więcej. Najczęstszymi niedoborami według statystyk są niedobory żelaza, B12, D oraz magnezu.

Skąd biorą się niedobory

Powody niedoborów mogą być bardzo różne i nie da się ich wszystkich opisać w jednym krótkim poście. Skupię się więc na tych, które w mojej ocenie są najczęstsze, a inne jak np. poważniejsze schorzenia czy choroby, zostawię na razie. Nie wszystkie też oczywiście znam.

Najczęstszym problemem jest brak odpowiedniej wchłanialności składników odżywczych z pożywienia do komórek. Wiele osób błędnie myśli, że wszelkie niedobory biorą się z braku owych składników w pożywieniu, ale niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że tych składników wcale nie potrzebujemy aż tak dużo i większość ludzi je większość z nich w odpowiednich ilościach. Oczywiście zdarzają się i takie sytuacje, że w diecie nie ma odpowiedniej ilości danego składnika, tak, na pewno tak jest. Na przykład jedząc duże ilości produktów pochodzenia zwierzęcego oraz przetworzone produkty i bardzo małe ilości roślin nie zjadamy nawet połowy ilości błonnika, jakiej potrzebujemy, bo produkty pochodzenia zwierzęcego w ogóle go nie zawierają, a jest niezbędny do prawidłowego działania układu trawiennego, a zaledwie 3% Amerykanów spożywa odpowiednią ilość błonnika! Śmiem przypuszczać, że są to weganie lub wegetarianie. Nie będziemy też mieli wystarczająco witaminy C, na przykład, która jest niesamowicie istotna przy produkcji np. kolagenu lub też do zwalczania zapaleń w naszym organizmie, co prowadzić może do błahych wydawałoby się problemów, jak częste przeziębienia przez brak wsparcie układu odpornościowego, jak i do tych poważniejszych rzeczy jak np. rak. No i zapalenia te prowadzą do innych niedoborów.

Innym problemem powodującym niedobory może być spożywanie takich produktów, które wyciągają z naszych komórek dane składniki. Na przykład, spożywając nabiał powodować możemy problemy z wapniem, który zostaje wyciągany z naszych kości po to, by zneutralizować zakwaszenie owym nabiałem spowodowane. Więcej na ten temat znajdziecie w tym poście.

Trzecim powodem, o którym chciałabym wspomnieć, są metale ciężkie. Od kilku miesięcy razem z mężem robiliśmy obszerny research na temat metali ciężkich, który w międzyczasie konsultowaliśmy z paroma ekspertami. Na co dzień nikt o tym nie myśli, ale okazuje się (i nie są to tajnie skrywane informacje, wręcz przeciwnie, są ogólno dostępne), że każdy z nas jest zatruty metalami ciężkimi. Ci z nas, którzy mieli szczepienia, zatruci są bardziej niż ci, którzy nie mieli, a już szczególnie dzieci, które w dzisiejszych czasach szczepień otrzymują znacznie więcej. Źródeł ekspozycji metali ciężkich jest o wiele więcej i wliczają się w nie np. woda pitna (nawet w wodach butelkowanych, które reklamowane są jako czyste, znajdują się dodawane metale ciężkie – niedawno pojawiło się sporo artykułów na ten temat), biały i brązowy ryż (biały bardziej, więcej na ten temat w tym filmie), wszelkie ryby, farby do malowania ścian, w których kiedyś znajdował się ołów, kosmetyki, termometry z rtęcią, benzyna do aut (a jak się rozlewa to wszystko później dostaje się do powietrza przez lata, więc nawet, jeśli w danym kraju benzyna tego typu jest już niedostępna – a nie we wszystkich tak jest – to opary dalej się unoszą), fabryki emitujące metale ciężkie do powietrza czy też wylewające je do wód. Wspomniana rtęć znajduje się we wszystkich srebrnych plombach w zębach (i uwalnia się do organizmu każdego dnia), była też często używana jako konserwant do podłóg w siłowniach lub boiskach szkolnych, kiedyś znajdowała się też w lekach jak np. krople do oczu i innych, znajdowana jest w warsztatach samochodowych lub nawet jeśli ktoś wylał rtęć gdzieś w okolicy lub w mieszkaniu, które kupiliście wiele lat temu to dalej się to roznosi do powietrza, dalej to wdychacie. Nawet po 30 latach. A jeśli mieszkacie w południowej Polsce, szczególnie w okolicach Krakowa, to możecie być pewni, że macie zatrucie metalem o nazwie tal. Dużym problemem może też być nawet suplementowanie żelaza, który w dużych ilościach również jest niebezpieczny (więcej o tym niżej). Wszystkie fotele samochodowe, pościel i ogromna ilość ciuchów dla dzieci traktowana jest substancjami, które mają zapobiec zapaleniom w przypadku pożaru i substancje te są źródłem zatrucia innym metalem ciężkim o nazwie antymon, który ma silne działanie rakotwórcze.

Każdy z nas ma pewną ilość metali i takie jak np. wspomniane przed chwilą żelazo, są niezbędne do prawidłowego funkcjonowania organizmu. Są niezbędne w odpowiedniej ilości i z odpowiedniego źródła. W momencie suplementacji żelazem możemy przyrządzić sobie więcej szkód niż pożytku, bo dostaje się on do mózgu i, mówiąc wprost, rdzewieje w nim. Podobnie jest w produktach dla dzieci, które mają dodane żelazo, czyli większość z nich. Dodawane jest ono tam w postaci małych kawałeczków żelaza, a nie jako proszek lub spray. Na początku są niewidoczne, ale wystarczy użyć magnez, by je zobaczyć! Jest to bardzo szkodliwe, dlatego najlepsze jedzenie, jakie można dać dziecku to takie domowej roboty, a jeśli kupione to BEZ dodawanego żelaza.

Niektórzy są bardziej wrażliwi na zatrucie metalami, a inni mniej. Oznacza to, że w jednym przypadku ta sama ilość metali da symptomy bardzo szybko, a w innym zaczną się one pojawiać 10 lat później. U jednych symptomem będą objawy problemów neurologicznych zwane autyzmem, a u innych trądzik, chroniczne zmęczenie, brak możliwości skupienia czy wieczny niepokój, depresja.

O metalach można by napisać oddzielny, obszerny dość post, natomiast w tej chwili chciałabym się skupić na tym, dlaczego wspominam o nich w temacie niedoborów. Chodzi o to, że metale ciężkie w naszym organizmie blokują wchłanialność niektórych składników odżywczych, a inne z kolei wyciągają. Gdy ktoś przechodzi przez oczyszczanie z metali to absolutnie konieczna jest suplementacja, bo proces ten wyciągnie niektóre składniki poza metalami, których nie potrzebujemy! Mowa tu głównie o magnezie (jak wspomniałam wyżej, niedobór magnezu jest jednym z najczęstszych niedoborów), cynku, licie (właściwie nikt się o to nie martwi, a okazuje się, że większość osób badanych ma zerowy poziom litu) czy też witaminie E. Także tak same metale jak i proces oczyszczania powodować mogą niedobory.

Niedobór witaminy D (a raczej hormonu, bo to tak naprawdę hormon, a nie witamina) spowodowany jest najczęściej bakiem kontaktu ze słońcem, bo organizm człowieka sam ten hormon produkuje właśnie przy kontakcie z promieniami słonecznymi, ale powodem może być też niedobór magnezu. Szacuje się, że aż ok. 75% Amerykanów i około 60% Polaków ma niedobór magnezu! Zdecydowana większość z nich to osoby jedzące mięso i inne produkty pochodzenia zwierzęcego. Jednym z objawów niedoboru magnezu będą zachcianki na czekoladę w trakcie okresu, na przykład. Ale wracając do niedoboru witaminy D spowodowanej właśnie niedoborem magnezu, w takiej sytuacji suplementowanie jej myśląc, że to przez brak słońca w momencie, gdy prawdziwym powodem jest zbyt niski poziom magnezu, będzie bezsensowne, a niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego powiązania. W ten sposób nigdy nie naprawi się przyczyny. Pamiętajcie też, by wychodzić na słońce. Wystawiać swoją skórę na działanie promieni słonecznych, by wasz organizm mógł wyprodukować ten hormon. Nieprawdą jest to, że trzeba leżeć nago na pełnym słońcu pół dnia, jak to niektórzy mówią. Wasze zapotrzebowanie na ten składnik zmienia się w zależności od waszego stanu zdrowia, poziomu stresu czy nawet pory roku.

Niedobór magnezu może powodować również niedobory takich składników jak wapń, witamina K, potas. Magnez pomaga w absorpcji oraz utylizacji tych składników.

Niedobór żelaza pojawić się może z bardzo wielu powodów i jednym z nich jest chociażby poród lub obfite miesiączki. Innym powodem będą stany zapalne spowodowane głównie przez nabiał, ale też mięso, które z kolei powodują małe krwawienia w układzie trawiennym. Nie są one wykrywalne w tradycyjnych testach i z jednej strony są bardzo niewielkie, a z drugiej z kolei w wielu przypadkach wystarczająco duże lub jest ich wystarczająca ilość, by powodować anemię. Wiele rzeczy jest też ze sobą połączona i czasami zbyt wysoki poziom jednego składnika może oznaczać niedobór innego. Warto się temu przyjrzeć, natomiast tego jest za dużo, bym mogła o wszystkim napisać, a wszystkiego też w tym temacie nie wiem. Temat żelaza poruszyłam w mojej książce „Mój Owocowy Świat” bardziej dokładnie, więc zapraszam do przeczytania!

Potas też jest dużym problemem i okazuje się, że aż 98% Amerykanów ma niedobór tego składnika! W innych krajach będzie podobnie i jest to związane głównie z dietą. Jeśli wierzyć badaniom i historii to okazuje się, że przez większość czasu istnienia ludzkości jedliśmy tyle roślin, że spokojnie przyjmowaliśmy ok. 10,000 mg potasu dziennie, ale w dzisiejszych czasach tylko niewielka liczba osób je zaledwie 3,000 i szacuje się, że jedynie 2% Amerykanów przyjmuje rekomendowaną ilość tego składnika dziennie (4,700 mg). I tutaj znowu, jeśli jest zatrucie rtęcią to możecie pić zielone soki i jeść i 40 bananów dziennie, a wasze komórki nie będą w stanie go do siebie wziąć, bo rtęć będzie się pojawiać po drodze i ten potas zabierać. Swoją drogą, jeśli nie wiecie to chciałam szybko dodać, że banany są świetnym źródłem potasu.

Jednym ze składników, który również mnóstwo ludzi ma na bardzo niskim poziomie to miedź. O miedzi pisałam dokładniej w tym poście.

No i oczywiście słynna witamina B12! To jest jeden z najczęstszych zarzutów w stosunku do wegan – „skoro weganizm jest taki dobry i naturalny to dlaczego weganie muszą suplementować B12?!” Okazuje się, że około 40% Amerykanów ma niedobór tego składnika, a, jak już wiemy, wegan jest tu max. 6%. Większość tych osób to osoby na tradycyjnych dietach, czyli tych zawierających mięso i nabiał. Jako że ludzie jedzący tradycyjnie bardzo rzadko badają sobie poziom B12 to wnioskować można, że tych z niedoborem tej witaminy jest więcej niż wspomniane 40%. Powiedziano nam, że martwe zwierzęta są najlepszym i praktycznie jedynym źródłem witaminy B12 i dlatego też musimy je jeść, aby zaspokoić zapotrzebowanie naszego ciała na ten składnik odżywczy. Czy kiedykolwiek zastanawialiście się, skąd tę witaminę biorą zwierzęta? Cóż, nie rodzą się one z wystarczającą jej ilością, która pozostanie na całe ich życie. Wielu hodowców wstrzykuje B12 bezpośrednio zwierzętom, dodaje do ich paszy lub dodaje ją do produktów odzwierzęcych, ponieważ nie żyją one w swoim naturalnym środowisku i nie jedzą tego, co powinny, a w efekcie nie otrzymują wystarczającej ilości składników odżywczych. Są więc podawane im sztucznie. Większość zwierząt, które jedzą ludzie, ma sztucznie dodawaną B12! Takie produkty jak np. płatki śniadaniowe również spryskiwane są B12 w momencie, gdy wsypywane są do pudełek na taśmie produkcyjnej. Jest to jedyny składnik odżywczy, zawierający niewielkie ilości kobaltu (ang. cobalt), stąd właśnie chemiczna nazwa cobalamin. Każdy człowiek potrzebuje kobaltu i jest on utylizowany jedynie w formie B12. Każdy organizm potrzebuje kobaltu, by wytworzyć B12. Kobalt znajduje się np. w ziemi, w której rosną owoce i warzywa. Niektóre miejsca zawierają go sporo, a inne, niestety w ogóle, więc ważne jest to, by swoje pożywienie zdobywać z dobrych źródeł. Po więcej ważnych informacji na temat B12 (oraz innych składników), które pomogą wam zrozumieć ten temat, zapraszam do mojej książki „Mój Owocowy Świat”.

Co mówią nam wyniki badań krwi

Gdy idziemy na pobranie krwi to badana zostaje jej zawartość. Sprawdzana zostaje ilość danych składników odżywczych w pobranej krwi i wyniki porównywane są do norm. Normy ustalane są na podstawie całego społeczeństwa, a, jak wiemy doskonale, większość tego społeczeństwa to osoby chore, cierpiące na jakieś poważniejsze lub lżejsze dolegliwości. Zdecydowana większość je mięso i inne produkty pochodzenia zwierzęcego. Normy więc są z reguły ustalone w taki sposób, żeby był spory margines błędu „na wszelki wypadek”. Co ciekawe, zmieniają się one co jakiś czas tak samo, jak zmieniają się normy co do wyników poziomu cukru we krwi oznaczającego stan przedcukrzycowy i w tym momencie są wyższe, niż lata temu, co działa na niekorzyść ludzi, bo wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego, że mają problem. Dodatkowo, wyniki badań krwi różnić mogą się między sobą w różnych porach dnia.

Co więcej, jakby wszyscy na świecie byli weganami to normy byłyby inne. Weganie z reguły mają niższy poziom żelaza niż osoby jedzące mięso, co NIE oznacza, że to jest złe. Bardzo wysoki poziom żelaza spowodowany suplementacją lub spożywaniem mięsa powiązany jest chociażby z rakiem czy też na przykład ciężkimi do zniesienia objawami menopauzy, którą kobieta powinna przejść bezobjawowo lub nawet z Alzheimerem.

Warto też pamiętać o tym, że normy te to wartości poglądowe, więc nie trzeba się ich trzymać sztywno. Większe lub mniejsze odchylenia w dół lub w górę, jeśli idą z brakiem objawów, absolutnie nie muszą być problemem i nie ma konieczności nagle kupowania tony suplementów w momencie, gdy coś okaże się blisko dolnej granicy. To nie oznacza niedoboru. Niedobór jest wtedy, gdy jest znacząco zbyt niski poziom danego składnika i gdy zaczynają się pojawiać objawy. Z objawami też należy ostrożnie się obchodzić, bo chociażby takie zwykłe zmęczenie i ospałość może oznaczać anemię, zbyt niski poziom witaminy D, zbyt niski poziom magnezu albo litu. Albo zwyczajne zmęczenie przez brak snu i wpływ stresu jednocześnie nie mając niedoborów. Zanim zaczniecie się suplementować czymkolwiek, dobrze byłoby najpierw upewnić się, gdzie tkwi problem.

Co ciekawe i na co wiele osób nie zwraca uwagi jest to, że czasami ludzie z poważnymi chorobami mają bardzo dobre wyniki badań krwi. Zawsze daję tu przykład mojej siostry, której morfologia wróciła pokazując wszystko w normie w momencie, gdy miała czwarte stadium raka jelita z przerzutami do innych organów. Co więcej, badania krwi pokazują nam jakie składniki w jakich ilościach znajdują się w krwi, ale nie pokazują tego, ile z tego zostaje absorbowane do komórek. A to właśnie w komórkach to wszystko powinno się znajdować, nie we krwi. Czasami może być tak, że ktoś ma jakieś objawy, a wyniki badań krwi wracają w normie, może z jakimiś leciutkimi zmianami, a objawy dalej są. Może się okazać, że osoba ta ma problemy z wchłanialnością i jej komórki nie dostają tego, czego potrzebują. Polecam patrzeć na to, jak się czujecie i co się dzieje.

Można wykonać badanie używając próbki skóry, by zobaczyć, w jakim stanie są komórki.

Problemy z absorpcją

Jedząc produkty przetworzone, pochodzenia zwierzęcego, paląc papierosy, pijąc alkohol, biorąc antybiotyki i inne leki i więcej, sprawiamy, że nasz układ trawienny zwyczajnie cierpi. Jest w stanie wiecznego zapalenia i każdego dnia walczy o przetrwanie błagając o przerwę. A my dalej wkładamy w siebie produkty te zapalenia powodujące i nasilające. I to jest takie niekończące się koło. Stan zapalny w naszym układzie trawiennym prowadzić może do bardzo poważnych problemów zdrowotnych w przyszłości, wliczając w to zespół jelita drażliwego czy też nawet rak jelita, a jednym z pierwszych kłopotów będzie utrudniona wchłanialność. I ktoś w takiej sytuacji może jeść nawet 50 pomarańczy dziennie, co powinno dać mu ponad 4000% dziennego zapotrzebowania na witaminę C, a okaże się, że ma on niedobór tej witaminy przez to, że jego organizm nie jest w stanie wchłonąć tego, co zjada.

Czy suplementy są bezpieczne

Jakby tak przyjrzeć się suplementom, które znaleźć można w sklepach i aptekach, to większość z nich produkowana jest po kosztach. Niestety, są to produkty nastawione na zysk bardziej niż na pomoc ludziom. W związku z tym bardzo często produkowane są w bardzo tani sposób z produktów niskiej jakości. Powszechne jest chociażby używanie genetycznie modyfikowanej kukurydzy do produkcji witaminy C lub nawet takiej, która ma już sporą ilość pleśni i nie nadaje się do niczego innego. Większość suplementów ma wypełniacze (np. soja – też często genetycznie modyfikowana), skrobia, cukier, sól, a nawet dwutlenek krzemu czy też maltodekstryna kukurydziana, czyli wysoko przetworzony miks kukurydzy, ziemniaków i pszenicy. To wszystko i inne tego typu składniki znajdujące się w suplementach nie są nam do niczego potrzebne.

Co więcej, Don Bennet przeprowadził testy na wielu różnych suplementach (tabletkach oraz proszkach) i okazało się, że tylko jeden z nich zawierał tyle składników odżywczych, ile napisane zostało na etykiecie (chodzi tu o Daily Green Boost, który polecam do koktajli i wody na przykład; zaznaczam, że NIE jestem sponsorowana). Zawartość składników odżywczych w całej reszcie suplementów, które przetestował, była nawet 80% niższa niż to, co zostało napisane na etykiecie. Jak to możliwe? – zapytacie. Odpowiedź jest bardzo prosta – skład badany jest i zapisywany na etykietach PRZED przetworzeniem danych suplementów, a większość z nich nie jest surowa. W związku z czym podczas procesu przetwarzania ich na odpowiednią formę (proszek, kapsułki, syrop, itp.) traci się znaczną część składników odżywczych.

Innym problemem jest tutaj to, że organizm, który przyzwyczajany jest do tego, że składniki odżywcze pobiera z suplementów, staje się od nich zależny. I to może być naprawdę duży kłopot w momencie, gdy człowiek przestanie dane suplementy przyjmować, bo okaże się wtedy, że organizm stracił umiejętność wykorzystywania tego, co dostaje z pożywienia i czeka po prostu na kolejne tabletki. Naprawdę warto uważać, by do tego nie doprowadzić.

Ryzyko, które przychodzi z brania suplementów to też fakt, że łatwo można je przedawkować. I jak np. w przypadku przyjmowania witaminy C w tabletkach nie będzie to bardzo duży problem, bo organizm pozbędzie się nadmiaru tej witaminy najczęściej po prostu poprzez rozwolnienie, tak w przypadku np. wspomnianego już żelaza może być to niebezpieczne w skutkach. I tutaj mówimy o efekcie typu rak lub Alzheimer! Niebezpieczeństwo może też pojawić się w przypadku np. cynku.

Wiele osób też nie zdaje sobie sprawy z tego, że niektóre suplementy nie powinny być brane przez dłuższy czas (suplementacja cynku na przykład nie powinna trwać dłużej niż 2 miesiące za jednym razem, chyba że jest naprawdę konieczna dłużej; lit z kolei, gdy brany w odpowiedniej ilości, nie raz sprawia, że mijają wszelkie objawy depresji i chronicznego zmęczenia, natomiast brany w zbyt dużej ilości może powodować poważne zatrucie, bo duża dawka jest toksyczna) lub nie powinny być ze sobą łączone. Na przykład, cynk może powodować problemy z magnezem, jeśli brany jest zbyt długo lub w zbyt dużych ilościach. Są takie suplementy, które najlepiej brać oddzielnie, jak np. magnez, a są takie, które można dodawać i do soków lub koktajli, jak np. witamina C, E lub A. Warto więc zrobić konkretne rozeznanie przed rozpoczęciem przyjmowania czegokolwiek, żeby nie przysporzyć sobie dodatkowych problemów.

Niebezpieczeństwo przy suplementacji żelaza

Chciałabym się na chwilę skupić na żelazie, bo jest to jeden ze zdecydowanie najczęstszych problemów, a niestety prowadzić może do dość niepożądanych efektów. Wiele osób samodzielnie wręcz diagnozuje się z anemią nie robiąc żadnych badań, nie obserwując swojego samopoczucia. Po prostu czują się zmęczeni i ospali lub mają wory pod oczami, więc stwierdzają, że to pewnie anemia i zaczynają suplementację lub zwiększają ilość zjadanego mięsa, jeśli je jedzą. Swoją drogą, wory pod oczami mogą, ale nie muszą być objawem anemii!

Większość suplementów to żelazoporfiryna, czyli żelazo hemowe. Ten rodzaj żelaza wchłania się do organizmu człowieka bardzo szybko i występuje ono w mięsie. Jest to argument, który wiele osób używa jako argument przeciwko weganizmowi mówiąc, że przecież człowiek potrzebuje żelazo hemowe. Okazuje się jednak, że tak łatwe i szybkie wchłanianie żelaza wcale nie jest takie dobre, bo komórki rakowe na nim właśnie polegają i wchłaniamy go więcej, niż powinniśmy.

Innym aspektem jest też to, o czym już wspomniałam wyżej, czyli fakt, że żelazo rdzewieje w mózgu. To prowadzić może do Alzheimera. Nagromadzenie żelaza w organizmie prowadzić będzie też do innych problemów jak np. zmęczenie, ospałość, problemy z sercem, cukrzyce, rak jelita i inne.

Co więcej, przyjmowanie żelaza w ciąży bez problemów z jego zbyt niskim poziomem (np. przyjmowanie witamin prenatalnych) może prowadzić do cukrzycy ciążowej, niskiej wagi urodzeniowej dziecka, przedwczesnego porodu czy też wysokiego ciśnienia krwi kobiety w ciąży. Problemy z żelazem w ciąży nie są bardzo rzadkie, bo dotykają niecałe 20% kobiet i pamiętać należy tutaj, że nie jest to aż tak kwestia diety, jak tego, że w ciąży zapotrzebowanie na żelazo wzrasta i dodatkowo ciąża to ogólnie duże obciążenie dla organizmu. Dobrze jest więc, przed jakimkolwiek suplementowaniem, dowiedzieć się czy jest ono w ogóle konieczne. Dowiedzono bowiem, że kobiety, które nie mają niedoboru w ciąży nie powinny brać żadnych suplementów, które go zawierają. Pamiętajcie, że fakt, iż macie niski poziom żelaza w ciąży absolutnie nie ozncza, że musicie zacząć jeść mięso!

Organizm człowieka potrafi regulować żelazo niehemowe w o wiele bardziej efektownie, niż żelazo hemowe i potrafi pobrać i zaabsorbować tyle, ile potrzebuje i pozbyć się reszty. Nie dzieje się to w przypadku żelaza hemowego. Warto więc uważać na spożycie mięsa, nabiału, suplementów oraz innych produktów zawierających dużo żelaza, jak np. płatki śniadaniowe lub mleka roślinne, które mają dodawane żelazo.

Jak pozbyć się niedoborów & naturalne suplementy

Uważam, że mogą pojawiać się przypadki, w których chwilowa suplementacja będzie konieczna. Są takie sytuacje, gdy niedobory są tak poważne, że naprawdę konieczna jest pomoc, by pozwolić organizmowi odbić się od dna i umożliwić dalszą pracę. Bardzo jednak zachęcam do sprawdzania źródeł danych suplementów oraz ich skład, bo to bardzo istotne. Nie polecam też suplementowania dla zasady, bo tak się powinno, ponieważ może to wyrządzić więcej szkód niż pożytku.

Bardzo istotne będzie zadbanie o swój układ trawienny i wygojenie zapaleń. Tutaj można dać kilka propozycji działania (np. sok z ogórka lub selera na czczo, całkowite odstawienie lub przynajmniej ograniczenie do minimum wszelkich produktów powodujących zapalenia – mięso, nabiał, smażone potrawy, alkohol i inne używki, bardzo ostre jedzenie, kofeina, biały cukier, oleje, słodycze jak cukierki, lizaki i inne, duża ilość soli), zwiększenie spożywania produktów, które zmniejszają zapalenia – wszelkie rodzaje jagód czyli truskawki, maliny, borówki i inne, awokado, winogrona, papaje, jabłka i inne owoce, szpinak, jarmuż, brokuły, orzechy jak np. orzechy włoskie (ale nie ziemne, bo one mają działanie prozapalne!), imbir i inne. Tutaj warto uważać z kurkumą, bo jak faktycznie może ona pomóc przy zapaleniach, tak w niektórych przypadkach problemów z jelitem grubym może nasilić problem. Dlatego przydatne może być wykonanie testów kału, by dowiedzieć się dokładnie, z jakim problemem i z jakim poziomem zaawansowania mamy do czynienia. Pamiętajcie też, że w zależności od zaawansowania, to może potrwać kilka tygodni, miesięcy albo i rok lub ponad rok, aż wszystko się unormuje.

Bardzo wiele osób zauważa ogromną poprawę w anemii po odstawieniu samego mięsa, co ma związek z tym, co napisałam wyżej. Tutaj zależy oczywiście od tego, jaki jest powód problemu, natomiast samo pozbycie się zapaleń jest kluczowe, bo niedobór żelaza to jeden z pierwszych objawów pokazujących problemy właśnie ze stanem układu trawiennego. Jeśli ktoś ma naprawdę poważny niedobór, np. bardzo poważna anemia i ciężkie objawy (brak siły do tego stopnia, że nie ma możliwości chodzenia samodzielnie, silne zawroty głowy, całkowicie biała skóra łącznie z wargami, itd.), to chwilowa suplementacja, by odbić się od dołu może być konieczna, żeby uniknąć innych problemów, jak np. transfuzja krwi, do której może dojść, gdy anemia wymknie się spod kontroli. Anemia to tutaj tylko przykład i – uwaga – są inne sposoby niż tradycyjne suplementy, naprawdę. Pierwszym krokiem będzie odstawienie mięsa, przede wszystkim mięsa czerwonego, oraz nabiału, by nie powodować już zapalenia w jelicie, które nie pozwalają na absorbcję. Dobrymi roślinnymi źródłami żelaza będą np. zielone liście, które można spożywać w formie sałatki, soku lub w smoothie. Innym fajnym sposobem będzie picie soku z buraków, a jeśli nie lubicie samego soku z buraków, możecie dodać np. jabłka. Innymi źródłami będą np. soczewica, ciecierzyca (hummus), nasiona chia, nasiona konopii, jarmuż, pestki dyni i inne, a z owoców będą to np. maliny, truskawki, arbuzy, rodzynki i inne suszone owoce, figi i inne. Jeśli zależy wam na czasie to polecam proszek Pranin Organic PureFood Iron, który dodawać możecie do smoothie na przykład, są to po prostu sproszkowane liście (niestety nie wiem czy jest dostępny w Polsce).

Co z jodem? To jest bardzo ciekawa historia. Rząd USA dawno temu wiedząc, że stan gleb jest coraz gorszy (co spowodowane jest przez m.in. sztuczne nawozy, pestycydy, itp., a przede wszystkim przez hodowanie zwierząt na mięso) i widząc, że coraz więcej ludzi ma problemy z tarczycą, zaczął dodawać jod do soli kuchennej. To jest główne źródło jodu w diecie człowieka niezależnie od tego czy je zwierzęta, czy nie. Problem tutaj pojawia się taki, że sól kuchenna nie jest dla nas zdrowa i prowadzić może do wielu problemów (więcej o soli napisałam w książce). Niektórzy twierdzą, że trzeba jeść ryby, by mieć jod, ale przecież ryby nie produkują jodu! One ten jod mają ze swojego pożywienia czyli z wody i alg morskich (rośliny). Jednym ze źródeł jodu będzie więc kelp w naturalnej formie lub w tabletkach, natomiast tutaj polecam upewnić się z jakiego źródła pochodzi, by nie był on pełen metali ciężkich (jak ryby, które, bez wyjątku, są zatrute metalami, więc każdy człowiek jedząc je powoduje pogorszenie zatrucia metalami w swoim organizmie… nie polecam, a już szczególnie, gdy jesteście w ciąży lub planujecie powiększenie rodziny, więce na temat ryb mówiłam w tym filmie). Drugim pomysłem będzie tu spożywanie innych alg jak np. nori (polecam wam surowe wegańskie sushi, chętnie dam wam super przepis!) lub inne jak wakame czy też kombu (znowu – sprawdźcie źródło). Możecie je blendować z różnymi sosami lub dodawać do sałatek czy innych dań. Trzeci pomysł to przyjmowanie płynu Lugola i jeśli jesteście w Polsce to możecie go kupić tutaj. Zaznaczam, że nie dostaję tu żadnego wynagrodzenia ani darmowych produktów za polecenie tego źródła tego produktu.

Jeśli jesteście w trakcie leczenia swojego układu trawiennego i naprawiania swojego ciała ogólnie, zmieniacie dietę i styl życia, to możecie skorzystać z pomocy innych proszków jak np. spirulina (najlepiej hawajska, by uniknąć metali ciężkich, dostępna jest też w Polsce), Superfood Blend od z kliniki Dr Roberta Morse’a czy też Daily Green Boost, o którym wspomniałam już wyżej. W Polsce na pewno znajdują się inne proszki tego typu, natomiast nie jestem w stanie niestety w tym momencie poświęcić wystarczająco dużo czasu na przeszukanie internetu w celu znalezienia odpowiednich źródeł. Generalnie tego typu produkty są dobre na co dzień, nie tylko w trakcie dochodzenia do siebie czy zmiany diety.

Świetnym sposobem będą też świeże soki, które sami będziecie sobie wyciskać. Dzieci uwielbiają sok marchwiowo-jabłkowy, na przykład. Super mieszanką jest też jarmuż z cytryną i jabłkiem. Różnych kombinacji sokowych jest nieskończona ilość i w ten sposób, nawet w przypadku problemów z wchłanialnością, dostarczycie sobie większej ilości składników odżywczych, bo sok pozbawiony jest błonnika, przez co dosłownie wpływa do układu krwionośnego o wiele szybciej i łatwiej oraz w większych ilościach, co z kolei pomoże w dostaniu się też do komórek.

Jeżeli szukacie dobrego źródła suplementów w przypadku poważniejszych problemów to polecam wam firmę NOW lub Vimergy. NOW nie jest firmą w 100% wegańską, więc pamiętajcie, by sprawdzić dany produkt, bo jeśli jest wegański to napisane jest to na opakowaniu. Vimergy ma tabletki, krople i różne proszki, które dodawać możecie do smoothie, soków czy wody. Na podstawie informacji, które udało mi się znaleźć na temat różnych firm produkujących suplementy, te są najbardziej godne zaufania w mojej ocenie.

Bardzo też polecam wymianę plomb na te bez rtęci. Tutaj konieczne będzie znalezienie dentysty, który jest certyfikowany w protokole SMART („Safe Mercury Amalgam Removal”), bo wyjęcie plomb z rtęcią jest dość niebezpieczne i wykonane musi być w odpowiedni sposób. W Polsce są na szczęście dentyści robiący to bezpiecznie, a jeśli ktoś powie wam, że po prostu je wyjmie i już, bez żadnych zabezpieczeń, to uciekajcie jak szybko możecie. Bardzo ważne jest to, by po wyjęciu takich plomb przyjmować środki wiążące metale, które zaczynają pływać po organizmie, by się ich pozbyć, a później dobrym pomysłem jest też zrobienie konkretnego oczyszczania z metali. Często jest tak, że po takim oczyszczaniu wiele niedoborów nagle się normuje. Z jednej strony to może dziwnie brzmieć, ale z drugiej, jak już nie raz mówiłam, organizm człowieka jest całością i nie można patrzeć na jeden organ z osobna, bo wszystko jest powiązane. To samo z witaminami, minerałami i innymi. Zbyt wysoki poziom jednego metalu może prowadzić do problemów z 5 innymi składnikami, na przykład.

Czy ja przyjmuję suplementy

Jedynym czasem, gdy poziom mojego żelaza zszedł poniżej normy był 10 lat temu, gdy dalej jadłam nabiał (nie spożywałam już mięsa) oraz inne produkty zawierające się w tradycyjnych dietach. Było to dość dawno, więc nie pamiętam czy miałam jakieś objawy, czy nie. Od kilku lat miałam robione obszerne badania krwi co 3 miesiące związane z mutacją genetyczną (więcej na temat mutacji przeczytać możecie w tym poście, a aktualizacja znajduje się w tym filmie) i nigdy nie miałam żadnych problemów, nie mam też objawów niedoborów, a mój test naskórka wyszedł świetnie. Czy jakiekolwiek testy tego typu są w 100% miarodajne? Pewnie nie. Dlatego dobrze jest obserwować swój organizm i swoje samopoczucie.

Przez cały czas bycia na weganizmie jedynym czasem, gdy przyjmowałam coś konkretnego, było kilka pierwszych tygodni ciąży z April. Przyjmowałam wtedy suplementy dla kobiet w ciąży, ale przestałam znacznie wcześniej niż „powinnam”, bo sprawiały, że miałam o wiele gorsze mdłości i wymioty, niż bez nich. W drugiej ciąży nie brałam żadnych, bo teraz wiem, że nie jest to konieczne (wręcz przeciwnie, szczególnie jeśli chodzi o te zawierające żelazo), a więcej na temat diety i suplementacji w ciąży mówiłam w tym filmie i bardzo polecam wam go obejrzeć szczególnie, jeśli jesteście w ciąży lub planujecie w niej być.

W chwili obecnej zaczęłam brać lit, bo po analizie włosa okazało się, co nie jest zaskoczeniem, bo, jak napisałam wyżej, zdecydowana większość ludzi ma ten problem, mój poziom tego składnika jest właściwie zerowy. Składnik ten nie znajduje się w żadnym pożywieniu, a w kamieniach i w wodzie (nie tej butelkowanej, która przechodzi przez wiele procesów zanim trafi do nas). Co ciekawe, April ma idealny poziom tego składnika, co, nie ukrywam, trochę mnie zaskoczyło. Jeśli macie problemy z wahaniami nastroju, depresją czy też czujecie wieczny niepokój, to bardzo wam polecam wykonać test włosa, a najlepszym testem jest DoctorsData.com. Jeżeli chcecie wykonać test kału i dostać porządną konsultację to polecam wam TheGojiMan. Zaznaczam, że nie jestem w żaden sposób powiązana ani z Doctors Data, ani z The Goji Man.

Czasami dosypuję Daily Green Boost do moich smoothie, co wiecie, jeśli śledzicie mnie na Instagramie lub na YouTube. Poza tym nie biorę niczego, bo nie mam takiej konieczności. Gdy będę przechodzić przez oczyszczanie z metali ciężkich korzystając z konkretnego protokołu to będę przyjmować 4 suplementy, bo bez nich cały proces mógłby stać się dla mnie niebezpieczny.

Słowo na koniec

Bardzo was ostrzegam przez ludźmi reklamującymi suplementy, które na nich zarabiają. Przed tymi, którzy je sprzedają i produkują oraz przed tymi, które współpracują z nimi. Firmy, o których wam wspomniałam, nie wiedzą nic o moim istnieniu. Producentka Daily Green Boost mnie zna z Instagrama, ale nie dostaję od niej niczego w zamian za to, że wspominam o jej produkcie tutaj w poście i do tej pory nawet nie wie, że będę o tym pisać (zresztą, nie zna polskiego). Osoby, które sprzedają suplementy będą robić wszystko, by je wcisnąć innym i na tym zarobić. Absolutnie nie twierdzę, że wszyscy tacy są, nie! Po prostu bądźcie ostrożni. Ostrzegam was też przed tymi popularnymi suplementami, które znaleźć możecie na sklepowych półkach i tymi, które są często widziane w reklamach telewizyjnych czy w gazetach. Pamiętajcie również, żeby sprawdzać źródła.

Dobrze jest też pamiętać o tym, że to świeże owoce i warzywa są najlepszymi suplementami dla organizmu człowieka! Możecie np. wysuszyć przeróżne produkty jak jagody (szczególnie dzikie jagody lub jagody goji) czy jarmuż i potem sproszkować, by dodawać do smoothies czy sosów, itp. Świetna sprawa, tania, prosta i mega zdrowa.

Chciałabym, żebyście pamiętali, że to nie jest takie proste jak 2+2=4. To, że wasz poziom żelaza jest niski nie oznacza, że musicie zaczynać brać tabletki z żelazem, bo to nie musi oznaczać niedoboru. To, że macie niedobór witaminy D z objawami nie oznacza, że musicie zacząć brać właśnie witaminę D, bo powodem nie musi być to, a może być np. magnez. Wiele osób mających anemię nie może się jej pozbyć przyjmując suplementy i to przez długi czas, bo czasami to nie o to tu chodzi, a o stan układu trawiennego. Dlatego takie podejście, że jak się nie je mięsa to konieczna jest suplementacja wszystkiego po kolei może przyrządzić więcej szkód niż pożytku. Pamiętajcie, że to wszystko jest bardziej skomplikowane, niż nam się wydaje i przyjmowanie czegokolwiek dla zasady może być niebezpieczne i wcale nie musi w niczym pomóc. Jak powtarzałam już wiele razy – zadbajmy o wyleczenie powodu problemu, a nie jego symptomów.

Mam nadzieję, że ten post się wam przydał! Dzięki za przeczytanie i do usłyszenia,
Aga

RawTastyLiving.com
Masz już ebooka z przepisami
na pyszne i zdrowe desery?!
W książce znajdziesz obszerne informacje
na temat B12, żelaza czy też białka,
o których nie napisałam wyżej oraz wiele
innych bardzo ciekawych i istotnych rzeczy.
Zapraszam na MojOwocowySwiat.com po kopię!

.

CRN 2015
aafp.org
cacare.com
„Power Foods”, Neal D. Barnard, M.D.
Gestational Diabetes [1] [2]
nutritionfact.org

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram