na co dzieńo dzieciach

Czym żywi się Alicia i jakie mleko dajemy April? Trochę o diecie naszych córek.

Od jakiegoś czasu często dostawałam dwa pytania – jakie mleko pije April oraz czy Alicia również je same owoce. To drugie pytanie było zdecydowanie bardziej popularne, a w dzisiejszym poście wszystko wam wytłumaczę!

 

 

Dlaczego nie karmię piersią

Miałam to szczęście, że na początku nie miałam problemów z karmieniem April i sama się przystawiła do piersi dosłownie kilka minut po urodzeniu. Bardzo chciałam karmić ją przez minimum rok, bo wierzę, że mleko matki jest najleprzym pożywieniem dla dzieci (nawet tych 2,5 letnich!). No, o ile matka nie żywi się śmieciami, bo wtedy wcale nie jest aż tak dobre ;). W każdym razie, nie udało mi się to niestety i bardzo nad tym ubolewam, a jakby ktoś mnie zapytał czy za czymś tęsknię i za czym to powiedziałabym, że właśnie za karmieniem piersią. Nie tylko dlatego, że było to najlepsze do Małej, ale też dlatego, że zwyczajnie bardzo to lubiłam. Uwielbiałam tę bliskość, to jak się we mnie wpatrywała, że była wtedy taka spokojna, zrelaksowana i tak dalej. Lubiłam myśleć, że robię to, co dla niej najlepsze i chciałam, by to trwało i trwało…

Mój plan się nie udał, bo gdy dotarliśmy do 3. miesiąca życia April to… ona sama zaczęła się buntować. Miałam mleko i to nawet dość dużo, ale ona zwyczajnie nie chciała jeść mi z piersi. Wierciła się, odwracała głowę, odpychała się. Długo próbowałam ją przyzwyczaić z powrotem i robiłam wszystko to, co radzili ludzie w internecie oraz konsultantki laktacyjne, czyli ograniczałam butelki, przystawiałam ją do piersi częściej, jak była obudzona, na śpiocha, na pół-śpiocha, bez ciuchów, w łóżku, na fotelu, w nocy, w dzień i tak dalej, i tak dalej. Niestety nic to nie dało, a moja letnia wycieczka do Polski jeszcze bardziej wszystko zrujnowała i pod tym względem żałuję, że tam w ogóle poleciałam. Nie dość, że nie miałam czasu się na tym skupić to w dodatku April była mega zestresowana tymi wszystkimi zmianami no i… spaliła mi się ładowarka do mojego laktatora.

Musiałam więc znaleźć inne rozwiązanie, bo kończyło mi się moje odciągnięte mleko w zamrażarce, a mleko modyfikowane nie wchodziło w grę w naszym przypadku. Uważamy, że jest bardzo niezdrowe, nienaturalne i przepełnione składnikami, które nie są w ogóle potrzebne, a niektóre wręcz szkodliwe wliczając w to chemię i mleko krowie. W pewnym momencie jednak kupiłam 4 małe kartoniki mleka modyfikowanego na bazie soi na wszelki wypadek no i niestety znalazłam się w sytuacji totalnie pod ścianą, kiedy musiałam go użyć. April wypiła jeden kartonik, czyli jedną butelkę, i po tej jednej zaczęła mieć takie problemy z brzuchem, że nie macie pojęcia. Miała strasznie twardy brzuszek, płakała z bólu, nie mogłam jej uspokoić. Powiedziałam sobie wtedy, że ooo nie, teraz jestem jeszcze bardziej przekonana do tego, że nigdy nie będę tego używać.

 

Sami robiliśmy własne mleko modyfikowane

Zrobiłam trochę więcej researchu w necie i znalazłam kobiety, które same robią mleko dla swoich dzieci. Były różne rodzaje z różnymi składnikami jak np. kokosowe czy też bananowe, ale my postanowiliśmy postawić na mleko z nasion konopii, które w składzie miało te właśnie nasiona, irlandzki mech morski, wodę źródlaną oraz kilka daktyli. To mleko robiliśmy przez jakiś czas, a potem zaczęliśmy kupować gotowe w kartonach, które dalej ma bardzo dobry skład bez żadnych sztucznych dodatków lub innych „bardzo potrzebnych” rzeczy.

No i wiecie co, April nie miała ŻADNYCH problemów z żołądkiem po tym mleku. Nic, totalnie nic. Nie miała żadnych zaparć, żadnej biegunki, żadnych problemów z gazami. Lubi smak tego mleka, a to też jest ważne. Rośnie zdrowo, od samego początku aż do teraz jest dłuższa niż 98% dzieci w jej wieku i cięższa niż 95%. Nie ma żadnych problemów z jej rozwojem. Gdy jej pediatra dowiedziała się, że nie karmię już piersią i powiedziałam dlaczego nie chcemy mleka modyfikowanego i co dajemy April w zamian, odpowiedziała: „robicie genialną rzecz!”

 

Mleko z nasion konopii a marihuana

Chciałabym tutaj zaznaczyć, że mleko to nie uzależnia, nie jest narkotykiem! Nasiona konpii nie zawierają aktywnych składników. Ilość związku THC, który powoduje efekt podobny do tego po spożyciu narkotyków, to <0.3%. Nasiona te są bogate w zdrowe tłuszcze, minerały, wysokiej jakości białka, witaminę E, potas, magnez, wapno i wiele, wiele innych. Zawierają dużo kwasów tłuszczowych omega-6, omega-3 oraz kwas gamma-linolenowy, więc nasiona te łagodzą stany zapalne skóry (np. eczema) oraz objawy astmy, obniżają wysokie ciśnienie krwi, zmniejszają ryzyko chorób serca i tak dalej. [źródło] Zawarte w nasionach kwasy wspomniane wyżej bardzo dobrze równoważą stany zapalne wewnątrz organizmu i pozytywnie wpływają na pracę układu odpornościowego, który jest najbardziej istotny w walce z jakimikolwiek chorobami. [źródło]

Tak trochę już zbaczając z tematu i na szczęście to akurat nie dotyczy April, ale wielu innych ludzi tak – większe ilości związku THC w bardzo wielu przypadkach sprawiały, że nieuleczalne nowotwory bardzo się zmniejszały, a w niektórych przypadkach nawet całkowicie znikały! [źródło 1źródło 2] A dlaczego żaden z lekarzy nigdy nie powie o takiej naturalnej metodzie leczenia raka? A no dlatego, że w samych Stanach Zjednoczonych co rok konwencjonalne metody leczenia jak chemioterapia dają wpływ ponad 200 milardów dolarów! Nikt nie chciałby stracić takich pieniędzy, a kto by się przejmował umierającymi przez chemię ludźmi, nie? [źródło] Jeśli wy sami lub ktoś z waszych bliskich boryka się z jakimkolwiek nowotworem to bardzo polecam poszerzenie wiedzy na ten temat.

 

Rozszerzanie diety April

Zaczęliśmy od awokado, ale wtedy April nie była jeszcze do końca gotowa. Trochę połykała, ale jeszcze nie potrafiła przenosić jedzenia na języku z przodu ust do gardła. Próbowaliśmy co jakiś czas tym bardziej, że Mała zaczęła się dosłownie wgapiać na nas gdy jedliśmy, zaczęła wysuwać ręce, próbować łapać nasze jedzenie, a jak coś jej się udało chwycić to wsadzała sobie do buzi. To był taki znak, że można spróbować ponownie i wtedy faktycznie się udało, bo nic już jej nie wypadało z ust z powodu braku umiejętności wspomnianej przeze mnie przed chwilą, a wręcz przeciwnie – zaczęła mielić jedzonko w dziąsłach i połykać.

April nie dostawała i nie dostanie żadnych zupek dla niemowląt, soczków ani kaszek. W chwili obecnej jej ulubionym jedzeniem są zdecydowanie gruszki. Lubi też banany, mango i arbuza. Jeśli chodzi o tego ostatniego to wysysa z niego sok, a resztę wypluwa. Daję jej też ugryźć kawałki truskawek, gdy je jem.

1013161011
Tak je banana :).
1014160858a
Tutaj ja pierwsza zaczęłam jeść banana, a gdy April to zobaczyła to do mnie przyleciała i wyciągała ręce do góry!
1015161726
A taką minę mi walnęłą jak na jej oczach zjadłam ostatni kawałek arbuza.

Nie mam jakiegoś specjalnego sposobu na karmienie/nie karmienie jej. Czasem je np. jabłko starte na tarce, ale daję jej też całe kawałki owoców jak np. arbuz czy truskawki, bo chcę, żeby znała teksturę tego, co je, żeby mogła wszystko podotykać. Zazwyczaj gdy ja coś jem to ona też chce, więc albo ją sadzam na jej krześle do karmienia i na tacce kładę kawałki owoca, żeby mogła sobie chwytać i jeść, albo gdy np. jem banana to daję jej ugryźć kawałeczek, potem ja jem, później ona i tak na zmianę. Różnie to bywa. Nie mamy też żadnych konkretnych pór na karmienie, bo ja jem wtedy, gdy jestem głodna no i z nią jest podobnie, ale wiem kiedy April by coś zjadła mniej więcej, więc staram się dawać jej takie jedzonko 2-3 razy dziennie.. Czasami bardzo domaga się czegoś innego niż mleko i to jest mega fajne. Nie mamy wyznaczonej ilości jedzenia i April je tyle, na ile ma ochotę. Jeśli chce jeden kawałek mango to je jeden, a jeśli chce trzy to zje trzy i jest okej.

Tak, będziemy ją wychowywać w taki sposób i chcemy, by jadła to co my jemy, bo wierzymy, że jest to najlepszy sposób, by utrzymać zdrowie.

April jeszcze długi czas będzie za mała, by zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi, by wiedzieć dokładnie dlaczego nie jemy tego co nasi znajomi czy rodzina (poza powodem oczywistym – zwierzęta, bo to zrozumie o wiele szybciej). Jeśli ktoś będzie chciał częstować ją ciasteczkami, chipsami, serem albo smażonymi warzywami to jasno i wyraźnie poinformuję tę osobę, że sobie tego nie życzę. Nie będę jej dawać niczego poza tym co my jemy, chyba że jakieś inne owoce, bo w końcu może lubić co innego niż my. Na przykład, April lubi jabłka, a ja nie. Jeśli w wieku iluś tam lat, jak już będzie wszystko rozumiała, przyjdzie moment, że powie „mamo, wiesz co, wychodzę z koleżankami i chcę spróbować krwistego steka” to wyrażę swoje (ogromne) wątpliwości co do tego pomysłu, ale nie zabronię jej iść i spróbować, skoro podjęła taką decyzję na podstawie swojej wiedzy na ten temat. A jakby wróciła mówiąc, że było obrzydliwe i że źle się czuje to nie powiem jej „a nie mówiłam!” tylko wysłucham i zrozumiem. Nie wierzę jednak, by taka sytuacja, że April będzie chciała jeść coś takiego, kiedykolwiek miałaby mieć miejsce.

 

Czy Alicia również je same owoce

Nie, Alicia nie je samych owoców. Alicia nie jest już nawet weganką. Jestem pewna, że pozostałaby nią, gdyby nie presja otoczenia (jej matka, matki znajomi, jej babcia), ale czy teraz poszłaby naszymi śladami i jadłaby same owoce? Szczerze wątpię.

Jeśli chodzi o Alicię to ona od samego początku, gdy zaczęli jej rozszerzać dietę, jadła takie „tradycyjne amerykańske jedzenie”, więc nie zmuszamy jej teraz do zmian. Alicia na razie wie jak traktowane są zwierzęta, jak produkowane jest mleko, jajka, mięso i tak dalej, bo razem oglądaliśmy filmy o tych rzeczach. Na tym się głównie skupiła i nie potrafi jeszcze połączyć tego z wpływem na zdrowie i życie człowieka. Jestem dobrej myśli co do tego, że jak już zrozumie resztę to podejmie nową decyzję na podstawie nowej wiedzy. Na chwilę obecną lubi bardzo niezdrowe jedzenie, jednak ani ja ani Nathan nie kupujemy jej jedzenia typu ostre Cheetosy, cheesburgery, samo mrożone jedzenie albo innych tego typu rzeczy i wszystko jej oczywiście tłumaczymy i nie mówimy „nie, bo nie”. Nie będziemy jej jednak zmuszać do naszej diety, bo im bardziej byśmy zmuszali, tym większe prawdopodobieństwo (albo nawet pewność), że Alicia zaczęłaby się buntować i w końcu nie tknęłaby żadnych owoców ani nawet warzyw przez długi czas, a to nie o to chodzi. Bo jedzenie powinno być przyjemnością, a nie przymusem!

 

Do nastepnego!
Aga

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram