Aga in America

Kim jestem?

Mam na imię Agnieszka i jestem mamą trójki cudownych dzieci. Razem z nimi i mężem mieszkam na przedmieściach Atlanty w stanie Georgia w USA. Przeprowadziłam się tu z Warszawy, gdzie się urodziłam i wychowałam. Wegetarianką zostałam w wieku ok. 11 lat, na weganizm przeszłam w roku 2016, a na frutarianizm czy też witarianizm krótko po tym, bo już w 2017.

 

Moja historia

Mam doświadczenie z bardzo wieloma sposobami żywienia. W życiu jadłam mięso wszelkiego rodzaju, nabiał, czekoladę, chipsy, pizze i inne przetworzone produkty. Piłam różnego rodzaju napoje, soki z dodawanym cukrem, alkohol. Nigdy nie paliłam, ale niestety byłam bierną palaczką przez 21 lat. Brałam w życiu sporo leków, niektóre bardzo silne i to właściwie od dziecka, kiedy to antybiotyk miałam przepisywany właściwie co miesiąc…

Zawsze uważana byłam za „zdrową” osobę, ale jak teraz patrzę wstecz to wcale tak nie było. Wiecznie miałam katar, kaszel, gorączkę i inne objawy tego typu. Co chwilę diagnozowana byłam z anginą czy też ropnym zapaleniem gardła. Miałam bolesne i bardzo obfite miesiączki, a trądzik pojawił się u mnie dość wcześnie. Był bardzo ciężki i znajdował się nie tylko na twarzy, ale też na plecach, ramionach i dekolcie. Zmagałam się z wahaniami nastrojów, niższą temperaturą ciała, zimnymi dłońmi i stopami. Nie raz bolał mnie brzuch i miałam problemy z trawieniem. I wiele więcej.

Nikt nigdy nie zapytał o to, co jem.

Wiele z tych rzeczy widziałam jako coś normalnego, bo zawsze mi to towarzyszyło i… większość ludzi na świecie ma bardzo podobne, jak nie takie same objawy. Dopiero po zmianie diety na weganizm, gdy zauważyłam poprawę wielu z nich, zorientowałam się, że nic nie powinno wyglądać w taki sposób, w jaki wszystko doświadczałam. I zaczęłam grzebać głębiej.

 

Dlaczego weganizm

Wegetarianizm i weganizm to nie tylko dieta, ale i styl życia. A może nawet głównie styl życia. Mięso odstawiłam po tym, jak zobaczyłam mojego wujka zabijającego gołębie, z których następnie zrobił rosół, i którym to chciał mnie nakarmić. Niedługo po tym zabito kaczkę w mojej własnej wannie i to doświadczenie totalnie zmieniło moje nastawienie.

Gdy przyleciałam do USA mój teraz już mąż po poznaniu mnie stwierdził, że spróbuje diety bezmięsnej na miesiąc, by zobaczyć, jak się czuje. I już nigdy do niego nie wrócił! Na weganizm przeszliśmy razem zaledwie około rok później. Spowodowane było to głównie tym, że obejrzeliśmy kilka filmów dokumentalnych pokazujących jak traktowane są zwierzęta przeznaczone na mięso i produkcję nabiału oraz te, które wykorzystywane są w laboratoriach, zoo, cyrkach i innych. Najmocniejszym filmem był ten pt. „Ziemianie”.

 

Gdy do drzwi zapuka rak…

Cała moja rodzina po stronie mojej mamy chorowała na raka i wszyscy zmarli w dość młodym wieku. Łącznie z moją matką, która miała raka piersi i zmarła w wieku 39 lat oraz z jedyną siostrą zdiagnozowaną w wieku 22 lat z rakiem jelita grubego czwartego stopnia, która zmarła pół roku po diagnozie. Wszyscy poddali się konwencjonalnemu leczeniu – operacje, chemioterapia, radioterapia. Wszyscy zmarli.

Ja z kolei przez te wszystkie doświadczenia żyłam w strachu, stresie, niepewności, złości, smutku… Od dziecka.

Gdy dowiedziałam się o diagnozie mojej siostry sama poszłam na badania, bo dopiero wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że coś poszło nie tak. Nagle cała moja rzeczywistość, w której żyłam od urodzenia, przestała być normalna i naturalna. Miałam robione badania genetyczne, z których dowiedziałam się, że jestem nosicielką rzadkiej mutacji genetycznej o nazwie zespół Li-Fraumeni. Później poddałam się rezonansowi całego ciała oraz kolonoskopii i, szczęście w nieszczęściu, dowiedziałam się, że w moim jelicie znajduje się polip. Po zbadaniu go okazało się, że miał komórki rakowe. Wycięto mi fragment jelita grubego „na wszelki wypadek” i ta część na szczęście okazała się czysta. Kilka miesięcy później poddałam się prewencyjnej podwójnej mastektomii po to, by zmniejszyć ryzyko zachorowania na raka piersi prawie do zera.

W tamtym czasie zaczęłam wszystko kwestionować. Moje dotychczasowe życie, choroby członków rodziny, sposoby leczenia, leki, które miałam w życiu, moje objawy, różne problemy… I wszystko inne. Zaczęłam czytać, pytać, oglądać i dowiadywać się wszystkiego, co tylko mogłam. No i dowiedziałam się w końcu czegoś, co powinno być oczywiste dla wszystkich ludzi na świecie, a co niestety już takie nie jest – organizm człowieka stworzony jest tak, by leczyć się samodzielnie. Jedynym problemem tutaj jest to, że niestety zazwyczaj nie ma takiej możliwości, bo człowiek mu zwyczajnie przeszkadza.

Wtedy zorientowałam się, jak bardzo zniszczone było moje ciało – wewnątrz i zewnątrz. Zaczęłam dowiadywać się skąd pojawiły się moje problemy, skąd te komórki rakowe! Mniej więcej wtedy odwiedziłam w Polsce moją siostrę i w czasie mojego pobytu tam zadzwonił do mnie mąż. Powiedział: „Aga, znalazłem lek na raka!”

Oboje postanowiliśmy, że czas na zmiany. Nie tylko w naszym stylu życia ogólnie, ale przede wszystkim w diecie. Stąd też frutarianizm. Dla zdrowia. Dla zwierząt. Dla środowiska.

 

Wszystko idzie ku dobremu

Wiele zmieniło się po wprowadzeniu zmian w diecie. Mimo tego, że wcześniej byłam weganką to jednak nie był to bardzo zdrowy weganizm. W zakładce „frutarianizm” dowiecie się więcej na temat samej diety. Moje zdrowie znacznie się poprawiło. Przestałam chorować, moje miesiączki stały się bezbolesne, lżejsze i krótsze. Włosy mniej mi się przetłuszczają, dostałam więcej energii i stan mojej cery znacznie się poprawił. Zmian było więcej i na YouTube mam krótką serię filmów na ten temat.

 

Teraz wasza kolej

Wierzę w to, że każdy człowiek na ziemi jest tu po coś. Nic nie dzieje się bez przyczyny i choć nie na wszystko mamy wpływ to każde doświadczenie czegoś nas uczy i do czegoś nowego prowadzi.

Wiele doświadczyłam w życiu i wiem, że w chwili obecnej jestem w sytuacji, która pozwala mi na dzielenie się tym z innymi po to, by im pomóc. Moje doświadczenie i wiedza, którą niezmiennie zdobywam od kilku lat i nie zamierzam przestać, to mój sposób pomocy innym, a pomoc innym to właśnie mój cel.

Cieszę się, że tu jesteście i mam nadzieję, że zostaniecie na dłużej. Mam też nadzieję, że niedługo sami będziecie mogli pochwalić się Waszymi zmianami.