Muszę wam coś wyjaśnić

Wreszcie zebrałam się do napisania nowego postu. Wiem, że minęło bardzo dużo czasu od momentu, gdy napisałam coś konkretnego. W ciągu ostatnich paru miesięcy tyle się w moim życiu zmieniło, że musiałam niektóre rzeczy przewartościować, zastanowić się nad innymi, pożegnać się z czymś po to, by przywitać coś innego. Dzisiejszy post składać się będzie więc z krótkich aktualizacji na kilka różnych tematów, a w najbliższym czasie dodam kilka kolejnych tekstów, które wyjaśnią większość z poniższych spraw z większymi szczegółami.

 

 

Tak, żyję i wszystko jest ze mną ok!

Nie, człowiek nie potrzebuje mieć jedzenia w swoim organizmie 24h/7. Nie, człowiek nie umrze z głodu po 7 dniach od niejedzenia… po 22 też nie. Nie, organizm po takim czasie bez jedzenia nie jest wyniszczony i nie jest bardziej podatny na choroby!

Ja czuję się naprawdę OK. Serio,  wszystko jest ze mną w porządku. Mam energię i powiedziałabym nawet, że mam jej więcej, niż przed głodówką. Śpię lepiej i jestem wyspana szybciej. Wczoraj poszłam na przykład na zajęcia pilatesu i jako że zajęcia te nastawione są na budowanie siły i masy mięśniowej to myślałam, że nie będę w stanie zbyt dużo zrobić, bo muszę wszystko w moim ciele odbudować. Okazało się jednak, że zrobiłam prawie wszystko, co trenerka pokazywała i naprawdę jestem z siebie dumna i oznacza to, że jestem nawet w lepszej formie, niż ja sama myślałam.

 

Nie uciekłam z żadnej sekty

Nigdy w życiu nie byłam w żadnej sekcie. W żadnej sekcie nie jestem i nie mam zamiaru do żadnej dołączyć. To słowo wzbudza sporo negatywnych emocji, więc używane jest bez pomyślunku wszędzie, gdzie się da, by przyciągnąć widza czy też czytelnika. Ludzie wiedzą, że jak wpiszą to słowo w tytuł i może nawet dodadzą jeszcze „na szczęście przeżyła” albo coś takiego, to będą mieli więcej wyświetleń, a, co za tym idzie, zarobią więcej pieniędzy.

Apeluję, by nie wierzyć bezgranicznie we wszystko, co widzi się na portalach plotkarskich czy też słyszy się w telewizji. To, co mówią przypadkowi ludzie, którzy mnie w ogóle nie znają naprawdę w zdecydowanej większości będzie nieprawdą. Jedyne prawdziwe informacje wziąć można od osoby zaangażowanej bezpośrednio, czyli w tym przypadku ode mnie.

 

Woda nie leczy ani raka, ani niczego innego

W Kostaryce nie leczyłam się wodą. Woda niczego nie uleczy, to nie była żadna terapia wodna. To była głodówka na wodzie, której zadaniem było oczyszczenie organizmu i pozwolenie mu na to, by sam poradził sobie z danym problemem. Nawodnienie jest w tym przypadku niesamowicie istotne, stąd picie dużej ilości wody. To organizm człowieka sam się leczy!

Dodatkowo, ja byłam zdiagnozowana z guzem, nie z rakiem. Nie każdy guz czy też nowotwór ma komórki rakowe, pamiętajcie o tym. I tak, nie miałam biopsji, więc nie wiem dokładnie co to było, natomiast nie zmienia to faktu, że NIE byłam zdiagnozowana z rakiem. Co za tym idzie, nikt nie proponował mi chemioterapii.

 

Hejt, hejt, hejt

Naprawdę mało obchodzi mnie to, jakie wiadra pomyj są na mnie wylewane. W sumie to w ogóle mnie to nie obchodzi. Opłukuję się i idę dalej :).

 

Zmiany na blogu

Zmiany zaszły nie tylko we mnie, ale też i w tym, co chcę robić, czego nie chcę, itp. Znudziło mi się na przykład już moje logo ;). Uwielbiam je, ale długo je już tu mam. Nadejdzie więc tutaj trochę zmian. Planuję przebudowę mojego bloga oraz chcę pójść w trochę innym kierunku. Mam nadzieję, że to zrozumiecie, a o szczegółach opowiem w swoim czasie.

 

 

Pamiętaj, że zawsze lepiej jest dowiedzieć się czegoś u źródła. Zapytać, jeśli się nie jest pewnym, jeśli coś nas martwi. Wierzenie we wszystko, co czyta się na portalach plotkarskich, słyszy w radiu czy tez telewizji daleko nikogo niestety nie zaprowadzi.

 

Przesyłam ogrom pozytywnej energii!

 

 

Do następnego,

Aga

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram