Migawki z ostatniego czasu i co się u nas dzieje

Hej! Dawno nie było takiego luźnego postu, więc pomyślałam, że napiszę wam coś takiego. Powiem wam, że naprawdę tyle się dzieje w ostatnim czasie, że czas leci jak szalony i wczoraj aż się zszokowałam, gdy zdałam sobie sprawę z tego, że Owen ma już prawie miesiąc! Mam wrażenie, jakbym dopiero co urodziła, a on ma już miesiąc. Niesamowite to jest. Mały rośnie, je, śpi, brudzi pieluchy, domaga się przytulania… I jest zadowolony z życia :).

Często pytacie jak April zareagowała na małego, jak się zachowuje, czy jest zazdrosna… Nie, nie jest zazdrosna i zachowuje się jak prawdziwa starsza siostra. Gdy Owen płacze to April mówi: „baby’s crying, I need to check on him!” i idzie do małego sprawdzić co się dzieje po czym za chwilę mówi: „you need to feed him and burp him!” Mega fajne to jest. Śpiewa mu, całuje go, chce go trzymać. Chciałabym zatrzymać te chwile na zawsze, no ale nie da się, dlatego cieszę się, że mam aparat, by jednak coś tam zachować.

 

Ostatni tydzień u nas był bardzo zimny! To znaczy, bardzo zimny to może trochę za dużo powiedziane, a już zwłaszcza w porównaniu z tym, co pamiętam z Polski, ale naprawdę o wiele chłodniej było niż na przykład rok czy dwa lata temu. Wszystko się jakoś dziwnie zmienia i nie wiadomo czego się spodziewać. Nadal nie mam zbyt ciepłych ciuchów i najgorsze jest to, że znalezienie ich nie jest wcale takie proste. Jak ostatnio łaziłam po różnych miejscach, by znaleźć coś dla dzieci to, uwierzcie mi, nieźle się sfrustrowałam. Nie znalazłam na przykład żadnej normalnej kurtki dla April, bo zamiast zwykłych kurtek w sklepach są… płaszcze. Ładne płaszcze z ozdobami i tak dalej no i okej, są fajne, ale co z tego? Jak ona w takim płaszczyku na plac zabaw wyskoczy to zaraz będzie do wywalenia, nie wspominając o braku komfortu. Ahh, weźcie, same problemy :P.

 

 

Mieliśmy też przemiłych gości! Jagoda, Przemek i ich mały Antoś odwiedzili nas i poznali naszego Owena. Mega szkoda, że mieszkają tak daleko, bo w przeciwnym razie z Jagodą widziałabym się pewnie o wiele częściej, a tak to niestety musimy się dość ograniczyć, co jest przykre dla mnie. No ale, jak to się mówi, lepsze to niż nic :)). I dodam wam przy okazji zdjęcie, które zrobiłyśmy sobie z Jagodą jakiś czas temu… Najpierw dwa brzuszki, a potem dwójka chłopców między którymi jest tylko 8 tygodni różnicy.

 

 

Na koniec dodam, że ostatnio dopadła mnie wena w kwestii surowych przepisów, ale… nie mam czasu na ogarnięcie ich! Nie ukrywam, że mnie to trochę irytuje, bo naprawdę chciałabym spróbować zrobić to, co siedzi mi w głowie, a mam pomysły na np. witariańskie pancakesy czy też chlebek, który próbowałam robić już wcześniej i nigdy mi nie wychodził. Trzymajcie kciuki, żebym gdzieś tam wykopała trochę czasu, bo jak mi to wszystko wyjdzie to chętnie się z wami owymi przepisami podzielę.

A ze mną wszystko jest ok! Próbuję się ogarnąć z tą całą sytuacją i dalej się wszystkiego uczę. Przedwczoraj pierwszy raz wyszłam z domu z całą trójką i jak Alicia sama się ogarnęła, wiadomo, tak zabranie April i Owena w tym samym czasie było nie lada wyzwaniem. Udało mi się, ale się napociłam haha Wiem, że każdy kolejny raz będzie coraz łatwiejszy, to po prostu kwestia wyrobienia sobie jakiegoś sposobu na to, by nakarmić wszystkich w tym samym czasie i wyjść, gdy są usatysfakcjonowani ;). No i oczywiście nie mogę też zapominać o sobie.

Także, jak widzicie, świat kręci mi się wokół dzieci… i prania. Prania robię tyle, że szok. Dziś koszulkę zmieniłam 3 razy, no bo wiadomo – noworodek. Ale to mnie bardziej śmieszy niż martwi, takie życie.

 

 

Mam nadzieję, że u was wszystko ok!!

 

 

Do następnego,

Aga

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram