Jak sprawić, by dziecko samo kładło się spać

Od dawna zastanawiałam się jak wyjaśnić tę całą sprawę i w sumie do tej pory nie wiem, ale postanowiłam w końcu ten tekst napisać na podstawie moich doświadczeń i obserwacji, i mam nadzieję, że na bieżąco wszystko będzie się w mojej głowie rozjaśniać. Z jednej strony mogłabym powiedzieć, że odpowiedź na to zagadnienie w tytule postu zależy od tego, tego i tamtego, a z drugiej strony według mnie to naprawdę bardzo proste. Sęk w tym, że nie ma czegoś takiego jak „ale z ciebie szczęściara”, a przynajmniej nie zdarza się to bardzo często no i jeśli dziecko ma już 2 lata na przykład i do tej pory zawsze kładło się spać na drzemki razem z rodzicem to nagła zmiana raczej nie będzie możliwa. Fakt, że April w większości przypadków sama kładzie się na drzemki to nie jest kwestia szczęścia. To jest na przykład nasza praca, którą włożyliśmy w całą sprawę wcześniej oraz to, jak ona się czuje z nami czyli przede wszystkim to, jak my ją traktowaliśmy i dalej traktujemy. Jako głupie dziecko, które nic nie wie czy raczej jako osobnego człowieka z jego własnymi potrzebami?

Aktualnie nie mam niestety możliwości spać kiedy tylko chcę, no bo wiadomo jak to jest być mamą dwójki małych dzieci, z domem i innymi obowiązkami na głowie. Ale z drugiej strony ten dwuipółletni człowiek, moja córka, jest w zupełnie innej sytuacji i w większości przypadków ma możliwość spać właśnie wtedy, gdy ma na to ochotę.

Gdy dzieci się rodzą to totalnie nie ogarniają dnia i nocy. Nie wiedzą, że jak jest ciemno to jest czas na spanie, gdy jasno to nie śpimy, a po lunchu ucinamy sobie drzemkę. Nie wiedzą, nie rozumieją, to na nich absolutnie nie działa i oczekiwanie, że będzie inaczej wiązać się będzie w większości przypadków z zawiedzeniem i ogromnym stresem, który dotknie nie tylko rodzica, ale i dziecko. W brzuchu mamy jest dużo bujania, gdy kobieta spaceruje, sprząta, ćwiczy, itd. Jest cieplutko, przytulnie i ciasno. Jeśli więc położy się noworodka w łóżeczku czyli na otwartej przestrzeni tak naprawdę, na plecach ubranego w pajacyk i oczekując, że tak będzie spało bez zająknięcia, to niestety można się nieźle rozczarować.

Często słyszę od rodziców coś w stylu „nasz syn nie zaśnie nigdzie indziej, tylko w wózku” albo „moja córka musi być bujana, bo inaczej nie zaśnie”. To wszystko to kwestia zwykłego przyzwyczajenia. Tego, że rodzice pozwolili na to wcześniej, bo tak było zwyczajnie łatwiej. Wiadomo, jak rodzic nie ma kiedy porządnie odpocząć to w końcu dojdzie do momentu, gdy zrobi wszystko, co się da, by się to zmieniło. Ulega więc i daje spać w wózku, gdzie dziecko zasypia szybciej, bo jest bujane w te i we wte i później ciężko jest mu zasnąć w łóżeczku, które w ogóle się nie rusza, wygląda inaczej i tak dalej. I to jest całkowicie zrozumiałe i łączę się w bólu jeśli chodzi o brak snu, jednak warto pamiętać, że ta konkretna sprawa pociągnie za sobą pewne konsekwencje, które później stworzą jeszcze większy problem. Dziecku w wózku jest komfortowo, zna to miejsce, jest bujane lekko, czuje się bezpiecznie. Tak samo mogłoby być z łóżkiem, ale to miejsce z kolei często kojarzy się dzieciom jako coś niefajnego, bo są zmuszane do spania w nim, gdy nie chcą, gdy jeszcze nie są śpiące, są zostawiane same sobie płaczące… I uwierzcie mi, że fakt, iż wasza 9-miesięczna córka śpi tylko w wózku albo wasz 3-letni syn śpi z wami w łóżku i nie chce spać nigdzie indziej nie oznacza, że tak to będzie wyglądało „do osiemnastki”. Tak samo jak fakt, że dziecko w wieku 12 miesięcy dalej nosi pieluchy nie oznacza, że będzie je nosiło do końca życia.

 

Ja nie miałam żadnego konkretnego pomysłu ani tym bardziej planu co do tego, jak sprawić, by nie mieć problemów z kładzeniem April spać. Z nami w łóżku spała przez około 3,5 – 4 miesiące i po tym czasie położyliśmy ją po prostu spać w jej łóżeczku i została tam bez żadnego problemu. Zaznaczyć tu jednak muszę, że bywały noce, w których spała na podłodze albo na jej foteliku, więc to też nie jest tak, że była całkowicie przyzwyczajona tylko do jednego miejsca. W granicach rozsądku i z moderacjami, bo wiadomo, że liczy się bezpieczeństwo, mogła sobie ucinać drzemki tam, gdzie zasnęła, a jeśli danej nocy nie chciała spać w łóżeczku to przeniosłam ją do fotelika lub odwrotnie. April, gdy była malutka, potrafiła zasnąć na jej macie do zabawy i ja jej nigdy nie przenosiłam. Jedyne co to nakryłam ją kocem albo coś i tyle. Totalnie nie popieram zmuszania dzieci do spania wtedy, gdy rodzic sobie zażyczy (fajnie by było, no ale jednak bez przesady) i tam, gdzie rodzic sobie zażyczy. Mnie bardzo zależy na tym, by dziecko miało możliwość podjąć własną decyzję nawet wtedy, gdy jeszcze „nic nie rozumie”, bo ma zaledwie kilka miesięcy. Ale znów – w granicach rozsądku, bo jednak bardzo małego dziecka nie zostawiłabym np. na kanapie, gdyż minuta i wylądowałoby na podłodze, a tego lepiej uniknąć.

April miała taki czas, gdy strasznie płakała, napinała mięśnie i w nocy budziła się z płaczem. Najpierw myślałam, że to zęby, później że może coś ją boli, a potem, że co, jeśli się czegoś boi. I pewnego dnia nagle wpadła mi do głowy myśl – może ona nie lubi spać w łóżeczku! Miejsce zabudowane ze wszystkich stron i ani wyjść, gdy ma się ochotę, ani nic. Zero wolności, a ona już wtedy chodziła i była dość samodzielna jak na swój wiek. Powiedziałam Nathanowi, żeby zdjął jedną ściankę z łóżeczka i tak je zostawiliśmy. I do tej pory tak śpi! Nathan ją kładzie bez problemu tak naprawdę, czyta jej książki, potem śpiewa krótką piosenkę, daje jej całusa i wychodzi. Są takie krótkie okresy, gdy April wychodzi z łóżka i z krzykiem szuka albo mnie, albo jego i jest to dość męczące dla wszystkich, ale zdarzają się rzadko.

A jeśli chodzi o drzemki to jest bardzo podobnie – nigdy jej nie zmuszałam do tego, by spała o konkretnej porze każdego dnia. Jak była malutka no to wiadomo, że spała cały czas, ale później już zaczynała się rozglądać, poznawać wszystko, więc i drzemki się zmieniły. Pozwoliłam jej na to, by sama sobie wypracowała swój rytm, by sama poznała jak to wszystko wygląda. W tym momencie mała śpi mniej niż jeszcze kilka miesięcy temu, wiadomo. Czasem zaśnie na podłodze, czasem w aucie, czasami ze mną w łóżku, a innym razem pójdzie sobie do swojego pokoju, położy się w łóżku z książką i po paru minutach śpi.

 

 

Czasami mówię jej po prostu, że chcę odpocząć, łapię za książkę, a ona sama się bawi jakiś czas, po czym kładzie się spać na kanapie. Są też przypadki, gdy ja coś robię tu i tam, a ona do mnie, że idzie spać.

 

Dzieci nie śpią z różnych powodów… Nie są śpiące, nie są wystarczająco śpiące, wolą się bawić, coś je rozprasza, jest za głośno, za cicho, za jasno, za ciemno, za ciepło, za zimno, są głodne, spragnione, coś je swędzi lub boli, widzą, że inni nie śpią, więc i one nie chcą, chcą pogadać z rodzicem, którego nie widzieli cały dzień albo przytulić się do mamy jeszcze na chwilę. Ja sama czasem wręcz zapałki sobie w oczy wkładam, by poczekać na Nathana albo oczy mi się zamykają, ale próbuję nie spać, bo czytam super książkę… Czyli w sumie jestem trochę jak te dzieci, nie? Są takie, które potrzebują więcej ciepła i muszą się poprzytulać do rodzica przez 15 minut przed snem, a są takie, które same pójdą spać (April woli się poprzytulać i dać mi milion całusów w każdą część ciała, ale czasem to pomija, więc ma trochę z obu stron). Zmuszanie ich do zostania w ich łóżku, w ich pokoju, zamykanie drzwi na klucz, krzyki, wyzwiska, klapsy, wzbudzanie winy, strachu, sprawianie, że dziecko zalewa się łzami… Nic z tego nigdy niczego dobrego nie przyniesie. I tak, dziecko w końcu przestanie was wołać, przestanie chcieć się przytulać dłużej niż wam to pasuje i przestanie płakać, a wy będziecie mieli spokój, ale… No jest duże „ale”. Bo to nie byłby efekt tego, że dziecko czuje się dobrze, bezpiecznie, że czuje się zadbane i kochane, tylko tego, że z doświadczenia wie doskonale, że nie otrzyma pomocy, że nie może zaufać, nie ma na kogo liczyć. Nawet na rodziców, którzy przecież powinni być tymi, na których liczyć można, którzy pomogą i będą się troszczyć. A jeśli dziecko w momencie, gdy jest od tych rodziców właściwie całkowicie zależne nagle zdaje sobie sprawę z tego, że nie może na nich polegać i czuje się odrzucone to nie liczy się już nic innego i efekt na nim pozostanie na zawsze.

Niedawno April budziła się w nocy i przychodziła do nas z płaczem, co wiązało się z tym, że ja się budziłam i później byłam nieprzytomna cały dzień. Wiecie jak to jest być w ciąży… jeśli wiecie. Jak nie to powiem wam, że sen jest niesamowicie istotny. No w każdym razie, jej uczucia, potrzeby i emocje były przeze mnie akceptowane, ale nie mogłam zaakceptować zachowania, które za tym szło, bo dotykało bezpośrednio mnie. I wiecie, co zrobiłam? Pogadałam z nią. W tym poście napisałam wam nasz dialog na ten temat, więc zajrzyjcie, jeśli jesteście ciekawi. Pomogło od razu i tamtej nocy nas nie obudziła, a później powtórzyłam to jeszcze parę razy na wszelki wypadek najpierw mówiąc z rana, że tak super mi się spało, że przespałam całą noc i bardzo jestem jej wdzięczna. I od tamtej pory jeśli już nas budzi to po coś konkretnego jak np. „chce mi się pić” i faktycznie pije wtedy pół szklanki wody, a później wraca do spania.

 

 

Obawiam się, że niektórzy z was mogą poczuć się rozczarowani tym postem, bo być może spodziewaliście się konkretnych rad, konkretnych kroków, jak to magicznie zrobić, by wszystko było łatwiejsze lub jak wszystko naprawić. Niestety problem polega na tym, że w tym przypadku jak coś się zepsuje to naprawić ciężko… czasami bardzo ciężko. Da się, ale wymaga to pracy, cierpliwości i samozaparcia nie tylko ze strony rodziców, ale i tych dzieci (napiszę o tym więcej innym razem). Według mnie kluczem jest traktowanie dziecka jak drugiego człowieka, a nie lalkę, z którą można robić co się chce. Dodatkowo, niesamowicie istotne jest to, by szanować jego granice, by je akceptować i rozważać pamiętając jednocześnie o swoich własnych i broniąc je, ale w sposób, który – znowu – pokazuje dziecku szacunek, zrozumienie i akceptację. Bo bez tego zostanie tylko stres, strach i zaufanie znacznie spadnie. Są badania pokazujące, że dzieci, które zostawiane są w łóżeczku, by się zapłakały do spania są znacznie bardziej narażone na problemy jak np. nerwica, napady paniki, depresja, ogromny stres, itp. Bo takie coś sprawia, że dziecko jest w ogromnym stresie, przez co jego organizm produkuje duże ilości hormonu stresu, który odpowiedzialny jest za wiele problemów, nawet tych z naszym zdrowiem fizycznym.

 

Dzieci naprawdę nie robią tego po to, by was wkurzyć. Nie myślą sobie, że popłaczą przed spaniem i wstaną kilka razy w nocy po to, żeby tylko wam zrobić na złość. One serio mają jakiś powód i czasem, powiedziałabym nawet często, powód ten dla nas dorosłych jest błahy i my zwyczajnie odwrócilibyśmy się na drugi bok i wrócilibyśmy do spania, zamiast wstawać i wołać innych domowników. Pamiętajmy jednak, że mówimy tu o małych dzieciach, które wszystkiego dopiero się uczą, wszystko poznają, bardzo się zmieniają właściwie każdego dnia, codziennie widzą i słyszą coś nowego i czasem mają taki bałagan w głowie, że aż spać nie mogą. Warto na to wszystko zwrócić uwagę i dać im trochę więcej zaufania i zrozumienia.

 

 

Do następnego,

Aga

 

 

 

Jeśli lubisz czytać mojego bloga to zagłosuj na mnie klikając na banner niżej! Dzięki :)!

glosowanie

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram