A włosy myję raz na półtora tygodnia

Wiele osób pytało o moją pielęgnację włosów, więc gdy na Instagramie do zdjęcia dopisałam, że włosy nie były myte od 8 dni to dostałam bardzo dużo wiadomości na ten temat. Jedni pisali, że to niemożliwe, bo mam naprawdę ładne włosy. Inni, że sami muszą myć codziennie i mi zazdroszczą, inni mówili, że bardzo są zainteresowani tym tematem i prosili o więcej, a jeszcze inni, że chodzę brudna i powinnam się wstydzić :). Pomyślałam więc, że napiszę szybko post o mojej pielęgnacji włosów.

Ja nie robię dużo, myję je jedynie raz na około półtora tygodnia i tyle. Nie przetłuszczają mi się! Nie używam żadnej odżywki, żadnej płukanki, nigdy nie farbowałam ani nie rozjaśniałam, nie suszę, nie prostuję… Myję, czeszę i daję wyschnąć naturalnie. Raz na ruski rok zdarzy się sytuacja, że gdzieś tam będę szła z jakiejś większej okazji i wtedy możliwe, że je trochę wyprostuję albo zakręcę, ale teraz zdarza mi się to już niesamowicie rzadko. Dalej jednak nie używam lakieru ani nic takiego. Kiedyś natomiast włosy myłam co dwa dni, bo inaczej mi się przetłuszczały. Używałam szamponu i odżywki. Często suszyłam, często prostowałam. Zdarzało mi się też używać olejków na końcówki, bo bardzo mi się puszyły. Różnica jest więc ogromna!

Pozwólcie, że wam wyjaśnię jak do tej zmiany doszłam.

 

 

Popularne szampony, które są pełne chemii, usuwają z włosów wszystko – wszystkie naturalne oleje, cały naturalny łój. Większość z nich wysusza włosy i dlatego dodają do każdego szamponu odżywkę i olejki z tej samej serii po to, by nawilżyć te włosy, które ich szampon dopiero co wysuszył… i by jednocześnie zarobili więcej pieniędzy. Używanie szamponu i odżywki to zastępowanie tego, co wasz organizm zrobiłby samodzielnie, jakby miał na to szansę. Taki rygor bardzo zaburza naturalną gospodarkę łoju. Im częściej myje się włosy, tym jest gorzej, bo przy każdym umyciu zmywacie wszystko, łącznie z tym, co powinno być na waszych włosach i skórze głowy, więc wasz organizm reaguje w taki sposób, że produkuje tego więcej, bo nigdy nie ma wystarczająco. Także myjąc włosy codziennie sprawia się, że organizm produkuje znacznie więcej łoju, niż gdybyście myli włosy załóżmy co 4 dni, co z kolei prowadzi do wrażenia, że „musicie” je myć codziennie, bo wam się przetłuszczają. No pewnie tak jest, a to z kolei wina mycia codziennie i używania niezdrowego szamponu, więc mamy błędne koło. Dlatego też przy np. nie umyciu włosów przez 3 dni lub przy zmianie metody ich mycia ludzie często rezygnują z dalszej drogi, bo mają po prostu zwiększoną produkcję łoju i uważają, że to nie dla nich, że nie tak powinno być. To mija, ale nie wiadomo ile to zajmie – zależy od każdego człowieka z osobna. Jeśli używacie np. lakieru do włosów albo jakiegoś żelu czy pasty no to wtedy trzeba pamiętać o tym, że naturalne metody tego nie zmyją, że wszystko tam w tych włosach zostaje. Dlatego te naturalne metody są dla tych, którzy nie używają tego typu produktów a, co ciekawe, im lepsza kondycja włosów tym mniejsza potrzeba na używanie czegokolwiek dodatkowego.

 

Co ważne, nie jest to tylko kwestia używanych produktów, ale również diety i naszego stylu życia. Ja po przejściu na surowiznę bardzo szybko zauważyłam, że włosy miałam w lepszym stanie. Zawsze były gęste i grube, ale po zmianie diety stały się bardziej lśniące, miękkie, lepiej się układały, przestały się puszyć i po prostu nie widziałam, by wymagały już tak częstego mycia. Wiele innych osób, które do mnie piszą, zauważyły te same zmiany. Przestałam też używać chemii i aktualnie myję włosy szamponem od Truly Organic i uważam, że to naprawdę fajny produkt (ale znów – ten naturalny szampon nie zmyje np. pasty z włosów).

Jeśli chodzi o styl życia to niesamowicie ważnym aspektem jest stres. Ma on ogromny wpływ na to, co się z nami dzieje nie tylko jeśli chodzi o reakcje typu trzęsące się dłonie, ale przede wszystkim nasze zdrowie, a, co za tym idzie, również stan naszych włosów. Do tego dochodzi też np. wieczne niewyspanie, zmęczenie. To wszystko łączy się w jedną całość.

 

Im włosy, skóra i organizm ogólnie zdrowsze, tym mniejsza jest w ogóle konieczność, by używać czegokolwiek zaczynając od skóry głowy, a kończąc na palcach u stóp.

 

Jak już napisałam, ja w chwili obecnej myję włosy raz na ok. półtora tygodnia naturalnym szamponem, o którym wam już wspomniałam wyżej. Płuczę je po umyciu zimną wodą, czeszę gdy jeszcze są mokre i zostawiam aż same wyschną. April ma włosy myte samą wodą. W przyszłości chciałabym zmienić mój szampon na miksturę z wody i octu jabłkowego, ale jakoś nie spróbowałam tego jeszcze, sama nie wiem czemu. Moje włosy nie są tłuste nawet, jak zdarzy mi się nie umyć dłużej niż półtora tygodnia i to jest bardzo ciekawe według mnie. Tak samo skóra na twarzy – nie jest ani sucha, ani tłusta (kiedyś miałam tłustą). Gdy stwierdziłam, że chciałam zmienić częstotliwość mycia to zaczęłam wydłużać czas między umyciami o jeden dzień. Czyli jak na początku były to dwa dni to później czekałam trzy, potem cztery i tak sobie dodawałam. I poszło w sumie bez problemu, co samą mnie nieco zdziwiło. Wiem natomiast, że u niektórych taka zmiana trwać może dłużej, a już zwłaszcza, jeśli ktoś chce przejść od razu na roztwór, o którym wspomniałam lub samą wodę, bo i tak się da. Serio. Wtedy polecam uzbroić się w cierpliwość. Powiem wam ciekawostkę, że włosy bardzo mi się przetłuszczały po mojej mastektomii, co wiążę bezpośrednio ze wszystkimi lekami, które wtedy dostałam, a przede wszystkim z tym, co mi dali, by mnie uśpić. Nie zaczęłam ich jednak myć częściej, po prostu przeczekałam aż mój organizm się trochę oczyścił.

 

Muszę tu jeszcze dodać, bo i takie pytania dostałam – co z kurzem i jakimiś innymi osadami na moich włosach, które później kładę na poduszce. Odpowiedź jest bardzo prosta – tak jak nie piorę codziennie pościeli, ręczników, dywanów i innych rzeczy, na których osadzają się wszelkie różności (czyli właściwie wszystko w domu), tak nie myję codziennie włosów. Nie popieram życia w sterylnych warunkach, a wręcz jestem temu przeciwna. Oczywiście nie chodzi mi tu o mieszkanie w syfie, ale naprawdę nie warto się zamartwiać wszystkimi ewentualnymi zarazkami i bakteriami, bo nigdy w życiu wszystkich się nie pozbędziecie, a nawet, jakby się wam to udało, to nie jest to dobre dla waszego zdrowia. A już szczególnie dla dzieci, których układ odpornościowy dopiero się rozwija i potrzebują bodźców, by mu pomóc.

 

 

To nie jest kwestia bycia inną czy lepszą od reszty. To jest kwestia chęci bycia zdrową i po prostu też tego, by mieć wygodne życie. Bo o wiele fajniej jest mi myć te włosy raz na półtora tygodnia, niż marnować czas i robić to codziennie albo co dwa dni (a pamiętam mycie włosów w Polsce przed szkołą, gdy musiałam wyjść z domu w zimę na mróz i śnieg o 6:40, by zdążyć na autobus… brrr, zimno, ciemno, wcześnie, a tu trzeba było włosy umyć i wysuszyć, by gdziekolwiek wyjść!). Co więcej, oszczędzam pieniądze na produktach do pielęgnacji i jednocześnie przyczyniam się do lepszego stanu środowiska, bo używam jedynie szamponu starczającego mi na długi czas – nie wywalam więc tony plastiku do kosza non stop. A plastik, jak już wiecie, zalega na naszej ziemi i w oceanach niszcząc nie tylko rośliny, ale też zwierzęta. Myślę, że to wszystko to naprawdę super powody, by się nad tym zastanowić.

 

 

Jeśli macie jakieś dodatkowe pytania to piszcie w komentarzach.

Do następnego,

Aga

 

 

 

Jeśli lubisz czytać mojego bloga to zagłosuj na mnie klikając na banner niżej! Dzięki :)!

glosowanie

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram