Gdy zachowanie mojej 2,5-latki sprawia mi duży problem

Nie jest tak, że wszystko, co April robi przyjmuję z totalnym spokojem. Nie wszystko mi się podoba, nie wszystko popieram, ale jednocześnie nie sprawiają mi jakiegoś bezpośredniego problemu. Są jednak i takie sytuacje, które taki problem jak najbardziej mi przysparzają i wtedy nie zostawiam ich tak po prostu. Nie odpuszczam, nie siedzę cicho. Bo dlaczego miałabym? Przecież ja i moje dziecko nie jesteśmy jednością i zdecydowanie nie jestem typem rodzica, który się dziecku podporządkuje w każdej sytuacji. Nie jestem też typem, który w takich sytuacjach używałby siły, autorytetu i argumentu „BO TAK” albo „bo ja jestem rodzicem!” Wolę jednak podejście, które ma zachowany szacunek do mojego dziecka i które jednocześnie jest szczere i pomoże mi.

Wiele razy dostałam komentarze tutaj na blogu, że małe dzieci trzeba trzymać krótko, bo inaczej niczego się nie nauczą. Albo że przecież to oczywiste, że dane zachowanie dziecka sprawia rodzicowi problem, więc czemu to dziecko dalej to robi! Zdarzyło mi się również przeczytać, że dzieci w wieku April, a mała ma w chwili obecnej 2,5 roku, nie potrafią myśleć (!) lub że nie myślą „poprawnie”, więc żadne rozmowy nic nie dadzą.

Mam oczywiście inne zdanie na ten temat i jeśli was ono interesuje to czytajcie dalej!

 

 

Czy to wszystko jest naprawdę takie oczywiste?

Bardzo często zdarza się, że człowiekowi nie pasuje zachowanie jego partnera na przykład, ale mówi niewiele poza tym, że, cytuję, „powinieneś to wiedzieć!” No nie do końca. Liczenie na to, że ktoś się domyśli co nam nie pasuje przed lub nawet po zrobieniu danej rzeczy jest bardzo ryzykowne i bardzo często wiązać się będzie ze zwykłym zawiedzeniem, które pokaże się w złości i pretensjach, a to prowadzi jedynie do kłótni, złego samopoczucia i żalu w stosunku do drugiego człowieka.

Tak samo jest z dziećmi. Skąd 2-latek ma wiedzieć, że łapiąc za ten wazon stojący na stole sprawi, że wasze serce podskoczy do góry z przerażenia, że ów wazon się stłucze? Skoro postawiony był w miejscu, do którego tak małe dziecko spokojnie sięgnie to dla niego znaczy tylko i wyłącznie tyle, że nie jest to problem. Albo skąd 4-letnie dziecko ma wiedzieć, że wlanie zwykłego płynu do naczyń do zmywarki sprawi, że nasza kuchnia zamieni się w basen pełen piany, skoro nigdy mu o tym nie powiedzieliśmy? Widział nas wlewających tam płyn, więc stwierdził, że chce odciążyć mamę i pomóc z naczyniami. A w zamian dostaje klapsa i karę…

 

 

Dzieci nic nie rozumieją i nie potrafią myśleć!

Wiecie, że mózg dziecka rozwinięty jest w aż 85% przed 3. urodzinami? Albo, że dziecko w 26. tygodniu ciąży, dalej będąc w brzuchu, zaczyna rozróżniać głos mamy od głosu taty? W wieku ok. 2,5 lat naprawdę intensywnie zaczyna się rozwijać zdolność logicznego myślenia i analizowania, więc tak zwany consious mind (w dosłownym tłumaczeniu „przytomny umysł”, czyli część mózgu, który odpowiedzialny jest za analizowanie, za wyobraźnię, strach, itp. – świadomość) jest w coraz większym użyciu, niż unconsious mind („nieprzytomny umysł” – podświadomość), który używany był do tej pory, a który odpowiedzialny jest za reakcje, uczucia, emocje. Co ciekawe, każdy człowiek w większości używa właśnie tej części odpowiedzialnej za reakcje, a nie za analizowanie, choć niestety analizowanie jest silniejsze niż uczucia, co czasem może sprawiać pewne problemy.

To, że dziecko nie potrafi jeszcze do końca logicznie myśleć nie oznacza, że jest głupie. Nie oznacza to, że nie powinno się z nim rozmawiać, tłumaczyć mu wszystkiego, mówić o swoich uczuciach i nazywać jego. Dzieci rozumieją więcej niż wam się wydaje, wszystko obserwują, słuchają, widzą co się dzieje, potrafią powiązać ze sobą wiele rzeczy.

Gdy zapytam April gdzie są jej buty to stanie na chwilę, by pomyśleć (czasem kładzie sobie palec na usta, co jest mega urocze), a po chwili mówi, że zaraz wraca. No i wraca z butami. Zdarza się też, że najpierw pójdzie w jedno miejsce, a później wraca i mówi: nie, zdjęłam je w kuchni, zapomniałam! I faktycznie, buty są w kuchni. April ostatnio literuje słowa, które widzi gdzieś w gazecie czy na jakimś szyldzie i oczywiście wiele razy nie ma pojęcia, co one oznaczają, ale zdarza się, że zaczyna składać dźwięki w całość i zdarzyło się już nie raz, że faktycznie przeczytała całe słowo w odpowiedni sposób tylko po wybrzmieniu sobie liter i połączeniu ich w jedną całość. Liczyć potrafi już od dłuższego czasu. I, co ciekawe, my jej niczego specjalnie nie uczymy.

Mała od dawna wie też, że jak idziemy po parkingu pod jakimś sklepem i widzi nadjeżdżające auto, to najbezpieczniej jest zejść na bok i poczekać, aż auto przejedzie. Od momentu, gdy zaczęła chodzić zaczęłam jej mówić, że auta są duże, a ona mała, że kierowca może jej nie zobaczyć. Dodawałam, że jeśli ją auto uderzy to bardzo będzie ją bolało, a ja będę bardzo smutna. Ktoś mi kiedyś powiedział, że moje zachowanie jest strasznie nieodpowiedzialne i nigdy nie powinnam pozwalać jej spacerować po parkingu obok mnie, tylko zawsze powinna być trzymana na rękach. I w tym momencie, od jakiegoś czasu już tak naprawdę, April widząc nadjeżdżające auto mówi: „car is coming, we need to wait!” i staje sobie z boku machając przy okazji ludziom w danym samochodzie.

Jakby 2-letnie dziecko nic nie rozumiało i gdyby nie potrafiło myśleć, to żadna z tych sytuacji nie miałaby prawa bytu.

 

 

Jak poradziłam sobie z moim problemem

– April, naprawdę nie lubię, gdy budzisz mnie w nocy…

– OK…

– …Bo naprawdę potrzebuję się wyspać.

– OK

– Gdy pukasz w drzwi to się budzę, a jestem naprawdę zmęczona i potrzebuję snu.

– Nie chcesz, żebym cię budziła.

– Dokładnie.

– No, a pukanie w drzwi budzi cię.

– Tak.

– Nie chcę pukać w drzwi.

 

I tyle. Od tamtej pory obudziła mnie tylko raz. Określiłam dokładnie jej zachowanie (pukanie w drzwi) i wyjaśniłam, jaki zostawia na mnie efekt (budzę się, nie mogę spać, jestem bardzo zmęczona). Nie rozkazałam jej niczego, nie byłam zła, nie krzyczałam. A April odpowiedziała aktywnym słuchaniem, co robi coraz częściej i od tamtej pory kilka razy powtórzyła przed pójściem spać: nie obudzę cię w nocy.

Warto tu też podkreślić, że to nie dziecko sprawia nam problem – z nim wszystko jest w porządku, nie jest wybrakowane, wszystko z nim ok. Jego zachowanie jest tym, co sprawia nam problem.

 

 

Czyje potrzeby są ważniejsze

Oczywiście rozwiązanie danego problemu zależy od sytuacji ogólnie. Jakby April źle się czuła, jakby była chora, przerażona albo coś takiego to po rozważeniu moich potrzeb (sen) oraz jej potrzeb (np. bolący brzuch, co powoduje złe samopoczucie i strach, brak pomocy w sytuacji, w której jest jeszcze dalej zdana na mnie) doszłabym do wniosku, że jej potrzeby są w danym momencie ważniejsze od moich. Natomiast gdy jest to kwestia „mamo wstań o 3 nad ranem, bo chcę się bawić w salonie” to już inaczej sprawa wygląda i uważam wtedy, że moja potrzeba snu jest dla mnie osobiście znacznie ważniejsza niż jej potrzeba bawienia się w salonie w środku nocy. Oczywiście dla niej jest odwrotnie, ale to nie oznacza, że muszę robić wszystko, czego ode mnie oczekuje, bo ja nie jestem na każde jej zawołanie tak samo jak ona nie jest na każde moje. Każda z nas ma własne potrzeby i każda z nas chce je spełnić, a że czasami któraś się zawiedzie i coś nie pójdzie po mojej albo jej myśli to już inna sprawa, takie jest życie w końcu.

Teraz gdy April budzi się w nocy to sama schodzi sobie do salonu i zazwyczaj od razu kładzie się na kanapie i dalej śpi, a z rana zaczyna się bawić i dopiero później nas budzi albo ja sama się już budzę.

 

 

Zaufanie i szacunek to klucz

Wiele osób pomyśli sobie teraz pewnie, że z ich dziećmi nic takiego by się nie udało. Oczywiście byłoby trudniej, bo April wychowuje się w taki sposób od pierwszej minuty życia, jej potrzeby zawsze były przez nas szanowane, zawsze jej słuchaliśmy i dzięki temu ona teraz słucha nas (chodzi mi tu głównie o aktywne słuchanie, ale ogólnie również), chce nam pomóc i interesuje się tym, jak jej zachowanie na nas wpływa (bo jeśli jej tego nie powiem to NIE będzie wiedziała!). Jakbym na nią krzyknęła i rozkazałabym jej wrócić do łóżka albo, co gorsza, zamknęłabym ją w pokoju i nie pozwoliłabym jej wyjść aż ja się obudzę, to żadnego zainteresowania z jej strony w stosunku do moich potrzeb w ogóle by nie było. Bo dlaczego miałoby tam być, skoro ja ignorowałabym ją? Jeśli więc przez jakiś czas dziecko wychowuje się w rodzinie, która załóżmy nie używa aktywnego słuchania i później mama zdecyduje pewnego razu użyć tego sposobu to na 99% nic to nie da, bo dziecko jest po prostu przyzwyczajone do innego sposobu życia, nie rozumie tej nowej metody i, jeśli jest starsze niż moja córka, zacznie podejrzewać, że to jakaś kolejna sztuczka rodzica i zwyczajnie nie zaufają wystarczająco. Wręcz przeciwnie, często zdarzy się tak, że będą wszystko testować. I wtedy dopiero rodzice muszą uzbroić się w cierpliwość i zaufać, że to wszystko minie, bo w przeciwnym razie pojawi się sporo problemów po drodze.

 

 

Pierwsze 5 lat naszego życia to czas, w którym zdecydowana większość tego, co się dzieje leci prosto do naszej podświadomości. Oznacza to, że na podstawie wydarzeń z tego czasu wyrabiamy sobie zdanie o samym sobie (np. „jestem głupi” lub „jestem nieśmiały”). W większości przypadków nie będziemy pamiętać konkretnego wydarzenia, ale uczucia lub emocje tak. Nagle staniemy się zdenerwowani lub zareagujemy dość ostro na coś i nie rozumiemy o co nam chodzi. To wszystko dlatego, że dana sytuacja, dane słowo lub osoba sprawiają, że w naszej podświadomości, czyli w tym unconsious mind, nagle łączą się wszystkie kropki, ale do wydarzenia i wyjaśnienia tej sytuacji nie mamy dostępu, bo nasza reakcja jest od tego zwyczajnie silniejsza. Uważam więc, że traktowanie dzieci jak za przeproszeniem debili jest dla nich niezwykle krzywdzące i ta bardzo popularna zasada „oj ona i tak zapomni” niestety się tu nie sprawdza. Z drugiej strony, danie dzieciom swobody, zaufanie im, traktowanie ich jak równych sobie, rozmawianie z nimi, pozwolenie na pomoc w rozwiązaniu problemów i tak dalej niesamowicie dobrze wpłynie nie tylko na ich rozwój, ale też na to jak widzą świat, jak widzą was rodziców oraz – przede wszystkim – jak widzą samych siebie, a to z kolei wpłynie na ich życie w przyszłości i relacje z innymi ludźmi, łącznie z ich własnymi dziećmi.

 

 

 

Do następnego,

Aga

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram