Piszę do was siedząc na piłce… w bólu

Sprawa wygląda tak… Nie jest mi wygodnie ani na krześle, ani na fotelu, ani na łóżku. Siedzę sobie aktualnie na piłce do jogi, która mega przydaje się też w trakcie porodu. Wszystko mnie boli i mam wrażenie, że wszystkie organy mi zaraz wylecą na zewnątrz, tak są ściśnięte. Na łóżku nie ma pościeli, bo się poszewki suszą w suszarce, a kołdra i poduszki leżą na podłodze. Za mną jest mały organizer na rzeczy dla dziecka, a po drugiej stronie pokoju kosz z praniem, czystym już, które trzeba złożyć. Nie wspominając o całej reszcie.

Życie. Czasem i tak bywa, że człowiek nie ogarnia i tyle. Czasem piszecie mi, że staracie się jak możecie, ale cały czas zawalacie, bo nie jesteście w stanie dać z siebie wszystkiego. Sęk w tym, że każdy człowiek zawsze daje z siebie wszystko, tylko że to ile wynosi to „wszystko” zależy od bardzo wielu czynników. Poziom zmęczenia, wyspanie lub brak snu, dobry lub zły humor i tak dalej. Dlatego nie jestem na siebie zła ani nic takiego. Tak, przeszkadza mi ten bałagan w sypialni i bardzo chciałabym, by wszystko wyglądało tak, jak jeszcze tydzień temu, ale jak mam do wyboru pozbierać rzeczy z podłogi, które zostały na niej po rozpakowaniu ciuszków dla dziecka i czuć jeszcze większy ból w plecach, albo to wszystko po prostu zostawić i poczekać aż Nathan wróci z pracy… no to wolę poczekać. I wtedy też daję z siebie wszystko. Po prostu ból pleców i wielkość brzucha znacznie mi to wszystko utrudniają, czasem nawet uniemożliwiają.

Generalnie nie stresuję się bez sensu. Wiem, że w najbliższym czasie sporo się zmieni i będę miała wystarczająco stresu, więc teraz nie ma co. Staram się podchodzić do wszystkiego na luzie i tak, czasem się nie udaje, ale staram się. Związane jest z tym to, że jutro (poniedziałek) jadę na pierwszą sesję hipnoterapii. Nie wiem czy będzie druga, bo to zależy od tego, jak mi się to spodoba, jak to wszystko będzie wyglądało. Od dawna chciałam zrobić coś konkretnie tylko dla siebie, choć no inni też na pewno akurat z tego by skorzystali w jakiś sposób, i stwierdziłam, że spróbuję tego. Wiem, że mimo tego, iż naprawdę jestem w o wiele lepszym stanie psychicznym niż kiedyś i to pod wieloma względami, to jednak pewnie są jakieś rzeczy, które gdzieś tam we mnie w środku siedzą, a z których nie zdaję sobie sprawy. Mam więc nadzieję, że dane mi będzie coś w sobie odkryć. Kto wie, może znajdę coś na tyle ciekawego, że się tym z wami podzielę!

Tak chciałam sobie do was dziś pogadać szybko. Nie ukrywam, że mimo tych wszystkich bóli i zmęczenia dalej się uśmiecham i cieszę się tym wyjątkowym stanem, jakim jest ciąża.

 

Do następnego,

Aga

 

 

PS. Dziś zaczyna mi się 38. tydzień ciąży. Dalej nie mam przygotowanej torby do szpitala, a pieluchy dalej nie są uprane. Hmm. Za dużo luzu?

PS2. Zdjęcie główne postu to zdjęcie z mojego pierwszego porodu :).

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram