Mój plan drugiego porodu – poród naturalny w szpitalu

W pierwszej ciąży pokazywałam wam już mój plan porodu. Tym razem jest on bardzo podobny, naniosłam jedynie kilka zmian na podstawie mojej nowej wiedzy, doświadczenia no i też ze względu na płeć dziecka. Plan dodaję wam tutaj w formie obrazka oraz w wersji PDF w razie, jakbyście chcieli sobie pobrać i coś ściągnąć, a pod spodem wyjaśnię kilka kwestii. Mam nadzieję, że mój plan komuś pomoże, że da wam może jakieś nowe pomysły, itp. Jakbyście byli zadowoleni planem w wersji angielskiej to znajdzie się on na amerykańskiej wersji mojego bloga w ciągu najbliższych paru dni.

Wyjaśniałam już wcześniej, dlaczego nie będę rodzić w domu, więc zapraszam do tamtego postu po wyjaśnienie. W tym momencie plan jest taki, by zostać w domu tak długo, jak to możliwe, a do szpitala dojechać na ostatnią chwilę.

Mój plan porodu został bez problemu zaakceptowany przez lekarzy z gabinetu, do którego chodzę. W gabinecie tym jest w tym momencie pięciu lekarzy, więc jeden/jedna z nich będzie odbierać mój poród. Mój lekarz prowadzący powiedział, że lubi takie plany, bo lubią robić wszystko jak najbardziej naturalnie się da bez zbędnych interwencji tak w przypadku mamy, jak i dziecka.

Plan porodu nie jest tutaj żadnym obowiązkiem, ale pisanie go jest bardzo popularną sprawą. Lekarze, pielęgniarki i położne zachęcają do stworzenia czegoś po to, by wszystkim było łatwiej i przyjemniej w czasie całego procesu, jak i przed nim, a przede wszystkim po to, by cały personel dokładnie wiedział czego mama chce. Nie ma żadnego oficjalnego wzoru, który musiałby być użyty przez pacjentki, więc każdy pisze co uważa za stosowne, natomiast jak się zapyta o wskazówki czy też o jakikolwiek wzór, to na pewno uzyska się pomoc.

 

Poniżej macie zdjęcia mojego planu, a jeśli chcecie wersję PDF, żeby sobie ściągnąć całość to klikajcie TUTAJ lub na jakikolwiek obrazek poniżej.

 

 

Mój plan – wyjaśnienia

Chcę, by moje wody odeszły naturalnie – bardzo rzadko zdarza się, by naprawdę trzeba było przebijać. Wody często odchodzą dopiero w aktywnej fazie porodu, czasami dziecko już dosłownie wychodzi i wtedy dopiero się to dzieje. Często zdarza się, że wody są przebijane za wcześnie i bez powodu, co powoduje znacznie silniejsze skurcze wtedy, gdy kobieta nie jest jeszcze na nie gotowa. Często interwencja ta spowodowana jest tym, że lekarzowi się spieszy.

Chciałabym ruszać się swobodnie przez cały czasto jest dla mnie bardzo ważna sprawa, by móc spacerować, zmieniać pozycje, stać, siedzieć, kucać i tak dalej kiedy tylko mam na to ochotę. Jeśli nie dostajecie znieczulenia zewnątrzoponowego (bo to znieczulenie zazwyczaj przywiązuje kobiety do łóżka) to bardzo ważne jest to, by być w ruchu przez cały czas, bo to bardzo pomaga w radzeniu sobie z bólem i w tym, by poród cały czas posuwał się do przodu, zamiast stać w miejscu. Wiele kobiet, które próbują rodzić naturalnie leży na łóżku przez większość czasu, a wtedy szanse na powodzenie są masakrycznie niskie, więc nic dziwnego, że rezygnują, lub że dochodzi do cesarskiego cięcia.

Chcę przyciemnione światła w pokoju – wiecie, dlaczego uważam, że to jest bardzo ważne? Bo mega, ale to mega istotne jest to, by kobieta w czasie porodu była tak zrelaksowana, jak to tylko możliwe. Większość porodów zaczyna się w nocy, gdy jest ciemno, cicho, spokojnie, gdy kobieta jest wypoczęta, zrelaksowana. Wtedy jest odpowiedni czas do tego, by urodzić dziecko, a te bardzo jasne światła w szpitalnych pokojach tylko we wszystkim przeszkadzają.

Nie chcę, by ktokolwiek oferował mi jakiekolwiek środki przeciwbólowe lub pytał mnie o mój poziom bólu – prawie od samego początku ciąży bardzo ważne było dla mnie to, by rodzić naturalnie. Każdy środek przeciwbólowy ma swoje własne efekty uboczne nie tylko na mamie, ale i na dziecku. W wielu przypadkach ludzie nie zdają sobie z tego sprawy i myślą, że „to tylko znieczulenie”, co jest bardzo błędnym myśleniem. Dodatkowo, znieczulenie zewnątrzoponowe jest stosunkowo nowe i tak naprawdę dalej jest testowane na kobietach decydujących się na nie. Znieczulenie to w wielu przypadkach (nie we wszystkich) powoduje totalny brak czucia od pasa w dół i kobiety nie czują absolutnie nic, łącznie z tym, kiedy ich dziecko się rodzi – nie wyobrażam sobie tego! Nie wspominając o efektach na zdrowiu i ogromnym ryzyku, że poród zwolni, że się zatrzyma. Jak zacznie się z jedną interwencją lekarską (chodzi mi tu oczywiście o interwencje nie spowodowane jakimiś nagłymi przypadkami), to niestety pakujemy się w błędne koło, z którego nie będzie dało się już wyjść. Bardzo polecam wszystkim zainteresowanym zagłębienie się w te tematy, ale bardziej na stronach o naturalnych porodach (lub książkach na ten temat) niż tam, gdzie zachwalają wszelkie chemikalia i traktują poród jako stan chorobowy, a nie coś naturalnego. Poród to nie choroba.

Chcę wybrać pozycję, w której urodzę, która jest wygodna dla mnie – to jest według mnie bardzo ważny punkt szczególnie dla tych kobiet, które chcą rodzić naturalnie. Leżenie na łóżku jest tak naprawdę najgorszą pozycją, jaką można przyjąć do urodzenia dziecka z bardzo wielu powodów. Na przykład, gdy bobas przeciska się przez miednicę, wasza kość ogonowa przechyla się do tyłu, by dać mu więcej miejsca. Gdy leżycie na łóżku, kość ogonowa jest unieruchomiona, co sprawia większy problem dla dziecka i więcej bólu dla was, poród może się przedłużyć. W takiej pozycji miednica zamyka się o ok. 30%, a przecież powinna być jak najbardziej otwarta, by zrobić miejsce dla dziecka. Pozycja ta jest więc bardzo nienaturalna. Zauważcie również, że spanie na plecach nie jest zalecane w ciąży od mniej więcej połowy drugiego trymestru, a w trzecim to już w ogóle (odcięcie od odpowiedniej ilości krwi i tlenu) – dlaczego więc rodzenie na plecach miałoby być okej? Poza tym, leżąc na plecach w ogóle nie używa się pomocy grawitacji, bo przecież nie ciągnie ona żadnych obiektów do ścian, tylko w dół. Dlatego też lepszą pozycją do porodu jest np. pozycja na czworaka, kucanie lub na kolanach mając ręce i ramiona oparte na łóżku albo na partnerze. Wtedy wszystko otwarte jest jak najszerzej się da i dziecko schodzi sobie samo w swoim tempie, często kobiety nie muszą nawet przeć w ogóle (parcie tak naprawdę nigdy nie jest potrzebne, ale to temat na inny post). Jeśli lekarz/położna powiedzą, że nie pozwolą na wybranie swojej własnej pozycji, bo łóżko to ta właściwa i koniec to wiedzcie, że mówią to, bo martwią się o swoją własną wygodę – łatwiej jest w końcu usiąść sobie na krześle przy łóżku i nie musieć się wysilać, niż np. kucnąć lub nawet położyć się na podłodze, nie? Po prostu powiedzcie nie i koniec. BARDZO polecam wszystkim zagłębić się w ten temat, bo naprawdę warto i pamiętajcie, że siłą nic nie mogą zrobić, nieważne jak bardzo nas do tego przekonują.

Chcę być przypomnianą, by zwolnić, gdy widać główkę dziecka – w tym momencie dzieję się bardzo wiele rzeczy. Lekarze czy też położne głośno komunikują, że ooo widać główkę, przyj, przyj (na szczęście nie będzie to miało miejsca w moim przypadku)! Matka czuje nie tylko ogromną potrzebę parcia, ale też presję od innych obecnych w pokoju. Chce też, by wszystko było już po, by poród się wreszcie skończył. I w takiej sytuacji kobieta prze na siłę do tego stopnia, że po minucie jest wyczerpana. Dodatkowo, zaciśnięcie mięśni szczęki zaciska jednocześnie mięśni macicy, a wtedy ciężko, by dziecko urodziło się w naturalny sposób. To bardzo często sprawia, że nastąpi rozerwanie lub lekarz dokona nacięcia, bo wasz organizm zwyczajnie może nie być gotowy na to, by dziecko przyszło na świat. Dlatego więc chcę, by w tym „krytycznym” momencie, gdy wszystko tak bardzo jakby przyspiesza, ktoś powiedział mi, żebym zwolniła, żebym oddychała głęboko, itp. Po to, by mieć nad wszystkim kontrolę i by to mój organizm wraz z dzieckiem zdecydował, kiedy to dziecko się urodzi. I dlatego też zaznaczyłam, że nie chcę, by ktokolwiek mówił mi kiedy mam przeć. Nie chcę. Planuję wypchnąć dziecko oddechem, a nie typowym parciem ;).

Chciałabym, by położono mi dziecko na klatce piersiowej od razu po urodzeniu (tzw. „skóra do skóry”) + Chciałabym opóźnić wszystkie procedury jak np. mierzenie i testy przez pierwszą godzinę po urodzeniu – to jest po prostu tak wyjątkowy moment, że nie wyobrażam sobie tego przegapić! Taki kontakt to genialna sprawa, jeśli chodzi o nawiązywanie więzi z bobasem, ale nie tylko. Pozwala też wyregulować temperaturę ciała maleństwa oraz jego tento, uspokoić go (w końcu poród to traumatyczne przeżycie dla tego małego człowieczka). Dziecko od razu słyszy bicie naszego serca, a przecież właśnie to słyszało przez cały ten czas, gdy było w środku. Noworodek ma też bardzo łatwy dostęp do piersi, a ważne jest to, by pierwsze karmienie piersią zainicjowane zostało podczas pierwszej godziny jego życia – zazwyczaj dzieci same je inicjują! Tak, ja nie będę karmić piersią, ale mówię o tym wam na wszelki wypadek. Opóźnienie wszystkich procedur łączy się bezpośrednio z tym, co przed chwilą tu napisałam.

Chciałabym być szczegółowo informowana o wszystkich procedurach i testach dokonywanych na moim dziecku zanim zostaną one dokonane + by wszystkie procedury były dokonane w mojej obecności i za moją zgodą (lub mojego męża, jeśli ja nie mogę) – nie wyobrażam sobie sytuacji, w której pielęgniarka bierze moje nowonarodzone dziecko ze sobą i robi te ich różne rzeczy, które robią automatycznie bez mojej wiedzy i obecności. Po prostu nie. A mierzyć dziecko mogą nawet wtedy, gdy jest ono w moich ramionach.

Chcę opóźnić zaciskanie pępowiny aż sama przestanie pulsować – to ma bardzo wiele pozytywnych efektów. Na przykład, dziecko, które się dopiero rodzi musi nagle zacząć oddychać zupełnie inaczej niż do tej pory. Opóźnienie zaciśnięcia i przecięcia pępowiny znacznie ułatwi ten proces, bo dziecko tuż po urodzeniu dalej będzie dostawać tlen z pępowiny, więc łatwiej mu będzie na spokojnie przejść na inny tryb. Niezależnie od tego czy dziecko urodzi się przed terminem czy w terminie, około 1/3 jego krwi znajduje się w łożysku, więc dlaczego odciąć bobasa od dostępu do niej? Zwiększona objętość krwi w organizmie automatycznie zwiększy poziom płytek krwi, które są potrzebne do normalnego krzepnięcia krwi (co oznacza, że zastrzyk z wit K jest bez sensu, ale o tym w następnym punkcie). Sprawi to też, że więcej krwi zostanie przeniesiona z łożyska do dziecka, co zwiększy poziom żelaza, który jest dość ważnym składnikiem w rozwoju mózgu dziecka no i zapobiegnie anemii.

Nie chcę zastrzyku z witaminą K + szczepienia przeciwko zapaleniu wątroby typu B + żadnych antybiotyków i innych leków (łącznie z maścią na oczy) bez wcześniejszej zgody to wszystko (poza absolutnie koniecznymi ewentualnymi lekami) według mnie i mojego męża nie jest konieczne i absolutnie się na nic nie zgadzamy. Dzieci rodzą się z niższą zawartością witaminy K w organizmie, co jest bardzo normalne i wszystko normuje się, gdy mają ok. 3 miesiące. Ilość witaminy K podana w zastrzyku ZNACZNIE przekracza ilość, jaką wątroba noworodka jest w stanie znieść. Zastrzyk ten jest bardzo często powodem żółtaczki. Co do WZW typu B – ryzyko zachorowania jest np. wtedy, gdy uprawia się niebezpieczny seks. Poza tym, na przykład przetaczanie krwi, przeszczepienie narządu od osoby zakażonej, kontakt z zakażonymi strzykawkami, przekłuwanie uszu w niesterylnych warunkach (np. pistoletem). Nic tutaj nie tyczy się tego małego człowieka przez wiele lat jego życia, czasem może i do śmierci. Co więcej, nie wiem jak w Polsce, ale tutaj wszystkie matki badane są pod tym kątem w trakcie ciąży, więc znów – jeśli matka nie jest zarażona to nie ma problemu. Ryzyko, z jakim wiąże się zatruwanie organizmu dziecka w pierwszej dobie po urodzeniu zdecydowanie nie jest warte tego, by je podejmować i to w dodatku bez najmniejszego powodu. Ja tutaj oczywiście nie wyjaśniam wszystkiego, więc jeśli jesteście zainteresowani tematem to polecam wam dowiedzieć się więcej i podjąć swoją własną, świadomą decyzję na podstawie wiedzy, a nie tylko tego, co mówią lekarze.

 

Na samym końcu planu dopisałam podziękowania dla personelu, co uważam za bardzo fajny gest.

 

Myślę, że to tyle, jeśli chodzi o wyjaśnianie poszczególnych punktów, natomiast jeśli jesteście ciekawi czegoś więcej to koniecznie zostawiajcie komentarze poniżej.

 

 

Do następnego,

Aga

 

 

 

* Ten post nie jest medyczną poradą. Dzielę się tu moją wiedzą zdobytą w ciągu ostatnich kilku lat i nikogo do niczego nie przekonuję. Nie biorę odpowiedzialności za to, jak czytelnicy zrozumieją moje słowa i co z nimi zrobią. Ufam, że każdy z moich czytelników to osoba myśląca, która jest w stanie podjąć swoje własne decyzje na podstawie własnej wiedzy zdobytej z różnych źródeł, w tym z mojego bloga, przekonań i wierzeń, oraz że jest w stanie wziąć za te decyzje pełną odpowiedzialność.

 

 

 

Jeśli lubisz tu zaglądać i czytać moje posty to będę bardzo wdzięczna, jeśli zagłosujesz na mojego bloga klikając w baner poniżej. Dzięki :)!

glosowanie

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram