Fotorelacja z Portland i Seattle

Razem z Nathanem wróciliśmy wczoraj z Portland w stanie Oregon. Rok temu opowiadałam wam o spotkaniach, na które latamy co rok i tym razem zostało odwołane, ale my mieliśmy już bilety, więc zdecydowaliśmy przyjechać na kilka dni. Nie mieliśmy żadnych konkretnych planów, raczej tak sobie łaziliśmy tu i tam, i w międzyczasie ogarnialiśmy jakieś kolejne miejscówki. Od razu po przylocie do Portland pojechaliśmy do hotelu… a nie, sorry, najpierw co innego! Po odebraniu bagażu i wyjściu z lotniska zobaczyłam, zupełnie przypadkiem, że cały dół naszej walizki jest rozerwany.

 

 

 

Portland

Stwierdziliśmy więc, że nie ma co, trzeba to załatwić. Ja poczekałam na dworze, a Nathan wrócił do środka i podszedł do punktu obsługi linii, którą lecieliśmy (Alaska). Powiedział co się stało, pokazał szkodę i wtedy pani pracująca tam zapytała: chce pan, by naprawić tę walizkę czy woli pan nową? Nate na to, że nową, więc pani wyszła i po chwili wróciła z zupełnie nową walizką, którą dostaliśmy za darmo. Nawet metkę miała! Poszło szybko i sprawnie. No, a wracając do tego, co pisałam wcześniej – po przylocie do Portland pojechaliśmy do hotelu, gdzie się przebraliśmy i wybraliśmy się do Hallaway Park na VegOut Fest.

 

 

Nie polecieliśmy tam specjalnie po to, by wziąć udział w tym festiwalu i dowiedziałam się o nim dosłownie dwa dni przed wylotem. Odbywał się w sobotę i niedzielę, wiec fajnie się złożyło, że trafiliśmy choć na jeden dzień.

Z tego, co pamiętam, to w sumie mieli tam ponad 100 stoisk i większość z nich była stoiskami z jedzeniem. Wystawiały się nie tylko lokalne restauracje, ale też osoby, które pieką np. wegańskie ciasta, a które nie dorobiły się jeszcze własnego sklepiku i zamówienia przyjmują online. Napiszę wam oddzielny post o tym, gdzie zjeść w Portland, bo to jest idealne miasto dla wszystkich na diecie wegańskiej! Poza jedzeniem było też kilka stoisk z jakimiś suplementami, trochę miejscówek z różnymi wegańskimi gadżetami i koszulkami (np. Herbivore Clothing, które polecam), był też namiot organizacji PETA no i dwa czy trzy miejsca z wegańskim piwem, ale to akurat nas nie interesowało. Znaleźli się tam też przedstawiciele lokalnych sanktuariów dla zwierząt i przy jednym z nich zatrzymaliśmy się na dłużej, bo to jest naprawdę świetna inicjatywa.

Pokażę wam trochę zdjęć, które robiłam jak tak sobie łaziliśmy dookoła. Wiele z nich ma nazwy stoisk, więc w razie jakbyście wybierali się do Portland to poniżej znajdziecie różne miejsca do odwiedzenia! Jeśli chcecie poczytać co znajduje się na menu na zdjęciach, to możecie je powiększyć klikając na nie.

 

 

W Portland znajduje się miejsce, które wiele osób nazywa Vegan Mini Strip Mall. Czyli że takie jakby centrum handlowe na zewnątrz, jakich tutaj jest pełno i w sumie więcej niż tych zamkniętych typu Złote Tarasy, ale to jest w pełni wegański i w wersji mini. Znajdziecie tam sklep z wegańskimi ciuchami, o którym wspomniałam wyżej, wegańską cukiernię czy też wegański sklep spożywczy. Jak widzicie, Portland ma się czym pochwalić!

 

 

Jak już wam wspominałam, nie mieliśmy żadnych konkretnych planów, po prostu sobie łaziliśmy po mieście. Pewnego dnia wybraliśmy się jednak na zorganizowaną wycieczkę, którą Nathan znalazł i było naprawdę fajnie. Zobaczyliśmy wodospady, góry, jeziora i wiele więcej. Ile my się nałaziliśmy! Normalnie szok, że dałam radę, ale nie ukrywam, że byłam niesamowicie zmęczona. Moje ciało zdecydowanie poczuło, co mu zgotowałam, a po powrocie do domu jak zasnęłam o 22, tak obudziłam się o 12:20 następnego dnia. Ale warto było, naprawdę!

 

 

Najlepsze było to, że przy tych wodospadach nagle był mega przyjemny wiaterek i w końcu dało się oddychać. Uwielbiam naszą naturę. Uwielbiam to, co kryje świat i co jeszcze jest do zobaczenia. Uwielbiam to mimo tego, że jeszcze tego nie widziałam haha I właśnie ostatnio napisałam post mniej więcej na ten temat na Instagramie, więc pozwólcie, że wam go tu przekopiuję.

Jak kiedyś stawałam przed tego typu widokami to sobie myślałam: wow, ale super! Zdjęcie tu, zdjęcie tam i w drogę. Teraz trochę inaczej do tego podchodzę. Natura zachwyca mnie bardziej niż kiedyś, jestem pod zdecydowanie większym wrażeniem! I jednocześnie, jakkolwiek dziwnie by to nie zabrzmiało, robi mi sie smutno. Ziemia jest tylko jedna, a to, w jakim jest stanie, jest przerażające. Ludzie traktują swój własny dom w okropny sposób, bez najmniejszej refleksji. Patrzyłam na dość mały zbiornik z rybami i widziałam w nim plastikową butelkę. O wszechobecnych plastikowych słomkach, kubeczkach i innych śmieciach na plażach i w oceanach nie wspominając… Dlaczego? Takie puste butelki czy też słomki nic nie ważą, więc jakim problemem jest zabranie ich ze sobą i wrzucenie do najbliższego kosza? Przez zostawianie śmieci cierpi nie tylko ziemia, ale też my i inne zwierzęta. Nie rozumiem dlaczego tak wiele osób nie zwraca na to uwagi. I żeby nie było, ja nie jestem idealna. Zdecydowanie ograniczyłam zużycie plastiku, ale dalej jeszcze nie wyeliminowalam go w 100%. Proszę was jednak, nie wywalajcie śmieci byle gdzie… A jak już jesteście np. na tej wspomnianej plaży i leżycie obok jakichś butelek czy słomek to zabierzcie je ze sobą i wyrzućcie do kosza. Niewiele wysiłku, a pomoże i to znacznie. Zwłaszcza zwierzętom żyjącym w oceanach.

 

 

 

Seattle

Od paru lat chciałam polecieć do Seattle, ale to miasto znajduje się na drugim końcu kraju i nie zależało mi aż tak, by siedzieć w samolocie ponad 5 godzin dla jednego miasta. Dlatego ucieszyłam się, że mimo odwołania la jolla program zdecydowaliśmy się polecieć, bo Seattle jest zaledwie niecałe 3 godziny drogi autem od Portland, więc oczywiście się tam wybraliśmy.

Powiem wam, że po mieszkaniu w Warszawie przez 21 lat i nieszczególnie jarają mnie już duże, głośne, ruchliwe miasta. Seattle przypomniało mi o Nowym Jorku, za którym jakoś nie bardzo przepadam. Bardzo ruchliwe, trochę śmierdzące i głośne, nazwałabym je miastem przemysłowym przez ilość dźwigów, rozkopanych ulic i innych tego typu. Dopóki nie wyjedzie się z centrum, bo poza tym hałasem Seattle ma sporo ciekawych miejsc, sporo parków i innych otwartych miejsc, gdzie można odpocząć, zrelaksować się i spędzić z kimś fajny czas.

 

 

Wjechaliśmy na diabelski młyn, ale na mega popularne Space Needle nie. Stwierdziliśmy, że nie warto marnować na to pieniędzy i zdziwiona byłam, że ta wieża jest tak niska! Dobrze, że tego nie zrobiliśmy, połaziliśmy sobie po prostu dookoła.

 

 

Ja nie jestem jakoś mega dobra w opisywaniu podróży, bo ja zazwyczaj niczego konkretnego nie planuję. Wolę raczej pójść na spontana. Nie lubię takiego typowego zwiedzania z odwiedzaniem muzeów i tak dalej, raczej preferuję odpoczynek, co już wam kiedyś mówiłam. Cóż, łaziłam sporo, więc moje ciało nie odpoczęło aż tak, ale i tak było fajnie. Lubię wam jednak pokazywać zdjęcia, dlatego ten post jest tak obszerny, ale z mniejszą ilością tekstu. Mam nadzieję, że przyjemnie wam się oglądało, bo ja jestem bardzo zadowolona z tego, co widziałam i chciałam się tym z wami podzielić. Jak już wspomniałam, napiszę oddzielny post z małym przewodnikiem na temat tego, gdzie zjeść w Portland!

 

 

 

Do następnego,

Aga

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE