Płakałam zostawiając April

Już wcześniej zostawiłam April na dłużej niż kilka godzin w ciągu dnia. Raz przecież poleciałam do Polski bez niej, więc byłam dość daleko, a wszystko było ok. W niedzielę rano natomiast popłakałam się w drodze na lotnisko.

Jest ogromna różnica między dzieckiem, które ma załóżmy 4 czy nawet 10 miesięcy, a tym, które ma już ponad 2 lata. Ten 2-latek rozumie o wiele więcej, jest bardziej świadomy wszystkiego i, przede wszystkim, potrafi dokładnie powiedzieć co mu się podoba, a co nie. Wiedziałam więc, że tym razem może być trudniej i martwiłam się, jak April zareaguje, gdy się rano obudzi i nas nie będzie. A już szczególnie mnie, bo w końcu to ja jestem z nią prawie każdego dnia.

Myślę też, że moja ciąża i te wszystkie hormony działają teraz tak, że bardziej się martwię o tego typu rzeczy. Jestem ostrożniejsza i chłonę wszystkie uściski i całusy o wiele bardziej, niż wcześniej, a potem chce mi się płakać, gdy April do mnie podchodzi i mówi I love you mommy. No ale to już inna sprawa ;).

Tak czy siak, dwa dni przed wylotem zaczęłam jej opowiadać, że nas nie będzie, że zostanie z babcią i Alicią, że jak się obudzi rano to my już będziemy poza domem. Przytakiwała, mówiła, że okej, powtarzała po mnie, że zostanie z babcią i tak dalej. W sumie zagadką dla mnie zawsze jest to, ile z tego typu rzeczy w niej naprawdę zostaje. Nie mam wątpliwości, że rozumiała co do niej mówiła, ale czy naprawdę zdawała sobie sprawę z tego, że ja naprawdę wyjadę na kilka dni? Zawsze mnie to zastanawia.

 

Uważam, że niesamowicie ważne jest to, by dziecko nie było przywiązane do rodziców lub jednego rodzica za bardzo. Bliski kontakt, zaufanie, miłość, ciepło, akceptacja i kilka innych są bardzo ważne, kluczowe wręcz do tego, by mieć dobrą relację dziecko-rodzic-dziecko, jednak dobrze jest też mieć swoje granice (zaznaczam jednak tutaj – chodzi mi o swoje granice, o ustalanie swoich granic, a nie granic dziecka) i świadomość tego, że dziecko i rodzic to dwie zupełnie różne osoby, które nie są fizycznie ze sobą połączone w żaden sposób. Że każde z nich może czasem czuć zawiedzenie, smutek, złość i to jest normalne w życiu. Rolą rodzica nie jest sprawianie, by dziecko za wszelką cenę zawsze było mega szczęśliwe i nigdy nie płakało, tylko upewnienie się, że ma wsparcie w tych trudnych momentach i pomaganie w samodzielnym rozwiązaniu danej sprawy. Jeśli tego zrozumienia nie ma to pojawia się straszne uzależnienie nie tylko co do tego, że rodzic zawsze musi być blisko, ale też w kwestii zakładania ciuchów, jedzenia czy radzenia sobie z jakimikolwiek problemami, co będzie mega trudne dla owego rodzica, który nie będzie miał tak naprawdę swojego życia. Są tu też pewne granice oczywiście, dużo zależy od konkretnej sytuacji, wieku dziecka, itp.

 

No, ale i tak było ciężko. Widzicie, czasem jestem rozdarta. Zdarzają się sytuacje, że chcę, ale jednocześnie nie chcę. Tak było w tym przypadku – chciałam polecieć do Portland i pobyć sam na sam z Nathanem, a jednocześnie nie chciałam, bo wiązało się to z zostawieniem April. Muszę i chcę jednak pamiętać o tym, że ja jestem oddzielną jednostką, że też mam swoje potrzeby i też chcę je spełnić. Zdecydowałam więc polecieć i absolutnie nie żałuję, choć po kilku dniach spędzonych z babcią muszę teraz popracować nad naprawieniem małej ;).

A to, że się popłakałam… Cóż, jestem mamą :).

 

 

 

Do następnego,

Aga

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE