na co dzieńpodróżeżycie w usa

Samotne wakacje na Florydzie – gdzie zjeść na wegańsko

No dobra, w sumie nie były to takie samotne wakacje, bo odwiedziłam Kasię, więc miałam super towarzystwo. Mówiąc samotne chodziło mi o to, że bez męża i dzieci, co dla niektórych może wydawać się dziwne, ale ja bardzo tego potrzebowałam. Bardzo. W czasie mojego pobytu tam doszłam do wniosku, że bardzo cieszę się z tego, że się na to zdecydowałam i mogłam od nich wszyskich odpocząć przez te kilka dni. Wiedziałam, że byłam zmęczona tak fizycznie, jak i psychicznie, ale nie zdawałam sobie sprawy z tego jak bardzo.

Nathan odwiózł mnie do Atlanty na autobus, którym jechałam do Orlando i później Kasia mnie odebrała i przyjechałyśmy do Tampy. April też była w samochodzie i jak jej powiedziałam, że wrócę za kilka dni, to zrobiła smutną minkę. Pogłaskałam ją po główce, a ona zaczęła szlochać i… ja się prawie popłakałam. To było urocze i smutne w tym samym momencie. Myślę jednocześnie, że taka dłuższa rozłąka niż kilka godzin też dobrze i jej zrobi. W końcu nie możemy być razem non stop!

Na szybko wyjaśnię jeszcze, że mogę latać samolotem. Wybrałam jednak autobus (megabus), bo nie dość, że mogłam pobyć już całkowicie sama przez 8 godzin, to w dodatku łatwo to ogarnąć i jest to mega tania opcja. Wolałam więc dmuchać na zimne, by nie narażać mojego płuca w momencie, gdy mam taką możliwość.

 

Nie nastawiałam się na jakieś konkretne zwiedzanie nie tylko dlatego, że w Tampie już byłam, ale też dlatego, że ja nie jestem takim typem, który chodzi sobie od atrakcji do atrakcji, od muzeum do muzeum, itp. Jeśli coś mnie zainteresuje to pewnie, że obczaję, ale to są raczej jakieś miejsca typu stare osiedla, stare domy, jakieś urokliwe okolice, parki rozrywki… na które aktualnie i tak chodzić nie mogę, bo jestem w ciąży. Na wakacjach lubię sobie spokojnie połazić, porobić jakieś zdjęcia, pogadać z kimś, z kim jestem, posiedzieć i się zrelaksować patrząc na wodę. Bez żadnego pośpiechu i martwienia się o uciekający czas czy dojazdy. Bardzo lubię plażę i ocean, ale nie na długi czas, bo jest za gorąco, a ja też nie chcę się opalić na pomidora ;). No i nigdy nie byłam fanką leżenia na plaży, nigdy. Zawsze miałam dość po jakichś 15 minutach, zwyczajnie mnie to nudziło. Lubię zaglądać do nowych miejscówek z jedzeniem i próbować innych rzeczy. Także, jak sami widzicie, ja jestem bardziej takim typem wyluzowanego i otwartego wczasowicza.

Pod zdjęciami dopiszę miejsca, w których były one robione, żebyście wiedzieli w razie zainteresowania.

 

 

Przystanek w Jacksonville na Florydzie, gdzie ludzie się dosiadali do autobusu. Zdjęcie nienajlepszej jakości, ale szyba była trochę brudna ;). Bardzo spodobała mi się ta ściana, więc ją uwieczniłam.
Karma Juice Bar & Eatery, St. Petersburg. Ja wzięłam sobie sok z ananasa, zielonego jabłka, mięty i wody kokosowej. Bardzo dobry i orzeźwiający!
Tutaj też St. Pete

Czasem pytacie co robię, jeśli mam ochotę na „coś innego”. Pojechałyśmy z Kasią do miejsca, które widzicie na zdjęciu wyżej odpocząć w jakiejś klimatyzowanej sali i coś zjeść, bo już obie padałyśmy trochę i choć mieli kilka surowych opcji, to nic mi nie wpadło aż tak w oko. Dobrze brzmiał jednak burger, wegański oczywiście, który zamówiła sobie Kasia. Kupiłam więc i zjadłam. Bo chciałam. Bo mogłam. Bo nie ma żadnej zasady mówiącej, że nie mam prawa i nie ma też ludzi stojących nade mną i pilnujących tego, co jem. Był dobry (sos do sałatki też!) i nie żałuję zjedzenia go w żaden sposób, ale jednocześnie nie zamówiłabym go ponownie. Raz mi wystarczył.

A to Leo – piesek Kasi i Briana, jej męża. Naprawdę mega uroczy, wesoły, pełen energii psiak, super jest! Jednocześnie po zaledwie paru dniach pobytu u nich zdałam sobie sprawę z tego, że jak wcześniej rozważałam przygarnięcie szczeniaka (głównie dlatego, że Alicia prosi od dłuższego czasu), tak teraz wiem, że nie wchodzi to w grę. Z takim psiakiem może być tyle roboty, że szok! Może jak moje dzieci już będą spędzać więcej czasu na zewnątrz niż w domu, a ja zatęsknię za opieką nad kimś… może wtedy ;).

Pewien pan przyszedł nad zatokę z ogromną paczką popcornu (na pewno solonego) i rozsypał je ptakom. Nie dość, że dla ptaków to nie jest dobre pożywienie, to w dodatku biegały tam dwa psy… Przyszedł, rozsypał i poszedł. Nigdy nie zrozumiem czegoś takiego i apeluję do was, byście tego nie robili. Nie tylko dlatego, że szkodzi to zdrowiu zwierzakom, ale też dlatego, że ptaki same potrafią znaleźć sobie pożywienie, które jest dla nich najlepsze, a już szczególnie w okresie letnim.

Sałatka i sos do niej jest z Loving Hut, a burgery z Rawk Star Cafe i to miejsce BARDZO polecam! Loving Hut ma bardzo dużo lokalizacji nie tylko w USA, ale też w Europie i jedna jest nawet w Warszawie. Co ciekawe, każda ma zupełnie inne menu.

 

 

Tampa i okolice to jedne z moich ulubionych miejscówek wakacyjnych w USA. Pomijając oczywiście Hawaje, które chyba na zawsze pozostaną numerem jeden, do tej pory zawsze najbardziej polecałam Destin. Myślę, że Destin dalej jest wyżej niż Tampa, ale tak czy siak polecam oba te miejsca :). I jeszcze dodam ciekawostkę, że bardziej podobało mi się w Clearwater, gdzie byłyśmy z Kasią i Alicią rok temu, niż w St. Petersburg, gdzie byłyśmy tym razem, ale obie miejscowości są dość urocze.

 

Kasia, wielkie dzięki za ten weekend! I… zapomniałam kupić pocztówek.

 

Jak widzicie, nie robiłam zbyt dużo zdjęć, nie nagrywałam też filmików. Chciałam po prostu spędzić relaksujący i fajny czas bez martwienia się o materiały na social media. Był to więc totalny odpoczynek :).

 

 

Do następnego,

Aga

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram