O dawaniu rad tym, którzy o nie nie proszą

Lepiej, żeby April nie wychodziła do ogródka sama, bo jeszcze w coś wdepnie i się skaleczy. A to ona bez butów chodzi? Na boso? PO TRAWIE?! Przecież krzywdę sobie może zrobić! April nie powinna siadać na blacie, bo co, jeśli będzie mokry, a ona się poślizgnie i spadnie? Nie pozwalaj jej na to. A co, jeśli będzie suchy, ale się poślizgnie i spadnie mimo to? Blat nie jest od siedzenia. Kurcze, pozwalasz jej biec po salonie? Nie powinna, bo może się potknąć i przewrócić. Aga, powinnaś bardziej za nią chodzić, bo to jeszcze małe dziecko i nie wolno jej spuszczać z oczu. Aga, April może sobie zrobić krzywdę, jak sama bawi się klockami. Dlaczego April nie nosi majtek czasami? Przecież to niezdrowe, może się skaleczyć, dziwne, że nie boisz się o jej zdrowie. Nie boisz się, że April może wpaść pod samochód? To niebezpieczne, jesteś nieodpowiedzialna. To nie jest dobry pomysł, że zostawiasz ją samą na dworze. Nie jest to też dobry pomysł, że zostawiasz ją samą w pokoju. Myślisz w ogóle? Nie powinnaś pozwalać jej wychodzić na dwór w szortach, jak pada deszcz, bo zmarznie. Co?! April sama sobie kroi banana?! Nożem?! Czy ty jesteś nienormalna?! Powinni ci odebrać prawa rodzicielskie.

(To są bardzo kulturalne przykłady. Tych gorszych nie będę tu cytować.)

 

 

Odwróćmy teraz sytuację i wyobraź sobie, że to zwracam się do ciebie konkretnie. Do ciebie, rodzica 2-letniego zdrowego, wesołego i samodzielnego dziecka, który dzieli się z innymi kawałkami swojego życia, ale jest pewnym siebie rodzicem nie pytającym o rady w kwestii wychowania. A ja wam je dam mimo to! I to takie dość dosadne, bez zbędnego myślenia o tym, bez zachowania zbędnego szacunku do ciebie jako człowieka.

 

 

Nie powinnaś zakładać jej ciuchów, jeśli chce to zrobić sama, bo niszczysz jej poczucie samodzielności i nigdy się przez ciebie nie nauczy. Serio? Dalej karmisz ją łyżką? Ona już musi sama jeść. Nie powinnaś dawać jej mięsa, przecież to ją zabija! Mleko z butelki? Przecież ona ma już dwa lata! Kurcze, nie rozumiem dlaczego tak za nią łazisz cały czas, przecież ona potrzebuje spokoju. Serio non stop chodzi w majtkach? A co, jeśli się spoci i bakterie się rozmnożą i będzie miała zakażenie? Myślisz trochę? Nie boisz się, że twoje dziecko nigdy nie będzie w stanie zrobić nic samodzielnie, skoro tak wszystko za niego robisz? A co, jeśli spadnie z tego krzesła, jak będziesz go tak zmuszać do siedzenia w nim, by zjadło, a on nie będzie chciał? Kurde, ale z ciebie beznadziejna matka, współczuję twojemu dziecku. Nie jest dobrym pomysłem pozwalanie mu bawić się z innymi dziećmi… A co, jeśli zarazi się jakąś chorobą?! Dziwne, że cię twoje dziecko nie obchodzi! Nie wysyłaj go do szkoły i zmień w końcu dietę, bo przecież to, co jesz i czym karmisz swoje dziecko jest nienormalne!

 

 

Zastanów się teraz, jak byś na takie coś zareagowała.

Najprawdopodobniej poczujesz, jakbyś chciała się obronić po tym, gdy ktoś nagle wyskakuje ci z takimi teksami (co jest całkowicie normalne i naturalne), ale hamujesz to nieco mówisz, że spoko, wiesz co robisz, wszystko jest ok. Tak wychowujesz swoje dziecko i nikomu nie musi się to podobać, nie krzywdzisz go, możecie mieć inne opinie. Na to ta osoba odpowiada ci:

 

 

Kurde, tobie to nic nie da się przetłumaczyć. Jesteś taka uparta, nie przyjmujesz w ogóle krytyki! Nie można ci nic zasugerować, bo pozjadałaś wszystkie rozumy. 

 

 

A teraz wyobraź sobie, że ubiorę moje obawy w takie słowa…

 

 

Wiesz co, widzę, że twoja mała biega na boso po trawie na zewnątrz. Super, że świetnie się bawi, widać, że to lubi! Widziałam jednak dwa mrowiska i trochę się obawiam, że może w nie wejść, nawet niechcący, po czym mrówki ją pogryzą i będzie ją boleć.

Podoba mi się, że twój syn może ci pomagać robić śniadanie, że sam wrzuca owoce do blendera i uczy się samodzielności! Jednocześnie jak tak to obserwuję z boku to trochę mnie stresuje wizja tego, że może się poślizgnąć np. na kawałku banana i upaść albo w ogóle spaść na podłogę i zrobić sobie krzywdę.

Wiem, że się martwisz o swoje dziecko i to oczywiste, że chcesz, by czuło się dobrze i by nie marzło. Widzę jednocześnie, że mały płacze, gdy zakładasz mu czapkę i zaraz ją zdejmuję, a w sumie mi też jest całkiem ciepło. Zastanawiam się czy może jednak nie jest mu ona potrzebna?

 

 

I jaka byłaby reakcja po usłyszeniu obaw ubranych w taki sposób? Mam nadzieję, że widzicie różnicę, bo ja widzę ogromną. Nagle nikt cię nie obraża, nikt ci niczego nie narzuca, nie podważa twoich kompetencji jako rodzic, nie atakuje cię. Wręcz przeciwnie, wyraża swoje uczucia i emocje z zachowaniem szacunku, kulturalnie i pozostawiając resztę dla ciebie. Mówi, co ma do powiedzenia i, jak widzi, że to słyszysz, to nie czuje potrzeby, by zmienić twoje zachowanie na siłę, bo wie, że rozważyłeś to, co powiedział, nawet po cichu.

 

 

Da się? No da się. Trzeba tylko chcieć.

 

 

 

Do następnego,

Aga

 

 

PS. Myślę, że wielu z was byłoby w stanie się z tym postem utożsamić.

Zwłaszcza, jeśli jesteście rodzicami :).

 

 

 

 

Jeśli lubisz tu zaglądać i czytać moje posty to będę bardzo wdzięczna, jeśli zagłosujesz na mojego bloga klikając w baner poniżej. Dzięki :)!

glosowanie

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE