Zwracanie się do rodziców po imieniu

Pomysł na ten post powstał, bo po opublikowaniu filmików (na dole postu – oba mają polskie napisy), w których wraz z Alicią odpowiadałyśmy na wasze pytania, bo dostałam sporo komentarzy na temat tego, że Alicia mówi do swojego ojca po imieniu. Powiem szczerze, że zdziwiłam się takim zainteresowaniem, bo w końcu mówiłyśmy o tylu różnych rzeczach i tego tematu tak naprawdę nie poruszałyśmy, a okazało się, że to jest coś, co tak wielu z was tak bardzo interesuje. No i temat ten zawsze będzie na czasie, więc czemu o tym nie napisać :)!

 

 

Wiele osób myślało, że to jest kwestia mieszkania w USA, że tutaj tak po prostu jest. Nie mogę tego jednak powiedzieć z kilku powodów. M.in. dlatego, że kraj ten jest naprawdę duży i nie da się mówić ogólnie, nie da się nawet tego określić pod względem konkretnych stanów. Po drugie, u mnie na przykład jest naprawdę sporo dzieci i później już dorosłych, którzy do swoich rodziców mówią per pani i pan. Mam znajomą, która słysząc jej syna mówiącego thank you! pyta czy czegoś nie zapomniał… I on wtedy dopowiada: ma’am (pani)! Podział ról jest niesamowicie widoczny, od razu widać kto rządzi. Po trzecie, to po prostu zależy od konkretnego człowieka. Od tego jaki jest, jak wychowuje dzieci, w co wierzy, jakie ma opinie, jakie ma relacje z dziećmi, oczekiwania od nich, od samego siebie i życia ogólnie. Wydaje mi się jednak mimo tego, że generalizować tutaj się nie da, iż zwracanie się do rodziców na pan i pani o wiele częściej spotykane jest na południu kraju, czyli właśnie w Georgii, Alabamie, Teksasie, itd.

 

 

Relacje między Nathanem i Alicią są niesamowite. Oczywiście zdarzają się kiepskie dni jak wszędzie, ale ogólnie między nimi jest bardzo dużo ciepła, miłości, zrozumienia, szacunku, akceptacji… Pamiętam, jak zaledwie kilka dni po przylocie do USA powiedziałam im, że zazdroszczę im tej relacji. Obserwowałam ich razem i byłam pod wrażeniem! Od razu wiedziałam, że to jest coś, czego ja też chcę doświadczyć. To, że mała powie do niego po imieniu nic w tej relacji nie zmieni. Dalej będą się kochać, szanować i akceptować. To są relacje między dwojgiem ludzi, które są szczere, a nie wymuszone dlatego, że to jej ojciec i tak po prostu musi być. Nathanowi zależy na tym, by jego dzieci traktowały go jak drugiego człowieka, który jest takim samym człowiekiem jakim są one. Nie jak ojca, który złości się, gdy dziecko nie powie daddy. W końcu Nathan to jego imię, a nie dad, a tak naprawdę głowną różnicą między nimi jest wiek. Osobiście nie rozumiem więc dlaczego miałby się złościć, gdy druga osoba mówi do niego Nathan, skoro to jego imię no i ja działam tak samo. To tak, jakby on do niej musiał mówić cały czas córko, zamiast Alicia, bo w końcu jest jego córką, więc to konkretna rola przypisana do niej czy jej się to podoba, czy nie. Wiecie, coś na zasadzie: ja nie jestem twoją koleżanką, żebyś do mnie po imieniu mówiła, jestem twoją córką! 😉

 

 

Mnóstwo rodziców ma w zwyczaju mówić o sobie do dzieci w trzeciej osobie. Często słyszę coś w stylu daj, mama ci pomoże albo chodź do taty i tego typu inne stwierdzenia, co wydaje mi się w większości przypadków wychodzi z ust bardzo naturalnie i bez zastanowienia, bo po prostu tego ludzie są nauczeni, tak to już jest. Ja osobiście dziwnie czułabym się mówiąc w taki sposób. Czułabym, że całkowicie odgradzam się od samej siebie, czego nie chcę robić, bo według mnie bardzo ważne jest być ze sobą w każdym momencie życia. Mówię więc w sposób, jaki mi pasuje, czyli zamiast daj, mama ci pokaże powiem po prostu daj, pokażę ci. Nie kreuję siebie jako kogoś wyższego od niej, nie mam żadnych takich oczekiwań mimo tego, że tak, jestem od niej starsza i tak, to ja ją urodziłam. I powiem wam, że tak samo mam z innymi dziećmi na placu zabaw czy z przyjaciółmi Alicii. Gdy zwracają się do mnie ma’am to mówię wprost, że wolałabym, by zwracały się do mnie po prostu Aga, jeśli nie mają nic przeciwko. Do tej pory w odpowiedzi za każdym razem spotykałam się z uśmiechem i wesołym OK! Zauważyłam też, że czują się swobodniej i bezpieczniej w rozmowach ze mną, bo nie muszą się trzymać narzuconych na nich zasad i nic się nie stanie jak niechcący wymsknie im się Aga zamiast pani. Ja nie jestem ich panią :).

 

 

Mówienie do rodzica po imieniu nie ma nic wspólnego z brakiem szacunku. Jak ktoś w komentarzach na YouTube słusznie zauważył – jest mnóstwo osób mówiących do rodziców mamo i tato lub nawet mamusiu, nie mając tak naprawdę za grosz szacunku do nich. Ktoś inny podał też przykład z własnego życia, kiedy to wykładowca zwraca się do studentów na pan i pani, a traktuje ich jak śmieci. Zresztą myślę też, że jeśli ktoś ma szacunek do swojego rodzica tylko wtedy, gdy mówi tylko i wyłącznie mamo i tato zamiast używać ich imion… to coś jest nie tak i może warto o tym porozmawiać i rozwiązać problem. I tutaj jest jeszcze jedna kwestia, jeśli nie mówienie tato jest oznaką szacunku to dlaczego rodzice nie mówią do swoich synów tylko i wyłącznie synu? Szacunek działa tylko w jedną stronę?

 

 

W moim odczuciu imię to tylko imię a mama i tata to pewne role, które wymagają grania, udawania w wielu przypadkach i pilnowania się, zamiast bycia sobą. Ja na przykład w moim rodzinnym domu nie mogłam powiedzieć nawet tato, pomożesz? Zamiast tego musiałam mówić tato, może tata mi pomóc? Ogromny, ogromny dystans! Tak, jakby mój ojciec oraz jego rodzice, do których zwracać musiałam się w taki sam sposób, traktowali mnie jak jakiegoś podwładnego. Tak jakby za każdym razem wyraźnie pokazywali mi, że to oni rządzą, że to oni są ważniejsi i ja nie mogę użyć nawet ich imienia, bo się denerwują. W momencie, kiedy oni spokojnie mogą nazwać mnie głupią, jeśli mają taką ochotę. Jakbym ja tak powiedziała do nich to, kurde, dostałabym lanie. Po prostu. Dlaczego? Tylko i wyłącznie dlatego, że – mówiąc najprościej i bardzo obrazowo – to on mnie spłodził, co spowodowało, że ja musiałam wbić się w konkretną rolę czy tego chciałam, czy nie. I ja często spotykałam tego typu zachowania będąc jeszcze w Polsce, wiele razy widziałam np. mamę złoszczącą się na dziecko, że nazwało ją po imieniu… „Ja nie jestem twoją koleżanką, żebyś tak do mnie mówiła, co ty sobie wyobrażasz?!”

 

 

Oczywiście ciepło mi się robi na sercu, gdy April woła do mnie mommy, np. z samego rana jak wstaje i podchodzi do naszych drzwi, puka w nie i mówi mommy? a potem widzę ogromny uśmiech na jej twarzy, gdy otwieram drzwi. Tu absolutnie nie chodzi o to, by zabraniać dzieciom mówić w taki sposób! Chodzi o to, by po prostu czuły się wolne do tego, by decydować o tym co powiedzą. Osobiście ciepło mi się też robi na sercu, gdy April woła Aga, bo po prostu odnosi się do mnie jak do drugiego człowieka, przed którym nie ma żadnego strachu, którego traktuje po ludzku. Wiecie, według mnie tam gdzie jest strach, nie ma miejsca na miłość, bo ten strach zwyczajnie stoi na drodze i nie da się go ominąć… Trzeba się go pozbyć.

 

 

I ja dalej jestem jej mamą, a ona jest moją córką. Nawet w momencie, gdy mówi do mnie po imieniu. Nigdy nie zmieni się to, że moim dzieckiem będzie do końca życia i będę ją kochać tak samo wtedy, gdy mówi do mnie mom jak i wtedy gdy mówi Aga.

 

 

Na zakończenie dodaję wspomniane filmy!

 

 

 

 

Do następnego,

Aga

 

 

 

Jeśli lubisz tu zaglądać i czytać moje posty to będę bardzo wdzięczna, jeśli zagłosujesz na mojego bloga klikając w baner poniżej. Dzięki :)!

glosowanie

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE
  • Joanna Zalewska

    Hej Aga Alicja to przeurocza śliczna dziewczynka , Macie cudowny kontakt i to się liczy najważniejsze ze wszyscy razem jesteście szczęśliwi . Teraz tylko czekam na wywiad z Przeslodką April .Pozdrawiam serdecznie

  • Ja znam kilka polskich rodzin, w których dzieci czasem mówią do rodzica po imieniu 🙂

    Wydaje mi się jednak, że na zachodzie ludzie są bardziej otwarci niż tutaj. W USA normalne jest odezwanie się do kogoś: „Hi, how are you?”, a w Polsce (nawet w internecie, gdzie obowiązuje netykieta) ludzie się oburzają, kiedy napiszesz do nich na ty…

  • Dominika Młyńska

    Hej Aga,
    od jakiegoś już czasu zbieram się, żeby napisać, że uważam, że przekazujesz bardzo wartościowe treści. Choć w wielu kwestiach mam już ugruntowane, często podobne do Twoich opinie (światopogląd), to czasem przychodzą takie dni kiedy wszystko wydaje się być „nie tak” i zaczynam kwestionować i podważać słuszność wszystkiego (taka przypadłość…) – wtedy dobrze jest mi posłuchać kogoś, kto naprowadzi na właściwe tory 🙂

    A dziś wreszcie do odezwania się zmotywował mnie powyższy wpis, choć dopiero przy 6. akapicie zdałam sobie sprawę jak bardzo jest mi bliski! Otóż moi rodzicie są rozwiedzeni odkąd skończyłam 3 lata. Mieszkałam z mamą, z ojcem widywaliśmy się (ja i brat) jakoś raz do roku, w wakacje.
    Z roku na rok nasze relacje były coraz gorsze (to nie tyle kwestia upływu czasu i mieszkania oddzielnie co tego, że skutecznie sam je psuł). Będąc już w gimnazjum (a raczej dopiero!) zorientowałam się, że ja nie mówię do niego analogicznie jak do mamy – np. „byłaś w sklepie?”, tylko musiałabym powiedzieć „być tata w sklepie?”. I absolutnie nie ma to żadnego związku z szacunkiem! Wręcz przeciwnie, to mama zawsze miała i będzie miała o wiele więcej mojego szacunku!

    W przypływie pozytywnych emocji (czasem takie miewałam ze względu na sentymenty z dzieciństwa) stwierdziłam, że spróbuję skrócić ten właśnie dystans i rozmawiając z nim przez telefon użyłam tej bardziej bezpośredniej formy wypowiedzi. Podejrzewałam, że pewnie nawet nie zauważy. Ale zauważył – i nie odebrał tego pozytywnie. Zaczęło się właśnie czymś o braku szacunku, a skończyło na przekleństwach (nigdy wcześniej nie okazał takiej agresji w stosunku do mnie).

    Także myślę, że nietrudno się domyślić, że raczej naszych relacji to nie poprawiło. Od tamtej pory nigdy więcej nie podjęłam takiej próby (a tak jak Ty mam 25 lat). Teraz nie jestem już dzieckiem i nie biorę już do siebie jego zachowania – wiem, że to z nim jest coś nie tak, ale nadal (!) mam obawy żeby zwrócić się do niego bezpośrednio, a „tata” mi przez usta nie chce przejść (dla mnie to słowo, kiedy nie jest używane w tej dziwnej konstrukcji, jest nacechowane mimo wszystko pozytywnie), więc zawsze tak konstruuję zdania żeby ominąć bezpośredni zwrot do niego.

    Pozdrowienia dla Ciebie i rodziny 🙂
    Dominika

  • Ela Sroka

    Bardzo to smutne kiedy dzieci tak żle mówią o swoich rodzicach…pewnie takiego dzieciństwa doświadczyłyście, współczuje!
    Ja jestem bardzo zadowoloną i szczęsliwą mamą trzech córek.Moje dzieci dorosłe już..zwą mnie mamuś lub mame ;-)) ale gdyby mi mówiły po imieniu nie miałoby to dla mnie żadnego znaczenia. Zreszta mój cudny zięć tak do mnie czasami mawia, jakież to ma znaczenie , żadne.
    Skopiowałam zyczenia mojej 23 letniej córki z okazji moich urodzin.Jestem szczęśliwą mame, wszystkim tego zyczę .
    Kasia Sroka z: Ela Sroka.

    15 listopada o 10:26 · Gliwice, Silesian Voivodeship ·

    Za to, że dostałam od Ciebie coś czego nie można kupić – miłość, opiekę, czas. Za to, że niekiedy rozumiesz mnie lepiej niż niejedna rówieśniczka. Za to, że mamy swoje żarty, których nikt inny nie zrozumie (może lepiej dla nich). Za to, że wzajemnie zarażamy się zajawkami, poczynając od osób, poprzez style ubierania, aż do poglądów na życie. Za to i za wiele innych rzeczy mocno Cię kocham, podziwiam i szanuję. A życzę Ci pociechy z córek, osobistego spotkania z Victorią Beckham i zwiedzenia świata – w zdrowiu i szczęściu (i ze mną hihi <3) Wszystkiego NAJLEPSZEGO MAME! https://uploads.disquscdn.com/images/0e3e3e1c0e4d95f93a1da2aba93dfd1b55e96197be75465171942301fb4fd666.jpg

  • Pneumokok

    już kiedyś pisałam , w związku ze zbiórką na dziecko z rakiem i mutacją genetyczną tą samą co ma Aga. Normalnie nie rozprzestrzeniam takich informacji, ale ten blog jest szczególny bo, właśnie tutaj dowiedziałam się,że taka mutacja istnieje. I teraz gdy widzę w internecie post na zbiórkę na raka,to już wiem o co chodzi i staram się wspierać choćby złotówką. Dlatego też umieszczam tu link do zbiórki, i kto może, to zachęcam do wsparcia akcji 🙂
    https://www.siepomaga.pl/ocalic-tymka