Trudna decyzja do podjęcia

Nie przepadam za stawaniem przed podejmowaniem decyzji, która spokojnie może być wrzucona w kategorię „życie albo śmierć”. I mówię serio. Mam wrażenie, że w ciągu ostatniego roku non stop staję przed podejmowaniem tego typu decyzji i najgorsze jest to, że muszę je podejmować sama. To znaczy, z jednej strony najgorsze, z drugiej najlepsze – zależy jak na to patrzeć.

Po tym jak zapadło mi się płuco mój onkolog powiedział, że w moim przypadku bardzo chce zrobić wszystko co może, by znaleźć przyczynę. Powiedział, że normalnie lekarze nie skupiają się na tym aż tak, ale w związku z moją mutacją genetyczną bardzo chce być pewnym, że nic tam niepokojącego w moich płucach nie ma. Miałam robione prześwietlenie i rezonans, ale niestety te badania nie są aż tak dobre, jeśli chodzi o sprawdzanie płuc. Nie pokażą zbyt dużo, nie pokażą małych zmian, które mogą mieć duże znaczenie.

Lekarz zadzwonił więc do mnie i powiedział, że chce zrobić tomografię komputerową. Jak pewnie większość z was już wie w moim przypadku, przez moją mutację, tomografia jest wręcz zabroniona ze względu na to, że znacznie zwiększa ryzyko zachorowania na raka. I to u zdrowych osób, a co dopiero u mnie. Wahałam się strasznie, gadałam z Nathanem przez dłuższy czas i w końcu poprosiłam lekarza o jeszcze jeden telefon. Rozmawiałam z nim dobre 15 minut, obgadaliśmy wszystkie za i przeciw. Powiem wam, że ufam mu (swoją drogą, wybrałam właśnie tego wśród kilku innych, których wcześniej widziałam), bo wiem, że on doskonale rozumie moją sytuację. Powiedział mi już wcześniej, że on tomografie robi bardzo rzadko ogólnie, a już zwłaszcza w takiej sytuacji, ale dodał też, że naprawdę chce zobaczyć czy czegoś niepokojącego tam nie ma. Powiedział, że zamówił tomografię z niską dawką promieniowania, która odpowiada 15 zdjęciom rentgenowskim lub 50 podróżom samolotem. I ta dawka jest około 20 razy niższa niż normalna.

Zdecydowałam więc to zrobić i jutro mam to badanie. Stwierdziłam, że to jest jedyny sposób, by zobaczyć co tam jest, czy coś w ogóle jest, jeśli tak to gdzie i tak dalej. Doszłam do wniosku, że wolę tak, niż np. iść na siłownię i wrzucać samą siebie w ryzyko, że to znów się stanie, że co jeśli robię coś, co zwiększa ryzyko, ale jestem tego nieświadoma.

I zaznaczam od razu, że nie martwię się tym. Jakoś ze spokojem podchodzę do całej sprawy, bo szczerze wątpię, bym coś poważnego tam miała. Ale już nauczyłam się z doświadczenia, że jednak lepiej jest wiedzieć, niż nie wiedzieć… i mieć spokój.

Ogólnie czuję się dobrze, nic mi tam nie przeszkadza. Ból żeber już prawie mi przeszedł, czasem się jeszcze pojawia, ale o wiele mniej niż wcześniej, więc wszystko idzie w dobrym kierunku.

 

 

A poza tym… Dalej mam wszystkie testy regularnie, łącznie z obszernym badaniem krwi co trzy miesiące, i wszystko jest super. Wszystkie rezonanse okej, nie ma zmian, badania krwi idealne, więc nikt nie jest niczym zaniepokojony.

 

 

Chciałam się tym z wami podzielić, bo pisałam już wcześniej o tym wszystkim, ale nigdy nie dałam żadnej aktualizacji, a często mnie pytacie. Dzięki za to, że o mnie myślicie :).

 

 

 

 

Do następnego,

Aga

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE
  • Pneumokok

    Dzięki za update! Dobrze ,że wszystko do tej pory jest ok, trzymaj się! Dasz radę! Nie jeden przez całe życie nie ma tyle problemów 🙁

  • maggistic

    Myślę, że podjęłaś dobrą decyzję i z całych sił trzymam kciuki, żeby wszystko było dobrze (na pewno będzie!;) ) Rzadko cokolwiek komentuję, choć czytam Twojego bloga i oglądam kanał na YouTube systematycznie, ale muszę napisać, że kibicuję Ci bardzo i cieszę się na każde Twoje pozytywne informacje. Podziwiam za siłę jaką w sobie masz i optymistyczne nastawienie 🙂 Szkoda, że mieszkamy tak daleko od siebie, chętnie pogadałabym z Tobą przy kubeczku smoothie 😉 Pozdrawiam gorąco! Buziaki dla ślicznej April!

  • Pneumokok

    Ameryka ma najlepszych , ale i najgorszych lekarzy.Aga uważaj jednym z przykladow jest Farid Fata, https://www.google.pl/amp/www.fakt.pl/wydarzenia/swiat/farid-fata-onkolog-z-usa-skazany-na-45-lat-wiezienia/mleyk5c.amp

    • No niestety, nie warto wierzyć wszystkim lekarzom na słowo, dobrze jest jednak kwestionować co się słyszy. To tak jak polscy lekarze, którzy wmawiali mojej siostrze, że kłamie, że ją boli, bo „nic tam nie ma”… a miała zaawansowanego raka.

      • Lena Cz

        To straszne…że można iść do lekarza na przedostatnim etapie śmiertelnej choroby a on albo nie zauwazy albo zbagatelizuje, potem człowiek wręcz boi się iść do lekarza, bo pewnie przesadza, bo z taka bzdurą to sie nie idzie, a potem moze się okazać że drobiazg jest symptomem poważnej choroby….

      • Niestety :(…

      • Neativ

        tak samo było z chłopakiem mojej kuzynki, miał bóle brzucha był u kilku lekarzy, przepisali mu jakieś tabletki na ból i na żołądek, zlecili badania krwi i nic więcej zapewniając że to nic poważnego i przejdzie samo, może go zapisać do specjalisty ale to i tak dopiero po nowy roku bo teraz skończyły się środki. Po paru dniach(z dwa tygodnie temu) dostał takiego bólu że nie potrafił się nawet ruszyć, wynosili go na krześle, na którym usiadł. Od razu zrobili mu podstawowe badania, usg brzucha i pod morfiną leżał do czasu wyników, skończyło się na tym że wycieli mu kawałek jelita i ma specjalną dietę, nie gadałem dokładnie z nim co to było ale ciocia wspominała o jakiejś poważnej infekcji.

        Podobnie było z ojcem dziewczyny mojego brata, facet trafił do szpitala w Świętochłowicach(piaśniki) Śląsk, przyjęli go ale poza badaniami krwi nie zrobili mu nic bo nie mieli lekarzy dostępnych a pielęgniarka nie może zlecić badań specjalistycznych, rodzinna przeniosła go do szpitala w Tychach po paru dniach bo trzeba było załatwić karetkę do przewozu, oczywiście samemu. Niestety zmarł na niewydolność wielonarządową, sprawa automatycznie trafiła do prokuratury, szpital musi zapłacić odszkodowanie i poszły głowy ale co z tego jak 16 letnia dziewczyna straciła ojca przez takich debili i nie działający system..