Mity rodzicielskie – czy rodzice naprawdę zawsze wiedzą lepiej?!

Kiedyś było o mitach dotyczących Amerykanów, a dziś spisałam wam cztery mity rodzicielskie, z którymi spotykam się najczęściej. Zdaję sobie sprawę z tego, że wiele osób zareaguje silnie na jedne z nich, inni na inne, a jeszcze inni na wszystkie… lub na żadne, kto wie. Bo to są rzeczy, które widzimy w zachowaniu naszych rodziców, więc chcąc nie chcąc przechodzą one na nas. I później żyjemy w tym przekonaniu, cokolwiek to jest, całe swoje życie aż do momentu, w którym ktoś na blogu w internecie pokaże inną stronę. I jak jedna osoba stwierdzi, że to ta nowa strona jest bardziej odpowiednia i ma większy sens, tak druga będzie miała zupełnie inne zdanie na ten temat. To jest ok! Najważniejsze, że każdy z was czytających to zauważy też drugą opcję i sam zdecyduje co jest dla niego lepsze na podstawie nowej wiedzy.

 

 

 

1. Rodzice zawsze muszą mieć to samo zdanie

Czym innym jest wspieranie siebie nawzajem, a czym innym posiadanie tego samego zdania. Pierwsza opcja jest czymś o wiele łatwiejszym niż ta druga, nie da się ukryć. Bo w końcu jak to możliwe, żeby dwie różne osoby zawsze miały takie samo zdanie, by zawsze się ze wszystkim zgadzały?

Ojciec chce grać z synem w gry komputerowe do godziny 21, a matce się to nie podoba i wolałaby, by syn tego nie robił. Innego razu mama mówi, że chciałaby, by córka przyciszyła muzykę, a ojciec mówi, że mu to nie przeszkadza, bo lubi tę piosenkę. Na pewno sami znajdziecie trochę innych przykładów i na pewno niektóre z nich będą poważniejsze niż tylko gra na komputerze.

Jeśli więc facet powie: „nie mogę z tobą grać, bo mama się nie zgadza„, to dziecko wszystko wyłapie. Bez problemu wyłapie to, że mama nie mówi sama za siebie, a tata tak naprawdę nie ma problemu i – co więcej – chce grać! Czyli że zwyczajnie nie jest szczery i dziecko nie rozumie o co chodzi.

Inaczej to wygląda, gdy chodzi o wspieranie drugiej osoby. Na przykład, ojcu w sumie nie przeszkadza bałagan w salonie, ale mamie tak, przy czym to on jest z dzieckiem w domu cały dzień. Przed powrotem żony mówi więc potomkowi: „kocham twoją mamę i zależy mi na tym, by była zadowolona i zrelaksowana, gdy wróci do domu, a wiem, że tak nie będzie, bo bardzo nie lubi zabawek porozwalanych na podłodze„. Widzicie różnicę, nie?

 

2. Rodzice zawsze wiedzą lepiej

Rodzicie są starsi – tak. Mają większe doświadczenie – tak. Wiedzą więcej na temat rzeczy, z którymi dzieci nie mają doświadczeń – tak. Ale to nie oznacza, że wiedzą wszystko lepiej. Bo to dziecko wie lepiej czy mu zimno, czy nie. Czy jest głodne, czy nie. Czy chce się bawić z koleżanką, czy z kolegą, jaką woli koszulkę, jaki kolor spodni, czy jest śpiące, czy się boi ciemności, czy nie i tak dalej. Wie lepiej jak rozwiązać swój własny problem! Oczywiście w procesie znalezienia owego rozwiązania może potrzebować pomocy, ale do wniosków potrafi dojść samodzielnie, jeśli tylko da mu się szansę.

 

3. Rodzice zawsze muszą akceptować zachowanie dziecka

To zjawisko zdecydowanie częściej zauważam u kobiet. Myślą, że ich dzieci są najpiękniejsze, najgrzeczniejsze, najcudowniejsze na świecie. I w tym nie ma nic złego, o ile nie są tym zaślepione i nie widzą, co się dzieje. Nie ma absolutnie nic złego w braku akceptacji do zachowania własnego dziecka niezależnie od tego jak bardzo cudownie jest.

Na przykład, moja teściowa pozwala Alicii ją wyzywać. Śmieje się, odwraca uwagę, ignoruje… a ja wcale nie wierzę w to, że takie zachowanie Alicii sprawia jej jakąkolwiek radość, jakikolwiek powód do śmiechu. No bo komu by to radość sprawiało? Teściowa myśli jednak, że mała miała tak ciężkie doświadczenia w życiu, że nie chce jej jeszcze bardziej dowalać, więc zmusza się do zaakceptowania takiego zachowanie, którego normalnie by nie akceptowała.

Problem w tym, że rośnie w niej żal do Alicii, który będzie rósł bardziej i bardziej… aż w końcu zwyczajnie wybuchnie.

Według mnie nie istnieje coś takiego jak bezwarunkowa miłość. Nie chodzi mi tu absolutnie o wymyślanie argumentów w stylu „jeśli pozmywasz naczynia to będę cię kochać!” albo „nie kocham cię, bo nie posprzątałaś w pokoju„. Chodzi mi o to, że uczucia każdego z nas się zmieniają. Dzisiaj możemy mieć super humor, a jutro będziemy płakać pół dnia. To samo może być z zaufaniem, miłością… Dzisiaj jest i się ją czuję, ale jeśli za tydzień dziecko zrobi coś co nas naprawdę zrani w jakiś sposób to oczywiście ta miłość dalej tam będzie, ale w środku i zwyczajnie nie będzie się jej czuło. I to też jest ok!

 

4. Rodzice nie mogą zmieniać zdania

Wiele osób uważa też, że jeśli dziś ojciec powie, że dziecko ma zakaz na komputer to jutro nie może zmienić zdania. Musi trzymać się tego samego, musi być konsekwentny. Tylko dlaczego? Dlaczego nie może tego zdania zmienić? Bo dziecko… będzie zmieszane? Bo nie nauczy się odpowiedzialności? Na pewno się jej nie nauczy będąc karanym, ale to już inny temat.

Przed chwilą napisałam, że uczucia się zmieniają i to zdecydowanie pasuje też tutaj. Rano mama może być zła, sfrustrowana i tak dalej, ale jeśli problem się rozwiąże (czyli w sumie przykład z karą nie jest tu adekwatny, skoro rozwiązujemy problem… ale wiecie, o co mi chodzi!) to zmienia się jej nastrój i frustracja mija. Czyli jej zdanie jak najbardziej może się zmienić. Trzymanie się tego samego na siłę tylko dlatego, że „tak być powinno” jest mega sztuczne i dzieci od razu to wyczują.

 

 

 

Dodalibyście coś od siebie?

 

Do następnego,

Aga

 

 

 

Trzy z powyższych przykładów pochodzą z książki „Parent Effectiveness Training” autorstwa Thomasa Gordona. Ja i Nathan żyjemy w zgodzie ze sobą, więc kierujemy się tym, co my czujemy, czego chcemy, jak my widzimy daną sytuację. Żadne z nas nigdy nie powiedziało „nie, bo tata/mama się nie zgadza” i żyje nam się naprawdę dobrze :).

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE
  • „Nie ma absolutnie nic złego w braku akceptacji do zachowania własnego dziecka… ”
    Z tym cytatem bym polemizował, można dziecko skrytykować w umiejętny sposób, ale potomek powinien w swoich rodzicach zawsze mieć oparcie i akceptację

    • Czym innym jest brak akceptacji do dziecka jako człowieka, a czym innym do jego zachowania. Ja mówię o tym drugim. W braku akceptacji do zachowania dziecka (np. słuchanie głośnej muzyki, gdy rodzic pracuje lub uderzanie rodzica w głowę, itp.) nie ma nic złego, bo my, rodzicie, też musimy spełnić nasze potrzeby. Osobiście nie widzę sensu tolerowania zachowania, które sprawia nam jakiś problem tylko dlatego, że wychodzi ono od naszych dzieci.