Relacja z Las Vegas i dużo zdjęć!

Las Vegas jest najbardziej zaludnionym miastem w stanie Nevada, który znajduje się na zachodzie USA, tuż obok Kalifornii. Mieści się w dolinie, która położona jest na środku pustyni, otoczonej przez suche góry. Nie zobaczycie wielu zielonych drzew, bo króluje tam roślinność pustynna i sporo tam zakurzonych kamieni. Mają tam klimat suchy subtropikalny co oznacza, że lato jest upalne ze średnimi temperaturami od 34 do 40 stopni, a zimy to temperatura mniej więcej +16 stopni w ciągu dnia. Średnio 300 dni w roku to dni słoneczne! Jak dla mnie to Nevada jest zdecydowanie za suchym miejscem.

 

 

Mam dla was kolejną fotorelację! Myślałam, że w tym poście pokażę wam już wszystko, ale sporo tego wyszło, więc tutaj skupię się na Vegas, a na zdjęcia i parę słów o wycieczce nad Wielki Kanion zapraszam za kilka dni.

 

 

My nie jesteśmy typami, które lubiłyby imprezować, więc do Vegas nie leciałyśmy po to, by przesiadywać w klubach. Nastawione byłyśmy na zwiedzanie, a Gosia była niesamowicie podekscytowana tym miejscem. Ja już tam byłam wcześniej z Nathanem i Alicią, ale powiem wam, że z dzieckiem to jednak zawsze inaczej mimo tego, że i tak było super. Teraz z siostrą cioteczną po takim czasie, gdy się nie widziałyśmy… ahh, zupełnie inna sprawa! Co nie zmienia faktu, że Las Vegas jako głównego punktu wycieczki do USA bym wam nie polecała. Powiedziałabym raczej, że przy okazji jakiegoś road trip po zachodnim wybrzeżu warto się tam zatrzymać. No chyba że kręcą was kasyna, kluby i tego typu klimaty to już inna sprawa :).

 

Nocowałyśmy w La Quinta Inn & Suites Las Vegas Tropicana. Wybrałyśmy tę miejscówkę, bo byłyśmy do niej zmuszone ;). Jak szukałam miejscówki to większość była już zarezerwowana i ciężko było coś znaleźć, ale udało się i w sumie w całkiem spoko miejscu był ten hotel. Spacerkiem przeszłyśmy do Vegas Strip, czyli do najpopularniejszego miejsca turystycznego w Vegas. A sam hotel polecam, było naprawdę spoko i mają przystępne ceny!

 

 

Powiem wam, że było bardzo gorąco, a że sporo łaziłyśmy to zgrzane byłyśmy nieźle. Ale nie był to jakiś ogromny problem w sumie, nic złego się nam nie stało ;). Jak powiedziałam jednemu z kierowców ubera, że jestem zaskoczona jaki upał jest to powiedział, żebyśmy się cieszyły, że nie przyleciałyśmy w lipcu lub sierpniu, bo wtedy mają po 50 stopni, więc temperatura odczuwalna dochodzi pewnie do setki haha

 

Naszym pierwszym przystankiem był hotel Aria. Weszłyśmy do środka, przyznaję, w poszukiwaniu łazienki, ale zobaczyłyśmy parę ciekawych rzeczy po drodze, więc oczywiście zrobiłam kilka zdjęć! Powiem wam jeszcze coś, co niektórych może zaskoczyć… Osobiście uważam, że Paryż w Las Vegas jest o wiele fajniejszy niż Paryż we Francji. Naprawdę.

 

 

Na Grouponie był kupon na wjazd na ich wieżę Eiffla, więc skorzystałyśmy, bo zawsze fajnie jest zaoszczędzić te 30%. Poprzednim razem byłam tam wieczorem, a teraz zawitałyśmy na samej górze w ciągu dnia, więc zawsze to coś nowego. Powiem wam, że pamiętam dokładnie, że poprzednio pracownicy hotelu zwrócili mi uwagę, gdy robiłam zdjęcia, a teraz nikogo to nie obchodziło, więc nawet i filmiki udało mi się nagrać. Generalnie wjazd na górę polecam tym, którzy lubią takie widoki lub jeśli macie zniżkę, bo mimo tego, że to nie jest jakaś ogromna kwota to według mnie (i tylko według mnie!) nie warto.

 

 

Kolejnym przystankiem był New York-New York, czyli kolejny hotel i kasyno w jednym. Czy ja wam już wspominałam, że tam wszędzie są kasyna? Maszyny do gier są nawet na lotnisku, więc wyobraźcie sobie, ile oni tam pieniędzy na tym zarabiają. Ludzie potrafią siedzieć w kasynie całą noc i przegrywać z każdą kolejną próbą. Przed chwilą przeczytałam w internecie, że w Vegas jest 40 kasyn, więc całkiem sporo.

 

 

A jednym z głównych punktów w Las Vegas jest oczywiście znany już wszystkim znak! Powiem wam, że tam dotarłyśmy już uberem spod jednego z hoteli, bo wizja kolejnego półgodzinnego spaceru po całym dniu łażenia w upale nie była zachęcająca. Ciężko było zamówić ubera, bo… kierowcy nie wiedzieli, gdzie nas odebrać! Jeden pan, który już skończył pracę, zdecydował się nad powieźć i co prawda wziął parę dolarów więcej niż zapłaciłabym normalnie, ale nie mam mu tego absolutnie za złe.

 

 

Przyszedł też oczywiście czas na jedzenie! Wpadłyśmy do restauracji Simply Pure, czyli do miejsca, gdzie mają wegańskie potrawy z surowymi opcjami. Wzięłam sobie cukiniowy makaron z dwoma sosami – pomidorowym i alfredo, oraz tzw. surowym wegańskim „mięsem”. Niesamowicie dobre! Cieszę się, że wzięłam sobie dwa sosy, bo świetnie razem grały. Jeśli będziecie mieli ochotę to bardzo tę miejscówkę polecam. Znajduje się ona w Container Park.

 

 

A wieczorem wyszłyśmy w miasto! Powiem wam, że jak na co dzień nie przeszkadza mi absolutnie chodzenie w dresach, leginsach czy nawet piżamie, bez makijażu i w tak zwanych podomowych włosach, tak od czasu do czasu fajnie jest wyglądać trochę inaczej. Super, że miałam ku temu okazję! Zawitałyśmy w Rio Hotel i zagrałyśmy nawet na jednej z maszyn. Przegrałyśmy $2 i tyle by było z naszego grania ;). Po pokazie, na który poszłyśmy, przyszedł czas na zipline! I tutaj poprosiłyśmy też o nagranie filmiku, za który płaci się osobno, bo to super pamiątka. I tak, wiem, że ten jeden pas może nie wydawać się bezpieczny, ale nie ma szans, by z tego wypaść. Wszystko spełnia warunki bezpieczeństwa.

 

 

 

 

Do następnego,

Aga

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE