April testuje moją cierpliwość…

Pamiętacie mój post o buncie dwulatka? Moje zdanie co do tego o czym pisałam w tamtym poście dalej się nie zmieniło, a uwierzcie, że w ostatnim czasie wydarzyło się tyle rzeczy, że spokojnie mogłam zmienić opinie już naprawdę wiele razy. A to dlatego, że April jest mistrzem w testowaniu mjej cierpliwości. I mówiąc o testowaniu nie chodzi mi absolutnie o to, że mała robi to specjalnie, nie. Walczy po prostu o swoje i to jest zrozumiałe, a że ja czasem czuję gulę w gardle to już inna sprawa.

 

Powiem wam, że jak April się wkurzy i zacznie krzyczeć i płakać to ja czuję, jak mi ten wysoki pisk dosłownie przeszywa mózg. Czasem aż mi ciarki przechodzą, taką ma głośność… Masakra. Złość pojawiła się u niej jakiś czas temu, ale wcale nie tak dawno. Jak próbuje założyć sobie buty to czasami jej się udaje, a czasem nie no i gdy się nie udaje to mamy wrzask, płacz i dosłownie rzucanie butem o podłogę! Nie ma w ogóle cierpliwości i jeśli czegoś chce to musi to dostać teraz i koniec, a że ja nie zawsze spełniam jej zachcianki (no bo przecież bez przesady, sama też mam swoje) to takie krzyki zdarzają się przynajmniej kilka razy dziennie, a ostatnie dwa dni były jakimś piekłem, dosłownie. I ma tak strasznie dużo energii, że szok! Aż nagrywałam filmiki dla Nathana, żeby mu pokazać co go omija z dopiskami „15 minut później” lub „godzinę później”. Powiedział mi później, że jest pod wrażeniem, że tak dobrze sobie radzę. No, ma szczęście!

 

April nie do końca rozumie co się z nią dzieje, bo pojawiają się coraz to nowe emocje, których wcześniej nie miała, więc… jeszcze bardziej się złości, a mnie głowa boli od jej krzyków. A jeśli w tym danym momencie nie pozwolę jej się bawić nożem, który chciała złapać, to już w ogóle mam przechlapane. Dobrze, że to nie trwa długo, ale szkoda, że zdarza się tak często.

 

Jak sobie z tym radzisz?! – zapytacie. A ja wam powiem, że to wcale nie jest takie proste.

 

Wiem, że to jest zwyczajnie kolejny etap rozwoju, który mała musi przejść. Ona nie robi tego specjalnie, by mnie wkurzyć, a po to, by po prostu dostać to czego w danej chwili potrzebuje czy też chce, co jest całkowicie normalne. Pisałam wam też niedawno o egoizmie i myślę, że świetnie się tu nada wspomnienie tamtego posta ;). A że niestety na chwilę obecną nie potrafi jeszcze wyrazić tego wszystkiego słowami to ucieka się do metod, które zna i które przychodzą jej z łatwością. Przecież gdy zacznie płakać to jest pewna, że ja zobaczę, iż coś jest nie tak. O to jej chodzi. Gorzej, jeśli dalej nie dostanie tego, czego chce (np. nie będę jej nosić na rękach tyle czasu, ile by chciała), ale też musi zrozumieć, że czasami będzie zawiedziona. Niestety, takie życie.

 

Czasami już naprawdę ciężko mi wytrzymać, bo nie dość, że już mi w głowie dźwięczy to w dodatku nie mam pojęcia, jak jej pomóc. Zdarza się, że chcę ją przytulić albo podnieść i April się wyrywa, a wtedy to już totalnie nie wiem. Często do niej mówię i nazywam emocje. Mówię jej, że widzę jaka jest zła, że jej smutno i tak dalej i wiem, że ona rozumie o wiele więcej niż mi się wydaje, ale przecież nie odpowie mi nagle „tak, mamo, jest mi smutno, bo nie pozwalasz mi bawić się nożyczkami”. A co dopiero się dzieje, gdy jestem z nią gdzieś w sklepie lub na spacerze w miejscu publicznym i nagle mi się wyrywa i ucieka gdzieś! Złapać ciężko, bo się drze i nagle staje się wiotka, bym tylko nie mogła jej podnieść. Ohh. Dlatego już parę razy zdarzyło mi się wyjść na chwilę na zewnątrz i wziąć kilka głębokich oddechów lub zamknąć oczy i sobie powtarzać, że tak, jest mi ciężko, ale jej także, bo ja wiem o co tu chodzi, a ona nie wie co się dzieje i jak sobie z tym wszystkim poradzić. Wtedy jest mi łatwiej. Nie wmawiam sobie, że ona po prostu chce mnie wkurzyć i nie wysyłam jej do kąta lub nie daje klapsa, bo nie dość, że sama siebie wtedy nakręcam to w dodatku sprawiam, że moje własne dziecko się mnie boi, że nie czuje wsparcia w tak trudnych chwilach, że jest jeszcze bardziej zagubione niż było wcześniej, bo przecież ono tylko prosi o pomoc, a dostaje za to kary. Nie chcę sprawiać, by sytuacja była jeszcze bardziej napięta niż jest, a jeśli czuję, że po prostu muszę odetchnąć to wychodzę i oddycham, uspokajam się.

 

Wiecie, co się stało, gdy raz się popłakałam siedząc obok niej na podłodze, bo już naprawdę miałam dość? April przestała krzyczeć, położyła dłoń na moim ramieniu i zadała mi jakieś pytanie w jej własnym języku, po czym dała się przytulić i tak siedziałyśmy razem przez kolejnych kilka minut.

 

Wiecie, co mi to wszystko wynagradza? To może być banalne, ale jak kładę ją na drzemkę czytając jakąś książkę i widzę jak jej się oczy zamykają i jak zasypia wpatrując się we mnie… to normalnie mięknę :).

 

 

Do mam i ojców w podobnej sytuacji – powodzenia i siły! To minie, po prostu bądźcie ze swoimi dziećmi, bo was potrzebują i narzekajcie, jeśli macie ochotę :).

 

 

Do następnego,

Aga

 

 

 

 

PS. Mówiąc, że bunt dwulatka nie istnieje nie chodzi mi o ów bunt jako psychologiczne nazewnictwo pewnej grupy zachowań, która faktycznie pojawia się mniej więcej w tym wieku u większości, jak nie u wszystkich dzieci. Chodzi mi tu o to, że zwalanie wszystkiego na „taki wiek” i jednoczesne ignorowanie potrzeb dziecka oraz karanie go za tak naturalne emocje i uczucia jest czymś, czego nie popieram.

Jeśli lubicie czytać mojego bloga to zagłosujcie na mnie klikając na baner poniżej. Dzięki :)!

glosowanie

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE
  • Teresa Be

    Agus ja miałam tak jak ty podwojnie bo 2 urwisów rok po roku, dzis juz dorosli. Nie wiem jak to przezylam, uwierz… Lobuzy straszne ze nie masz pojecia, zero strachu, destrukcyjne charaktery. Bylam strzepkiem nerwow. Czasami mowie ze ” dzieci to kupa szczescia z przewaga kupy” . Sciskam Cie serdecznie i duzo sily. Tylko spokoj moze nas uratowac. 😘😘😘

  • Też przez to przechodziłam… któregoś pięknego dnia stwierdziłam, iż ktoś uprowadził mi mojego słodkiego aniołka, a w zamian za to podrzucił mi diabła wcielonego! Lekko nie było, ale dziś się z tego śmieję. Wytrwałości życzę!

  • Aga, nie gódź sie na tego psa dla Alicii! 😉 przynajmniej póki April taka mała. szczeniak też „testuje cierpliwość” – tyle ze zamiast krzyku masz szczekanie na tak wysokim tonie, ze az swidruje w glowie! Takze wstrzymaj sie jeszcze troche 😉

  • Powiem Ci tak… testowanie cierpliwości przez dwulatka to nic w porównaniu z testowaniem cierpliwości przez nastolatka 😉 Oni to dopiero z premedytacją dają w kość 🙂

    • Haha brzmi strasznie 😀
      Dążę do tego, by nasze relacje były na tyle dobre, że April nie będzie miała potrzeby robić mi na złość 🙂