#97 Śniadanie z Agą – dlaczego złożyłam skargę na pielęgniarkę

W minionym tygodniu

Jak już wiecie, bo opowiadałam wam o wszystkim w poprzednim poście, musiałam trochę odpocząć. Dlatego też zostałam sobie sama w domu na prawie 4 dni i się lenię. To znaczy, czytam, oglądam, spaceruję, oddycham głęboko, słucham ciszy, nagrywam i edytuję filmy, piszę posty… I tak odpoczywam. Leżąc na łóżku, na kanapie lub siedząc na dworze. Czuję się o wiele lepiej, bardziej zrelaksowana, spałam dłużej. Teraz dopiero prawdziwie odpoczywam!

Chciałam wam też powiedzieć dlaczego złożyłam skargę na pielęgniarkę, bo zaczęłam dostawać pytania na ten temat. Była to osoba bardzo niekompetentna, która sprawiała, że nie czułam się bezpiecznie (myliła narzędzia, nie mogła nic znaleźć, itp.) Nie odpowiadała na moje pytania, ignorowała mnie, zbywała. Zdarzyło się minimum dwa razy, że gdy coś powiedziałam lub o coś zapytałam to w odpowiedzi dostałam zdziwioną minę – wielkie oczy, otwarte usta i żadnego słowa mimo tego, że wszystko związane było z procedurą, która mnie czekała i której się obawiałam. Robiła sobie żarty, śmiała się z tego, że się boję („you’re not a baby!”). Na koniec założyła mi opatrunek, który składał się m.in. z ogromnej taśmy przyklejonej na większą część mojego boku, trochę na piersi i na plecach. Gdy inna pielęgniarka przyszła i zobaczyła to od razu powiedziała: „źle to założyłaś, musimy zrobić to od nowa!”, więc musiały mi to zrywać i zakładać raz jeszcze, co wiązało się z większym bólem dla mnie. Natomiast pielęgniarka, o której opowiadam, walnęła sobie żartem! Zaczęła się śmiać i powiedziała: „ha! Świetną robotę odwaliłam z tym opatrunkiem, nie?!”

Może dla was nie byłyby to powody do zgłaszania jej nikomu, ale ja czułam się niepewnie, źle, byłam ignorowana, wyśmiewana i tak dalej. Wszystko w czasie, gdy byłam zestresowana, a później przerażona i zapłakana. Pielęgniarka powinna być tam po to, by pomóc, by wesprzeć jakoś, a nie po to, by jeszcze człowieka dobijać. Dla mnie to zachowanie było nie do zaakceptowania i wiem, że jakbym była w stanie to bym się odezwała, a że nie byłam to po prostu zgłosiłam to później. To nie powinno być odbierane jako normalne i okej! Jeśli jesteście traktowani w taki sposób to nie zostawiajcie tego tak po prostu…

 

 

I kilka nowych zdjęć!

 

 

Piosenka tygodnia

Teledysk podoba mi się o wiele bardziej niż piosenka, ale jej też się fajnie słucha :). Co myślicie?

 

 

Do obejrzenia

Dawno wam tu nie reklamowałam moich filmów, więc najwyższy czas nadrobić zaległości! Zobaczcie jeden z filmików z serii „co jem w ciągu dnia”, w którym wrzuciłam też migawki z Atlanty.

 

 

Blog

Rok temu dałam wam listę 10 produktów, bez których nie wyobrażam sobie życia z bobasem :). Zobaczcie jaka April była malutka na niektórych zdjęciach!

Niezbędnik mamy – moje top 10 produktów dla mamy i dziecka.

 

 

Mam nadzieję, że u was wszystko ok!

 

Do następnego,

Aga

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE
  • Pneumokok

    też bym to zgłosiła. Szpital to nie miejsce na zabawy, wygłupy czy żarty z pacjentów. Ale przede wszystkim na brak profesjonalizmu i wsparcia chorego. Współczuję ,że Cię coś takiego spotkało:( Mam nadzieję ,że ta kobieta poniesie konsekwencje swojego zachowania. Napisz później proszę jak ta sprawa się zakończyła i czy zostałaś przeproszona.

  • W pełni Cię popieram, że złożyłaś skargę. Tacy ludzie nie powinni pracować z chorymi a takie zachowanie nie powinno być tolerowane przez nikogo. Jak mnie zdarzyło się korzystać z opieki medycznej w USA to nigdy nic takiego się nie zdarzyło – wszyscy byli wręcz super mili. Ale jak widac i takie wyjątki od reguły się zdarzają również tutaj 🙁

    • No właśnie ja byłam bardzo zaskoczona, bo do tej pory byłam w różnych szpitalach i widziałam mnóstwo lekarzy, a taka sytuacja przytrafiła mi się pierwszy raz. Ale mimo tego, że pierwszy to jednak dalej uważam, że jeden za dużo.

  • W pełni popieram Twoją decyzję 😉 ba! ZAZDROSZCZĘ, że Ci się chce, że masz taką możliwość i, że ktoś w ogóle na tę skargę zwróci uwagę. DAWNO się u Ciebie nie odzywałam ale czytam cały czas – po prostu często zaglądam do Ciebie używając telefonu komórkowego i zawsze jak zacznę pisać komentarz – odechciewa mi się walczyć z telefonem. W końcu „złapałam” Cię na komputerze i to jeszcze w aktualnie bardzo bliskim mi temacie, więc no… poemat 😀 (może po tym przypomnisz sobie, że ja to ja bo takich długich poematów jak ja piszę – nie widuję tutaj często :D)
    Prawie dwa tygodnie temu miałam operację w pewnym szpitalu w jednym z większych miast w Polsce. Operacja dosyć poważna ale planowana od kwietnia i niezagrażająca życiu (po prostu wada genetyczna, która wraz z wiekiem mogłaby rozwinąć u mnie dużo schorzeń, przeliczyłam, że bardziej opłaca mi się teraz ją „naprawić” niż na starość męczyć się z powikłaniami, etc), ale ja nie o tym… O operacji zadecydowano ostatecznie w czerwcu, że będzie we wrześniu (to i tak bardzo krótki czas oczekiwania :D). I od momentu wejścia do szpitala myślałam sobie o Tobie. O tym co nam pisałaś, o tym jak opisywałaś Twoje przeżycia z amerykańską służbą zdrowia. Wiem, że jeśli chodzi o finansowanie – wygląda to zupełnie inaczej i mimo wszystko ja nie zapłaciłam ze swojej kieszeni konkretnie na tę operację ani złotówki (jeśli miałabym ją mieć robioną prywatnie – kosztowałoby mnie to kilkadziesiąt tysięcy złotych) ale… trochę żałuję tej różnicy w opiece. Mając czas na rozmyślenia w szpitalu myślałam sobie, że chyba wolałabym, żeby wszystkie szpitale sprywatyzowali, wolałabym płacić więcej za ubezpieczenie i… mieć godną opiekę. Nie chcę się zagłębiać w szczegóły bo i nie przeżyłam nic BARDZO traumatycznego ale było kilka sytuacji których z ODROBINĄ dobrych chęci i wychowania – można było uniknąć. Nie mogę narzekać na podejście pielęgniarek (tu się mocno zaskoczyłam) – były miłe, uśmiechnięte, mówiły do mnie po imieniu odkąd tyko pojawiłam się na oddziale (Pani TuMojeImię), pamiętały wszystko co miały pamiętać. Jedyne czego nie rozumiem to to, że kilka godzin po operacji w pełnej narkozie i po przewiezieniu mnie z sali pooperacyjnej na zwykłą salę – KTOŚ z personelu przyszedł do mnie raz. Operację miałam rano, po południu byłam na swojej sali. O 19 przyszła pielęgniarka z lekami, powiedziała dobranoc i… następną osobę z personelu zobaczyłam o 6 rano następnego dnia. Ja wiem, że jestem młoda, że dobrze się czułam, że normalnie chodziłam, etc, etc ale NA BOGA. Ja mogłam się przekręcić na tym łóżku (byłam sama na sali) tysiąc razy i NIKT by nie zauważył. Lekko mnie to przeraziło. Niestety więcej negatywnych rzeczy mogę powiedzieć o samym lekarzu 🙁 Wydawał się super człowiekiem gdy decydowałam się na operację, opinie w Internecie i na forach – tylko pozytywne. I nie mogę zarzucić nic jego kompetencjom bo (jak się okazuje po przejrzeniu forum internetowego o moim schorzeniu) wykonał swoją pracę lepiej niż dobrze, ale… nie uważam, żeby to było normalne, że ja idąc na blok operacyjny nie miałam powiedziane od a do z co mi będą robili. I to nie dlatego, że nie pytałam! Pytałam! Dwa razy. Lekarz też nie chciał ode mnie żadnych dokumentów medycznych, żadnych wcześniejszych badań i decyzji lekarza od którego zostałam do niego skierowana. Mam nadzieję, że pamiętał od czerwca i konsultacji, którą wtedy miałam – co miał mi zrobić podczas operacji. Bo moja wada ma to do siebie, że wszyscy jej nosiciele – mają ją podobną, ale jednak każdy przypadek jest inny. W każdym razie: za każdym razem gdy pytałam w jakieś 30s odpowiadano mi „no będzie miała Pani przecięte tu i tu a potem tu i tu i zrobimy to”. Tylko ja miałam jeszcze mnóstwo dodatkowych pytań na odpowiedzenie na które nikt nie znalazł czasu! Dodatkowo: to był mój pierwszy pobyt w szpitalu. Ja naprawdę nie wiedziałam co i jak i z czym się „je”. W normalnym świecie to personel powinien się mną zainteresować i odpowiadać mi na pytania, których nie zadałam. Zaangażować się. Wiem, że mówię teraz o Utopii i trochę w tym mojej winy, że nie drążyłam i nie smędziłam, że potrzebuję odpowiedzi ale już taki mam charakter. Jak ktoś mnie raz oleje – bardzo trudno jest mi zadać pytanie po raz kolejny. Ufam temu chirurgowi, wiedziałam, że nie zrobi mi krzywdy, więc i odpuściłam, ale teraz wiem, że to głupota. Nie powinnam dać się pociąć niewiedząc co mi dokładnie będą robili 😀 W OGÓLE JAK TO BRZMI? Jakbym oszalała 😀 A ja do tego stopnia nie wiem co ze mną zrobili (po operacji mój chirurg zobaczył mnie po 4 dniach… nie żartuję. Czterech dniach. W dniu wypisu jak ubłagałam lekarza na dyżurze żeby mnie puścił do domu bo zwariuje w szpitalu i kiedy nie myślałam o zadawaniu pytań tylko o chęci powrotu do domu) że jadę za kilka dni na kontrolę i… nadal nie jestem pewna czy potrzebnie wykonali mi jedną część operacji. W literaturze znalezionej w internecie nie mogę znaleźć odpowiedzi na moje pytanie, więc pozostaje mi tylko czekać. Powtarzam tylko sobie, że na kontroli będę „twarda” i zadam wszystkie niezadane pytania, zmusze ich do opowiedzi na najbanalniejsze drobnostki i NIE DAM się znieważyć. Bo to jest kolejna historia – usłyszałam jedno zdanie, którego nie powinnam usłyszeć jako pacjentka tego konkretnego oddziału. To nie miało nic do rzeczy. Niby nic wielkiego (dla nich) ale ja przeżyłam to dosyć mocno. Do tego stopnia, że w emocjach po operacji, zmęczeniu, bólu – wróciłam na sale i najzwyczajniej w świecie się popłakałam. Nie płakałam przed operacją, nie płakałam po, nie płakałam z bólu. Popłakałam się bo usłyszałam pytanie, którego nie powinnam usłyszeć. I wiem, że powinnam złożyć skargę, ale… witamy w Polsce. Moje schorzenie to dosyć mały „światek” a wieści rozchodzą się bardzo szybko. No i jeszcze pobujam się trochę z tym chirurgiem, tym oddziałem i tym szpitalem (jednym z dwóch najlepszych w Polsce) więc wolę odpuścić niż iść na wojenną ścieżkę. Bo mam to uczucie, że nikt nie zrozumie mojego jojczenia. Będzie to odebrane jako głupie gadanie i niepotrzebne rozdmuchiwanie. Pewnie tak jest, ale skoro prawie dwa tygodnie od tego zdarzenia – prawie zapomniałam o operacji a nie zapomniałam o tym jednym zdaniu – nie jest to tak błahe jak mi się wydaje. I tak o. Czytając Twoje zmagania z chorobami nie miałam pojęcia, że już niedługo sama stanę przed ścianą i będę musiała zmagać się ze swoimi chorobami. Zawsze Ci współczuję wszystkich Twoich hospitalizacji i problemów zdrowotnych ale BARDZO zazdroszczę Ci (oczywiście w najbardziej pozytywny sposób w jaki się da) opieki. I nawet po Twoich przeżyciach z tą pielęgniarką – nie przestanę Ci tej opieki zazdrościć. A plus tego wszystkiego jest taki, że będąc na płynnej diecie zjadłam TYLE zmiksowanych OWOCÓW, że poczułam się jak frutarianka 😉 Odpuściło mi tylko kilka dni temu jak na dworze było +5*C a ja wybierałam się do lekarza do miasta obok. No po prostu musiałam zjeść coś ciepłego i wtedy do mnie dotarło, że to największa przeszkoda takiego stylu życia w Polsce 😉 wiosną i latem – nie mam problemu z niejedzeniem ciepłego ale jesienią i zimą po prostu sobie nie wyobrażam 😀 I tym miłym akcentem kończę, bo sama siebie przeraziłam ilością naprodukowanego tekstu 😉 Pozdrawiam!

  • Ela Sroka

    Jestem za tym żeby domagać się poważnego i dobrego traktowania w różnych instytucjach. Ja akurat toczę „boje” w restauracjach. Jeśli proszę o danie, ktore jest reklamowane jako przepyszne a póżniej sie okazuje, że dostaje cos okropnego, przesolonego na maksa, ociekającego tłuszczem itd. Po prostu nie płacę.

    • Pewnie, dobrze jest korzystać ze swoich praw.
      Kiedyś w Polsce jeszcze w restauracji zamówiłam makaron, który na zdjęciu w karcie dań był chyba trzy razy większy niż to, co mi podali. A płacić miałam tyle samo. Dyskutowałam z kelnerem na ten temat chyba z 10 minut, zanim zdecydował się mi pomóc, ale w koncu się udało i przynieśli mi to, co zamówilam 😉

  • Kiwi

    Znam to uczucie kiedy ktoś niekompetentny zajmuje się tobą w szpitalu. W dzieciństwie byłam pod opieką bardzo poważnego szpitala w Warszawie w związku z moją chorobą. Każdą wizytę w szpitalu pamiętam jako nieustanną walkę z pielęgniarkami o moje prawa. Źle założony wenflon, pomylone preparaty na zęby (które żywcem trzeba było później wyrywać mi z buzi). W lutym w salach było bardzo zimno, bo okna były nieszczelne, a pielęgniarki stwierdziły że jest im zimno i schowały się poza oddziałem. To było skrajnie nieodpowiedzialne, bo były tam praktycznie same malutkie dzieciaczki poniżej 4 roku życia. A kiedy po ostatniej operacji, w wieku 16 lat przyjechałam na wyjęcie szwów z nosa, pani pielęgniarka nawet nie raczyła ściągnąć bransoletki z prawdziwych kamieni, które w trakcie zabiegu raniły mnie w twarz. I nawet nie wyciągnęła mi wszystkich szwów, sama po powrocie do domu wyciągałam je pensetą ze łzami w oczach, bo już nie chciałam tam wracać. Bardzo żałuję, że moi rodzice nie złożyli wtedy skargi, mówili że może ktoś po prostu miał gorszy dzień i nie chcą mu tym niszczyć kariery. Ale jeśli jeszcze kiedykolwiek przydarzy mi się taka sytuacja, to nie mam zamiaru się powstrzymywać. Tacy ludzie nie nauczą się bez naszych reakcji, dalej będą robili te same błędy, najczęściej z lenistwa, czy z przekonania że przecież po co traktować pacjentów jak ludzi. Dla pracowników szpital to miejsce pracy, ale częścią tej pracy powinno być traktowanie pacjenta z szacunkiem i delikatnością, bo my wcale nie chodzimy do szpitali dla rozrywki, dla nas to nie są codzienne sytuacje. Jesteśmy zestresowani, przerażeni i walczymy z bólem. Trzymaj się Aga, pamiętaj że bycie dzielnym to niekoniecznie wstrzymywanie łez. Jest mi bardzo przykro że musiałaś przejść przez tak bezsensowne cierpienie, ale cieszę się że masz koło siebie kochającego męża który cię wspiera. I życzę ci zdrowia, żeby żadna choroba się już ciebie nie uczepiła, ściskam mocno.

    • „Tacy ludzie nie nauczą się bez naszych reakcji, dalej będą robili te same błędy, najczęściej z lenistwa, czy z przekonania że przecież po co traktować pacjentów jak ludzi. ” – dokładnie! Między innymi dlatego to wszystko opisałam. By ludzie zobaczyli, że tak nie musi być, że pacjent nie musi się na to wszystko zgadzać.

      Bardzo mi się smutno zrobiło jak czytałam o Twoich doświadczeniach, naprawdę. Nie wyobrażam sobie przechodzić przez coś takiego jako dziecko… Strasznie to musiało być ciężkie i nie dziwię się, że dokłądnie to wszystko pamiętasz.

  • Sprawa nie jest jeszcze rozwiązana, będę się upominać jutro!
    Dobrze, że miałaś dobre doświadczenie 🙂