Nauczmy się płakać!

Jak byliśmy w Silver Falls to widziałam rodzinę składającą się z ojca, mamy oraz dziewczynki. Mała wyglądała bardzo podobnie do April, przypuszczam, że miała maksymalnie dwa lata. I pewnego razu zaczęła płakać. Nie wiem dlaczego, ale zdecydowanie nie brzmiało to zbyt dobrze. Nie dostała jednak zbyt dużo wsparcia, bo zamiast pełnego zrozumienia i współczucia taty miała tatę, który podniesionym głosem rozkazywał: „nie płacz, nie zachowuj się jak bobas, bądź jak duża dziewczynka!”

 

Pomyślałam, że bardzo chciałabym mu powiedzieć, że ona nie będzie się zachowywać jak „duża dziewczynka”, bo nią nie jest. Bo jest małym dzieckiem, bo nie potrafi jeszcze mówić i wyjaśnić słowami co się dzieje, jak się czuje, co czuje. Chciałam mu powiedzieć, że szkoda mi jej, że nie ma wsparcia u swojego ojca, że nie może na niego liczyć w sytuacji, w której coś złego się dzieje.

 

Ale nie podeszłam i nic nie powiedziałam, bo zabrakło mi odwagi.

 

Nie ma znaczenia to czy powód jej płaczu był dla ojca poważny, czy w jego oczach była to głupota, coś błahego. Co ma znaczenie to fakt, że jego córka to przeżywała, cokolwiek to było. Ona zareagowała w sposób odpowiedni dla niej, najlepiej jak potrafiła.

 

 

 

Tego typu historie kończą się w taki sposób, że dziecko traci umiejętność (i chęci) wyrażania swoich emocji, uczuć. Traci wiarę w siebie, wątpi w siebie. Uważa, że przesadza, że nie powinno czuć tego, co czuje. Wstydzi się. Dlatego mamy tylu dorosłych, którzy zwyczajnie nie potrafią płakać, a jak tylko łza im się w oku zakręci to szybko oczy przecierają i udają, że wszystko jest ok. Gorzej mają mężczyźni, którzy od małego słyszą, żeby nie byli mięczakami i nie zachowywali się jak dziewczynki, a później przypina się do nich słynna zasada, że „chłopaki nie płaczą”.

 

 

 

Płacz jest dobry! Pozwala poradzić sobie z targającymi nas emocjami, wyrazić co się dzieje, iść głębiej, wygadać się, wyładować się. Często wręcz wyleczy nas ze złego samopoczucia, ze zmartwień, pozwoli odetchnąć z ulgą. 85% kobiet i 73% mężczyzn po płaczu czuje o wiele mniej smutku i złości. Płacz to nasz sposób na przetrwanie, jakby spojrzeć na to z naukowej strony. Bo stres zwiększa ryzyko różnych chorób i dolegliwości, w tym chociażby ataku serca. Dziecko przez dłuższy czas płacze, bo zwyczajnie nie potrafi wyrazić swoich emocji w inny sposób. To jest jego sposób na pokazanie, że czegoś potrzebuje, że czegoś mu brakuje, coś jest nie tak… I nigdy nie nauczy się odpowiedniego sposobu, jeśli będzie powstrzymywane od łez od najmłodszych lat. Jeśli będzie poniżane, zawstydzane, ignorowane, wyśmiewane i wiele więcej. A to jest niestety na porządku dziennym i nie wiem jak wam, ale mnie osobiście bardzo to przeszkadza. Wolałabym żyć na tym świecie z ludźmi, którzy żyją w zgodzie ze sobą i są w stanie pokazać swoje emocje i gdy są smutni to są po prostu smutni i nie boją się do tego przyznać. Chciałabym, żeby ludzie czuli się bezpiecznie i jeśli nie jest to możliwe w społeczeństwie ogólnie to chociażby w kręgu bliskich.

 

 

 

Dalej mam nadzieję, że to się będzie zmieniać.

 

 

 

 

Do następnego,

Aga

 

 

 

Zdjęcie postu: Viknesh Vijayakumar

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE
  • Anna Ma

    Dobry artykuł! Twoje podejście powinno być tytułowane bezstresowym wychowaniem (w miejsce głupot promowanych często w.w. nazwą). Jednak coś mi tutaj nie daje spokoju. Przedstawię swoją historię:
    Moje wspomnienia z dzieciństwa są bardzo wyraźne. Nauczyłam się mówić wyjątkowo wcześnie. Mama nie pracowała, była ze mną tak jak Ty z April. Ze względu na moją komunikatywność i na dobre chęci mamy, potrafiłam z nią wyjaśnić swoje „dramaty dwulatka”. nim nabrały rozpędu do głośnego płaczu. Mama była uznawana na osiedlu za dziwaczkę, która rozpieszcza dziecko, bo ludzie wiedzieli, że nigdy się na mnie nie darła, nie dawała klapsów, nie szarpała na siłę, zgadzała się na moje „fanaberie” lub spokojnie i rzeczowo wybijała mi je z głowy albo z wyprzedzeniem tłumaczyła, co robimy i dlaczego… po prostu ze mną ROZMAWIAŁA. W przedszkolu i szkole dorośli też nie byli dla mnie niemili, bo byłam posłusznym dzieckiem bez żadnych trudności z nauką. Mimo to mam wrażenie, że inni zachowują pokerową twarz, a mnie łatwo jest wyprowadzić z równowagi, wszelkie nieprzyjemne sytuacje sprawiają, że do gardła podchodzi mi gula, a jako tako nad tym panować nauczyłam się dopiero mając dwadzieścia kilka lat. Gdzie został popełniony błąd? Czy żyłam pod kloszem? Czy można jakoś mądrze zahartować człowieka? Co o tym myślisz?

    • Oj tak… Większość tego co podpisywana jest w internecie jako „bezstresowe wychowanie” nie ma z tym nic wspólnego. Niestety ludzie nie wiedzą co to pojęcie tak naprawdę oznacza i myślą, że to puszczenie dzieci samych sobie i nie interesowanie się nimi. Nic bardziej mylnego.

      Super, że Twoja mama była tą „dziwną”, naprawdę 🙂

      Nie za bardzo wiem jak odpowiedzieć na Twoje pytania, bo nie znam Cię w ogóle. Nie wiem jakie było Twoje życie, jakie masz doświadczenia i tak dalej. To zachowywanie pokerowej twarzy według mnie wcale nie jest tym ,do czego powinniśmy dążyć. Może fakt, że Ty tego nie robisz oznacza, że jesteś świadoma swoich emocji bardziej niż inni. A sposób w jaki je wyrażasz to już inna sprawa, bo to też nie przychodzi samo z siebie. Zwłaszcza w dzisiejszych czasach, gdy ludzie lubią się ze sobą kłócić 😉

  • JZ

    Doskonale rozumiem o czym mówisz, sama często mam do siebie pretensje, gdy pokazuję smutek, albo złość, chociaż w głębi czuję, że mam do tego prawo (a nie jestem już dzieckiem ). Skupiam się na pozostaniu pozytywną osobą, duszę w sobie emocję, które później wybuchają, ponieważ ludzie oczekują ode mnie tej strony, tej promiennej i bez zmartwień, chociaż wiadomo, nie zawsze tak się da.
    Bardzo lubię posty, w których nawiązujesz do wychowywania dzieci, czy też ogólnie zachowania ludzi, zawsze piszesz o tym w taki sposób, że jestem ciekawa Twojego podejścia i pozwala mi ono spojrzeć na życie z innej perspektywy. Sam fakt, jak bardzo początkowe lata naszego życia wpływają na jego dalszy ciąg jest bardzo ciekawy i zastanawiający, dlatego lubię czytać o tym jak to jest u Ciebie i April 🙂

    • Nie da się i, według mnie, nie powinno się tego robić. Nie powinno się tłumić w sobie emocji, do niczego dobrego to nie prowadzi. Jednocześnie doskonale wiem, że to się tak łatwo mówi… a zrobić trudniej. Trzymam kciuki, żeby te Twoje pretensje do siebie zaczęły znikać! I płacz ile wlezie 🙂

  • Edyta Edyta

    To wazny temat. Zgadzam sie z Toba. Sama w dorslym zyciu uswiadomilam sobie jak bardzo tlumie emocje, jak bardzo,potrzebuje sie wyplakac ale … NIE UMIEM! Lzy nie chca leciec, czuje blokade, czuje, ze sie dusze. Zaczelam nad tym pracowac teraz jest lepiej, kilka razy plakalam i to byla taka ulga, takie oczyszczenie.
    Rodzice czasem sa tak bardzo nieswiadomi krzywd jakie wyrzadzaja dzieciom …

    • Cieszę się, że udaje Ci się to przezwyciężyć. Nie jest to łatwe, więc to ogromny sukces!

  • Elizabeth Werner

    Hej 😉 ja tak trochę nie w temacie ale jestem ciekawa czy słyszałaś i czy możesz się jakoś wypowiedzieć o social anxiety ?

    • Nie wiem jak częste to jest, ale coś mi się wydaje, że większość ludzi na świecie może się z tym utożsamić… Tzn. może nie na świecie, bardziej powiedziałabym, że w krajach rozwiniętych. Ale my to sami sobie stwarzamy. Bo strach przed ocenianiem w jakikolwiek sposób nie miałby miejsca, gdybyśmy my, czyli ludzie, nie oceniali innych. A to się zdarza non stop, wszędzie, gdziekolwiek nie pójdziemy… Przykre, ale ciężko byłoby to zmienić.

  • JJ

    Dziękuję że napisałaś o płaczu . Do tej pory natknęłam sie w internecie tylko na jeden reportaż (oprócz twojego) związany z tym tematem, to wciąż kwestia która za rzadko poruszana jest w przestrzeni publicznej, a szkoda bo płacz jest najnormalniejszym elementem naszego życia. Jako dziecko płakałam często i nie rozumiał tego praktycznie nikt ani rodzice ani panie w szkole, które jak w przytoczony w twoim artykule tata powtarzały że to nie wypada, że jestem już duża, że na świecie są poważniejsze dramaty niż te które ja przeżywam będąc dzieckiem. Tylko ze na przyklad dla 7 letniej wrazliwej i niesmiałej dziewczynki o dużej wadzie wzroku jest znacznym problemem stłuczenie okularów przez kolegow bez których niewiele może zrobić i zobaczyć. Mało kto zdawał się to zrozumieć, chlopcy gdy widzieli że płacze śmiali się ze mnie i mi dokucali. Płacz był dla mnie zawsze wentylem bezpieczeństwa, kiedy czułam ze coś mnie przerasta, że mam już dość, że nie potrafię sobie z czymś poradzić. Towarzyszył mi w mojej drodze dorastania zawsze, bylam wrazliwą dziewczynką, często ta moja wrażliwość była kompletnie niezrozumiana przez moich nauczycieli a nawet rowieśników dlatego niezbyt mili wspominam czas szkolny. Najczesciej wygladalo to tak ze czulam zbietajacy sie we mnie placz ze nie potrafie go juz zatrzymac i gdy dochodzi do kulminacyjnego momentu nie jestem w stanie go powstrzymac i wtedy w pewnym sensie placze moje cialo, moja psychika tak uwalnia sie od negatywnych emocji mimo ze glowa chciala by to w pewnym sensie powstrzymac bo wie jak to bedzie za chwile odebrane przez otoczenie. Płacząc wypompowuję wszystkie emocje które mnie przerastają i jest mi lepiej. Pamiętam jeszcze takie sytuacje w ktorych plakalam w gimnazjum czy liceum, potrafilam rozplakac się w miejscu publicznym. Niestety byli temu winni głównie nauczyciele i to jak obchodzili się z uczniami w tym ze mną ( dzisiaj po zakończeniu przygody z edukacją stwierdzam że naprawdę brakuje nauczycieli z powołania, większość w ogóle nie powinna mieć kontaktu z dziećmi i młodzieżą bo jak można na przyklad swoim uczniom powiedzieć: nic nie umiecie i chocbyscie nawet dostali wcześniej treść pytań z matury to i tak ich nie napiszecie, uśmiechając się przy tym zamiast życzyć powodzenia i zapewniać ze ciezko pracowaliscie i z pewnoscią dacie radę albo śmiać się z błędów uczennicy przy całej klasie, tutaj mogłabym wymieniać bardzo dużo innych tego typu przykładów ). Czułam wtedy wstyd, zażenowanie, spotykało się to też z niezrozumieniem i politowaniem innych osób – ,,czemu ona ryczy?, przecież nic się nie dzieje takiego, o co chodzi?”. Dzisiaj jako dorosła kobieta nie zdarza mi się raczej płakać publicznie ale nie mam z tym problemu jeżeli ja tego potrzebuje i to mi pomaga to nikomu nic do tego. Nie rozumiem czemu płacz jest zarezerwowany tylko dla najtrudniejszych ludzkich przeżyć jak śmierć czy choroba wtedy wypada płakać i to spotyka się ze zrozumieniem spolecznym i akceptacją a jak jestem zmęczona, mam wszystkiego dość lub problemy w pracy to już nie mogę? Już nie wypada? A jeżeli mi to pomaga i czuje się lepiej nie tłumiąc w sobie negatywnych emocji? Dlaczego płacz jest traktowany jako oznaka słabości, jest czymś co ukrywamy, dlaczego płaczemy do poduszki żeby nikt nie widział? Kompletnie tego nie rozumiem przecież to najnormalnieszy element naszego życia tak samo jak radosc czy śmiech.