Mój biust… nie jest mój

Nie czuję się „nie kobietą”, nie czuję się nawet mniej kobieca niż wcześniej. Zresztą, bycie kobiecą to nie tylko wygląd, nie tylko części ciała. W wielu przypadkach wygląd nie ma znaczenia, bo ogromną rolę odgrywa samopoczucie, pewność siebie, sposób bycia. Wygląd często schodzi na drugi plan.

Nie uważam, że kobiety decydujące się na pozostanie bez piersi po mastektomii, na odmówienie rekonstrukcji, są niekobiece. Absolutnie nie. Każdy podejmuje własne decyzje w zgodzie z samym sobą i mimo tego, że ja na taki krok bym się nie zdecydowała to bardzo podziwiam te kobiety, dla których to jest najlepsze wyjście.

 

 

Kilka dni temu natomiast, będąc tutaj w Silver Falls i słuchając opowieści innych ludzi (oraz samej siebie) zdałam sobie sprawę, jak ciężko mi jest z moim nowym ciałem. Bo dla mnie ono dalej jest nowe, dalej nie jestem przyzwyczajona. Od razu po operacji, gdy wszystkie emocje zaczęły na mnie spływać, czułam obrzydzenie do mojego własnego ciała. To znaczy, do moich piersi dokładnie. Mimo tego, że wyglądałam naprawdę dobrze już dzień po operacji (w porównaniu do innych, których zdjęcia widziałam) to jednak była to taka zmiana, że nie byłam w stanie tego zaakceptować. Myślałam, że to minie i w sumie trochę minęło. Powiedziałabym nawet, że w większym stopniu, bo obrzydzenia nie czuję w ogóle. Ogólnie lubię swoje ciało, lubię to jak wyglądam i naprawdę mam o wiele wyższe poczucie własnej wartości niż wcześniej. Problemem jest jednak to, że po prostu dalej nie czuję, że to moje ciało. Gdy koleżanki pytają czy mogą dotknąć moich piersi to im pozwalam i nie mam z tym najmniejszego problemu głównie dlatego, że nie czuję, by to były moje piersi. To jest raczej na zasadzie, że mam na klatce piersiowej coś, czym ja nie jestem, co do mnie nie należy.

Mój chirurg plastyczny odwalił kawał dobrej roboty, naprawdę. Jestem pod wrażeniem jego pracy. Sęk w tym, że kobiety zazwyczaj mają tak zwany fat grafting, czyli chirurg robi liposukcję z brzucha lub ud i tłuszcz wstrzykuje do piersi, wokoło implantów, by wszystko wyglądało bardziej naturalnie. U mnie nie wchodzi to w grę, bo nie mam wystarczająco tłuszczu w żadnej części ciała, by mogli mi go odessać. Dlatego też moje implanty się trochę odznaczają, a już zwłaszcza w czasie treningów. I nie, nie bardzo, nie wyglądam jakbym miała piłki na klatce piersiowej, nie. Ale po prostu widzę, że się odznaczają. Co też może być spowodowane tym, że ja się po prostu przyglądam.

Dobra, wiecie z czym mam problem? Wstydzę się, gdy Nathan na mnie patrzy, gdy jestem nago. Staram się więc tego unikać i wolę zostawić chociaż stanik, gdy Nate jest gdzieś obok. Gdy przemknę gdzieś to nic się nie dzieje, ale nie lubię, gdy… patrzy. Nie wiem dlaczego. Jak jestem w ubraniu to wszystko jest okej, nawet większe dekolty noszę. Myślałam, że to minie po drugiej operacji, ale widać dalej jest to dla mnie trudne. I Nathan jest kochany. Powiedział, że on mnie totalnie akceptuje, że jestem dla niego piękna, że to są już jego piersi :). Mimo tego dla mnie dalej zagadką pozostaje to, jak sobie z tym poradzić.

 

 

Czy żałuję mojej decyzji? Nie, nie żałuję. Wiem, że to jest ogromna zmiana i okazało się, że mnie to nieco przerasta. Wierzę natomiast, że sobie z tym poradzę i minie ten wstyd, który czuję.

 

 

Dzięki, że mogłam się wygadać 😉

Do następnego,

Aga

 

____________

Zobacz też:

Wszyscy zasługujecie na to, by czuć się dobrze w swojej skórze!

Profilaktyczna mastektomia – rekonstrukcja zakończona sukcesem!

Profilaktyczna mastektomia – żegnajcie moje piersi, dobrze mi służyłyście

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE
  • AgulaW

    Agnieszko:)
    Wiesz, ze jest cos takiego jak: reakcja na zdarzenie losowe?
    I Ty wlasnie jestes w jednej z faz takiej reakcji. Nie lubie pisac: nie martw sie, wszystko bedzie dobrze. Nie wiem jak bedzie. Ale to, ze o tym mowisz i myslisz, ze widzisz problem to juz ogromny krok do przodu. Nikt nie powiedzial, ze bedzie latwo. Za to ktos powiedzial, ze zanim sie podejmie decyzje to warto pomyslec o ewentualnych konsekwencjach. Ty pomyslalas. Szansa na zdrowie wyznaczyla Twoje decyzje. Ale ta droga do zdrowia okazala sie troche wyboista.
    To wszystko wymaga czasu. Wsparcia. Moze nie tylko wsparcia Nate. Moze jeszcze ktos? Moze grupa wsparcia? Czasem wystarczy jedno spotkanie, aby kliknelo. Czasem duzo czasu.
    Badz dla siebie dobra, wyrozumiala, pozwol sobie nawet na nielubienie kawalka siebie. To Ci pomoze pokochac siebie absolutnie i do konca.
    Przesylam moc cieplych mysli.

  • Jesteś twarda babka! Wydaje mi się, że jeszcze potrzebujesz czasu, by przywyknąć i pokochać swoje „nowe” ciało 🙂 wierzę, że to kwestia czasu 😉
    Spróbuj każdego dnia stanąć przed lustrem i powiedzieć za co się lubisz, to może i szybciej minie ten problem.

  • Ola

    Z tego postu bije ogromna szczerość 🙂 Nie bardzo wiem, co Ci doradzić, jak Cię wesprzeć- i chociaż możesz tego nawet nie oczekiwać, to jakoś czuję taką potrzebę, sama nie wiem czemu- może po prostu uderzyła mnie właśnie ta szczerość? 😉 Wydaje mi się, że sam fakt, że „miałaś odwagę” się na ten temat wygadać jest już dużym krokiem, bo z reguły niełatwo jest mówić nam o naszych kompleksach otwarcie, co moim zdaniem tylko pogłębia naszą niepewność. Poniekąd Cię rozumiem, bo co prawda nie byłam w sytuacji takiej jak Twoja, to jednak sama również czuję się dosyć niepewnie z moim biustem nago/bez stanika. A wracając do samego problemu- próbowałaś po prostu podziwiać swój nowy biust? Patrzeć na niego, przyglądać się odbiciu w lustrze i to nie tylko wtedy, kiedy to konieczne, ale od tak, po prostu? Jeżeli nie, to może warto byłoby spróbować? Brzmi dosyć banalnie, ale może akurat tego potrzebujesz. Mam nadzieję (i przeczucie), że Twoje obecne odczucia są tylko stanem przejściowym i mogą jedynie wynikać z tego, że nadal nie do końca pogodziłaś się z tym, że to nie była w pełni Twoja decyzja (to znaczy oczywiście, że podjęłaś taką a nie inną decyzję świadomie, ale byłaś jednak nieco pod ścianą, bo kierowałaś się czymś znacznie więcej niż upodobaniami odnośnie wyglądu własnego biustu). Nie wiem ile jest sensu w tym, co napisałam, ale tak czy inaczej- szczerze trzymam za Ciebie kciuki 🙂
    Cieszę się, że mogłaś się wygadać 😉

  • raffzapytaj

    Świetnie Cię rozumiem. Ja piersi praktycznie nie mam. Jestem bardzo szczupła i moja klatka piersiowa jest kompletnie plaska. Gdy widzę zdjęcia jakis wyglodzonych ludzi, anorektyczek to one mają większy biust ode mnie. Dlatego ja również wstydzę się przy swoim chłopaku, a dodatkowo nie potrafię poruszyć nawet tego tematu , a z tego co piszesz to Ty to poruszyłas,więc gratuluję odwagi. Mam 21 lat.

  • Aga C

    Osobiscie uwazam ze wygladasz jak milion dolcow, nawet w domowych ciuchach,takze glowa do gory i cyc do przodu👍👍👍👍

  • Pneumokok

    Aga wyglądasz super!!!! Wiele kobiet przeszło mastektomię i na pewno każdej z nich trudno było pogodzić się z tą sytuacją. Poza tym masz męża, który okazuję Ci zrozumienie i wsparcie. Jednak może rozmowa z psychologiem , takie wygadanie się obcej osobie by Tobie pomogło 100% zaakceptować siebie ??? psychika ma bardzo duże znaczenie

  • Wiola

    Z zamiarem napisania komentarza nosiłam się już od dłuższego czasu. I dzisiaj przyszedł ten dzień;) Czytam i oglądam Cię już od jakiegoś czasu i powiem ci, że bardzo Cię podziwiam. Masz dziewczyno „jaja”, żyjesz jak chcesz, jesz jak chcesz i jeszcze masz odwagę o tym publicznie mówić. Sama wiem, że nie jest łatwo żyć tak trochę pod prąd, gdyż moje życie również takie jest i muszę znosić przytyki i złośliwości. Uwielbiam ludzi, którzy nie boją się być sobą, mają otwarte głowy i nie idą utartymi ścieżkami, a przecierają nowe. Szczerze, nie wszystkie Twoje poglądy pokrywają się z moimi, nie jestem w 1oo% pewna co do Twojej diety, ale to mi zupełnie nie przeszkadza, aby Cię lubić i podziwiać. Co do Twoich piersi to jedyną receptą, która mi przychodzi do głowy jest czas. Morze miłości i akceptacji od bliskich również nie zaszkodzi, ale to już masz:)
    Serdecznie Cię pozdrawiam
    Wiola

  • Magda F

    Ciekawy post. Wszyscy rodzimy sie w pełni akceptujac i kochajac siebie. Małe dzieci z zaciekiawieniem i radościa patrza na swoje odbicie. Z czasem uczymy się dzielic siebie na częsci. Za długie, albo za krutkie nogi, za małe albo za duze piersi itd. Prawda jest take, ze mamy tylko jedno ciało i raczej nowego nie dostaniemy. Trzeba je poprostu polubić. Nasze ciala to żywa historia naszego życia. Twoje opowiada historię dzielnej, młodej matki, która walczy o siebie i o to żeby jak najdłużej być dla swojej rodziny. Powinnas być dumna z kazdej blizny

  • Ewa Frankowska-Zuther

    Post jest rzeczywiście bardzo ciekawy i chociaż nie mam nic konstruktywnego do dodania, to chcę napisać, że bardzo Cię podziwiam i mam nadzieję, że wkrótce wszystkie emocje ” osiądą „. Sama pamiętam emocje, jakie mną targały w ciąży i po urodzeniu syna ( burza hormonalna ), w Twoim przypadku to zaledwie cząstka ( chociaż może dzięki April jesteś w stanie wykrzesać z siebie tyle sił ). Pozdrawiam serdecznie, Ewa