The Walking Dead w realu

Lubię pisać posty o moich przemyśleniach dnia codziennego. Czasem w ciągu wydawałoby się całkowicie normalnego dnia zdarza się coś, co daje mi pomysł na nowy post lub coś, czym po prostu chcę się podzielić z innymi. A że to blog jest miejscem, w którym robię to od kilku już lat to akurat tak się składa, że możecie o tym poczytać :).

 

 

Pojechaliśmy dziś z Nathanem do restauracji i zauważyłam coś, co w sumie widziałam już wcześniej bardzo często, ale jakoś dopiero teraz stało się to mega oczywiste. Przy jednym stoliku obok nas siedziała grupka ludzi składająca się z sześciu osób – trzech chłopców, mężczyzny i dwóch kobiet. Tylko jeden chłopiec nie miał w ręku telefonu i wydaje mi się, że to tylko dlatego, że był na to za młody. Cała reszta trzymała telefony, dwie osoby oglądały jakieś filmiki na YouTube. To samo w trakcie jedzenia – wszyscy dalej wgapieni w komórki bez żadnego wyrazu na twarzy, jedynie ten jeden chłopiec rozglądał się dookoła, bo jakoś nic innego nie miał do roboty. Przy drugim stoliku obok siedziały dwie kobiety. Co jakiś czas zamieniły słowo lub dwa, ale generalnie obie trzymały telefony w dłoniach. Na dole (ta restauracja ma dwa poziomy) było bardzo podobnie. Przy jednym stoliku dwie osoby, z czego jedna słuchała muzyki na słuchawkach, a druga robiła coś na laptopie. Przy drugim trzy osoby i tylko jedna nie miała komórki w ręku. Był tam jedynie jeden stolik z ludźmi, którzy naprawdę byli ze sobą. Rozmawiali, uśmiechali się, nie korzystali z telefonów (no, jedynie dziewczyna zrobiła jedno zdjęcie). To byliśmy my. I był też jeden mężczyzna czytający gazetę, ale on nie miał żadnego towarzystwa ze sobą.

 

 

Wiecie już o co mi chodzi z tytułem postu? Jeśli nie wiecie co to The Walking Dead to szybko wyjaśniam – serial o apokalipsie zombie. I właśnie do tych zombie porównuję niektórych ludzi.

 

 

Oczywiście tak nie zdarza się też non stop i nie raz widzę rodziny spędzające czas naprawdę ze sobą, ale gdy tak nie jest to trochę mi się smutno robi, bo to wszystko nie tak powinno wyglądać. Ludzie ze sobą nie rozmawiają i wcale nie chodzi mi tu o aktywne słuchanie, o którym pisałam w jednym z ostatnich postów, ale po prostu o jakiekolwiek rozmowy. Omija ich tak naprawdę wszystko, począwszy od tych mniej ważnych rzeczy do tych ważniejszych. Nie znają siebie nawzajem, nic o sobie nie wiedzą, nie są w stanie stworzyć wartościowego związku, czy to między kobietą a mężczyzną, czy ojcem a córką, czy jakiegokolwiek innego. Dzieci stają się uzależnione od tych wszystkich tabletów, komputerów i telefonów głównie dlatego, że tak jest łatwiej. Nie muszą się jakoś szczególnie wysilać ani nic, po prostu włączają któreś z tych urządzeń i mają zajęcie na wiele godzin, mogą zapomnieć o problemach. Innym powodem jest też to, że ich rodzice i inni z bliskiego otoczenia nie są w stanie dać im tego, czego potrzebują, bo przecież sprawdzenie Facebooka jest ważniejsze niż zabawa z dzieckiem… Mniej więcej tak było w przypadku jednej ze wspomnianych wyżej rodzin. Chłopiec podszedł do kobiety i zadał jakieś pytanie. Ona nie odpowiedziała, więc mały złapał za jej rękę, by zwróciła na niego uwagę, po czym kobieta dosłownie odepchnęła go od siebie i podniesionym głosem poinformowała, że jest zajęta oglądaniem filmiku i nie chce, by nikt jej przeszkadzał.

 

 

I już całkowicie nie rozumiem i aż mi powieka lata jak widzę malutkie bobasy, ok. 6 miesięczne lub nawet młodsze, które mają przyczepiony telefon lub tablet do wózka czy też fotelika samochodowego. Tak o, żeby sobie pooglądały bajki w czasie jazdy autem lub zakupów, lub po prostu gdy rodzic chce mieć spokój. A później zdziwienie, że dziecko w wieku dwóch lat nie mówi ani jednego słowa i nawet nie próbuje nic powiedzieć, że jest zestresowane od małego, nie może spać, jest rozdrażnione… Między innymi dlatego nie puszczamy April bajek, szerzej opowiedziałam o tym w moim ostatnim filmie na YouTube, więc zainteresowanych zapraszam tam. Bo tu to w sumie nie o tym miało być.

 

 

I żeby nie było, ja nie jestem święta. Też używam telefonu w ciągu dnia, też czasem sprawdzę Facebooka albo poczytam komentarze. Mam jednak taką zasadę, że rano laptop zostawiam na górze, a ja jestem z dziewczynkami na dole. Nie korzystam z niego, chyba że naprawdę muszę wysłać maila, sprawdzić coś ważnego lub April ucina sobie drzemkę. I chociaż oczywiście zdarza mi się złapać za komórkę, bo przecież nie siedzę z April przez 100% czasu i czasem ciekawa jestem co tam w trawie piszczy, to zależy mi na tym, by mieć taki czas bez rozpraszania. Gdy bawię się z nią (lub nimi, chociaż Alicia większość czasu spędza na dworze z koleżankami) to telefon odkładam na bok. Tak samo jest zresztą w sytuacjach, gdy idę gdzieś z Nathanem. Zazwyczaj zostawiam komórkę w aucie albo w ogóle jej ze sobą nie zabieram z domu.

Bo wcześniej trochę inaczej to wyglądało i stresowałam się tym, że nie odpiszę komuś na wiadomość z dnia na dzień, że przegapię jakieś komentarze, że ktoś będzie miał do mnie pretensje. Ale wyluzowałam z tym, bo chociaż blog i YouTube to spora część mojego życia, to jednak nie jest to najważniejsza część i mam też życie prywatne, które zatrzymuje dla siebie. Między innymi dlatego nie siedzę non stop na Instastory lub Snapie – bo jak jestem z rodziną to jestem z rodziną, a nie z internetem.

 

 

Wiecie jaka to jest ogromna różnica?

 

 

Niektórzy się pewnie zastanawiają czemu przeszkadza mi to, że obcy ludzie wgapiają się w telefony, zamiast spędzać czas ze sobą. Nie wiem w sumie czy „przeszkadza” to dobre słowo, ale nie za bardzo wiem, czym je zastąpić. Hmm, chodzi mi chyba o to, że mi ich szkoda. Wszystkich, ale dzieci szczególnie. Bo tracą coś wspaniałego, życie im dosłownie przelatuje przed nosem. I później mnie to też dotyka, bo jak szukam przyjaciół to nie mogę znaleźć takich, którzy żyliby tu i teraz, bo tak wielu z nich utknęło w wirtualnej rzeczywistości… A ja tak nie chcę.

 

 

 

Do następnego,

Aga

 

 

Zdjęcie postu: Alex Alexander

 

 

Jeśli lubicie czytać mojego bloga to zagłosujcie na mnie klikając na baner poniżej. Dzięki :)!

glosowanie

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE
  • Anna Bąk

    Oj to prawda. Na Kanarach jest dokładnie tak samo. Wiele razy z mężem wiedzieliśmy jak siedzi w restauracji para i każdy ze swoim telefonem. Albo jak na plaży siedzi grupka osób i każdy z nosem w swoim telefonie. Przykre to i w sumie trochę przerażające, że życie ludzi odbywa się głównie w sieci, a poza nią sa zagubieni i nie wiedzą jak żyć 🙁

    • Aga

      Dokładnie. Życie online jest po prostu o wiele łatwiejsze, to jest genialny sposób na zapomnienie o problemach…

  • Sama prawda 🙁 Choć sama spędzam bardzo czasu przed komputerem/telefonem (bo część aktywności to także moja praca) to i tak przeraża mnie zachowanie niektórych. W Atlancie miałam przyjaciółkę, z którą często chodziłyśmy na kawę/pogaduchy. Czasem w ciągu dnia, czasem wieczorem. I wielokrotnie zdarzyło się, że byłyśmy jedynymi osobami rozmawiającymi ze sobą. Część ludzi była w knajpie ze swoimi laptopami po prostu 😉 A część była z kimś, ale zero interakcji – łeb w telefonie cały czas. Zero. Dla mnie wyjście do restauracji to czas, który chcę spędzić z mężem/znajomymi i POROZMAWIAĆ, a nie oglądać youtube czy odpisywać na komentarze:/ Owszem, nie raz ja zrobię „zdjęcie żarciu” a Brian odpisze na hiper pilnego maila, ale potem odkładamy te telefony i zwyczajnie cieszymy się tym czasem dla nas.

    • Aga

      Sama widzisz, doskonale wiesz o czym mówię!

  • Mnie bardzo zal dzieci, bo jak kazdy czlonek rodziny z nosem w telefonie to dzieci nie ucza sie prawidlowej interakcji. Potem maja klopoty z komunikacja, panowaniem nad uczuciami, rozwiazywaniem problemow, no w sumie ze wszystkim. A potem sie ludzie dziwia dlaczego tyle mlodziezy znerwicowano-agresywnej I zupelnie oderwanej of rzeczywiestosci chodzi! Zycia trzeba sie nauczyc, chocby wlasnie przez wymiane zdan, opini, potkniecia- a oni takim zagapieniem w telephony pozbawiaja sie wlasnie mozliwosci nauczenia interakcji. BARDZO SMUTNE.

    • Aga

      Dokładnie! Nie mają jak się tego wszystkiego nauczyć i stają się znerwicowani. Niestety.

  • Justyna

    To jest naprawdę przytłaczające, my ze swoimi znajomymi mamy po prostu zasadę ,że nikt nie wyciąga telefonów, ale jeśli kogoś miałoby kusić to po prostu kładziemy wszytkie na stole na „kupce”, kto pierwszy weźmie, płaci za kolację 😀 Z przykrością zauważam to samo co ty, najgorzej jednak ,że takie maluchy umią się czasem lepiej posługiwać telefonami niż niektórzy dorośli…To już jest przerażające :/

    • Aga

      Haha fajny sposób macie 🙂
      I tak, też uważam, że to jest przerażające.

  • Zuzia Wolska

    Mnie to bardzo denerwuję. W dzisiejszych czasach o wszystkim co wydarzy się u naszych znajomych/przyjaciół wiemy od razu (czy to przez sms, czy internet) i ja często mam takie przykre wrażenie, że kiedy się spotykamy to nie ma o czym rozmawiać, bo przecież wszystko już wiemy. Sama spędzam dużo czasu online, ale jest to też związane z moją pracą, a w realnym życiu denerwuje się kiedy ktoś zamiast rozmawiać ze mną patrzy co chwilę w telefon. W teorii przez internet łatwiej mówić o niektórych rzeczach, ale tym samym cofamy się, nie umiemy wyrażać własnych uczuć, a trudna rozmowa twarzą w twarz (a często nawet telefoniczna) stanowi problem. Doczekaliśmy dziwnych czasów, nowe technologie dają nam wiele możliwości, niby ułatwiają życie, ale mam wrażenie, że społeczeństwo staje się upośledzone.

    • Aga

      Całkowicie popieram to co napisałaś!

  • AgulaW

    Matrix.
    Kto by pomyslal, ze bracia Wachowscy (wlasciwie siostry) stana sie prorokami naszych czasow.

  • Raff Zapytaj

    Szczerze, to jak czytam takie posty to czasem sobie myślę ”a co jak ten ktoś widział mnie i moje koleżanki i wysunął takie nieprawdziwe wnioski?” 😀 Dla mnie osobiście to nie jest jakos bardzo złe, i jeżeli chodzi o mnie – i myślę, że większośc ludzi tak tez ma – wyciągam telefon w trakcie spotkania z osobami, które są mi bardzo bliskie, bo czuję się swobodnie, wiem, że im to nie przeszkadza, że tak czy siak rozmawiamy i tak dalej. Gdybym spotkała się z nowymi ludźmi to na pewno nie wyjęłabym telefonu, chyba że po to żeby komuś coś pokazać na przykład. Więc trochę luzu! 😉

    • Aga

      Nie rozumiem dlaczego mówisz mi „więcej luzu”? 😉 Według mnie po prostu spotkania z ludźmi, czy to bliskimi czy dalszymi nam, to spotkania z ludźmi, a nie z telefonami. Jak chcę siedzieć z telefonem to robię to, gdy nie mam towarzystwa. Gdy je mam to zwracam uwagę na nich, słucham ich, patrzę na nich, a nie na telefon. Według mnie nie da się zbudować prawdziwych ludzkich relacji na spotkaniach, podczas których każdy ma telefon w ręku i „rozmawia” robiąc coś innego w tym samym czasie.
      Sęk w tym, że takie jest moje zdanie, a Ty możesz mieć zupełnie inne. Rozumiem Twoje podejście, rozumiem, że nie widzisz w tym jakiegoś dużego problemu. Okej, ja nie mam problemu z tym, że myślisz inaczej. Bardzo jednak nie lubię tekstów typu „więcej luzu” i głównie na to tu odpowiadam 😉