Astma wyleczona aktywnym słuchaniem

Ostatnio w książce przeczytałam historię, która utknęła mi w głowie i bardzo chcę się nią z wami podzielić. Wspominałam wam już przy kilku okazjach o książce pt. „Parent Effectiveness Training” autorstwa Thomasa Gordona i tym, którzy jeszcze nie słyszeli, BARDZO polecam. Pozycja, o której teraz wspominam to tak jakby kontynuacja tej pierwszej, ale większość stworzona była przez kursantów Gordona, jej tytuł to „P.E.T. in action”. Wiele z nich pisało do niego listy, w których opowiadali o swoich doświadczeniach po kursie P.E.T., jak zmieniło się ich życie, jak zmieniło się życie ich dzieci. Uważam, że świetnym pomysłem było stworzenie czegoś takiego, bo daje to o wiele bardziej realny obraz wszystkiego i na pewno ułatwiło to całą sprawę wielu ludziom.

 

 

Jeden z listów napisany był przez kobietę, mamę 4-letniego wtedy chłopca, po rozwodzie. Chłopiec mieszkał z ojcem, bo ten miał po prostu większy dom, miał pokój dla syna, mógł mu zapewnić więcej. Kobieta ta natomiast nie była w stanie utrzymać siebie i synka, więc przyjeżdżał do niej na weekendy.

Chłopiec miał sporo problemów z oddychaniem, często miał zadyszki, sporo kaszlał. Nikt nie za bardzo wiedział o co chodziło, aż w końcu po jakimś czasie zdiagnozowany był z astmą. Zaczęli mu podawać leki, ale nie pomagały… Zmienili je na jakieś inne, które również nie przyniosły żadnych efektów, więc generalnie wszyscy byli bezsilni i nie byli pewni czy chcą próbować innych opcji.

Gdy pewnej nocy chłopiec kładł się spać w mieszkaniu mamy, dostał ataku i oboje wiedzieli, że nie za bardzo jest jak pomóc. Wtedy też kobieta postanowiła zachować spokój i… użyć aktywnego słuchania. Skupiła się więc nie tylko na tym, co jej potomek mówił, ale przede wszystkim na jego emocjach, uczuciach.

Dowiedziała się wtedy, że miał on wrażenie, że walą się na niego wszystkie ściany. Wydawało mu się, że wali mu się świat, że to już koniec, że umrze. Jego mama używała aktywnego słuchania przez ten cały czas, choć nie było to takie łatwe. W końcu zapytał jej jak to się stało, że rozeszła się z tatą, chciał dowiedzieć się wszystkich szczegółów. Mama wszytko mu wytłumaczyła dokładnie, bez ukrywania. Zapewniła go też, że to nie jest w ogóle jego wina, że oboje dalej go kochają i każde z nich chciało go zatrzymać ze sobą, ale to ojciec miał po prostu o wiele lepsze warunki.

Te walące się ściany, ten walący mu się świat to… waląca się rodzina. To rodzina, którą miał, a która nagle zniknęła. To zamieszanie wokoło rozwodu, jeżdżenie z jednego domu do drugiego, brak poczucia bezpieczeństwa, strach, że to on coś złego zrobił. Dlatego chłopiec miał te ataki! To nie była astma i żadne leki nie były potrzebne. To była panika, że cały świat mu się wali! To była ta ogromna potrzeba zapewnienia, że nic takiego się nie dzieje, że rodzice go kochają, i że oboje o niego walczyli.

Tylko tyle albo AŻ tyle pozwoliło mu odetchnąć z ulgą i żaden atak nigdy więcej się nie pojawił.

 

 

Strasznie mi ta historia utkwiła w pamięci i chyba nigdy się jej nie pozbędę. Nawet nie chcę, bo to bardzo ważna lekcja tak naprawdę. Lekcja, że nigdy nie wiemy co się dzieje z naszymi dziećmi, dopóki nie damy im szansy na całkowite wygadanie się z pokazaniem zrozumienia, akceptacji, empatii. Jeśli dziecko mówi, że strasznie się boi, bo ma wrażenie, że wszystkie ściany się na niego za moment zwalą, a rodzic odpowie coś w stylu „nie wygłupiaj się, idź spać” i wyjdzie z pokoju… Sami wiecie już co się może stać. Strach jest prawdziwy, poważny. To nie jest głupota, w większości przypadków nie jest to żaden wymysł żadnego dziecka. Są ku temu konkretne powody, zawsze. Stres, strach, niepewność, brak miłości i tego typu problemy mogą bardzo, ale to bardzo poważnie wpłynąć na dorosłego człowieka, a co dopiero na dziecko, które w wielu przypadkach nie rozumie nawet co się dzieje. Warto o tym pamiętać.

 

 

 

Do następnego,

Aga

 

 

 

Jeśli lubicie czytać mojego bloga to zagłosujcie na mnie klikając na baner poniżej. Dzięki :)!

glosowanie

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE
  • Ciekawa historia! W sumie nigdy jakoś mocno sie nie interesowałam psychologia rozwojowa i ogolnie psychika dziecka, ale pamietam jak zainteresowala mnie terapia psychoanalityczna. Ona wlasnie skupia się na poznawaniu nieświadomosci i wszystkiego tego co kształtuje sie we wczesnym dzieciństwie. Czasem ktos mowi „eeee, dziecko to nie bedzie pamietac tego za chwile” a w sumie przeciez taki strach czy leki (np trauma po rozwodzie rodzicow), wplywa potem na cale dorosle zycie czlowieka. I jesli dziecko bedzie mialo taki niepokoj w sobie, a dorosly to wysmieje i zbagatelizuje, to nie ma sily by to sie nie odbilo echem gdzies w pozniejszym jego zyciu. To co dzieje sie w pierwszych latach dziecinstwa ma OGROMNY wplyw na cale zycie czlowieka.

    • AgulaW

      Oczywiscie, ze ma! Bo dziala tu przeciez zasada impritingu. Wdrukowuje obraz swiata w mozg dziecka tworzac schematy. Dlatego nie tyle trzeba chronic zdrowe dziecko przed swiatem, ile o tym swiecie z nim rozmawiac ,sluchac go i tlumaczyc mu swiat. Byc po prostu otwartym na dziecko i pozwolic mu poznawac. Nawet jesli to poznawanie bedzie bolesne fizycznie i psychicznie. Rola rodzica/wychowawcy/opiekuna/nauczyciela jest sluchac dziecka, objasniac mu, pomagac, nauczyc radzic sobie i z dobrem i ze zlem. Czyli wychowywac nie dla siebie. Dziecko jest dla swiata. Obowiazkiem doroslego jest nauczyc dziecko radzenia sobie z rzeczywistoscia. Dziecko majace wsparcie w doroslym, cieplo, troske i milosc, ale otwarte na nowe doznania, na rozne sytuacje, na bodzce dobre i na zle zachowania innych – z tym wszystkim sobie poradzi. Najpierw mocno wspierane, potem samodzielnie im starsze i dojrzalsze (mysle tu raczej o poznych nastolatkach), a potem nawet wspierajac innych. Dojrzalosc i madrosc polegaja na umiejetnosci radzenia sobie ze soba i swiatem. Nie na pewnosci siebie. Pewnosc siebie jest elementem skladowym. Radzenie sobie ze soba to znajmosc siebie w roznych sytuacjach. To pewnosc, ze mam sie do kogo zwrocic, ze ktos mnie wyslucha, ze ja umiem wysluchac innych.
      Na tyle siebie znamy ….. 🙂
      Ale sie rozpisalam:)

      • Kasia, Nienawidzę tego tekstu, że dziecko nie będzie pamiętać… Ludzie nie zdają sobie sprawy jak bardzo krzywdzące to jest. I nawet jeśli dziecko nie pamięta danej sytuacji to doskonale wie, że coś jest nie tak.

        AgulaW, bardzo podoba mi się co napisałaś – „Dlatego nie tyle trzeba chronic zdrowe dziecko przed swiatem, ile o tym swiecie z nim rozmawiac ,sluchac go i tlumaczyc mu swiat. Byc po prostu otwartym na dziecko i pozwolic mu poznawac. Nawet jesli to poznawanie bedzie bolesne fizycznie i psychicznie. Rola rodzica/wychowawcy/opiekuna/nauczyciela jest sluchac dziecka, objasniac mu, pomagac, nauczyc radzic sobie i z dobrem i ze zlem.”

      • AgulaW

        Dzieki:)
        Napisalam z wlasnego doswiadczenia jako rodzica i jako terapeuty/nauczyciela/wychowawcy.
        Ja juz jestem w tej komfortowej sytuacji, ze jedno z moich dzieci weszlo w doroslosc i potrafi i mowi mi, co w moim (naszym, przeciez nie wychowuje sama) sposobie wychowania bylo dobre, a co mniej dobre. Fajne to.

  • AgulaW

    Doskonale znam teorie Gordona, ale mam do niej spory dystans. Do kazdej teorii psychologicznej, ktora narzuca jedyny wzor postepowan i zachowan mam duzy dystans i sporo krytycznego spojrzenia. Dlaczego? Czlowiek. To jest odpowiedz. Po prostu czlowiek. Jako istota tak niesamowity, ze nie sposob pracowac z nim wg jednego narzuconego schematu. A Gordon taki schemat narzuca, podobnie jak Cieszynska w metodzie krakowskiej czy inni specjalisci.
    Jako praktyk, wielowieloletni w pracy z mlodzieza i dziecmi i zdrowymi i zaburzonymi stosuje elementy wielu metod. Czyli dobieram te elementy metod, ktore pasuja w terapii. I w zyciu tak samo.
    Aktywne sluchanie to jedna z podstawowych zasad w zyciu, komunikacja to podstawa wspolistnienia. A szacunek to wg mnie istota wzajemnych dzialan. I na szacunku oparta terapia, wychowanie i zycie wsrod ludzi przynosi dobre efekty.

    Swoja droga wiesz, ze astma czy symptomy, ktore na nia wskazuja, bardzo czesto sa po prostu somatycznymi objawami nerwicy? Wystarczy dojsc do zrodla nerwicy a objawy znikna. Tak, jak w opisanej przez Ciebie historii. Manipulacja polega na pokazaniu w sposob jednowymiarowy tej opowiesci.
    Wyglada na to, ze dziecko ze wzgledu na sytuacje rodzinna mialo nerwice, ktorej objawy somatyczne zostaly pomylone z astma. Leczenie nie moglo pomoc, bo to nie byla astma.
    Czy to byl blad lekarza? Niekoniecznie. Byc moze zajmowal sie choroba, a rodzice nie chcieli lub w swej niewiedzy nie poinformowali go o sytuacji rodzinnej.
    Nie przepadam za takimi historiami, bo one nigdy nie pokazuja calego obrazu, zazwyczaj (u Gordona to czeste) pokazuja jeden, pasujacy do teorii wymiar.
    Gordon w przystepny sposob pokazuje calkiem ciekawe sposoby pracy z dzieckiem dla zwyklego zjadacza chleba. Korzystam czasem z jego schematow, gdy widze, ze akurat pasuja.
    Ale juz specjalista czy czlowiek znajacy temat widzi, ze jego teorie i sposoby dzialania moga przyniesc tez sporo strat.
    Powodzenia z w krytycznym dzialaniu Ci zycze.

    • Tak, wiem, w poście napisałam wyraźnie, że to nie była astma i leki nie były potrzebne. Nie napisałam też, że to wina lekarza. Mam wrażenie, że trochę za bardzo tutaj nadinterpretujesz co mówię, sugerujesz, że powiedziałam coś, czego nigdy nie powiedziałam.

      A co do różnych metod… Nie wiem. Jedyne co mogę mówić to doświadczenie. A z doświadczenia wiem, że odwiedzając kilku różnych psychologów (jako dziecko byłam wręcz zmuszana do chodzenia do psychologa…) nie poczułam się lepiej po żadnej wizycie, nigdy. Wielu z nich patrzy na człowieka tylko jak na klienta, jak na pieniądze. Nie widzą go jako tego, kim jest, czyli człowieka z problemem, uczuciami. Pamiętam jak powiedziałam jednemu, że jednym z największych problemów jakie wtedy miałam było to, że uważałam, że jestem brzydka. Miałam wtedy około 10-12 lat, więc to był naprawdę spory problem, zaczęłam się porównywać do innych, pojawił mi się już trądzik (nikomu innemu), miałam bardzo niskie poczucie samej wartości. I co zrobił psycholog? Zaśmiał się i powiedział: „no co ty, wiesz ile dziewczyn chciałoby być twojego wzrostu?!” Drugi natomiast, tym razem kobieta, powiedziała: „w moim wieku miałam tak samo i przeszło, więc i w twoim przypadku przejdzie, cierpliwości”. Do żadnego z nich nie wróciłam, lepiej sama się sobą zajmowałam. I porównaj to z czymś jak „ahh, uważasz, że jesteś mniej atrakcyjna niż inne dziewczynki, brzydka wręcz”. Nie muszę chyba mówić, która opcja bardziej by pomogła, pozwoliłaby mi poczuć się zrozumianą, bezpieczną i pewną, że mogę mówić dalej.

      Dopiero tutaj zawuażyłam jak to wpływa na drugiego człowieka, jak bardzo pomagało Alicii uporać się z jej problemami z biologiczną mamą. Dopiero po tym jak zaczęłam aktywnie słuchać zaczęłam też dostawać wiadomości od przyjaciół, że nigdy wcześniej nie czuli się tak zrozumieni przez nikogo innego, że uwielbiają ze mną rozmawiać, bo ich doskonale rozumiem i czują, że mi na nich zależy niezależnie od tego co mówią (a czasem były to naprawdę ryzykowne sprawy).

      Rozumiem co masz na myśli, mówisz, że każdy człowiek jest inny i sposoby trzeba dobierać do każdego indywidualnie. Mówisz też, że aktywne słuchanie to jedna z podstawowych zasad w życiu. Zgadzam się całkowicie z tym, że to jedna z podstawowych zasad, jednak do tej pory jedyną osobą, którą spotkałam w życiu używającą aktywnego słuchania był Nathan. No i czasem też Alicia. Nikt więcej. Ludzie nie znają tej opcji, nie wiedzą o co w tym chodzi i wiele z nich myśli, że jak będą słuchać drugiej osoby, odpowiadać na wszelkie pytania, dawać rady i tak dalej to już aktywnie sluchają. A wcale tak nie jest, jeśli chodzi o ten konkretny sposób.

      Co do Gordona to on nie raz mówił, że są sytuacje, w których się to nie sprawdzi, w których lepiej jest np. odpowiedzieć na pytanie, lub w których w ogóle lepiej sobie darować (gdy np. nie chcemy w danym momencie komuś pomóc). A historia pochodzi z książki, o której wspomniałam, więc jeśli masz ochotę to poczytaj, jest ich tam więcej. Nie wiem czy powiedzieli lekarzowi o sytuacji rodzinnej, czy nie, ale to nie zmienia sensu tej opowieści. Bo tu nie chodzi o „błąd” lekarza, nie chodzi o to, że objawy pasują do różnych rzeczy. Chodzi o to, jak bardzo skuteczna jest ta metoda, która zresztą powinna nam towarzyszyć każdego dnia, nie tylko przy dużych problemach.

      Dzięki za ciekawy komentarz! Pozdrowienia 🙂

      • AgulaW

        Nie jestem psychologiem:) Pracuje w tym temacie od lat, ale nie jestem psychologiem. A w swej karierze spotkalam tylko jednego sensownego psychologa, a znam ich wielu, zbyt wielu.
        Ja po prostu napisalam o swoich odczuciach po przeczytaniu posta, podzielilam sie przemysleniami i doswiadczeniem. A odnioslam sie do astmy, bo w samej tresci jest wyjasnienie, ze to nie byal astma, ale tytul jest wprost i moze wprowadzic w blad.

      • Rozumiem! Dlatego napisałam, że dziękuję za ciekawy komentarz. Nie wiedziałam natomiast, że nie jesteś psychologiem.

  • Anna Bąk

    Germańska medycyna opisuje takie przypadki, jak wyjść z chorób, które są powodowane konfliktami. A choroby dzieci bardzo często są odzwierciedleniem sytuacji, problemów rodziców.

  • Raff Zapytaj

    Kiedyś bałam się być w jednej z pizzerii w moim mieście, bo na ścianach było dużo obrazków, ozdób itp i miałam wrażenie że to wszystko na mnie spadnie i nie chciałam siedzieć przy ścianie i właśnie moja mama mi mowiła ”nie wygłupiaj się tylko siedź”. Tak mi się przypomniało. Może też miałam jakieś problemy. No chyba, że byłam tylko bachorem z taką wyobraźnią.

    • Uwierz mi, to nie kwestia tego, że byłaś bachorem z wyobraźnią… Coś tam się działo, tylko że ciężko wrócić do tego pamięcią po tylu latach.