Dziecko i dziecko, ciągle dziecko… A co z rodzicami?!

Zerkam na męża zalotnie, po czym mijając go przejeżdżam dłonią po jego ramieniu. On się uśmiecha i szepta: „jak dzieci pójdą spać”. Odchodzę pełna niecierpliwości i czekam aż nastanie godzina, gdy dziewczynki pójdą do łóżka.

Godzina 21:30, mniejsza śpi od pół godziny, a starsza czyta książkę w swoim pokoju. Podchodzę do łóżka, gdzie leży już mój luby i… opadam na nie bezwładnie.

– Idziemy spać?

– Ohh, naprawdę miałem nadzieję, że to powiesz!

 

 

 

Ciężko jest, a już zwłaszcza w tym okresie, gdy bobas dalej budzi się co dwie godziny. U nas skończyło się to juz dawno temu, więc energii oboje mamy więcej, raczej rzadko zdarza nam się padać o 21:30, na szczęście.

Ale niestety rzeczywistość jest taka, że czasami trudno jest znaleźć czas tylko dla siebie nawzajem. Bez dzieci, bez martwienia się o to kiedy które się obudzi. I tu wcale nie chodzi tylko o łóżkowe igraszki (swoją drogą, odważny wstęp jak na mojego bloga! jest to scena z filmu, ktora mi sie przypomniala i przez ktora pisze tego posta, zamienilam tylko troje dzieci na dwie dziewczynki), ale też o wszystko inne. Spokojna rozmowa bez dzieci latających wokoło, film obejrzany na kanapie bez wiecznych komentarzy i pytań, kolacja zjedzona we dwoje bez małych rączek wyjadających z naszych talerzy czy nawet – tak, pomarzyć można! – randka poza domem. No i rodzice, zamiast się do siebie zbliżać po narodzeniu dziecka (podobno tak się zdarza w niektórych przypadkach), oddalają się od siebie i czar pryska. Im dłużej tak jest, tym trudniej to wszystko później odbudować.

 

 

Dobra, to co piszę brzmi jakby każde małżeństwo się rozpadało po narodzeniu potomstwa. Pozwólcie więc, że szybko sprostuję – nie jest tak. I nasze małżeństwo też się nie rozpada. Powiem nawet więcej, jest super! Dalej jest ta iskierka, dalej trzymamy się za ręce jak na początku związku, nadal od czasu do czasu oglądamy razem film no i ostatnio nawet poszliśmy sami na koncert. Da się, oczywiście, że się da. Ale trzeba chcieć! I to jest właśnie klucz do sukcesu.

Czasem czytam artykuły o tym, że dziecko czy też dzieci tak absorbują rodziców, że ci nie mają na nic czasu, a na spędzanie go razem tylko we dwójkę to już w ogóle. Zawsze jest coś, co trzeba zrobić w domu – posprzątać kuchnię, poskładać pranie, przygotować jedzenie dla córki, a synowi wyprasować koszulkę do szkoły. Zawsze coś. Nigdy nie ma tak, by w domu nic nie było do roboty i trzeba zdecydować co jest ważne, a co ważniejsze w danym momencie.

Nie zrozumcie mnie źle, dzieci są mega ważne! Wiem, sama je mam, kocham i nie wyobrażam sobie życia bez nich. Sęk w tym, że wy też macie swoje życie i naprawdę nie widzę powodu, by poświęcać je całkowicie innym. Nawet własnym bobasom! Prawda jest taka, że jeśli na przykład mama jest nieszczęśliwa, sfrustrowana, zmęczona i nie ma cierpliwości to dziecko szczęśliwe też nie będzie. Bo one wszystko czują, wszystko potrafią wyczytać i nawet jeśli kobieta udaje i na siłę się uśmiecha to uwierzcie mi, że dziecko to wszystko rozszyfruje i nikt nie będzie czuł się dobrze.

Rozumiem, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nagle wyjść sobie na randkę i zostawić dzieci pod opieką dziadków. My na przykład nie mamy takiego komfortu. Jeśli chcemy gdzieś wyjść to musimy mieć opiekunkę, której trzeba zapłacić, a która to sama ma inną pracę, więc też nie zawsze może. Rzadko możemy sobie obejrzeć jeden film w całości i zazwyczaj dzielimy na dwie części, ale staramy sie.

 

 

Czasami zostawiam rozwalone pranie na podłodze, innym razem zostawiam zlew pełen naczyń na noc, jeszcze kiedy indziej odłożę zmycie podłogi na drugi dzień. Bo nic się nie stanie, jeśli przez chwilę będzie bałagan. Nic się nie stanie, jeśli bluzki do szafy włoży się kilka godzin później. Wręcz przeciwnie, zyska się czas na te ważniejsze rzeczy. Bo przecież o wiele fajniej jest się poprzytulać z mężem, niż po raz setny tego samego dnia zmywać naczynia, nie :)?

 

 

Apeluję do tych, którzy myślą, że wszystko muszą poświęcić swoim dzieciom – zadbajcie o siebie! Nie wpychajcie się sami w sytuację, w której zapomnicie o sobie całkowicie, a później będziecie narzekać, że nie macie 10 minut na pomalowanie paznokci, bo… nie możecie zostawić dziecka z tatą, gdyż ten sobie nie poradzi. Nie polecam. A tata na pewno sobie poradzi ;).

 

 

 

Do następnego,

Aga

 

 

Jeśli lubicie czytać mojego bloga to zagłosujcie na mnie klikając na baner poniżej. Dzięki :)!

glosowanie

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE
  • Marlena Borkowska

    Post w samo sedno.
    Ja natomiast czekam z niecierpliwością, aż moja prawie 10 miesięczna córka nie będzie budzic sie co godizne w nocy. Póki co padam o 21.15. No life … 🙁

  • Haha, lubię jak wyprzedzasz moje myśli. Po wstępie faktycznie pomyślałam sobie: Aga? 😀 Nie żebym watpila, że w takich scenach uczestniczysz 😀

  • Justyna Druzda

    Z góry przepraszam, że nie w temacie pod tym postem :).
    Jestem od pół roku na owocach i bez mięsa i poleciało mi żelazo w dół. Wg Twojej wiedzy które z owoców mają go najwięcej?
    …byłabym ciekawa Twoich nowych badań krwi, bo te udostępnione dawno temu są cały czas nieczytelne/nie do powiększenia.. 🙁

    • Najwięcej żelaza mają suszone owoce, np. suszone morele czy brzoskwinie, jagody jak np. jagody morwy, jerzyny, śliwki, arbuzy, daktyle. Ponadto możesz zwiększyć spożycie szpinaku, kokosa. Mam nadzieję, że coś pomoże 🙂 Możliwe, że to okres przejściowy. Jeśli robisz smoothie to możesz sobie kupić np. spirulinę hawajską i ją dodawać do koktajli, by podnieść trochę żelazo.
      Moje badania za każdym razem są dobre, mam wysoki poziom tak żelaza jak i innych składników odżywczych.

      • Justyna Druzda

        Dziękuję serdecznie Aga 🙂 że podałaś mi „na tacy” :-). Najwięcej z tego wszystkiego jem arbuza, codziennie pół 7-8 kilogramowego.

        Moje badania też są dobre, czyli w normie ;-), a jednak można dużo wyczytać. Nie mówię o samej morfologii, bo ją 99% ludzi ma w normie, a chorują na raka, mają guzy… Mój tato zaraz po zawale miał morfologię, do której nie można było się przyczepić.

        Chętnie zobaczyłabym te „dobre wyniki”, żebyś ostatecznie nie okazała się gołosłowna…. 😉

      • Wiadomo, że badania krwi też wszystkiego nie pokażą. U mnie wszystkie były dobre tuż przed wykryciem raka jelita (wtedy jednak nie badali mi jeszcze poziomu krwinek i innych bardziej szczegółowych rzeczy, teraz już tak).

        Nie wiem czy wystarczy Ci jak Ci je przekopiuję z patient portal, ale mam nadzieję, że tak ;).

        Kilka moich:
        Component | Your Value | Standard Range
        Hemoglobin | 13.1 g/dL | 11.7 – 15.5 g/dL
        Hematocrit | 40 % | 35.0 – 45.0 %
        MCV | 93.1 fL | 80.0 – 100.0 fL
        MCH | 30.5 pg | 27.0 – 33.0 pg
        MCHC | 32.7 g/dL | 32.0 – 36.0 g/dL
        Folic Acid – Serum | 17.7 NG/ML | 2.7 – 15.6
        Calcium – Serum | 9.6 MG/DL | 8.6 – 10.2

        April:
        Name | Result | Reference
        Iron Bind.Cap.(TIBC) | 311 ug/dL | 250-450
        UIBC | 249 ug/dL | 131-425
        WBC | 6.5 x10E3/uL | 4.3-12.4
        Hematocrit | 38.6 % | 32.4-43.3
        Methylmalonic Acid, Serum | 295 nmol/L | 0-378
        Folate (Folic Acid), Serum | >20.0 ng/mL | >3.0

      • Justyna Druzda

        Dzięki Aga, że tu zajrzałaś 🙂

        Skromne te badania jak na stwierdzenie, że „są dobre” ;).

        Niskie MCHC może nawet sugerować niedobór żelaza 😉

        MMa i Tranferynę interpretuje się odwrotnie, tzn. im wyższy wynik tym wieksze braki b12 czy żelaza, u April ok 😉

      • Nie czuję potrzeby udowadniania nikomu niczego i wysyłania wszystkiego, a trochę tego jest, już tym bardziej, że badania mam co trzy miesiące 😉 Dlatego wybrałam przykładowe wyniki, pierwsze z brzegu w sumie.
        Niskie MCHC może sugerować niedobór żelaza (może, nie musi), ale są też inne wskaźniki, które odgrywają tu rolę.

      • Justyna Druzda

        … czyli na koniec klasyczne zachowanie w Twoim stylu za zakończenie niewygodnej dyskusji 😉 Brawo i powodzenia!

      • Aga

        Kończę te dyskusje, których nie chcę ciągnąć z jakichkolwiek powodów, czasem jest to brak czasu, innym razem brak chęci, innym razem coś jeszcze innego. Nie widzę w tym nic złego, nie mam przecież obowiązku rozmawiać ze wszystkimi i tłumaczyc się ze wszystkiego, o co inni pytają. Takie oczekiwania są trochę nie na miejscu i sprawią, że osoba posiadająca je będzie zwyczajnie zawiedziona 😉

  • ma.kesz

    Będzie nie temat, bo to mój pierwszy komentarz. Dwa miesiące temu kategorycznie przestałam jeść mięso i pracuję nad całkowitym wyeliminowaniem nabiału, bo zdarza mi się coś tam skubnąć. Podziwiam Twoje wybory i to, że jesteś taka mądra i rozsądna. Masz swoje cele i przekonana i umiesz ich bronić. Dieta owocowa podoba mi się i widać, że wam służy i musi być dodatkowo bardzo przyjemna. Ja nigdy nie byłam wielką fanką owoców i dopiero teraz jem je codziennie. Oglądałam Twoje filmiki i super, że tak szybko mówisz, powolne gadanie mnie zniechęca niestety.
    Jestem Tobą zachwycona, ja mam 47 lat i syna w Twoim wieku, ale gdybym miała córkę, chciałabym aby była podobna do ciebie. Jesteście świetną rodziną i macie śliczne córki, pozdrawiam serdecznie z Gdańska:)

  • Karina Natalia Michnowska

    Kiedyś czytałam o teorii, według której partnerzy dobierają się często na podstawie podobieństwa fizycznego. Patrząc na wasze zdjęcie myślę, że ta teoria jest prawdziwa 🙂 Pozdrawiam