#90 Śniadanie z Agą – wróciliśmy cali i zdrowi! No… prawie.

Cały tydzień spędziliśmy w Celebration, które znajduje się blisko Orlando na Florydzie. W miejscu, gdzie jest słynne Disney World oraz Universal Studios… do których my nie poszliśmy. W Disney byliśmy już wcześniej razem w trójkę, gdy jeszcze nie było April, a ja odwiedziłam też Disneyland w Paryżu parę lat temu, i jakoś tak nie uśmiecha nam się płacić tak dużo kasy za bilety do miejsca, gdzie pooglądać możemy kobiety przebrane za księżniczki ;). Było też za gorąco, szczególnie dla April, by stać w kolejkach. Stwierdziliśmy więc, że do Universal pojedziemy albo następnym razem (we wrześniu, jak będziemy w Orlando na rodzinnym spotkaniu), albo za rok, gdy April będzie większa i będzie mogła więcej zrobić.

Zatrzymaliśmy się w Mystic Dunes Resort & Golf Club i zdecydowanie mogę polecić to miejsce. Nasz apartament lub też mieszkanie, jakkolwiek chcecie to nazwać, znajdował się tuż obok największego basenu ze zjeżdżalnią, więc Alicia miała ubaw. No i April też w sumie, bo teraz to ona w wodzie tak szaleje, że szok! Cieszę się, że wcześniej zabrałam ją na lekcje pływania. Poniżej pokażę wam trochę zdjęć z tego miejsca.

 

Te policzki!

 

 

Pojechaliśmy też na zamknięty plac zabaw, bo mimo tego, że April jest jeszcze w sumie malutka, to jednak chciałam, żeby też miała coś dla siebie do roboty. I mogę wam powiedzieć, że bardzo jej się tam podobało! Ogólnie fajne miejsce i fajny odpoczynek od upału. Trochę żałuję, że u mnie w okolicy nie ma niczego takiego dla maluchów, ale z drugiej strony może sama powinnam coś otworzyć?

 

Mina, która mówi: „pchaj dalej!”

 

 

Pojechaliśmy też na smoothie bowl do jednego z miejsc w Orlando i przy okazji pospacerowaliśmy sobie trochę po mieście. Wpadliśmy na dość fajny plac zabaw przy jeziorze Eola, który był dość przypadkowym odkryciem, ale cieszę się, że znaleźliśmy to miejsce. To znaczy, nie było trudno go znaleźć, ale po prostu nie szukaliśmy. Spędziliśmy tam trochę czasu, April miała niesamowitą radochę patrząc na łabędzie, gołębie i inne zwierzaki latające wokoło, a Alicia od razu znalazła sobie kogoś do zabawy. Zmyliśmy się, gdy zaczęło padać.

 

Mega uroczy widok! Bardzo mi się podobała jego gra i patrząc na niego można było stwierdzić, że uwielbia to, co robi.

 

 

 

 

Jak już wspomniałam, nie pojechaliśmy do żadnego dużego parku rozrywki, ale chcieliśmy znaleźć coś mniejszego, mniej obleganego i tańszego. Na szczęście udało się i w Old Town znaleźliśmy m.in. rollercoastery, na które Alicia mogła (i chciała – to ważne!) pójść oraz i takie, na które nawet April mogła iść. Okej, te dla April to nie do końca rollercoastery tylko takie bardziej karuzele, ale jednak. Najdziwniejsze jest to, że na jedną z nich granicą wzrostu było 60 cm i… rodzice nie mogli z nimi iść, bo byli za wysocy. Hmm. Wyobraźcie to sobie, ja przy urodzeniu miałam 62 cm, April miała 51. I oni oczekują takie małe dzieci iść na karuzelę bez nikogo. Nawet Alicia była za wysoka. Dziwne, no ale cóż, może następnym razem. Posadziłam ją na koniu na karuzeli w starym stylu i oczywiście z nią zostałam, ale strasznie spanikowała, więc zatrzymaliśmy i ją zabrałam, a Alicia sama została. Wiecie, nie wiadomo dopóki się nie spróbuje! Na diabelskim młynie natomiast nie było żadnych problemów.

 

April wpatrująca się w jeden z rollercoasterów!

 

To jest ta karuzela, na której April spanikowała.

 

 

Prawie na samym początku doszliśmy do wniosku, że nie będziemy jechać nad ocean, bo jednak było za gorąco na takie coś. Później jednak plany się nieco zmieniły i pojechaliśmy odwiedzić jedną z sióstr Nathana, która mieszka tam niedaleko, a od niej na plażę to tylko kawałeczek. Dlatego też wpadliśmy na parę minut i myślę, że wszyscy dobrze spędzili czas. Powiem wam, że Alicia się strasznie opierała i w pewnym momencie powiedziała „nie jadę i koniec!” i wiecie, taką minę walnęła jak obrażona i ręce założyła na klatkę piersiową. Widać było, że jest jakiś problem, ale przez jakiś czas nie chciała powiedzieć o co chodziło. Wiedziałam jednak, że to się zmieni i faktycznie, po kilkunastu minutach rozmowy powiedziała, że możemy jechać, ale na krótko, a później tak jej się podobało, że pytała o kolejne pięć minut ;).

April natomiast na początku obawiała się tego wielkiego zbiornika z wodą i fal uderzającyhc w nią, więc przez kilka pierwszych minut trzymała się mojej ręki, później usiadła mi na kolanach i chlapała nogami w wodzie. A później z każdą kolejną falą z jej ust wydobywał się śmiech i w końcu położyła się na brzuchu na piachu! Nie macie pojęcia jak super było to obserwować! Tym bardziej, że sama podejmowała wszystkie decyzje, ja nic na siłę nie robiłam, pozwoliłam jej grać pierwsze skrzypce. Opłaciło się i zdecydowanie polecam tę opcję.

 

 

No i wszystko byłoby okej, gdyby nie fakt, że dostałam jakiegoś udaru słonecznego czy coś. To znaczy, nie byłam zdiagnozowana ani nic, ale miałam większość objawów, a ten ból głowy był największym jaki miałam w całym życiu! Najlepsze jest to, że wcale nie byliśmy na słońcu aż tak dużo, chowałam się też do cienia dość często, no ale jak widać było tam dla mnie po prostu za gorąco. Poza tym nie miałam kapelusza na głowie, więc nie popełniajcie tego błędu! Teraz czuję się już o wiele lepiej, ale raczej poczekam kilka dni aż ponownie wyjdę na słońce. Ale widoki super, co :)?

 

 

Tak czy siak, mimo mojego złego doświadczenia cieszę się, że tam pojechaliśmy! Fajnie było mieć taki tydzień tylko w czwórkę, ale następnym razem pojedziemy w chłodniejszym czasie ;).

 

 

Do następnego,

Aga

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE
  • A co mówiłam o kapeluszu przez Waszą wycieczką do Tampy!? 😀
    A tak na poważnie to niestety lipiec i sierpień to najgorsze miesiące na wyjazd na Florydę – cały rok temperatury są super, ale ten lipiec i sierpien to jakies apogeum i jest tak gorąco, że w sumie nie chce się nic, tylko siedzieć w klimatyzowanym ;p

    • Mój kapelusz się zniszczył i szukałam innego, ale… wszystkie są na mnie za małe! 🙁

  • Maggie S-B

    Ja tez kilka late temu dostalam udaru w Daytona Beach, mimo, ze mialam kapelusz, a objawy to bol glowy i zaczerwienienie na twarzy (nie opalenizna bo filtr mialam 100 no i kapelusz na glowie). Pomogly zimne oklady i odpoczynek.

    • Odpoczynek jest bardzo ważny! Ja musiałam wytrzymać 7 godzin w aucie z tym bólem głowy, nie wiem jak to zrobiłam 😉

  • Magda Niemyjska

    Cudownie was oglądać! Wyśmienicie spędzone wakacje,widać po buziach 🙂 Życzę jak najwięcej takiego czasu! Pozdrawiam 🙂

  • Laura

    Mam pytanie niezwiązane z postem. Jako że Nathan był samotnym ojcem – czy orientujesz się, jak w Ameryce wygląda ta sytuacja, przyznawania praw do rozstaniu? Czy jest tak jak w Polsce, że matka może niemal wszystko, a i tak dzieci z nią zostaną?
    Piszę pracę na studiach na podobny temat i ciekawią mnie różne doświadczenia.