Jakich kosmetyków i środków czystości używamy oraz czego unikamy

Jakiś czas temu napisałam post o mojej kosmetyczce i podzieliłam się z wami tym, co wtedy używałam. W ciągu tego czasu trochę się zmieniło i pozmieniałam kilka rzeczy, więc pomyślałam, że pokażę wam te nowości i opowiem dlaczego co zamieniłam. I muszę tu jeszcze dodać, że to wszystko o czym tutaj będę mówić to takie moje perełki, z którymi już zostanę na długi czas!

 

Wiele osób twierdzi, że to co jemy nie ma żadnego wpływu na wygląd i zdrowie naszej skóry… Co jest totalną bzdurą. Skóra człowieka jest jego największym organem, przez wielu nazywana trzecią nerką. To dlatego, że nerki odpowiedzialne są za pozbywanie się toksyn z naszego organizmu i jeśli tych toksyn oraz kwasów (np. spowodowanych jedzeniem) jest tyle, że nerki sobie nie radzą to ciało pozbywa się ich właśnie przez skórę. Stąd na przykład trądzik oraz inne problemy. Zdrowy organizm to taki, na którym skóra jest nawilżona, lśniąca i gładka bez używania żadnych leków ani kosmetyków. Co ciekawe, jak już wspominałam w poście o kubeczku mestruacyjnym, skóra absorbuje średnio 65% tego, co się na nią kładzie, a skóra pod pachami oraz w okolicach genitaliów absorbuje o wiele więcej niż reszta. Warto więc zwrócić uwagę na to, co się na nią kładzie.

 

 

 

Czego unikam?

Jakiś czas temu w notesie zrobiłam sobie listę składników, których nie chcę używać z wyjaśnieniem dlaczego, itp. Jest tego trochę, więc wymienię tu tylko kilka najważniejszych, a jeśli ta część w ogóle was nie obchodzi to zjedźcie niżej do listy kosmetyków, jakich używam.

Przede wszystkim nie kupuję żadnych kosmetyków ani środków czystości, które miałyby w sobie jakikolwiek składnik odzwierzęcy.  Totalnie nikomu nie są one potrzebne. Do składników odzwierzęcych zaliczają się m.in.: kwas arachidonowy, glikol kaprylowy, karmin (mega popularne we wszelkich czerwonych lub różowych szminkach, błyszczykach, lakierach, itp. – są to małe sproszkowane czerwone robaki, znajdują się też w lizakach, żelkach, itd.), kolagen, elastyna, gliceryna, keratyna, Red 4, jedwab… Pełniejszą listę znajdziecie klikając tutaj.

Nie kupuję też niczego, co testowane byłoby na zwierzętach i mam nadzieję, że tego tłumaczyć nie muszęJeśli nie wiecie jak traktowane są zwierzęta, na których testuje się kosmetyki, w jakim są stanie i tak dalej, to koniecznie o tym poczytajcie, obejrzyjcie zdjęcia. To jest coś, co w dzisiejszych czasach nie ma prawa mieć miejsca! Tutaj znajdziecie listę firm, które dalej testują swoje produkty na zwierzętach (tak, nawet te sprzedawane w Unii Europejskiej).

Aluminum jest używane w antyperspirantach i wnika w skórę przez co zachodzą zmiany w ilości hormonu o nazwie estrogen. Estrogen natomiast powiązany jest ze wzrostem raka piersi. Czyli używanie antyperspirantu nie tylko pozbawia naszego ciała możliwości chłodzenia się oraz pozbywania się toksyn (poprzez pot), ale również powodować może raka piersi. Co ciekawe, 60% guzów piersi znajduje się w okolicach pach.

Parabeny, które w kosmetykach używane są jako konserwanty. Ich zadaniem jest zapobiegnięcie wzrostu bakterii, pleśni i grzybów. Niestety, ich działanie jest powiązane ze zwiększonym ryzykiem zachorowania na raka piersi i wykrywane są w biopsjach wyciętych guzów.

Sodium lauryl sulfate (SLS) oraz sodium laureth sulfate (SLES) to składniki znajdujące się w większości kosmetyków i środków czystości. Podrażniają oczy, skórę i płuca oraz wchodzą w reakcję z innymi chemikaliami, przez co pojawiać się mogą problemy z oddychaniem czy też nerkami. Pojawia się również tu związek rakotwórczy.

Formaldehyde używany jest jako konserwant i zauważalny jest głównie w lakierach do paznokci, ale nie tylko, bo dodają go również do innych kosmetyków. Powoduje reakcje alergiczne i może być szkodliwy dla układu odpornościowego, ma również wpływ na rozwój trądziku, szczególnie tego w okolicach brody. Potwierdzone jest to, że jest to składnik rakotwórczy i, co ciekawe, znajduje się również w… szczepionkach.

Triclosan to składnik używany głównie w dezodorantach, pastach do zębów i mydłach antybakteryjnych. Ciekawe jest to, że producenci używający go w kosmetykach twierdzą, że nie ma on żadnego pozytywnego wpływu, nie ma też wystarczających dowodów, by twierdzić, że mydła antybakteryjne z tym składnikiem pozbywają się większej ilości bakterii niż te bez niego. Powiązany jest natomiast z zaburzeniami hormonalnymi (głównie hormonów tarczycy i rozrodczych), zaburzeniami funkcji mięśni czy też zwiększonymi alergiami.

Fragrance czyli ogólnie mówiąc perfumy dodane do kosmetyków. Przeszukując informacje w internecie okazało się, że termin ten jest używany po to, by uchronić producentów przed wyciekem ich sekretnych przepisów… A z czym są powiązane? Z alergiami, zapaleniami skóry, niewydolnością oddechową i nawet potencjalnymi skutkami dla układu rozrodczego.

Oxybenzone to jeden z najniebezpieczniejszych składników używanych w kremach przeciwsłonecznych (inne to np. benzophenone, PABA, avobenzone, homosalate, ethoxycinnmate). Powoduje uszkodzenia komórkowe, działa w organizmie jak estrogen co powoduje zmiany w produkowanych plemnikach i jest związany z endometriozą u kobiet. Badania pokazały, że może zakłócać układ hormonalny.

 

 

 

 

Kosmetyki April

Kilka osób zapytało o to, jakich kosmetyków pielęgnacyjnych używamy dla April, więc od tego zacznę. Będzie bardzo szybko, bo… April nie ma żadnych kosmetyków. Nic, od urodzenia nie kładziemy na nią ani szamponu, ani żelu do mycia, ani żadnego balsamu czy oliwki. Jedynym wyjątkiem jest to, gdy naprawdę tak się pobrudzi, że woda nie wystarczy i jeśli jest taka sytuacja to myjemy ją tym samym żelem, którego my używamy. Dzieci po urodzeniu niczego nie potrzebują, ich skóra jest idealna i bardzo delikatna, nie ma żadnej potrzeby nakładania żadnych balsamów, oliwek ani niczego innego. Zawsze się krzywię jak słyszę lub czytam opinie, że przecież dziecko powinno ładnie pachnąć i dlatego oliwki są idealnym produktem dla nich. Co więcej, zwróćcie uwagę na produkty firmy Johson & Johnson, bo większość z nich zawiera składniki jak np. quaternium-15, który wytwarza formaldehyde czy też 1,4-dioxane, który jest potencjalnie rakotwórczy i jest toksyczny dla mózgu, systemu nerwowego, nerek i wątroby. Do tych, którzy zwracają uwagę tylko na wygląd buteleczki i zapach produktu apeluję – zacznijcie zwracać uwagę na skład.

 

 

 

 

Moja pielęgnacja

 

Truly Organic to firma, o której wspomniałam wam w tym poście, w której to mam comiesięczną subskrypcję. Bardzo ich lubię, bo składy ich kosmetyków są wręcz idealne (niektóre z nich, kremy, zawierają xanthan gum i tych nie kupuję). Wegańskie i organiczne produkty. Teraz już zamiast szamponu używam tylko żel do mycia ciała tak na ciało jak i na włosy, bo ma po prostu bardzo podobny skład i nie widzę jakiejś dużej różnicy w działaniu, a w końcu skóra głowy to też nasze ciało. Szampon, czy też żel do mycia ciała, oczywiście ma słabsze działanie niż te szampony z popularnych firm, więc skóra głowy musi się trochę przestawić i przez jakiś czas na początku włosy faktycznie mogą być bardziej przetłuszczone, niż jesteście do tego przyzwyczajeni. Sęk w tym, że skóra głowy produkuje zwiększone ilości oleju wtedy, gdy wszystko jej się tam rozreguluje, czyli wtedy, gdy używamy szamponów często, gdy często myjemy włosy i tak dalej. Ja staram się teraz myć je coraz rzadziej, celuję na raz na tydzień, a później zobaczymy. Pojedynczy produkt to ok. $20, więc nie mało, ale jak kupuje się zestaw i rejestruje się do subskrypcji (którą w każdej chwili można zakończyć) to jest nawet 65% taniej! Z każdym odnowieniem subskrypcji dostajecie też punktu, które później wymienić możecie na zniżki na produkty. Bardzo polecam, jeśli macie ochotę skorzystać z ich produktów to klikajcie tutaj i zamawiajcie. Nathan używa tego samego co ja.

Skład: DI Water, *Aloe Vera, Rejuvasoft, Glycerine, *Willow Extract, *Acai Extract, *Dragon Fruit Extract, *Cupacu Butter, *Coconut Oil, *Olive Oil, *Lavender, *Rose Extract

(* Organic)

 

 

Olej z moreli, którego zaczęłam używać do masowania ciała, gdy byłam w ciąży (i nie mam ani jednego ciążowego rozstępu, co oczywiście nie jest zasługą tylko oleju, ale myślę, że trochę pomógł). Ma dobre działanie na suche włosy i generalnie bardzo fajnie nawilża. Używam go głównie do… zmywania makijażu i mycia twarzy! Tak, serio. Odkryłam, że ten olej (tak samo zresztą jak np. olej kokosowy) świetnie sprawdzają się do zmywania makijażu, nawet tuszu do rzęs. Nakładam go po prostu na twarz i ściągam wacikami, po czym myję całą twarz używając go tak jakbym używała mydła. Świetnie wszystko zmywa i zostawia bardzo gładką i nawilżoną skórę.

Cena: $4-8 w zależności od miejsca

 

Masło kakaowe używam na moje blizny pooperacyjne, bo ma właściwości rozjaśniające blizny. Poza tym przepięknie pachnie! Fajnie sprawdza się też na całe ciało. Bardzo polecam, ale pamiętajcie, by zwrócić uwagę na skład i jak już kupujecie to kupcie takie, które będzie zrobione z kakao w 100% i nie będzie miało żadnych dodatków. W internecie znaleźć można informacje, że masło to świetnie wpływa na spowolnienie procesu starzenia się dzięki zawartym w nim antyokscydantom, działa też jak delikatny balsam przeciwsłoneczny. Nawilża skórę, leczy popękane usta, może być też używany jako żel do golenia! Po długim czasie na słońcu kładę też trochę tego masła na twarz i Nate również czasem go używa.

Cena: ok. $7

 

Olejek eteryczny pozyskiwany z drzewa rosnącego na obrzeżach pustyń północno-wschodniej Afryki oraz na Półwyspie Indyjskim. Ma bardzo dużo dobrych właściwości, a ja przez dłuższy czas używałam go, by zapobiec wzrostowi guzka, którego mam w mózgu. Czytałam bowiem wiele historii osób, które używały owego oleju w celu zmniejszenia lub pozbycia się raka i osiągali genialne efekty. Ja oczywiście raka mózgu nie mam, ale nie wiedziałam wtedy, co to było, więc wiecie.. przezorny zawsze ubezpieczony. Poza tym, pomaga zmniejszyć stres, uspokoić się, zapobiega próchnicy, pomaga zmniejszyć trądzik, zapobiega zmarszczkom i wiele więcej. Fajną opcją jest dodawanie kilku kropelek do jakiegoś oleju do ciała i wmasowanie wszystkiego razem.

Cena: ok. $80

 

 

„Te dni”

Niedawno dodałam post na temat kubeczka menstruacyjnego, więc jeśli jesteście zainteresowani to klikajcie poniżej!

Nadszedł czas, by pozbyć się tamponów i podpasek!

 

 

 

 

Kosmetyki kolorowe

Tutaj zdecydowanie zmniejszyłam ilość i w chwili obecnej używam jedynie podkładu, tuszu do rzęs i jakiegoś błyszczyka lub pomadki. Bardzo okazjonalnie położe sobie też jakiś cień na powieki. Maluję się dosłownie tylko raz w tygodniu, gdy April jest z opiekunką, a ja w końcu mogę sama pozałatwiać różne sprawy. Lubię się wtedy ładniej ubrać i wyglądać ciut inaczej niż na co dzień. No i właśnie wtedy przy okazji nagrywam filmiki na YouTube ;).

100% Pure jest moją zdecydowanie ulubioną firmą, jeśli chodzi o kosmetyki do makijażu. Wszystkie ich produkty są wegańskie, większość organiczna i większość składników to… owoce. Ten podkład jest świetny i ma fajną różnorodność kolorów. Wcześniej używałam najjaśniejszego, a teraz musiałam zmienić na ciemniejszy o dwa tony. Na zdjęciu wyszedł o wiele ciemniejszy niż jest w rzeczywistości. Bardzo dobrze się trzyma, nie powoduje świecenia się twarzy, nie spływa, jest niewyczuwalny, właściwie no nic się z nim nie dzieje. Jest też idealny, jeśli chcecie mieć większe krycie, bo wystarczy po prostu nałożyć ciut więcej, a dalej nie ma efektu maski.

Skład: Active Ingredients: 15% Titanium Dioxide, 10% Zinc Oxide Other Ingredients: Aloe Barbadensis (Organic Aloe Juice) Leaf Extract*, Oryza Sativa (Rice) Starch, Extracts of Prunus Persica Fruit (Peach), Prunus Armeniaca Fruit (Apricot), Theobroma Cacao (Cocoa Bean) and Lycium Barbarum Fruit (Goji Berry), Euterpe Oleracea Pulp (Acai) Oil, Punica Granatum Fruit Extract (Pomegranate Oil), Tocopherol (Vitamin E), Sodium Ascorbate (Vitamin C), Euphorbia Cerifera (Candelilla) Wax, Extracts of Camelia Sinensis Leaf Ferment (White Tea), Coffea Arabica (Coffee Cherry), Aristotelia Chilensis (Maqui Berry), Vitis Vinifera Skin (Muscadine Grape), Garcinia Mangosteen Peel (Mangosteen), Malpighia Punicifolia Fruit (Acerola), Sambucus Canadensis (Elderberry), Citrus Grandis (Grapefruit) Seed, Lonicera Caprifolium Flower and Lonicera Japonica (Honeysuckle) Flower Extract

(* Organic)

Cena: $46

 

Tutaj mam resztę moich kosmetyków do makijażu. Jak widzicie, jest szał ;). Poza tymi dwoma błyszczykami mam jeszcze balsam do ust (z 100% Pure oraz jeden kupiony w sklepie spożywczym Sprouts) i dwie inne pomadki. I tyle, nie potrzebuję niczego więcej. Pacifica jest bardzo fajną firmą, jeśli chodzi o wegański make up, bo mają duży wybór i są w bardziej przystępnych cenach oraz bardziej dostępne niż w 100% Pure (produkty tej firmy można kupić w np. Target lub Ulta). Wcześniej używałam też balsamu do ciała od nich, potem szamponu, żelu do mycia… Ale przerzuciłam się na wspomniane już Truly Organic, bo po prostu skład odpowiada mi o wiele bardziej, chociaż ten z Pacifica też jest całkiem dobry. Ogólnie nie jestem najlepszą osobą, jeśli chodzi o recenzje kosmetyków i nie mam zdolności makijażowych, ale powiedzieć mogę, że nigdy nie miałam żadnych „ale” jeśli chodzi o powyższe rzeczy.

Cienie do powiek: $20

Kredka: $11

Tusz do rzęs: $16

Błyszczyki: $10

 

 

 

 

Inne

Mam kilka więcej lakierów do paznokci, a pokazujęwam moje ulubione kolory. Niestety niezbyt często mam czas do używania ich, ale jak już się znajdzie to mam z czego wybierać. Obie firmy mają super lakiery, dobrze się trzymają i mają świetne kolory. Nie zawierają oczywiście niczego, czego w lakierze bym nie chciała.

Pacifica: $9

100% Pure: $12

 

Nie używam już w ogóle pasty do zębów, a zamiast pasty mam ten… puder. Tak, to jest puder do mycia zębów, a, co najciekawsze, jest całkowicie czarny. Fajne jest to, że nie ma żadnego zapachu, więc nic mi w nim nie przeszkadza. Zrobiony jest on z aktywnego węgla kokosowego. Pomaga zachować odpowiednią higienę jamy ustnej, oczyszcza zęby ze wszelkich osadów, nie niszczy szkliwa, jest bezpieczny i przede wszystkim zdrowy oraz pozbawiony wszelkich toksyn. No i oczywiście wybiela zęby! Może być stosowany do codziennego mycia zębów zamiast pasty. Jeden taki słoiczek kosztuje $30 i, w zależności od użytkowania, starcza na około 6 miesięcy. Wystarczy niewielka ilość na szczoteczce, a jedyne na co dobrze jest uważać to nasze ciuchy i umywalka, bo można się nieźle poplamić. Super jest to, że na stronie jest opcja zamówienia bezpłatnej próbki, więc jeśli macie ochotę wypróbować to klikajcie tutaj (próbka wysyłana jest tylko na terenie USA).

 

Jeśli chodzi o balsam przeciwsłoneczny to używamy go tylko gdy jesteśmy na plaży lub na basenie, na co dzień żadne z nas go nie używa. No chyba że jesteśmy na słońcu przez wiele godzin, ale to się raczej nie zdarza. Aktywnym składnikiem kremu, który widzicie powyżej to non nano zinc oxide czyli tlenek cynku. Non-nano oznacza, że dany składnik nie wniknie do krwioobiegu, przy czym te oznaczone jako nano lub nie oznaczone w ogóle wnikną do krwi. Pozostałe skladniki naszego kremu to olej słonecznikowy, olej ze skórki słodkiej pomarańczy, olej ze skórki mandarynki, witamina E, wyciąg z owoca seabuckthorn, ekstrakt z owoców wanilii (organiczne). Lubię ten krem ogólnie, jednak nie jest to jeszcze taki, którego chciałabym używać dłużej, bo ma w sobie też wosk pszczeli, czego ja nie wspieram. Poza tym chciałabym znaleźć taki, który nie ma nawet i wspomnianego cynku. Co ciekawe, kiedyś używałam kremów z bardzo wysokim filtrem, zazwyczaj 75, które przepełnione były oczywiście chemią. I wtedy non stop się spalałam! Z filtrem czy bez, spalałam się na czerwono. Gdy przestałam używać tych kremów… przestałam się spalać. Nawet jak wyjdę na dwór bez kremu na skórze to nie staję się nawet różowa. Różnica jest OGROMNA.

 

Jeśli chodzi o spray na komary i inne owady to używamy tego z tej samej firmy, z której mamy krem na słońce. W składzie ma olej sojowy, olej rycynowy, olejek eteryczny z cytronelli, olejek cedrowy, olejek z trawy cytrynowej, olejek rozmarynowy, olejek eteryczny geranium, olejek z mięty pieprzowej, zimozielony olejek eteryczny (organiczne). Tego używamy wtedy, gdy jesteśmy gdzieś nad wodą wieczorem lub idziemy do lasu. Gdy natomiast idziemy po prostu na spacer w czasie, gdy wiem, że mogą latać komary, ale mniej niż np. nad jeziorem to używam olejku eterycznego z eukaliptusa zmieszanego z wodą. Oba sposoby działają! Jeśli chodzi o April to nie psikam jej ciała, a raczej wózek lub ciuchy. Polecam zwrócić uwagę na składy spreju, którego używacie, naprawdę. Większość z nich, chociażby OFF, to sama chemia i nie warto ich używać. A już tym bardziej w spreju, który jest wdychany przez was i wasze dzieci.

 

 

 

 

Środki czystości

To jest właśnie moja tajemnica dotycząca prania! Jak mi się skończył ostatni płyn do płukania (z firmy Seventh Generation) to postanowiłam spróbować czegoś nowego. Soap nuts pochodzą głównie z Indii i Nepalu i są organicznym oraz bardzo zdrową, pozbawioną wszelkich toksyn i przyjazną środowisku alternatywą do tradycyjnych płynów i proszków. Zawierają one saponinę, która jest naturalnym detergentem. Skorupki pochłaniają wodę i w ten sposób uwalniają wspomnianą saponinę, która krąży sobie w wodzie w czasie prania pozbywając się w ten sposób zabrudzeń. Wkłada się 4 do 7 sztuk w małe muślinowe woreczki i całość ląduje w pralce. Od razu po praniu należy je wyjąć i pozwolić wyschnąć, chyba że robi się kolejne pranie. Można je użyć do 8 razy i po tym czasie należy wymienić na nowe. I wiecie co jest najlepsze? One naprawdę działają! Ciuchy po wybraniu są czyste, nie mają żadnego zapachu (co mnie osobiście odpowiada), miękkie. Jestem z nich naprawdę zadowolona.

Cena: $12 (ok. 120 prań)

 

A odpowiedzią na częste pytanie „jak ty te plamy dopierasz?!” jest powyższy sztyft :). Niepozorny, ale działa! Kupiłam z totalnej ciekawości i szczerze mówiąc trochę wątpiłam, że się sprawdzi, więc miło się zaskoczyłam. Nie miałam jeszcze okazji sprawdzić go w przypadku plam z krwi, trawy lub czarnych porzeczek, ale do tej pory jestem zadowolona. Jeśli trafi się jednak jakaś plama, która zostanie na jakimś ciuchu to trudno, April i tak szybko z nich wyrasta.

Cena: $3,99

Składniki: coconut, canola and vegetable oils, litsea cubeba essential oil, lemon essential and enhanced with borax to soften the water and aid the cleaning process

 

Meyer’s jest bardzo fajną firmą produkującą środki czystości, z których korzystam od dłuższego czasu. Mają nie tylko super składy, które szczegółowo wyjaśnione są na stronie wraz z ich działaniem, ale też są bardzo tanie. Taka duża butelką, którą widzicie na zdjęciu prawie 1 litr i kosztuje niecałe $4. Kupić je można w wielu sklepach spożywczych, ja kupuję w Target. Mają wiele różnych produktów do różnych celów i do tej pory zadowolona byłam z każdego. Co ciekawe, na opakowaniu napisane jest, że w razie połknięcia należy wypić dużą ilość wody, co świadczy o braku toksyczności. Zwłaszcza w porównaniu do tradycyjnych środków czystości, na opakowaniach których piszą, że w razie połknięcia należy udać się do szpitala lub/i zadzwonić do Poison Control Center. Sami widzicie, że różnica jest ogromna. Z tej firmy mam też mydła do rąk oraz płyn do mycia naczyń, a płyn do zmywarki od Seventh Generation.

Skład: Water, Lactic Acid, Decyl Glucoside, Lauramine Oxide, Citrus Limon (Lemon) Peel Oil, Abies Alba (Fir) Leaf Oil, Cymbopogon Schoenanthus (Lemongrass) Oil, Fragrance (mieszakanka olejków eterycznych)

 

Mam też trzy produkty z The Honest Company i to jest jeden z nich. Z tej firmy mamy też pieluchy dla April i jestem z nich naprawdę zadowolona. Pod moim poprzednim postem o kosmetykach ktoś wspomniał, że ludzie pozywają tę firmę, bo niby kłamią ze składami. Poczytałam trochę o tym i chodziło tu o płyn do prania. Mimo tego, że wytłumaczenia ludzi z The Honest Company miały dla mnie sens to postanowiłam jednak nie kupować płynu do prania już więcej na wszelki wypadek. Przy pieluchach jednak dalej zostałam!

Cena: $6

 

 

 

 

Wydaje mi się, że to tyle. Jak sami widzicie, nie mam zbyt dużo i dobrze mi z tym. Czuję się zdecydowanie lepiej i zdrowiej! I wcale nie wydaję tak dużo pieniędzy w porównaniu z tym, co było wcześniej. Śmiem twierdzić, że wydaję mniej, bo mam o wiele mniej produktów i wiele z nich kupuję rzadziej, bo po prostu rzadziej ich używam. Same plusy :).

Mam nadzieję, że zainteresowałam was tym postem!

 

Do następnego,

Aga

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE
  • Pneumokok

    super produkty, szkoda,że nie dostępne w Polsce 🙁 a z wysyłką z USA za drogie

  • ff sswds

    hej Aga 🙂 a znasz może jakieś polskie wegańskie kosmetyki? albo chociaż strony dziewczyn, które je stosują? i kolejne pytana – czy podrzuciłabyś jakieś artykuły/wypowiedziała się o szkodliwości jajek oraz mięsa takiego z własnej „hodowli” (nie chodzi mi o nafaszerowane antybiotykami itp. ze sklepów), oczywiście pomijając aspekty etyczne jaki to ma wpływ na nasze zdrowie? zachęcasz mnie bardzo do zmiany stylu i o ile od dłuższego czasu jestem wegetarianką, tak również powoli już przechodzę na weganizm 🙂

    • Hej! Niestety nie znam 🙁
      No generalnie większość tego co opowiadam o produktach zwierzęcych tyczy się nie tylko tych produkowanych na wielką skalę, ale też tych z własnej hodowli. To nie chodzi tylko o antybiotyki dawane zwierzakom czy traktowanie ich, ale o wszystko na raz. Czyli np. fakt, że zwierzęta mają inne hormony niż ludzie i my, jedząc je, dostarczamy sobie tych hormonów, a tego totalnie żaden człowiek nie potrzebuje. Nie wspominając o hormonach wzrostu w mleku, ogólnie nabiał jest najgorszy ze wszystkich dostępnych produktów. Wszystkie produkty pochodzenia zwierzęcego nie trawią się, a zalegają ludziom w jelitach przez ponad 12 godzin, rozkładają się tam… No i powoduje wiele dolegliwości i chorób. I wiele, wiele więcej. Dość dużo tego, nie za bardzo wiem dokładnie co miałabym Ci podrzucić, szczerze mówiąc. Zajrzyj do innych postów z tagiem weganizm i do opisów pod filmikami na youtube 🙂

      • J L

        Firma YOPE w większości wegańskie kosmetyki(oprócz tego z miodem). Składniki naturalne stanowią zwykle prawie 100%. Firma ma również w swojej ofercie detergenty, ale mi brakuje np. kremu do twarzy czy szamponu 🙁

    • AXI

      Vege nietestowane kosmetyki CATRIECE, ESSENCE w hebe. Wbrew pozorom jest pełno firm niestestujących wegańsich. Na blogu KOCIE USZY są wszystkie firmy na bierząco są sprawdzane ich składy, działania np. Czy nie mają zamiaru sprzedawać w Chinach bo tam jest obowiązek przetestowania. ZIAJA nie testuje i część ma wegańskich.

  • kala 1

    dziękuję Ci za ten post! bardzo przydatny, pomimo tego, że mieszkam w Polsce i tych produktów tutaj raczej nie znajdę, to teraz na pewno nie będę kupować byle czego, nie patrząc na skład. wegetarianką jestem już od 2 lat, dążę do bycia weganką. robisz na prawdę świetną robotę, Aga! wiele się uczę od Ciebie, jesteś wzorem do naśladowania. czekam na kolejny post albo film na yt. buziaki 🙂

  • Magda F

    Sama sprzatasz dom, czy dalej masz ekipe sprzatajaca? Jesli tak, czy oni tez uzywaja „green” srodki?

    • Sprzątam sama, panią do pomocy mamy raz na jakiś czas i ona używa naturalnych produktów.

      • Magda F

        Jaka powierzchnie ma wasz dom sq.Ft? Mam wrazenie, ze bardzo duzo czasu poswiecam na sprzatanie. jak dajesz rade? Moze post. Z naturalnych srodkow polecam Bon Ami Powder Cleanser; swietny do lazienki i kuchni ma A stronie EWG( ktora zreszta polecam http://www.ewg.org/guides/categories/3-Bathroom ) Marka Meyer’s np ma RACZEJ SLABA OCENE

      • Masz dom ma około 2800 sq ft, nie pamiętam dokładnie. Daję radę, bo nie robię wszystkiego na raz. Raz posprzątam tu, innym razem tam. Fajnym sposobem jest nastawienie sobie telefonu na odliczanie np. 20 minut i zdziwiłabyś się, ile w tym czasie możesz zrobić 🙂 Nasz poprzedni dom miał prawie 4000 sq ft, więc tam już potrzebowałam pomocy.
        A co do produktów Meyer’s to ja jestem z nich zadowolona 🙂 Obczaję sobie to, o czym wspomniałaś, bo nie znam.

  • Agnieszka Bielecka

    nie mogłam doczekać się tego wpisu! <3 super, że podzieliłaś się tymi produktami, szkoda, że większości z nich nie można znaleźć na miejscu w Polsce :C już od długiego czasu chcę się przerzucić na cruelty free i po prostu zdrowsze kosmetyki, teraz wiem na co głównie powinnam zwracać uwagę 🙂

    • AXI

      Lista cruelty free jest dostępna na blogu KOCIE USZY

      • Agnieszka Bielecka

        Dzięki za informację 😊😊

  • Katarzyna

    Mika to minerały, nie jest składnikiem odzwierzęcym.

  • Eliza Dec

    Co do formaldehydu w szczepionkach, to ważna jest informacja o ilości w jednej dawce. Odpowiedź: formaldehydu jest tyle, ile w jednym jabłku 🙂 Nie zawsze diabeł jest taki straszny, jak go malują i czasem warto sprawdzić źródła. Szczególnie, że formaldehyd nie jest syntetykiem i występuje normalnie w przyrodzie. Wiadomo, że jak nie trzeba, to nie ma co się wystawiać na substancje rakotwórcze, ale proces karcynogenezy może wywołać w zasadzie milion różnych czynników (nawet takie rzeczy jak kompulsywne drapanie jednego miejsca na skórze).

    Post świetny, ja też jestem po kosmetycznej wege-eko stronie i nigdy nie czułam się z moją pielęgnacją i pielęgnacją domu lepiej 🙂

  • Yrozord

    Olej z pestek malin ma ponoć naturalny filtr UV 🙂 co z tą gliceryną? rozumiem, ze są dwa sposoby pozyskiwania w tym specyfiku do mycia ciala jest ta ,,roslinna”? Hm nie widzę na liście dezodorantu, nie używasz w ogóle, czy jest jakiś o naturalnym, przyjaznym składzie który mogłabyś polecić? 🙂 Pozdrawiam|!