Bunt dwulatka nie istnieje!

Należę do kilku grup na Facebooku, które skierowane są dla mam. Kobiety wymieniają się tam doświadczeniami, żalą się, dzielą się szczęściem, pytają o rady i tak dalej. Jeden z najczęściej pojawiających się problemów to tak zwany bunt dwulatka. Mamy piszą, że nie radzą sobie z dzieckiem, które do tej pory było mega grzeczne, ułożone i posłuszne, a nagle stało się „diabłem”, nie da się nad nim zapanować, robi co chce, w ogóle się nie słucha. Wszystko zwalają na wiek, bo w końcu dziecko w wieku dwóch lat, czasem wcześniej, przechodzi przez ten czas i koniec, to tylko taki wiek i trzeba zacząć karać, nakładać standardy, nasze zdanie i wiele więcej. Mnie już te wszystkie posty zaczęły irytować, więc testem tu po to, by powiedzieć raz i wyraźnie:

 

 

„BUNT DWULATKA” NIE ISTNIEJE!

 

 

Mam wrażenie, że rodzice przyzwyczajają się do tego, że dziecko przez jakiś czas od urodzenia jest całkowicie zdane na nich. Na początku bobas tak naprawdę nic nie potrafi, a jakiekolwiek potrzeby komunikuje płaczem. To się zmienia z czasem, pojawiają się uśmiechy, wyciąganie rączek do różnych przedmiotów i tak dalej, ale generalnie gdzie położycie małe dziecko tam zostanie i nic mu nie przeszkadza, często może się gapić na żyrandol i będzie zadowolone.

 

 

 

Wszystko się komplikuje, gdy to bardzo łatwe do zadbania i ugodowe dziecko zaczyna być coraz bardziej niezależne. Pojawiają mu się własne opinie, upodobania, zaczyna mieć konkretne potrzeby, które różnić się będą od „pić, kupa, spać”, i które będą się różnić od tego, czego rodzic w danym momencie potrzebuje czy chce. Zaczyna się ciekawić wszystkim po kolei, w tym wszystkim tym, co nie jest zbyt bezpieczne jak np. noże czy nożyczki. Ściąga obrusy ze stołu, otwiera szafki i bawi się garnkami, wywala jedzenie na podłogę i bardzo je to bawi. Dzieci uczą się w ten sposó świata! Jednocześnie złości się, gdy zadowolone bawi się telefonem, który nagle jest mu zabrany z rąk. Denerwuje się, gdy nie jest jeszcze zbyt śpiące, a rodzic próbuje je zmusić do pozostania samemu w ciemnym pokoju w łóżeczku, z którego nie może samo wyjść. Bawi je dźwięk, który usłyszy uderzając mamę zabawką w głowę, po czym zszokuje i wystraszy się, gdy mama za karę uderzy go w rękę i postawi w kącie. Tego typu przykładów można wymieniać i wymieniać. Rodzice chcą dzieci kontrolować we wszystkich możliwych sferach. Zaczynając od godziny pójścia spać, często nawet o porze, w której dziecko wstaje. Poprzez to kiedy co zje i ile, aż do tego czym się będzie bawiło i jak długo. Nie rozumiem zupełnie dlaczego tak wiele osób dziwi się, że dziecko się w końcu zaczyna buntować? Przecież też ma swoje własne potrzeby, upodobania i coraz więcej własnych opinii i zdaje sobie sprawę z tego, że wcale nie chce spełniać wszystkich zachcianek rodziców. Co więcej, wcale nie musi tego robić.

 

 

Dzieci nie robią wam na złość! One nie robią tego po to, by was zezłościć, nie manipulują wami w ten sposób. Nie myślą sobie „o, wczoraj nie dała mi czego chciałem, więc dzisiaj dam jej popalić”, ich rozumowanie nie jest jeszcze tak rozwinięte i akurat tego typu rzeczy w ogóle by się nie pojawiały, jakby nie było konkretnego powodu, ale to już inny temat. One to wszystko robią, dlatego że nie wiedzą lepiej. Nie wiedzą, że jak złapią te super piękne lśniące w świetle nożyczki za ostrza to poleje się krew i będzie bolało, a jak się uderzy mamę tym mega fajnym drewnianym klockiem w czoło to nie tylko klocek wyda odgłos (bo ma dzwoneczki w środku), ale mama będzie cierpieć. Dzieci nie zrzucają jedzenia na podłogę po to, by dać rodzicowi więcej roboty, a dlatego, że fajnie leci, fajny jest dźwięk jak uderza o pogłogę, fajnie się rozwala przy uderzeniu.

I tak samo jest, gdy czegoś chcą. W danym momencie chłopiec może wolałby pobawić się zabawką, która jest gdzieś wysoko, więc nie może jej dosięgnąć, a mama się nie interesuje. Lub dziewczynka wolałaby zjeść tę pomarańcz co jest na stole, ale jej tata wciska jej ziemniaki, których nie lubi.

 

 

 

Nie raz już to powtarzałam, ale powiem jeszcze raz – my problemy dzieci czasami widzimy jako coś błahego, ale dla nich są to poważne problemy. Tym bardziej dla maluchów, które nie są jeszcze w stanie poradzić sobie z emocjami tak, jak będą to robić za kilka lat (a przynajmniej chciałabym, by tak było, jednak jest to dość ciężkie w dzisiejszych czasach). Nie są w stanie nazwać emocji i uczuć, a już zwłaszcza wtedy, gdy jeszcze nie potrafią mówić. Często widzę jak dziecko złapie jakiś przedmiot w sklepie i ogląda je ze wszystkich stron bardzo zaciekawione i nie raz mega ucieszone, gdy nagle rodzic mu ją wyrywa bez słowa, czasem ze złością. Dziecko zaczyna płakać lub krzyczeć, a rodzic się denerwuje i każe siedzieć cicho. A przecież reakcja tego dziecka jest jak najbardziej adekwatna do sytuacji. Jakoś nie wyobrażam sobie, by dwuletnie dziecko ze stoickim spokojem powiedziało: „mamo, bawiłem się tym, a ty mi to zabrałaś, jestem bardzo zmieszany tą sytuacją i jest mi smutno”. To tak jakby ktoś szedł do auta trzymając kluczyki w ręku, a tu nagle ktoś obcy podbiegłby z boku i wyrwał owe kluczyki z dłoni, chowając je gdzieś. No wybaczcie, ale nikt raczej nie byłby szczęśliwy z tego powodu.

 

 

Od jakiegoś czasu zauważałam u April tzw. „charakterek” i z każdym dniem widzę go coraz bardziej. Wyraźnie sprzeciwia się, gdy coś jej się nie podoba. Gdy jest u kogoś na rękach to wskazuje palcem gdzie chciałaby iść, a gdy nie pójdzie się w tym konkretnym kierunku to zaczyna się wyrywać z rąk nawet na ruchliwym parkingu. Płacze, gdy wyjmę jej z dłoni duży widelec, bo nie rozumie, że może sobie sobie zrobić krzywdę mimo tego, że jej to tłumaczę. Nigdy nie robię nic takiego tak po prostu, zawsze opowiadam co się dzieje, dlaczego, po co. Mówię jej, że ten nóż jest ostry i niebezpieczny, a samochody groźne, bo kierowca jej nie zobaczy i może ją uderzyć, co będzie bardzo bolało. Gdy April się złości to mówię, że widzę, że nie jest zadowolona, że się denerwuje. To samo gdy się z czegoś cieszy, ostatnio na przykład kupiłam jej piłkę, którą bardzo chciała wyciągnąć z kosza w sklepie, ale była za mała, by tego dokonać. Gdy jej tę piłkę dałam to jej twarz pełna była szczęścia, więc powiedziałam, że widzę, iż jest bardzo zadowolona z tego, że dostała tę piłkę, którą chciała. Naprawdę są różne sposoby na poradzenie sobie z tym wszystkim i pisałam wam już o nich dawno temu. Krzyki, karanie, straszenie i wszystkie inne czynności tego typu są zdecydowanie zbędne i przynoszą więcej szkód niż pożytku (m.in. tutaj właśnie zaczyna się formować tzw. „niejadek”, o tym też już kiedyś wspominałam lub dziecko zaczyna się bać rodzica, a tam gdzie jest strach nie ma miejsca na miłość i zaufanie).

 

 

 

Nie zrozumcie mnie źle, nie chodzi mi tu o dawanie wolnej ręki rocznemu dziecku i pozwalanie mu bawić się nożami, zupełnie nie. Chodzi mi o to, że dzieci nie są służącymi rodziców i nie muszą wykonywać wszystkich poleceń dorosłych bez żadnego sprzeciwu, nie muszą się podporządkowywać pod wszystko co ci dorośli mówią i grać jak im zagrają. Dzieci też są ludźmi, tylko że o wiele mniejszymi. Też mają uczucia, potrzeby, też czasem czegoś chcą. Tak wy możecie mieć swoje zdanie i go bronić, jak i one! Różnica polega na tym, że one dalej zdane są na was pod wieloma względami, a już zwłaszcza wtedy, gdy nie potrafią jeszcze mówić i większość ludzi to wykorzystuje. To jest czas, w którym bardzo łatwo zniszczyć dobre relacje na wiele, wiele lat, a czasem na zawsze. I ja też czasami mam cięższe dni, gdy April wydaje z siebie ten dźwięk jakby płakała, ale w sumie nie płacze… Taki krzyk prawie i łapie mnie za nogi, i marudzi, woła i czegoś chce, a ja nie wiem o co jej chodzi. Próbuję dać jej jedzenie, ale nie chce. Picia nie chce, pielucha czysta, na ręce nie chce, na dwór też nie. Po jakimś czasie okazuje się, że chciała, bym dała jej klucze, które wisiały mi z kieszeni, a ja już zdążyłam się zirytować w środku. I czasem mówię jej, April, ja nie wiem co ty chcesz, jestem sfrustrowana i chciałabym trochę ciszy. Jednocześnie powtarzam sobie w głowie, że ona zachowuje się tak jak potrafi, daje mi znać, że czegoś chce lub potrzebuje w taki sposób, w jaki potrafi i nie robi mi specjalnie na złość. I to pomaga.

 

 

Wiem, że to nie jest łatwe, doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Apeluję jednak, byście wy, rodzice, mieli trochę więcej zaufania do swoich dzieci, bo to bardzo przyczyni się do waszego wspólnego szczęścia.

 

 

 

Do następnego,

Aga

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE
  • Happy Moms

    Aga bunt dwulatka, bunt trzy latka, bunt ….latka…. i tak do poznej starości 😛 Rodzice lubią sobie wszystko tłumaczyć 🙂 Moje dzieci przeżywają bunt od urodzenia 😀

    • A najgorszy podobno bunt nastoletni ;))

      • Happy Moms

        Najgorszy to jest bunt w czasie menopauzy ;P wtedy baby są nie do zniesienia 🙂

      • Aga C

        tym to mnie ubawilas:) pozdrawiam

  • raffzapytaj

    Dlatego nigdy nie będę mieć dzieci, bo nie mam pojęcia jakbym się miała zachowywać w takich sytuacjach. Na pewno bym się non stop denerwowała i pewnie byłabym tym krzyczącym rodzicem, który ma już dosyć :/

    • To zazwyczaj nie przychodzi samo z siebie, a już tym bardziej gdy my traktowani byliśmy w inny sposób. Większość ludzi, jak nie wszyscy, muszą się takiego podejścia nauczyć.

  • AnneMarie

    Aga, zgadzam sie z Toba we wszystkich sprawach wychowawczych!!! Tak samo staram sie wychowywac mojego bobasa. Dobrze wiedziec, ze coraz wiecej rodzicow zdaje sobie sprawe, ze dzieci to tez ludzie i maja swoje zdanie! Jak kiedys bedziecie w Irlandii to daj znac, z checia bym Cie poznala i pogadala 🙂

    • Oj tak, też się cieszę, że świadomość ludzi się powiększa! W Irlandii już raz byłam, więc ponownie się raczej nie wybiorę 🙁

  • Aga C

    zgadzam sie w 100%. moja corka ma temperament (chyba po mamusi:)), problemy zaczely sie gdy zaczela sie nia zajmowac moja tesciowa (ja musialam wrococ do pracy). Szybko zauwazylismy zmiane, zaczelo sie tupanie, krzyczenie, krzywienie. okazalo sie ze tesciowa caly czas jej cos nakazuje, po prostu chce zeby ona siedziala, sie nie brudzila, bawila w co babcia jej kaze, jak w wojsku po prostu. Reakcja byla taka ze zapisalam ja do daycare, wspanialeg zreszta, do dzis dziekuje jej wychowacom z tamtej szkoly. takze masz zupelna racje, wiadomo nie mozn pozwalac na wszystko, ale dziecko to tez czlowiek.
    pozdrawiam

    • Sama widzisz jak bardzo zachowanie dziecka może się zmienić pod wpływem innych! Niestety wiele osób nie zdaje sobie z tego sprawy i myślą, że dzieci „po prostu takie są”. Cieszę się, że znaleźliście dobre miejsce dla Twojego szkraba.

  • Aga C

    chcialam cie jeszcze zapytac o szczepienia. czy szczepisz April? Bo tu w USA tych szczepionek zalecaja za duzo. A w szczegolnosci na swinke czy ospe, wiadomo powazne, ale kazdy mial I przezyl.
    dzieki

    • Nie, nie szczepimy April w ogóle. I tak, tutaj jest szczepionek o wiele więcej niż w innych krajach.

      • Happy Moms

        A jakie są dodatkowe szczepionki? Mnie zadziwia rozbieżność w kalendarzach szczepień w różnych krajach

      • Aga C

        niem jak w innych krajach ale w usa szczepia na ospe I swinke (te szczepionki trzeba podawac co 10 lat, dlatego w stanach choruja glownie dororsli), DTP sa 2 dawki (w polsce jedna), szczepionka przeciw rotawirusom, nie szczepi sie w usa natomista przeciw gruzlicy.
        mysle najgorsze jest to ze w usa wszystkie te szczepionki podaje sie dzieciom do 6 roku zycia, kiedy w polsce jest to rozlozone na duzo wieksze przerwy. To akurat temat rzeka I biznesowa polityka koncernow farmaceutycznych, ktore trzesa amerykanskim rynkiem.

      • Happy Moms

        Ja ostatnio dostałam list z przychodni ze czas zaczepić kolejna dawkę wlasnie Odry świnki… co dla mnie osobiście jest bez sensu bo szczepić na co co dwa lata… bo nie. Muszę zgłosić ze chce zachować jednak polski kalendarz szczepień 🙂

      • Ogólnie w USA według grafiku dzieci powinny dostać w sumie 70 zastrzyków, z czego 37 z nich przed 6. urodzinami. Wielu lekarzy nie widzi też nic złego w podaniu kilkumiesięcznemu dziecku na przykład 6 zastrzyków na raz… To tylko dwa powody, dlaczego zaczęłam kwestionować to wszystko i dlaczego od ponad roku czytam na ten temat i zdecydowałam nie szczepić w ogóle.

      • Happy Moms

        6 zastrzyków? Ja dawałam 5w1 ale dlatego ze jest to szczepionka bezpieczniejsza i w jednym zastrzyku. Nie zgodziłam się na gruźlicę w pierwszej dobie dopiero po roku. A szczepienie na Rota czy grypę to dla mnie jakaś pomyłka.

      • Jeśli jesteś ciekawa to dołącz na facebooku do grupy pt. „stop mandatory vaccinations”. Tam ludzie opowiadają o swoich własnych doświadczeniach jeśli chodzi tak o szczepionki jak i lekarzy, i czasami pojawiają się prawdziwe kwiatki. (I jest to super baza wiedzy.)

  • Dziecko trzeba traktować jako autonomicznego człowieka, który ma prawo do wyrażania swojego zdania i do okazywania emocji. Zgadzam się z Tobą w 100% 🙂

  • Justyna Pawlak

    Bunt dwulatka to tylko taki tylko psychologiczny termin na nazwanie całego tego ogółu zjawisk, które opisałaś. 😉 Bunt może nie jest najlepszym słowem, ale tak się przyjęło. Psychologia podzieliła życie człowieka na etapy, żeby móc je dokładniej zbadać i w tym wieku miedzy innymi występuje taki charakterystyczny przełom w zachowaniu, wobec tego ten „bunt dwulatka” istnieje. 🙂 Ale wiem co chciałaś przekazać w poście, jak najbardziej się zgadzam. Mam 3-letnią bratanicę i też jest teraz w takim okresie „buntu”

    • Nie chodziło mi o obalanie terminu psychologicznego 🙂 Śmiem natomiast twierdzić, że większość tych objawów, o których mówią psychologowie, nie pojawiałaby się, jakby dziecko było wolne do wyrażenia swojego zdania, do pokazania emocji i tak dalej. Większość dzieci niestety nie jest.

  • Moja córcia nie miała buntu dwulatka i śmiałam się że to wymysł psychologów. Synek pokazał nam podwójnie co to bunt a córka przeszła mega bunt sześciolatki 🙂 W sumie to często się buntują we dwoje 🙂