Tampa i Clearwater Beach – fotorelacja z babskiego wypadu!

Wspominałam wam, że z Alicią miałyśmy jechać do Destin, ale nie wyszło. Z centralnej części Stanów szły jakieś wichury i w tej części Florydy, do której łatwo dojechać autem od nas były ogromne deszcze, wiatry i burze. Nie było więc sensu jechać, bo utknęłybyśmy w hotelu na cały czas. A że naprawdę chciałam ją gdzieś zabrać to z Nathanem zaczęliśmy sprawdzać wszystkie możliwe miejsca po kolei. Najlepszą opcją był lot do Tampy, czyli trochę bardziej na południe, i na tym też stanęło. Kupiłam bilety za $150 w dwie strony za jedną osobę, więc całkiem dobra cena jak na ostatni moment. Leciałyśmy linią Spirit i generalnie nie polecam, chyba że to jedyna opcja, jaka wam pasuje. Poleciałyśmy więc we wtorek i wróciłyśmy w czwartek.

 

 

Cały pomysł powstał dlatego, że dawno nie miałyśmy okazji do spędzenia czasu w dwójkę. Jeśli już to parę godzin tu i tam, a ogólnie to zawsze była z nami April lub April i Nathan. Stwierdziłam więc, że super będzie spędzić trochę czasu ze sobą, pogadać sam na sam, zbliżyć się do siebie i tak dalej. Uważam, że pomysł miałam super :).

Nocowałyśmy u Kasi i Briana, których niektórzy z was znają zapewne z bloga OdkrywającAmerykę. Niedawno przeprowadzili się z Atlanty do Tampy, więc do nich napisałam, że z Alicią będziemy i zapytałam czy możemy przenocować. Spędziliśmy więc super czas nie tylko same w dwójkę, ale też z nimi.

Szukałam jakichś atrakcji na ten czas, ale w końcu wyszło tak, że jeden dzień w całości spędziłyśmy na plaży tak naprawdę, a drugiego poszłyśmy na basen, potem zjeść i był czas powrotu. Kasia zabrała nas do Clearwater Beach, czyli do miejscowości oddalonej niecałą godzinkę jazdy autem od Tampy. Clearwater Beach jest oceniona jako jedna z pięciu najpiękniejszych plaży w całym kraju i muszę przyznać, że choć Destin to dalej moje ulubione wakacyjne miejsce to jednak tam też bardzo mi się podobało. Fajne jest to, że teraz nie było jeszcze sezonu, bo ja wolę jednak mieć miejsce na spokojny spacer i nie leżeć centymetr od innych ludzi.

 

 

Kasia poszła sobie do miasta porobić zdjęcia, a my zostałyśmy na plaży. Było naprawdę bardzo, bardzo ciepło, powiedziałabym wręcz, że upalnie i nieźle się opaliłam. Dla niektórych dalej jestem bardzo jasna, ale w porównaniu do tego co jest normalnie to osiągnęłam mój limit i nie chcę być już ciemniejsza niż jestem. Zdjęcia tego jednak nie oddają.

Widziałam, że było tam trochę wodnych atrakcji, więc tak się zastanawiałam co mogłybyśmy z Alicią zrobić ciekawego. Pokazałam jej ludzi na parasailing i zapytałam czy chciałaby iść. Powiedziała, że pewnie, żebym zapłaciła jak najszybciej. Oni wznoszą ludzi na wysokość ok. 150 metrów i powiedziałam Alicii, że jakby nie chciała być tak wysoko to może im powiedzieć, że chce np. połowę tego. Odpowiedziała, że no na pewno chce jak najwyżej się da, bo to takie super i w ogóle, co mnie nieco zdziwiło, ale wiecie no, skoro tak powiedziała to ok. Jak dojechałyśmy na miejsce to trochę zaczęła się stresować i była wręcz przerażona! Prawie cały czas miała zamknięte oczy, ale na koniec powiedziała, że mega jej się spodobało i chce jeszcze raz. Cieszę się, że to zrobiłyśmy! Kosztowało mnie to w sumie $190, czyli $70 za każdą osobę + $30 za zdjęcia + tax. Sporo, ale trudno się mówi, warto było. Na górze jest mega spokojnie, prawie w ogóle nie buja ani nic, naprawdę można się zrelaksować.

 

 

Połaziłyśmy też trochę po mieście, ale niezbyt dużo, bo Alicia naprawdę nie chciała spacerować, a zresztą było mega gorąco, więc i mnie się nie chciało ;). W tego typu miejscu balsam przeciwsłoneczny (ale taki jak najbardziej naturalny – będę o tym jeszcze pisać), kapelusz i okulary to konieczność! Bardzo ładnie tam jest. Czysto, kolorowo, mega przyjemnie. Jedyne co mi się nie podobało to fakt, że bardzo ciężko było znaleźć publiczną łazienkę i jak normalnie wszędzie mają toalety w sklepach jak Walgreens czy CVS (takie coś jak Rossmann) to tam nie chcieli mnie wpuścić. Naprawdę bardzo dziwna sprawa.

 

 

Stwierdziłam, że zaszaleję trochę i odwiedziłyśmy trzy surowe wegańskie miejscówki. W jednej serwowali głównie różnego rodzaju smoothie bowl, druga była wegańska z kilkoma surowymi opcjami, a trzecia całkowicie surowa. Stwierdziłam, że spróbuję nowych rzeczy i się nie zawiodłam! Alicii też posmakowało, z czego bardzo się cieszę, a jeśli jesteście ciekawi co jadłam na tym wyjeździe to obejrzyjcie mój nowy filmik na youtube. Jedzonko tamtego dnia po plaży zamówiłyśmy przez telefon i odebrałyśmy po drodze do domu, a zjedliśmy wszystko już w mieszkaniu. Wzięłyśmy też obiad dla Briana, który normalnie je mięso, a zjadł całość bez żadnego problemu, więc mu smakowało! Fajnie widzieć ludzi, którzy próbują coś zupełnie innego niż tradycyjne potrawy, które jedzą na co dzień i im te nowości smakują.

 

 

Powiem wam, że bardzo dobrze wszystko poszło. Miałyśmy z Alicią okazję do ciekawych rozmów, do śmiechów, po prostu do bycia sam na sam. Powiedziała mi coś, co sprawiło, że obie miałyśmy łzy w oczach, a później jak Nathan się dowiedział to zareagował tak samo. Zastanawiałam się od paru dni czy napisać o co chodzi, ale postanowiłam zatrzymać to jednak dla siebie, więc wybaczcie, że wzbudziłam ciekawość i tak was zostawiam. Wiedzcie natomiast, że te dwa dni bardzo, bardzo dużo nam dały i serdecznie wam takie wypady polecam.

 

 

Do następnego,

Aga

 

 

 

Jeśli lubisz tu zaglądać i czytać moje posty to będę bardzo wdzięczna, jeśli zagłosujesz na mojego bloga klikając w baner poniżej. Dzięki :)!

glosowanie

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE
  • Aneta

    Piękne zdjęcia, masz super nogi!

  • Mania

    Ale wam zazdroszczę takiej przepięknej pogody 🙂