Moja organizacja czasu

Nate powiedział mi wczoraj, że jest pod ogromnym wrażeniem tego, jak wiele potrafię zrobić w ciągu jednego dnia i jak dobrze zarządzam czasem mając ze sobą April, która jest po prostu wszędzie. Wiecie, że jedzenie gotowe, pranie zrobiłam, April zadbana i tak dalej. Jeszcze bloga zdążę napisać, odpisać na maile i zmontować filmik! Spojrzałam na niego jak na głupka, bo mimo tego, że bardzo fajnie się poczułam to w głowie pojawiła mi się myśl, że on zwyczajnie nie ma pojęcia jak mi jest czasem ciężko ogarnąć to, co chcę ogarnąć i że tak naprawdę cały czas jestem w biegu.

 

Nie mam żadnego planu dnia i wiem, że w naszym przypadku by się nie sprawdził. Nie mam stałych pór posiłków na przykład, bo tylko April wie, kiedy jest głodna i ja nie chcę jej tego narzucać. Wiem jedynie jak pójdzie poranek, a po wyjściu Nathana do pracy cała reszta dnia to zagadka, która rozwiązuje się na bieżąco. Już dawno minął czas, w którym April kładła się na drzemkę ok. 11 rano i spała jakieś dwie godzinki, a druga drzemka była ok. godziny 16. Teraz to po prostu nic nie wiadomo, bo nie dość, że drzemki są krótsze to w dodatku nigdy nie wiadomo o której godzinie i druga zazwyczaj jest w aucie, gdy wracamy z parku. Czas, by usiąść na dobre parę minut mam wtedy, gdy April śpi lub gdy się sama bawi. I powiem wam, że potrafi się sama bawić i ogólnie nie ma z tym problemu, chociaż wiadomo, że są różne dni. Nie mam poczucia, że powinnam być z nią non stop, nie. Wręcz przeciwnie, nie chcę być z nią non stop, więc jak czasem sobie wychodzi na dwór to ja usiądę i poczytam parę stron książki, bo nie będę jej śledzić przecież cały czas krok w krok. Tak czy siak, mam wrażenie, że cały czas coś robię, a wieczorem zdaję sobie sprawę z tego, że nic nie zrobiłam ;). Wcześniej tak nie miałam, ale odkąd urodziła się April to moje życie jest zwyczajnym chaosem!

 

 

Wiecie, co mi pomaga? Pisałam o tym już jakiś czas temu i faktycznie działa. Otóż, zapisuję sobie co chcę zrobić w tygodniu, a potem dzielę to na konkretne dni i sprawdzam codziennie rano. Decyduję wtedy co będę w stanie zrobić danego dnia, a czego nie i sobie to rozpisuję, zamieniam, przepisuję. Jakoś tak o wiele łatwiej mi wszystko wtedy ogarnąć, gdy mam jakiś cel. Jednocześnie jestem realistką i nie nawalam sobie miliona rzeczy jednego dnia, bo wiem, że nie dam rady tego ogarnąć i po co się tylko irytować. Szukałam jakiegoś fajnego kalendarza w wielu sklepach i nigdy nie znalazłam tego, co by mi podpasowało, bo nic nie miało wystarczająco miejsca. I pewnego dnia totalnie przypadkiem na YouTube wpadł mi jeden z filmików o bullet journal, więc zaczęłam więcej oglądać i później jedna z czytelniczek nawet mi o tym napisała w komentarzu. Zdecydowałam więc to zrobić i nie żałuję!

 

 

Ogólna idea to tylko to, że w bullet journal możecie robić cokolwiek chcecie i to jest piękne. Jedyne co potrzeba to noes i cienkopis, ale powiem wam, że niektórzy mają godnego rozmiaru kolekcje flamastrów, kredek, taśm ozdobnych, brokatów, naklejek i wielu innych rzeczy. Wiele osób ozdabia swoje journale w szalone sposoby, a ja jestem typem, który lubi raczej prostotę i chociaż kolorki używam to jednak nie bawię się w ozdabianie za bardzo z różnych powodów, m.in. dlatego, że… nie mam czasu ;). Mam spis treści, roczny kalendarz i spis urodzin, później rzut na wszystkie miesiące po kolei. Pod koniec każdego miesiąca rysuję kalendarz na nowy miesiąc i później na kolejnych stronach rozdzielam na tygodnie. Piękno tkwi w tym, że skoro jest to po prostu notes (ja mam taki w kropki) to możecie tworzyć sobie cokolwiek chcecie. Ja zrobiłam np. roczną tabelkę ze statystykami w social media, by śledzić jak się rozrasta mój blog i inne. Mam też listę książek do przeczytania, kontakty do lekarzy, pomysły na posty na blogu, pod koniec każdego miesiąca mam też kalendarz postów i filmików oraz inne. Wpisując bullet journal w youtube lub pinterest znajdziecie tysiące różnych przykładów, z których na pewno znajdziecie coś dla siebie. I chociaż dalej nigdy nie wiem jak dzień pójdzie, bo przecież wszystko może się zmienić po drodze, to chociaż mam jakiś tam pomysł i pewną kontrolę nad wszystkim, a to sprawia, że czuję się o wiele lepiej. I nawet jak czegoś nie zrobię to naprawdę nie mam z tym problemu i nie biję się w pierś.

 

 

Na początku myślałam sobie, że nie będę miała na to czasu w ogóle, że to za dużo roboty i bez sensu. Ale gdy nie znalazłam odpowiedniego kalendarza to stwierdziłam, że chyba jednak spróbuję i naprawdę bardzo mi się to spodobało. Głównie właśnie dlatego, że mam wolną rękę i jeśli np. chcę sobie coś napisać to sobie piszę i nie martwię się tym, że nie będę miała miejsca. Bo miejsca na wszystko mam tyle, ile chcę, a jak mi się skończy notes to zwyczajnie kupię sobie nowy.

 

 

Jedyne co przyszło mi z trudem to nauczenie się, że w tym przypadku lepiej zapomnieć o byciu perfekcjonistką. Pierwszy roczny kalendarz rysowałam chyba z 6 razy, bo zawsze się jakoś myliłam. Wiecie, ciężko się skupić czasem z dziećmi lub nawet jednym dzieckiem biegającym dookoła. Dlatego w końcu stwierdziłam, że no trudno, jeśli się pomylę w czymś później to albo przekreślę, albo użyje korektora i tyle. Nie wszystko musi być perfekcyjne, a najważniejsze i tak jest to, by działało.

 

 

Niektórzy mówią, że „nie mam czasu” to tylko wymówka, bo jak się chce to się go znajdzie. Myślę, że czasem faktycznie jest to dobry powód, bo niektórzy z was na pewno są tak zajęci, że wracając do domu jedyne co możecie zrobić to spać, bo za parę godzin znów trzeba wstać. Uważam jednak, że organizacja czasu jest bardzo ważna i niestety też dość trudna, ale warto nad tym popracować. Ja już teraz zauważyłam, że rozpisując sobie wszystko mam możliwość zrobić znacznie więcej niż myślałam i czasem znajduję też chwilę na odpoczynek, chociaż faktycznie niezbyt często. Polecam wam spróbować tego samego, bo wydaje mi się, że każde z was mile by się zaskoczyło.

 

 

Na dziś nie mam żadnych konkretnych planów. Wczoraj musiałam zostawić auto w warsztacie, by zmienili dwie opony, a dziś jedyne co chcę zrobić to ogarnąć jakieś pomysły na to co robić w weekend z Alicią na Florydzie. W sumie nie jestem pewna czy to Floryda będzie miejscem docelowym, bo sprawdziłam przed chwilą pogodę i okazało się, że niedziela oraz poniedziałek mają być deszczowe. Zobaczę jeszcze później czy coś się zmieni… Jeśli nie to możliwe, że wybierzemy Georgię lub Południową Karolinę.

 

 

Do następnego!

Aga

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE
  • Fajna sprawa z tym bullet journal. Niestety, mogłoby mi zabraknąć czasu na prowadzenie go 😉

    Co do samej organizacji czasu to mam zdanie, że im więcej obowiązków, tym łatwiej się zorganizować. Nie wiem, może to kwestia mobilizacji czy poczucia obowiązku , ale tak to działa, przynajmniej u mnie. Aktualnie studiuje full-time (w sumie to wychodzi nawet więcej niż klasyczny full-tine), pracuje full time, jestem wolontariuszem i raz w tygodniu udzielam się w radiu. Plus jeszcze blog. Niektórzy patrzą na mnie jak na wariatke, kiedy dokładam sobie kolejnych obowiązków, ale prawda jest taka, że nawet jak czasem narzekam że jestem zmęczona, to dopiero przy takim trybie czuję, że żyje 😉

  • Anna Ma.

    Aga, może nie publikuj mojego komentarza, bo zrobi tylko bałagan w dyskusji, poza tym ktoś pomyśli, że chcę być niemiła. W czwartym (?) akapicie napisałaś „używam kolorki”, a powinno być „używam kolorków”. Mam nadzieję, że nie masz mi za złe tej uwagi i może poprawisz. Chcę tylko, żeby było ładnie. Pozdrawiam!

    • Aga

      Zaciekawiłas mnie z tym bałaganem w dyskusji 😉

      • Anna Ma.

        Z bałaganem chodziło mi o to, że wpis jest o organizacji czasu, a ja tu wyskakuję z jakimś błędem w tekście, na dodatek na główny temat wpisu nie mam chyba nic do powiedzenia.

      • Aga

        Rozumiem! Nie szkodzi 😉

    • Jest takie powiedzenie: dobrymi intencjami pieklo jest wyslane. 🙂

  • Anka

    Aga,znasz portal kafeteria.pl?

    • Aga

      Znam, ale nie czytam 😉