Jakbym mogła cofnąć się w czasie…

Rozmawiałam niedawno z Nathanem o tym, że jest kilka takich rzeczy, na które teraz wracam w czasie i myślę sobie, że troszkę bym je pozmieniała. Nie żałuję niczego w tym sensie, że uważam, że źle robiłam, nie! Wiem, że wszystko robiłam jak najlepiej potrafiłam i sama musiałam się tego nauczyć, ale wiem też, że z biegiem czasu moje myślenie się zmienia i doszłam do pewnych wniosków, które nie przyszły mi do głowy wcześniej. Chciałam więc o nich tutaj opowiedzieć, bo może pomoże to którejś z was, która jest aktualnie w ciąży. Ostrzegam, że zdjęcia w tym poście są kiepskiej jakości ;).

 

Jakbym mogła cofnąć się w czasie…

 

1. Rodziłabym w domu

Mimo tego, że wszystko poszło naprawdę dobrze, a plan porodu zdecydowanie się przydał to stwierdziłam, że szkoda, że nie zdecydowałam się na poród domowy. Uważam, że to jest naprawdę świetna sprawa, bo jest się w swoim własnym otoczeniu, można się całkowicie wyluzować, wyciszyć, robić dokładnie to na co ma się ochotę bez obcych ludzi wokoło, nieważne czy byłoby to dziesięć osób, czy tylko dwie. Wszystko idzie we własnym tempie, nikt nie wpada co chwilę pytać jak się kobiet czują, czy czegoś chcą. I oczywiście jest osoba trzymająca rękę na pulsie, zazwyczaj położna doświadczona w porodach domowych (rzadziej lekarz, chociaż to też się zdarza), więc matka nie jest pozostawiona sama sobie pod tym względem, bo dalej jest pod opieką odpowiedniej osoby. Różnica jednak polega na tym, że zwyczajnie czuje się o wiele lepiej będąc w np. swojej własnej sypialni, na własnym łóżku lub we własnej wannie bez żadnych maszyn stojących dookoła. Jakbym mogła cofnąć się w czasie to na pewno byłaby to pierwsza rzecz, którą bym zmieniła.

 

 

2. Nosiłabym April w chuście o wiele częściej

Nosiłam April prawie od urodzenia, ale żałuję teraz trochę, że nie robiłam tego szczęściej. Zwłaszcza, gdy byłyśmy w domu, gdy potrzebowała być blisko mnie, a ja chciałam zrobić coś innego. Czasem wkładałam ją w chustę i tak np. składałam pranie, ale jednak częściej siedziałam na fotelu z małą na klatce piersiowej. Teraz wiem, że chustę miałabym na sobie większość czasu nie tylko dla własnej wygody, ale przede wszystkim dlatego, że bobasy to uwielbiają. Czują się bezpiecznie, jest im wygodnie, ciepło, są przy matce, słyszą bicie jej serca i jej oddech – prawie tak samo jak wtedy, gdy były w brzuchu. No i dodam jeszcze, że zrobiłabym więcej zdjęć, by nie musieć wrzucać tego, które tu daję ;).

 

 

3. Spałabym z małą od początku

April spała z nami w łóżku przez jakieś trzy miesiące, ale nie od samego początku. Miałam jakieś takie wyobrażenie, żeby dziecko od razu po urodzeniu włożyć do kołyski. Stojącej obok łóżka oczywiście, ale jednak kołyski. Teraz myślę sobie, że przecież to dziecko spędziło ostatnie 9 miesięcy w moim brzuchu, było wtulone i tak dalej, a tu po urodzeniu nagle zostaje włożone do osobnego łóżeczka, które nieważne jak małe by nie było, zawsze jest otwartą przestrzenią. Teraz wiem, że bardzo zależałoby mi na tym, by maleństwo nie straciło tego ciepła, które miało przez tak długi czas i by dostosowało się do nowego życia stopniowo. Nie wrzucałabym jej więc na głęboką wodę w taki sposób. Gdy spała obok mnie to spała dłużej, lepiej, była spokojniejsza i szczęśliwsza, więc zadbałabym o to, by było tak od początku.

 

 

 

4. Ucinałabym sobie drzemki

Jak już wam opowiadałam w jednym z ostatnich postów, ludzie powtarzali mi od początku, bym spała wtedy, gdy April śpi. Przez długi czas robiłam to dość rzadko, bo zawsze wolałam skupić się na czymś innym, ale teraz wiem, że posłuchałabym tej rady. Naprawdę nie wiem dlaczego uważałam, że powinnam konkretnie zająć się domem mając noworodka, którym dopiero uczę się zajmować. Nie wiem. Wiem natomiast, że jakbym mogła cofnąć się w czasie to jest to jedna z tych rzeczy, którą od razu bym zmieniła.

 

 

Jest coś, co wy dodałybyście do listy?

 

Do następnego!

Aga

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE
  • Aneta

    Podoba mi się Twoje podejście do tematu zmieniania różnych rzeczy z przeszłości, to, że jesteś pewna, że postąpiłas dobrze i co najwyżej uczysz się na swoich doświadczeniach i sie zastanawiasz jak można by to ulepszyć. Ja niestety ciągle mam tak, że zamiast skupić się na teraźniejszości czy mądrym planowaniu przyszłości ciągle przeżywam co było kiedyś i dlaczego nie zrobiłam inaczej. Często przez to tracę energię na realizowanie swoich planów teraz, dlatego bardzo podoba mi się to, jak Ty patrzysz na swoje dawne decyzję. Pozdrawiam 🙂

    • Aga

      Jakiś czas temu miałam z tym ogromny problem i ciężko było mi spojrzeć na „błędy” z przeszłości w taki sposób. Raczej obwiniałam się, miałam do siebie żal i tak dalej i myślałam sobie, że już mi się nie chce nic robić, bo i tak się nie uda… Ehh, doskonale to znam 😉 Mam nadzieję, że dojdziesz do momentu, w którym będziesz mogła spojrzeć na to co robiłaś kiedyś jako na wcześniejsze doświadczenia a nie błędy.

  • ola

    zgadzam się z twoimi punktami! chciałbym rodzić w domu, nosić córkę w chuście o wiele częściej i zacząć z nią spać od razu po narodzinach. w ogóle zaczynam fiksować na punkcie naturalnego rodzicielstwa bliskości, zawsze myślę, co w danej sytuacji robią matki koczowniczki, np. z afryki 🙂 córka zaczęła spać z nami w łóżku dopiero po 3-4 miesiącach i śpi nadal (ma obecnie 8 miesięcy), jest typem high need baby, więc nie liczę, że da się przenieść do łóżeczka w ciągu najbliższego roku czy dwóch. i dobrze mi z tym. karmię piersią całe dnie i noce, większość życia spędziła na rękach. rozwija się fantastycznie. co jeszcze bym zmieniła? wykłóciłabym się o natychmiastowy wypis ze szpitala. zaraz po porodzie córkę w kiepskim stanie przewieźli do innego szpitala i zobaczyłam ją dopiero po 40 godzinach, gdy mnie wypuścili… później 10 dni spędziła na oddziale intensywnej opieki, a my przyjeżdżaliśmy ją odwiedzić dwa razy dziennie. teraz myślę, że byłam w lekkim szoku poporodowym, nawet nie pomyślałam, żeby siedzieć tam cały czas, nie czułam więzi. teraz bardzo żałuję i jest to dla mnie bardzo trudny temat. straciłam połowę okresu noworodkowego mojego dziecka…

    • Aga

      Fajnie, że fiksujesz na punkcie czegoś takiego 🙂 🙂
      Przykro mi, że teraz żałujesz tego. Rozumiem doskonale, że byłaś w sytuacji, która wymagała podejmowania decyzji, których nie byłaś w stanie podjąć, zwyczajnie nie byłaś w stanie. Mam nadzieję, że kiedyś sobie to wybaczysz!

  • Selena

    Nie mam dzieci, więc może to dziwna obawa, ale bałabym się spać z dzieckiem. Ono jest malutkie, delikatne, a dorośli mogliby we śnie je uderzyć albo nawet przydusić.

    • Aga

      Powiem Ci, że za każdym razem jak z nią spałam to zasypiałam i budziłam się w tej samej pozycji 🙂 Myślę, że przygniecenie dziecka nie jest takie możliwe, jak sie wydaje. A jeśli ktoś się tego boi to są takie specjalne jakby kołyski, tylko że kładzie się na łóżku i od bobasa i rodzica oddziela mała ścianka.. Ciężko mi to wyjaśnić, ale mam nadzieję ,że zrozumiałaś mnie mniej więcej 😀

  • M

    Hej Aga,
    Mam pytanie, jeśli podróżujesz na terenie Stanów Zjednoczonych samolotem to pokazujesz na lotnisku przy odprawie tylko zielona kartę czy paszport tez? Dzięki!

    • Aga

      Jak podróżuję na terenie USA to pokazuję stanowe prawo jazdy, green card też może być 🙂 Paszport jest potrzebny tylko gdy lecisz za granice.