Wszystkiego najlepszego, April!

Dokładnie tego samego dnia rok temu o godzinie 11:24 rano mogłam przytulić April po raz pierwszy w moim życiu. Nigdy nie zapomnę tego momentu! Nigdy nie zapomnę momentu, gdy o 4 nad ranem odeszły mi wody, nie zapomnę tego jak szybko Nathan wstał z łóżka i tego ile razy powtórzył „we’re going to have baby today!” Nie zapomnę drogi do szpitala, w czasie której w ogóle nie dochodziło do mnie to, co się dzieje. Nie dochodziło do mnie to, że tego samego dnia miałam zobaczyć moje dziecko, które do tej pory czułam tylko ze środka, w moim własnym brzuchu. Nie pamiętam co myślałam w trakcie porodu, ale pamiętam dokładnie co się działo. Przypuszczam, że myśli krążyły głównie wokół przygotowań na kolejne skurcze, bo każdy nowy przybierał na sile i przy niektórych zwyczajnie płakałam. Nate był cały czas ze mną, oddychał ze mną, przytulał, masował plecy, rozmawiał. Jego pomoc była nieoceniona i nawet jak nie włączałam się do rozmowy to bardzo doceniałam to, że tam był i się tak starał. Nigdy nie zapomnę tego uczucia, że moje dziecko jest już tak blisko, że jedyne co chciałam to zrobić dla niego miejsce i przywitać na świecie. I później moment, gdy dotknęłam jej główkę, a parę sekund później mogłam ją przytulić pierwszy raz. Dziecko, które jeszcze chwilę przed tym miałam w środku, we własnym ciele. Nagle położyli mi je na klatce piersiowej i poczułam to ciepłe, mokre ciałko, a potem usłyszałam płacz. I wszystko sięw tej sekundzie zmieniło.

 

 

Ten rok był niesamowity! Oczywiście były ciężkie momenty i nie raz miałam dość, ale nie wyobrażam sobie teraz żyć inaczej. Nie wyobrażam sobie, że miałoby nie być April. Ona przyszła przyniosła jeszcze więcej światła i radości do mojego życia. To jest osóbka, która uwielbia ze mną przebywać, jak wracam do domu to przybiega do mnie z wielkim uśmiechem na twarzy i jest tak niesamowicie ufna, że czasem aż boję się, że niechcący to zaufanie stracę. Jak się cieszy to cieszy się całą sobą, jej oczy błyszczą, macha rękami i śmieje się. Gdy jest smutna natomiast, to wszystkim dookoła jest smutno, bo usta układają jej się w podkówkę i łzy zaczynają kapać z oczu. Jest bardzo szczera ze wszystkim i nie udaje, że wszystko jest okej, gdy nie jest. Ja to bardzo cenię i trochę jej tego zazdroszczę.

 

 

Niewiarygodne jest to jak dzieci się zmieniają i chociaż doskonale wiedziałam przecież, że April nie zostanie malutka do końca życia, to i tak każda kolejna zmiana sprawia, że się ekscytuję. Pierwsze machnięcie, pierwszy uśmiech, pierwszy krok, pierwszy raz w oceanie, na basenie, pierwszy raz na deszczu…

W chwili obecnej mierzy ok. 78 cm i warzy ok. 11 kg, jest zdrowa i szczęśliwa. Uwielbia być na dworze, więc często po prostu otwieram drzwi i sobie wychodzi. Potrafi spędzić tak naprawdę długi czas. Lubi jeść wszystko co do tej pory jej dawaliśmy i większość je samodzielnie. Ostatnio zaczęła próbować używać łyżeczki. Bardzo dobrze chodzi, cały czas rozmawia w swoim własnym języku i wydaje z siebie już naprawdę skomplikowane dźwięki. Nauczyła się rzucać i popychać piłkę, próbuje biegać, zaczęła nas karmić swoim jedzeniem, dzielić się zabawkami podając je komuś i wie jak samemu zejść z kanapy na podłogę. Zaczęła mnie przytulać tak, że owija swoje rączki wokół mojej szyi, a jak chce, by ją podnieść to podnosi ręce do góry. Jak ją ubieram to sama wystawia nogi, by założyć spodenki i później czeka tak z podniesionymi stopami na skarpetki lub jakieś butki. Na początku ciężko było mi rozstać się z jej pierwszymi ubrankami, które szybko stały się za małe. W międzyczasie się tego nauczyłam, bo wyrastała ze wszystkiego dość szybko, więc z drugiej strony uwielbiam kupować dla niej nowe ciuszki. Ogromną radość sprawia mi obserwowanie jej jak uczy się nowych rzeczy, jak spędza nad czymś dziesięć minut, tu postęka, tam się zdenerwuje, a potem nagle zaczyna się śmiać i patrzy na mnie, by zobaczyć czy widziałam, jak coś się jej udało. Uwielbiam to i czuję jakby całe moje ciało się cieszyło. Czasami sama nie jestem w stanie określić co to jest dokładnie, bo nigdy wcześniej niczego takiego nie czułam. Naprawdę nigdy.

 

 

Przed ciążą wiele razy czytałam lub słyszałam, że większość kobiet zapomina o bólu, stresie i wszystkich negatywnych rzeczach w momencie, gdy pierwszy raz trzymają swoje dziecko na rękach. Czytałam też, że czują jakby ich serce napełniało się miłością jeszcze bardziej, czasami do granic możliwości. Nie miałam pojęcia o czym one mówią i zastanawiałam się czy przypadkiem nie kolorują trochę.

Teraz wiem, że to wszystko to święta prawda.

 

Wszystkiego najlepszego, April!

 

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram