Blizny pooperacyjne, grupy wsparcia i kiepskie samopoczucie, czyli… po prostu życie ;)

Dziś miałam dodać post z odpowiedziami Nathana na pytania dotyczące początków naszego związku, ale biedak tak się rozpisał, że po pół godzinie dalej był na pytaniu numer dwa (a w sumie jest ich 10!), więc mój plan nie wypalił ;). Pomyślałam więc, że tak sobie do was po prostu pogadam o wszystkim i o niczym. Dzisiaj jest tak zimno, że szkoda gadać, ale mówią, że to ostatni taki przypadek teraz i potem już temperatura ma się podobno utrzymywać na jednym poziomie.

 

 

Jak widziałam się ostatnim razem z moim chirurgiem plastycznym to powiedział, że mogę wrócić do robienia wszystkiego, co robiłam wcześniej, ale z jednym wyjątkiem – nie mogę robić ćwiczeń na mięśnie klatki piersiowej, a co za tym idzie nie powinnam dźwigać więcej niż 5 kg. To znaczy wiecie, podnoszenie April i noszenie jej jest okej, ale nie mogłabym jej podnosić w taki sposób, w jaki podnosi się ciężary. To dlatego, że dalej rozciągają się mięśnie pod ekspanderami i istniałoby ryzyko ich przerwania, a tego oczywiście chcemy uniknąć. Pomyślałam, że pokażę wam jak dwa tygodnie temu wyglądały moje blizny, bo skoro już tak o tym wszystkim gadam to równie dobrze mogę też dodać to zdjęcie.

Całkiem nieźle, co? Powiem wam szczerze, że byłam naprawdę zaskoczona i wręcz zachwycona tym, jak te blizny wyglądają, bo niby operacja o wiele poważniejsza niż ta na jelicie, a blizny cieńsze i ogólnie wyglądające o wiele lepiej. Jak powiedziałam to lekarzowi i dodałam, że jestem pod wrażeniem jego pracy to odpowiedział dokładnie to: „będą wyglądać jeszcze lepiej!” Nie ma to jak skromność, nie? Te dwie lekko zamazane kropki po prawej stronie to blizny po drenach, po drugiej stronie mam takie same.

 

 

W ostatnim czasie odwiedziłam kilka grup wsparcia i na razie nie znalazłam jeszcze żadnej, w której chciałabym zostać. Bardziej tutaj chciałam jednak napisać o tym, że szpital, którego jestem pacjentką, ma specjalne miejsce zwane Cancer Wellness Center, gdzie mają sporo zajęć jak np. robienie na drutach, joga, medytacja, gotowanie, granie na bębnach i tak dalej, ale też różnego rodzaju grupy wsparcia czy też możliwość terapii jeden na jeden. Super jest to, że każdy pacjent może z tego korzystać, że są też programy dla rodzin pacjentów oraz że to wszystko jest całkowicie za darmo! I ci, którzy nie lubią, że tak zachwalam wiele rzeczy w Stanach mają tu kolejną rzecz, która mnie zachwyca :). Większość ludzi chorujących na nowotwór potrzebuje takiego wsparcia czy chociażby wyrwania się do ludzi, którzy zrozumieją, bo sami przez coś podobnego przechodzą. Genialne jest więc to, że mają możliwość otrzymania tego, czego potrzebują. Jest też taka strona internetowa dla pacjentów z nowotworami, gdzie można podzielić się swoją historią, można poprosić o wsparcie lub dać wsparcie. Myślę, że się zgłoszę i zaoferuję pomoc innym, bo myślę, że coś mogę im dać.

 

 

Ogólnie jakoś tak nijako teraz. Nie mam za bardzo energii dzisiaj, więc przynudzam, ale w końcu i tak w życiu czasem bywa, nie? A wiecie już, że nie lubię udawać, więc tak wyszło. Swoją drogą, sporo osób pisało do mnie, że fajnie byłoby, gdybym dodała nowy dział w menu pt „jedzenie” i zastanawiam się nad tym teraz, bo w sumie nie jest to zły pomysł jakby tak wziąć pod uwagę to, że sporo o tym piszę. No zobaczymy. Ogólnie mam kilka fajnych planów i mam nadzieję, że mi one wyjdą :). Mam nadzieję, że u was wszystko ok!

 

 

Do następnego!

Aga

 

 

< Trzeci i czwarty tydzień po operacji | Rekonstrukcja zakończona sukcesem > 

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram