„Powinnaś iść do psychiatry, bo symulujesz!”

Po tym jak Gosia, moja siostra cioteczna, przeczytała jeden z komentarzy pod moim ostatnim postem napisała mi, że bardzo chce się odezwać w tej sprawie. Stworzyła więc list, który wam tu dzisiaj publikuję. Zaznaczam, że wszystko jest jej inicjatywą i ja niczego nie sugerowałam, do niczego nie namawiałam ani niczego w jej tekście nie poprawiałam.

Gośka, dzięki!

 

Cześć wszystkim!

Wypowiedzi w komentarzach niektórych z Was skłoniły mnie do napisania tego postu. To pierwsza taka moja wypowiedź na forum.

Czasami odnoszę wrażenie, że niektórzy zaglądają tutaj tylko po to, żeby wylać swoje frustracje, napisać cokolwiek w myśl „nie znam się, więc się wypowiem”. Najbardziej, jako siostrę dziewczyn, zabolał mnie komentarz jednej z Was która zasugerowała, że Dorota przegraną walkę z chorobą może zawdzięczać głównie sobie, bo mogła szukać pomocy gdzieś indziej, a nie chodzić po 15 razy do lekarza po porady. Żeby nie było, kimkolwiek jesteś szanuję Ciebie, Twoje zdanie i życzę Ci dobrze. Ale spójrzmy na to z innej strony. Dorota nie poszła do jednego lekarza i nie poprzestała na jego opinii. Szukała pomocy zewsząd. Od różnych lekarzy, w przychodniach, na ostrym dyżurze. Nie trwało to miesiąc, to trwało latami. Czemu więc ktoś jest zdziwiony faktem, że Agnieszka ma wewnętrzny żal do lekarzy o nieudzielenie pomocy siostrze? Sama jestem szczerze mówiąc zszokowana, że żaden lekarz nie zlecił badania kału na pasożyty i na krew utajnioną, że nie zrobił badań krwi na hormony wątroby i trzustki, że nie zlecił usg jamy brzusznej, że nie zrobił nic! Nie każdy jest taką osobą, która będzie sobie szukała badań na własną rękę, nie każdy wpadnie na pomysł „a może powinnam zbadać to, to czy to”. Zapewne gdyby Dorota wcześniej wpadła na pomysł zrobienia sobie powyższych badań na własną rękę, szanse na wyleczenie byłby większe, choć to tylko dywagacje.  Ale ona tego nie zrobiła. Szukała natomiast pomocy u lekarzy, u „profesjonalistów”, nie spoczęła na laurach.  I to oni powinni jej zasugerować zrobienie badań. Chociaż cokolwiek podpowiedzieć. Od tego są! Nic takiego nie usłyszała. Usłyszała natomiast od babsztyla, do którego udała się już ledwo stojąca z bólu na nogach, żeby poszła do psychiatry bo symuluje! Nosz ludzie! Dlatego świeczki w oczach mi stają, gdy czytam komentarze osób, które krytykują Agę za jej podejście do służby medycznej w Polsce. I twierdzą, że wielka Amerykanka się zrobiła. Być może dla niektórych z Was charakter wypowiedzi Agnieszki jest zbyt oskarżający, pretensjonalny, ale ciężko w takich sytuacjach o zapanowanie nad emocjami. Czy ktoś z Was umiałby zachować zdrowe zmysły pisząc o czymś takim? Chyba ciężko, co…? Osobiście podziwiam moją siostrę, że tak bardzo pozwala Wam wchodzić w swoje życie, opowiada o chorobach, o tym co spotkało jej rodzinę, jak bardzo jest jej ciężko. Przecież ona nie robi tego po to, aby ktoś postawił jej pomnik za odwagę, za siłę. Ona mówi to wszystko dla Was, abyście byli bardziej świadomi, że rzeczywistość jest inna niż nam się wydaje. Że zwykły ból, nie zawsze jest zwykłym bólem. Żeby Was zmobilizować do pójścia do lekarza, gdy coś Was niepokoi, ale gdzieś się wewnętrznie powstrzymujecie. Agnieszka ogólnie nie opowiada mi kompletnie o wiadomościach jakie od Was dostaje, ale powiedziała mi raz jeden jedyny rzecz, która ścięła mnie z nóg. Mianowicie kilka osób zasugerowało się jednym z jej postów i poszło ot tak, dla sprawdzenia zrobić sobie kolonoskopię. I co? W badaniu wyszły nieprawidłowości. A żadna z osób, które poddały się badaniu nie miała niepokojących objawów. Ja osobiście należę do osób, które z przysłowiowym „byle gównem” lecą do lekarza, bo nic nie ma dla mnie cenniejszego niż pewność i święty spokój. W ¾ przypadków płacę za te wizyty, badania i zawsze sprawdzam lekarza na wszelkich forach. Dlaczego tak do tego podchodzę? Już Wam mówię.

Półtora roku temu zatrzymała mi się miesiączka. Nie wiedziałam dlaczego, na początku myślałam, że spóźnia się jak zawsze. Ale mijał 4 miesiąc, a ja nadal nie miałam okresu, tyłam. Poszłam do swojego ginekologa, zlecił mi badania hormonów oraz usg jajników. Z wynikami badań poszłam do niego ponownie na wizytę i co usłyszałam? „Wszystko jest dobrze!”. Oczy zwiększyły mi się do rozmiaru głowy i mówię „Jak to jest dobrze? Przecież nie mam miesiączki od kilku miesięcy, więc jak może być wszystko dobrze?”. Na co lekarz do mnie „Przecież widzi pani, wszystko jest w normie”. I ów pan doktor przystąpił do wypisywania mi recepty na lek, który wywoła mi miesiączkę. Leku oczywiście nie kupiłam, a koleżanka poleciła mi swojego sprawdzonego ginekologa (odpłatnie, nie na NFZ), po czym powiedziała „to świetny specjalista, poczytaj sobie o nim opinie w necie.” Tak też zrobiłam, były same pozytywne wypowiedzi, wręcz miałam wrażenie że kobiety chętnie by go ozłociły. Poczytałam też opinie o moim dotychczasowym lekarzu, u którego leczyłam się 2 lata. Same negatywne. Że niekompetentny, że nie zleca badań, że wszystko robi na odwal, nie zagłębia się w problem. Poszłam więc po poleconego przez kumpelę lekarza, pokazałam badania, które zlecił mi tamten, po czym usłyszałam „hmm, pani macica wygląda jak u kobiety w menopauzie, a badania hormonalne nic nie mówią, ponieważ nie są to hormony odpowiedzialne za miesiączkę. To tak, jakby szukała pani przyczyny braku miesiączki w ilości czerwonych krwinek”. Serce mi zamarło. Menopauza? Że co? Że jak? Lekarz mnie uspokoił, powiedział że jest to ewidentna przyczyna braku jakiegoś hormonu, że wszystko da się naprawić. Zlecił mi badania na hormony, o których nawet nie wiedziałam że istnieją i wyszło. Nie wydziela mi się progesteron. Stąd brak miesiączki i wygląd moich wnętrzności jak u przekwitającej kobiety. Obecnie jestem na leczeniu hormonalnym, miesiączkuję, nie tyję, a mój lekarz sam do mnie dzwoni i informuje, żebym przyszła po skierowanie na badanie usg, bo już czas sprawdzić „jak to wszystko wygląda”.  

Być może moja historia także nakłoni kogoś do zmiany, do sprawdzenia niepokojących rzeczy. Ja osobiście jestem po tej sytuacji wyczulona. Prześwietlam każdego lekarza wzdłuż i wszerz, i uważam, że nie ma mi się co dziwić. Tak samo uważam, że nie ma co dziwić się Agnieszce że jest taka czujna, że poddaje się operacjom. Było tyle negatywnych komentarzy na temat usunięcia przez nią piersi.. „Mózg sobie usuń!” „Nie będziesz wyglądała jak kobieta!” Serio? Jaka wartość ma posiadanie „cycków” w porównaniu do posiadania zdrowia? Żadnej. Nigdy nie wiecie, do jakich kroków zmusi Was życie. Nie wiecie, kiedy zawołacie o pomoc.  Być może wtedy jedyną chętną do jej zaoferowania będzie kobieta bez cycków?:)

Dlaczego napisałam ten post? Czemu on ma służyć? A no temu, żebyśmy okazywali sobie więcej zrozumienia. Nie każdy musimy się ze wszystkim zgadzać, ale należy się szanować, rozumieć. Nie oskarżajmy „Aga, Ty to masz wieczne pretensje do świata!”. Łatwo jest ocenić. A co, gdyby najpierw zadać sobie pytanie „Gdzie leży przyczyna tego, że Agnieszka ma takie, a nie inne podejście? Skąd to się wzięło?”. A co gdyby zadać sobie pytanie „Co ja bym zrobiła na jej miejscu?” A no właśnie… I tu sprawa zaczyna wyglądać nieco inaczej. Okazuje się, że jej decyzje stają się dla Was zrozumiałe. Okazuje się, że Aga ma mocne podstawy by wychodzić z takiego, a nie innego założenia. Że ma podstawy, by czuć żal. Że ma podstawy, by usunąć sobie te cycki. Mózgu niech sobie nie usuwa, bo jak niewiele osób na tym świecie potrafi dobrze go używać.

Więcej życzliwości dla siebie kochani, więcej zrozumienia:)

Pozdrawiam, Małgośka:)

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram