7 mitów ślubnych, których nie trzeba się trzymać

Jak wielu z was wie, ja i Nathan pobraliśmy się 22 lutego 2015, czyli prawie dwa lata temu. W związku z tym, że w tym miesiącu obchodzić będziemy drugą rocznicę a poza tym były już Walentynki (których my akurat nie obchodzimy), więc taki w sumie romantyczny czas, postanowiłam wrócić troszkę do tego tematu. Tym razem odniosę się do kilku najpopularniejszych opinii dotyczących organizacji ślubu i wesela, które uważam za coś co powinno pójść do lamusa. Piszę tu o moich opiniach i doświadczeniach z własnego ślubu. Rozumiem jednocześnie, że znajdą się wśród was ci, którzy się ze mną nie zgodzą i jak najbardziej macie prawo do swoich własnych opinii. Ciekawa ich jestem, więc śmiało zostawiajcie komentarze. A teraz do rzeczy!

.

.

.

  1. Pan młody nie może zobaczyć swojej wybranki przed ceremonią

To jest jeden z największych przesądów o ślubach, jakie w życiu słyszałam. Podobno ujrzenie panny młodej przez pana młodego przed ślubem przynosi nieszczęście i są kobiety, które naprawdę wpadają w panikę, gdy to się stanie. Rozumiem, że ludzie wierzą w różne rzeczy i są osoby przesądne, ale według mnie to kiedy facet zobaczy kobietę w sukni ślubnej nie ma żadnego znaczenia. Jeśli chcą się trzymać tej tradycji, ale jednocześnie jest to dla nich zabawa to spoko, jak najbardziej okej. Problem pojawia się, gdy ktoś się przez to denerwuje, bo ten dzień sam w sobie może przynieść sporo stresu. W naszym przypadku było tak, że ani ja ani Nate nie przywiązywaliśmy do tego jakiejś szczególnej wagi i chociaż w całości z fryzurą i makijażem zobaczył mnie dopiero tuż przed składaniem przysięg, tak suknię ślubną wybieraliśmy razem. Wiązało się to pewnie też z tym, że w tamtym czasie nie miałam kogo poprosić o pomoc w wyborze, ale nawet wtedy nie miałabym problemu z tym, by on również pojechał i dorzucił swoje trzy grosze.

Zdjęcie robione telefonem przez jednego z gości… Chciałam tylko pokazać suknię w całości i powiedzieć, że dalej niesamowicie mi się podoba. Nadal ją mam!

.

.

  1. Jak wesele to alkohol

Zaskakująco dużo osób uważa, że jeśli ktoś organizuje wesele lub nawet przyjęcie ślubne to musi być na nim alkohol i koniec. Bez wódeczki nie ma imprezy, bo trzeba się rozluźnić, trzeba się dobrze bawić i świętować. Ja uważam, że po pierwsze przykre jest bardzo to, że ktoś potrzebuje mocnego alkoholu po to, żeby się dobrze bawić… Ale to już zupełnie inny temat. Ślub sam w sobie jest powodem do świętowania i według mnie nie trzeba mieć trunków po to, by motywować do zabawy. Mówi się też pół żartem pół serio, że na weselach zawsze jest ten jeden wujek, który się upija i z którym nikt nie chce się bawić… Ja osobiście naprawdę chciałabym zapobiec takiej sytuacji, bo dla mnie to nie jest ani zabawne, ani godne podziwu. Gdy my planowaliśmy nasze zaślubiny to nasza dieta wyglądała inaczej niż teraz, więc mieliśmy szampana. Szampan do toastu i w dodatku każdy dostał po jednym kieliszku i nie było już więcej. Nie widzieliśmy potrzeby zamawiania większej ilości, stwierdziliśmy, że tyle wystarczy i nikt nie miał żadnych pretensji, nikt nie miał z tym problemu. I według mnie bardzo podobnie jest z jedzeniem. Uważam, że jeśli para młoda to wegetarianie czy też weganie, którzy nie chcą mieć mięsa i/lub nabiału na swoim weselu, bo kłóci się to z ich przekonaniami i tak dalej, to jak najbardziej mogą mieć menu, które nie będzie zawierało produktów, których sobie nie życzą. A goście, nawet ci mięsożerni, te kilka godzin bez mięsa spokojnie wytrzymają. I to samo dotyczy osób, które nie jedzą np. glutenu lub ryb, lub nic smażonego, itp.

.

.

  1. Ślub w miesiącu z literą „R” w nazwie

To jest jeden z tych zabobonów, które mówią, że jeśli bierze się ślub w miesiącu, który w nazwie nie ma literki „r” to będzie nieszczęście i może oznaczać, że potomek pary młodej będzie miał wadę wymowy – nie będzie wymawiać „r” poprawnie. Rozumiem, że każdy człowiek wierzy w inne rzeczy i są tacy, którzy wolą żyć ostrożnie, a jakby wzięli ślub np. w maju to do końca życia żyliby w strachu, że to nieszczęście w końcu nadejdzie. I maj jest podobno najgorszym miesiącem, bo w żadnym innym języku nie ma „r” w nazwie, więc ozncza totalną katastrofę. Ciekawostką niech będzie to, że jeszcze w latach 30. ubiegłego stulecia najwięcej ślubów odbywało się w lutym i listopadzie, bo w ciepłych miesiącach ludzie skupiali się na pracach rolnych. Teraz najchętniej wybierany jest sierpień, a zaraz po nim czerwiec. To jeśli chodzi o Polskę, a w Stanach najbardziej popularnymi miesiącami są czerwiec, sierpień, wrzesień i październik. My ślub wzięliśmy w lutym, który po polsku nie ma wspomnianej literki, ale po angielsku już tak (February). Nie zwracaliśmy na to jednak żadnej uwagi ;).

.

.

  1. Wesele na mniej niż 200 osób i krócej niż całą noc to nie wesele

W Polsce jest zwyczaj hucznych wesel planowanych na dwa lata przed, na którą zaprasza się setki gości. Oczywiście każdy ma do tego prawo, jeśli tak chce. Wiem jednak, że są ludzie, którzy nie chcą tego robić, a jednak dają się przekonać innym, którzy uważają, że właśnie tak powinni zrobić i zazwyczaj są to rodzice lub inni członkowie najbliższej rodziny, zwłaszcza ci starszej daty. Także tym osobom mówię teraz, że nie, wcale nie musi tak być! To wasze wesele i to wy decydujecie o tym, ile gości zaprosicie i jak długo będzie trwało. Jeśli chcecie zrobić samo kilkugodzinne przyjęcie na 50 osób to tak zróbcie. Jeśli chcecie ślub i później obiad dla samych rodziców, dziadków i świadków to super! A jeśli komuś się to nie podoba i będzie miał pretensje to trudno. My po naszym ślubie mieliśmy obiad i goście zostali na ok. 3-4 godziny, a w sumie było ich tyle ile widzicie na zdjęciu poniżej (kilkoro nie mogło przyjść). Skromnie i bardzo, bardzo wyjątkowo.

.

.

  1. Ślub cywilny nie ma żadnej atmosfery

Wiele razy czytałam w internecie, że ślub nie w kościele nie jest prawdziwym ślubem. I wcale nie chodziło tu o kwestie religijne, a o to, że podobno śluby cywilne nie mają żadnej atmosfery, nie są wyjątkowe, nie ma białej sukni i tak dalej. I ja wtedy zadaję sobie pytanie – kto ustala takie zasady? Przecież biorąc ślub cywilny można mieć wszystko to, co ma się w kościele albo i więcej, a jeśli ktoś nie jest wierzący to nie będzie brał ślubu w kościele po to, by założyć białą suknię, skoro ubrać się tak może też do urzędu. Mój ślub był, według mnie, wyjątkowy. Mimo tego, że był to ślub cywilny! Miałam białą suknię ślubną i welon, ozdoby, muzykę jaką chciałam (zamiast marszu weselnego leciało „Halo” od Beyonce i zawsze się wzruszam, jak ją słyszę). Tutaj super jest to, że ślub można wziąć gdzie się chce i tak, czasem bierze się je w urzędzie, ale można też to zrobić w domu, w parku, na plaży i gdziekolwiek sobie zażyczycie. Dlatego można mieć to, co sobie zapragniecie! My ślub wzięliśmy w miejscu, gdzie po ceremonii mieliśmy obiad, był to klub golfowy, który jest popularnym tutaj miejscem do wynajęcia na tę okazję. Mieliśmy nasze własne przysięgi, które sami ułożyliśmy. Ozdoby, które sama wybrałam i wszystko wyglądało tak, jak chcieliśmy i tak, jak mogliśmy to ogarnąć w ciągu tygodnia, bo tyle zajęła cała organizacja.

.

.

  1. „Musimy zaprosić ciotkę siostry babci, bo się obrazi…” lub „Oni nas zaprosili, więc my ich też musimy zaprosić”

Ja uważam, że skoro to jest wasz ślub to wy jesteście tymi, którzy decydują o tym kogo zaprosić. Jeśli nie chcecie zapraszać ciotki, którą widzieliście ostatni raz 10 lat temu to tego nie róbcie. Jeśli się obrazi no to trudno, przecież nie skoczycie z mostu z tego powodu, a jakby ktoś naprawdę życzył wam dobrze to cieszyłby się z wami i zrozumiałby, że nie chcieliście zapraszać wszystkich dookoła. Jeżeli natomiast nie jesteście w stanie przejść obok tego obojętnie to zawsze możecie zaprosić te kilka osób później już do domu na obiad. Podobnie jest z tymi, którzy zapraszają was na urodziny czy ich śluby. Ich zaproszenie nie zawiera zapisku w stylu „skoro my cię zapraszamy to ty musisz nas zaprosić”, więc ja osobiście nie czuję się zobowiązania do odwdzięczania się w ten konkretny sposób, czyli zapraszając w zamian. Jeśli chcecie mieć na swoim ślubie całą waszą rodzinę, nawet tę daleką to spoko, nie twierdzę, że nie powinniście. Chodzi mi o to, że jeśli nie chcecie zaprosić tego wujka, dziadka, ciotki siostry babci albo nawet brata, bo nie macie kontaktu, bo się nie lubicie lub z jakiegokolwiek innego powodu – nie musicie tego robić tylko dlatego, że jest to wasza „rodzina”. Naprawdę myślę, że ślub i wesele robione powinno być pod parę młodą, bo to jest ich dzień, ich niesamowicie ważny dzień w życiu i oni muszą być zadowoleni i oni muszą czuć się komfortowo. Ja po ślubie dostałam komentarz, który sprawił, że roześmiałam się na głos. Był on od jednej z moich kuzynek, z którą ostatni raz rozmawiałam jak miałam te 13 lat i która to miała do mnie pretensje, że jej nie zaprosiłam. Serio?!

.

.

  1. Wesele jest bardzo drogie

Oczywiście nie twierdzę, że to jest malutki wydatek, bo nie jest. Ale jest jedna rzecz, której ja osobiście nie rozumiem – branie kredytu na ślub i wesele. I nie chodzi mi tu o pożyczki typu tysiąc czy nawet trzy tysiące złotych, które spłacić można dość szybko, ale o te naprawdę duże kredyty, które ludzie nie raz spłacają przez 30 lat. Na jedną noc! Osobiście uważam, że jeśli kogoś nie stać na ogromne wesele, a naprawdę chce takie mieć to lepiej zaczekać i odłożyć pieniądze. Albo zrobić listę za i przeciw, bo może wyjdzie wam, że zamiast ogromnego wesela wolicie np. polecieć sobie na super podróż poślubną? Inną sprawą jest też to, że wiele rzeczy możecie zorganizować sami. Jeśli macie dom lub wasi rodzice mają dom z wystarczającym miejscem w środku lub na zewnątrz to dlaczego by tam nie zorganizować przyjęcia? Jeśli nie zapraszacie mnóstwa osób a macie jakieś tam zdolności do robótek ręcznych to możecie sami zrobić zaproszenia. Makijaż też może być wykonany samodzielnie, a buty naprawdę można znaleźć taniej niż 500zł – podobnie z biżuterią (mój naszyjnik kosztował $14.90). Co więcej, bardzo dużo zaoszczędzić można też na alkoholu, więc może i na to warto zwrócić uwagę. Wiecie, jest sporo różnych możliwości i według mnie naprawdę nie warto brać kredytów, które spłacać się będzie przez kilkadziesiąt lat, bo te pieniądze można by wydać na wiele innych super rzeczy (np. wakacje z dziećmi), na które nie będzie was stać, bo musicie to wszystko co miesiąc spłacać.

.

.

.

Może wy macie coś, co chętnie byście tutaj dodali :)?

.

.

Do następnego!

Aga

.

.

.

Jeśli lubisz tu zaglądać i czytać moje posty to będę bardzo wdzięczna, jeśli zagłosujesz na mojego bloga klikając w baner poniżej. Dzięki :)!

glosowanie

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE
  • ada

    swojej siostry nie zapraszałaś na ślub czy nie mogła się pojawić?

    • Aga

      Nie zaprosiłam paru osób, które i tak by nie przyleciały.

  • Iwona

    Hej. My osobiście nie robimy wesela. Na początku był taki zamysł, ale strasznie się źle czuliśmy z tą myślą. Robimy obiad i zapraszamy rodzinę i dobrych znajomych z którymi utrzymuje kontakt. Ogólnie będzie skromnie. I ślub bierzemy w innej parafii. A u ślub będzie w maju. I nie czułam żadnego nacisku, że jestem w ciąży to muszę brać ślub przed narodzinami. Owszem odbył się sam cywilny. Ale kościelnego nie chcieliśmy przyspieszać. I puki co sukni ślubnej jeszcze nie mam. Pozdrawiam 😀 Ala zaraz wstanie😍

    • Aga

      Czyli podobnie jak u mnie! Uważam, że takie śluby są naprawdę super 🙂 Powodzenia z szukaniem sukni, to naprawdę fajna przygoda 😀

  • Klar

    Super post:D kolejny Raz trafiłaś w sedno! Mam tylko pytanie odnośnie ostatniego zdjęcia, jeśli dobrze rozumiem to nie chciałas czerwonego koloru na swoim ślubie bo kojarzylby Ci się z Polską? Correct me if I’m wrong 😜
    Pozdrawiam!

    • Aga

      Nie, to nie był powód. To jest akurat taki przesąd, który sprawiłby, że byłabym niespokojna. Chodzi o to, że jeśli na ślubie jest kolor czerwony to będzie nieszczęście. Głupie trochę, wiem, ale moja mama miała na ślubie bukiet czerwonych róż no i wiadomo, jak to się skończyło… Tzn. zmarła jak miałam niecałe 7 lat.

      • Mala Ala

        Przecież pisałaś wyżej, ze nie kierujesz się zabobonami a w ten jeden akurat wierzysz? Jestem trochę confused.

      • Aga

        Aż przejrzałam ten post raz jeszcze i nigdzie nie napisałam, że nie kieruję się zabobonami 😀 Te, o których wspomniałam nie mają dla mnie żadnego sensu, ale ten z kolorem czerwonym sens miał wcześniej. Jak teraz na to patrzę i jakbym miała cofnąć się w czasie z nastawieniem, które mam w tym momencie, to nie prosiłabym już o unikanie tego koloru. Życie wszystko weryfkuje 🙂

  • Kasia

    Dodam tyle, że zgadzam się z Tobą prawie w 100% 🙂

    My ślub zorganizowaliśmy w pół roku – wciąż dużo więcej niż u Was, ale mieliśmy kilka tematów do ogarnięcia po drodze, studia do skończenia i chcieliśmy też dać czas gościom na przygotowanie się. Wesele było na ok. 50 osób w postaci uroczystego obiad z kolacją, a wieczorem… impreza w klubie znajdującym się pod restauracją i hotelem 🙂 Duże wesela to nie nasza bajka, więc zrobiliśmy po swojemu. Zapraszaliśmy tylko najbliższe nam osoby, z którymi mamy kontakt.
    Mój mąż również wybierał ze mną suknię 😉
    Dwa razy miałam okazję też być na weselu, gdzie był tyko szampan i wino i było super. Pojedyncze osoby miały z tym problem, ale to ich problem, a nie pary młodej. Uważam, że to impreza pary młodej i powinna być na ich zasadach. Jedyne czego nie narzuciłabym gościom to jedzenia (bo jeść człowiek musi) i tutaj jest to „prawie 100%”, bo nie zgodzę się z serwowaniem gościom swojej diety.
    Głównie dlatego, że goście oprócz własnych preferencji mogą mieć też problemy zdrowotne i np. nie mogą jeść świeżych warzyw albo strączków, bo kończy się to dla nich nieprzyjemnościami gastrycznymi, cukrzycy muszą uważać na owoce itd. Wydaje mi się, że bazując na nietradycyjnej diecie o wiele trudniej jest się dopasować do tak wielu osób (zakładając oczywiście dużą imprezę, a nie obiad z 20 osobami, o których wiesz czy mają problemy czy nie :)).
    Że nie wspomnę o tym, jak Ty byś się czuła na weselu, gdyby młoda para zignorowała Twój sposób żywienia i serwowała mięso w towarzystwie frytek/klusek/puree na maśle i sałatek z majonezem? Do tego tradycyjne polskie ciasta, krokiety z mięsem do barszczu albo strogonow ;)?
    W Polsce popularne jest zbieranie preferencji żywieniowych i np. u nas był posiłek bezglutenowy, dwa wege i jeden wegański dla konkretnych osób i uważam to za super rozwiązanie. Wystarczy przygotować kilka opcji do wyboru i wszyscy będą zadowoleni 😉

    • Aga

      Ja tu nie mówię o narzucaniu jedzenia i o serwowaniu samych owoców też nigdzie nie wspomniałam 😉 Chodzi mi tu bardziej o to, że ktoś kto je też mięso bez problemu znajdzie sobie jedzenie na imprezie, gdzie podawana jest kuchnia wegańska i w wielu przypadkach się nawet nie zorientuje, że je wegańskiego „kurczaka” zamiast normalnego, nie wspominając nawet o ciastach. Natomiast ktoś, kto jest weganinem w miejscu gdzie każde danie ma jakieś składniki zwierzęce do zjedzenia nie znajdzie nic. To jest ogromna różnica.
      Fajnym rozwiązaniem jest to o czym mówisz, że ludzie po prostu zgłaszają swoje ewentualne diety. Wtedy nie ma żadnego problemu!

  • Aneta

    Zgadzam się z tym co piszesz. Jeśli szczęście naszego małżeństwa będziemy opierać na literce „r” lub tym, kiedy przyszły mąż nas zobaczy w sukni ślubnej to równie dobrze możemy nie brać tego ślubu. Jeśli decydujemy się stworzyć z kimś rodzinę i być razem do końca życia to budowanie związku na tego typu blahostkach (bardzo głupich moim zdaniem) jest mega słabym „fundamentem” który się nie sprawdzi i małżeństwo nie przetrwa. I to nie przez literkę ale przez nasze podejście. W Twoich postach bardzo podoba mi się to, że mimo swoich poglądów, których jesteś pewna, nie ograniczasz innym możliwości wypowiedzi, oczywiście dopóki wszystko odbywa się na kulturalnych zasadach. Fajne jest też to, że żyjesz zgodnie z tym co mówisz, bo znam mnóstwo osób, których poglądy a sposób życia to dwie różne sprawy. I nawet jeśli się z czymś nie zgodzę, to wiem że Twój blog jest miejscem gdzie można odbyć ciekawą dyskusję, na poziomie, bez naciskania innych do zmiany poglądów. Oby tak dalej 😊 pozdrawiam 😊

    • Aga

      Dokładnie, podejście jest bardzo ważne i dużo może zmienić.

      Cieszę się, że to zauważyłaś! Zależy mi na tym, żeby ludzie tutaj czuli się wolni do wyrażania swoich opinii, ale – jak sama zaznaczyłaś – kulturalnie, z szacunkiem 😉 A skoro o tym piszesz to znaczy, że nie przechodzi to niezauważone.

  • Marta

    Tak nie na temat. Pamiętam, że kiedyś mieliście kota – co się z nim stało?
    Ślicznie wyglądałaś!

    • Aga

      Dzięki 🙂 Kota dalej mamy, w sumie to kotkę. Właśnie przeskoczyła przez ogrodzenie przed chwilą.

  • Interesting post!
    Hi! Stopping by from Mom Bloggers Club.
    Have a nice day!

    • Aga

      Thanks!

  • Weronika

    Otóż to! My ślub bierzemy po ponad 4 latach od narodzin naszej corki. Nie bierzemy kredytu bo wolimy móc go wziąć na rozbudowę domu czy spełnienie innych marzeń. Wesele? Obiad w restauracji dla najbliższych 😉 . Bo dla mnie to tylko jeden dzień, zaledwie parę godzin i zwyczajnie żal mi wyrzucać dziesiątki tysięcy złotych żeby inni się najedli, napili i za kilka tygodni całkiem o tym zapomnieli 🙂 . Pozdrawiam Cię serdecznie!

    • Aga

      Ja miałam identyczne podejście co do pieniędzy! Też byłoby mi szkoda wywalać tyle na jedną noc 😉
      Powodzenia ze wszystkim dotyczącym ślubu! 🙂

  • AgulaW

    2 lata????? D W A Lata????
    No jak to 2 lata! To niemozliwe!
    Dokladnie pamietam jak PRZED CHWILA czytalam, ze Magda przyleciala i sobie pomyslalam: ooooo cos sie szykuje. A Ty mi tu piszesz, ze to 2 lata!

    Ja bralam slub, dawno dawno dawno temu. Naprawde dawno temu. I …. Nie bylo kropli alkoholu, nawet na toast. Przyjecie na 30 osob, konczylo sie o 20.00. A suknie pozyczylam od kolezanki ze studiow:)
    O ten alkohol to toczylam boje straszne z rodzina.
    Ale dzieki temu jest to jedyny slub w rodzinie z tamtego okresu, ktory wszyscy pamietaja:)
    AgulaW

    • Aga

      Wiem, bardzo szybko leci!
      Super, podoba mi się bardzo to jak Twoje przyjecie wyglądało 🙂 A że była wojna z rodziną o alkohol to wcale się nie dziwię… To jest bardzo powszechne.

  • Laura

    Niesamowite jak czas leci, kiedy zaczęłam czytać tego bloga obchodziliście 1 rocznicę, od tego czasu przewertowałam całego bloga i śledziłam całe życie April, to piękne 🙂
    btw natknęłam się na genialną inicjatywę i stwierdziłam że się podzielę:
    https://www.buzzfeed.com/carolinekee/this-lingerie-line-makes-bras-for-breast-cancer-survivors?utm_term=.ejP4pJlvk1#.muogLxG9mK

    pozdrawiam

    • Aga

      Fajnie, że jesteś tu tyle czasu! 😀 I dzięki za link, obczaiłam i bardzo mi się spodobało. Dodałam ten link na facebooku w grupie dla kobiet, które poddały się mastektomii 🙂

  • Pierwsze słyszę o zabobonie z literką „r” 😉 aż sie uśmiechnęłam, bo serio myśle, ze to głupie 😉 No ale to tylko moje zdanie, nie każdy się musi zgadzać 😉 swoją droga ciekawy pomysł na post

    • Aga

      Fajnie, że Cię rozbawiłam 😀

  • Patrycja z PwS

    Zawsze z radością czekam na Twój nowy post. Ten ślubny wyjątkowo mi się podobał. Nie chodzi o zabobony, niejasne tradycje ale bardzo mi się podoba, że otwarcie mówisz, że ślub i wesele powinne być tak zorganizowane jak się podoba państwu młodym, a nie reszcie! Ostatnio na PwS był post o tym, że jakaś dziewczyna zastanawiała się jakie prezenty dać gościom na chrzcinach swojego syna w obrządku rzymskokatolickim, bo ktoś zwrócił jej uwagę, że nie wypada dawać krzyżyków. Zdziwiło mnie to, bo uważam, że zazwyczaj takie imprezy odbywają się w gronie osób, ktore znają preferencje gospodarzy, np. jesteśmy religijni, jesteśmy weganami, nie pijemy alkoholu itp. Przyjmując zaproszenie na jakąś uroczystość określamy się w pewnym stopniu, że akceptujemy zasady jakie będą tam panować np. będę przestrzegać podziału miedzy kobietami a mężczyznami na chasydzkim weselu. A jeśli chodzi o te krzyżyki: można wziac albo nie, jesli się nie chce. Przymusu nie ma, ale na tych kilka godzin warto stać się tolerancyjnym bez względu na to czy chodzi o wegańskie menu czy przyglądanie się obrzędom religijnym. To gospodarze decydują co i jak ma wyglądać, to ich dzień bez względu na to czy chodzi o ślub czy inne ważne wydarzenie. Każdy ma prawo aby taki wyjątkowy dzień miał taką oprawę, jaką się wymarzy.

    • Aga

      Pewnie, że tak! Nie wyobrażam sobie organizować ślubu myśląc „hmm, to może się nie spodobać ciotce, a tamto babci, a wujek będzie przeciwny temu…” To dopiero byłby stres.
      Zgadzam się z tym co napisałaś 🙂

  • WiernaCzytelniczka

    Napisałaś że para mloda prowadząca wegetarianski/ weganski tryb zycia nie ma na swoim weselu dan mięsnych bo przecież każdy coś dla siebie znajdzie i wytrzyma te parę godzin bez miesa. Osobiscie znam osoby które mają tak „delikatne” podniebienie ze wyczuliby weganskiego kurczaka oraz takie którym po prostu dania bezmięsne nie podchodzą do gustu to co w takiej sytuacji? Jakbyś się czuła jakbyś poszła na wesele gdzie wszystko byłoby mięsne albo pochodzenia zwierzęcego?
    Mam na myśli to, ze ktoś mógłby mieć takie samo zdanie jak T, ze „wytrzymasz te parę godzin”. Oczywiście nie traktuj tego jako krytyki. Napisałam po prostu to co przyszło mi na myśl po przeczytaniu wątku o jedzeniu.

    • Aga

      Zakładając, że ktoś naprawdę ma takie „delikatne podniebienie” i nic wegańskiego nie przypadłoby mu do gustu, bo wegańskie, no to już nie do końca mój problem. Ja nie jedząc zwierząt lub produktów zwierzęcych nie tylko z powodów zdrowotnych, ale też etycznych zwyczajnie nie mogę sobie nawet wyobrazić podania czegokolwiek co nie byłoby wegańskie na żadnej imprezie, która organizowana byłaby przeze mnie. A jeśli ktoś jest zaproszony na załóżmy moje wesele czy urodziny to zna mnie na tyle, by wiedzieć w jaki sposób jem, jakie jest moje podejście do tego wszystkiego i tak dalej, więc wie czego się spodziewać. I jeśli już naprawdę ten ktoś nie może wytrwać kilku godzin bez mięsa no to może zaproszenie odrzucić. Swoją drogą, jako ciekawostkę powiem Ci, że mamy znajomego, który je MNÓSTWO mięsa, po prostu ilość mięsa zjadanego przez niego przekracza moje wyobrażenie. A mimo to zawsze chętnie próbuje to, co je Nathan czy też ja, nie raz był bardzo pozytywnie zaskoczony 🙂

      Jak ja bym się czuła? Nie wiem, bo nigdy nie byłam w takiej sytuacji. Jak ktoś mnie gdzieś zaprasza to zawsze upewnia się, że będzie też coś co ja mogę zjeść. Często ja sama jestem tą, która zapewnia, że nie muszą się martwić i ja zawsze coś sobie znajdę 😀 Chociaż do miejsca, gdzie serwują same steki czy ogólnie samo mięso już bym nie chciała iść, bo czułabym się bardzo nikomfortowo. Ale na przykład jak jechaliśmy na świąteczną kolację ze współpracownikami Nathana to nie do końca wiedzieliśmy czego możemy się spodziewać, więc wzięliśmy sobie trochę owoców. Ja zawsze zabieram ze sobą jedzenie, gdy gdzieś wychodzę.

      Nie traktuję Twojego komentarza jako krytyki 😉

  • Ha! Jeden z Twoich podpunktów nieświadomie powtórzyłam w ostatniej notce :))))) Tylko ja pisałam o przesądach weselnych (które ja traktuje mega z przymrużeniem oka). Co to reszty to się zgadzam zupełnie! U nas było malutkie wesele tylko dla najbliższych, nie było wódki, menu i muzyka była dokładnie odpowiadająca naszym gustom a nie nikogo innego, a wesele zamiast w kościele – było na plaży 🙂 w 100% po naszemu i okazało się, że wszyscy goście się dobrze bawili i NIKT nie narzekał 🙂 Jak słyszę o zapraszaniu kogoś „bo się obrazi” to mi ręce opadają!

    • Aga

      Widać obie mamy to szczęście, że otaczamy się ludźmi, którzy nie mają jakichś dziwnych oczekiwań co do imprez, na które są zapraszani. Wręcz przeciwnie, idą z pozytywnym nastawieniem i chęcią do zabawy! 🙂 Ktoś mi kiedyś powiedział, że ludzie u mnie nie narzekali na pewno dlatego, że po prostu chcieli być mili, a między sobą obgadywali, bo jak można zorganizować „takie wesele” haha 😀

  • My zyjemy bez slubu, ale jesli mialabym wyjsc za maz to cywilnie i w waskim gronie najblizszych. Moze to zbyt mocne slowo, ale nieco przeraza mnie jak ludzie potrafia zatracic sie w organizacji wesel na dwiescie osob.