Ciekawostki z USA – co mnie tu zaskoczyło, cz. 2

Niedawno dodałam pierwszą część postu o ciekawostkach z USA i dzisiaj dorzucam kontynuację! No i od razu przechodzę do rzeczy :).

.

.

1. Pytanie o dowody przy zakupach alkoholu i papierosów

To nie jest tak jak w Polsce, że niby trzeba mieć skończone 18 lat by kupić alkohol, a tak naprawdę nikt tego nie sprawdza i każdego dnia nawet 15-latki kupują piwo czy nawet wódkę. Sama byłam świadkiem tego typu sytuacji. Tutaj jest zupełnie inaczej i jak trzy lata temu Nathan kupował wino to został poproszony o dowód mimo tego, że wyraźnie widać, że nie jest nastolatkiem. W niektórych sklepach są karteczki informujące, że o okazanie dowodu tożsamości proszeni będą wszyscy ci, którzy według kasjera wyglądają na mniej niż 25 lub 35 lat, widziałam obie opcje. I ja bardzo to wszystko popieram. Co ciekawe, w większości supermarketów znajdziecie wina i szampany, w niektórych jest również piwo, ale już rzadziej, a by kupić coś mocniejszego to musicie wybrać się do sklepu monopolowego.

.

2. Brak ogrodzeń przed domami

Pamiętam, że krótko po przylocie i po ogarnięciu okolicy zdziwiło mnie to, że ludzie nie mają ogrodzeń wokół domów. Tzn. oczywiście zdarzają się czasem, zwłaszcza wokół tych bardzo drogich posiadłości, ale ogólnie nie jest to zbyt powszechne i to nawet w przypadkach domów wolnostojących. Częstsze jest stawianie ogrodzeń z tyłu domu wtedy, gdy ma się psy lub małe dzieci. W większości przypadków jest to spowodowane psami.

.

3. Brak rejestracji z przodu auta

W Stanach jest obowiązek posiadania rejestracji z tyłu samochodu, a z przodu nikt jej nie ma. Jeśli ktoś chce umieścić coś z przodu swojego pojazdu to najczęściej są to flagi kraju, z którego dana osoba pochodzi, symbol stanu z którego ktoś jest lub logo ulubionej drużyny sportowej.

.

4. Gift receipt

Pamiętam doskonale to, że dając prezenty w Polsce dużą wagę przykładało się do tego, by cena była albo oderwana, albo chociaż zamazana, a potem nikt o koszt danej rzeczy nie pytał, był to zawsze taki temat tabu. Tutaj jest trochę inaczej, bo co prawda bardzo wiele osób też odrywa ceny, ale z drugiej strony robienie tego nie jest aż tak istotne i nikt się z tego powodu nie oburza. Co więcej, gdy kupujemy coś dla kogoś możemy poprosić o tzw. gift receipt, który dołącza się do paczki. Jest to rachunek nie pokazujący cen, ale pozwalający obdarowanemu na oddanie prezentu w razie, gdyby mu się nie spodobał, gdyby dostał dwie takie same rzeczy lub cokolwiek. Uważam, że to naprawdę fajna sprawa.

.

5. Wypłaty częściej niż co miesiąc

Najczęściej wypłaty dostaje się co dwa tygodnie lub nawet co tydzień. Jak powiedziałam Nathanowi, że w Polsce w większości przypadków jest to co miesiąc to bardzo się zdziwił i powiedział, że tutaj zdarza się to niesamowicie rzadko. Wypłaty dawane są najczęściej w formie czeków, czasami przelewów bankowych.

.

6. Samochody pocztowe

W USA poczta rozwożona jest przez takie właśnie samochodziki, które widzicie na zdjęciu poniżej. Kierownica jest po prawej stronie po to, by łatwiej było im wkładać przesyłki do skrzynek bez wychodzenia na zewnątrz. Wysiadają tylko wtedy, gdy paczka jest za duża i wtedy zostawiają pod drzwiami po czym dzwonią dzwonkiem lub gdy potrzebne jest pokwitowanie. Na szczęście te autka można na drogach wyprzedzać, bo jakby był jakiś zakaz to nie raz naprawdę sznur aut ciągnąłby się przez długi czas. Nie osiągają one bowiem zawrotnych prędkości, a poza tym często się zatrzymują, by zostawić pocztę.

 

.

7. Używanie kierunków świata

O napisaniu o tym przypominam sobie za każdym razem, gdy słyszę „head north” („kieruj się na północ”), a potem wiecznie zapominam aż do następnego razu gdy włączam GPS. Jest to coś, do czego dalej po tych ponad trzech latach nie mogę się tak w stu procentach przyzwyczaić, chociaż teraz jest już i tak o wiele lepiej niż na początku. Przyznam wam tutaj jednak, że jakby mi lusterko  w aucie nie pokazywało w którym kierunku jadę i nagle GPS powiedziałoby mi, żebym jechała na południe, to w życiu nie wiedziałabym w którą stronę mam skręcić.

.

8. Ogromny szacunek do pacjentów i klientów

Oczywiście zdarzają się wyjątki od reguły i są ludzie, którzy będą chamscy, ale ja osobiście w ciągu całego czasu mieszkania tutaj spotkałam się z tym… raz! Naprawdę, jeden jedyny raz spotkałam się z osobą naburmuszoną, ale ona po prostu wyglądała na kogoś bardzo smutnego, a – jak wiadomo – każdemu takie dni się zdarzają. Nie wyżywała się na nikim, po prostu nie była zbyt towarzyska. Ogólnie kultura osób pracujących w szpitalach i przychodniach jest bardzo wysoka i wiedzą, że nie mogą sobie pozwolić na to, by komuś nie pomóc, by ich zbywać czy byś chamskimi, bo jeśli będą to klient zgłosi to do managera i nie rozejdzie się to po kościach. Zawsze usłyszy się „dzień dobry” i „miłego dnia”, często można sobie uciąć też krótką pogawędkę. W gabinecie mojego chirurga na przykład (ale nie tylko tam) kilka osób przytula mnie na powitanie, raz pielęgniarka zajęła się April przez jakiś czas. I mogę tak wymieniać i wymieniać. Tak samo jest w superkarketach i innych miejscach.

.

9. Otwartość w sprawach politycznych

Jako że niedawno bardzo głośno było o wyborach (wiadomo, nowy prezydent i te sprawy) to rozmawiałam z Nathanem na temat otwartości ludzi tutaj. W Polsce istnieje takie powiedzonko, że przy stole nie rozmawia się o religii i polityce. Wiadomo dlaczego, od razu byłyby awantury, a jak jeszcze poleje się wódka to już w ogóle nie byłoby czego zbierać. Nie no, tak na poważnie to po prostu się o tym nie rozmawia, a jak się kogoś zapyta na kogo głosował to zazwyczaj nie uzyska odpowiedzi lub uzyska, ale wymijającą. Tutaj jest zupełnie inaczej, bo ludzie są niesamowicie otwarci. Normalnie o tym rozmawiają i tak, oczywiście, że zdarzają się i kłótnie, ale jednak nie boją się rozpoczynać takich tematów i często szanują to, że inni mają inne poglądy, potrafią o tym rozmawiać. Co więcej, bardzo często ludzie w trawie przed domami umieszczają znaki informujące o tym, na kogo głosują.

To już sprawa ekstremalna ;).

.

10. School bus

Wyżej wspominałam, że można wymijać auta pocztowe, ale nigdy nie próbujcie robić tego z autobusami szkolnymi! One nie mają żadnych konkretnie oznaczonych przystanków, więc zatrzymują się czasem po prostu na drodze (jak zobaczyć możecie na zdjęciu poniżej, które zrobiłam kilka dni temu) i gdy stają to wysuwają się znaki STOP i zatrzymać się muszą wszystkie auta jadące z tyłu oraz te jadące z przeciwnej strony. Kierowca autobusu upewnia się, że dzieci są bezpieczne i dopiero wtedy rusza, a gdy rusza to znaki STOP się chowają, więc reszta aut też może sobie jechać.

.

.

Mam nadzieję, że czegoś jeszcze nie wiedzieliście i was zaciekawiłam :)!

.

Do następnego,

Aga

.

.

Widok na Atlantę ze zdjęcia głównego autorstwa Aaron HUI.

.

.

.

Jeśli lubisz tu zaglądać i czytać moje posty to będę bardzo wdzięczna, jeśli zagłosujesz na mojego bloga klikając w baner poniżej. Dzięki :)!

glosowanie

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram