Profilaktyczna mastektomia: dwa tygodnie po operacji i kilka rad

Czas i doświadczenie zawsze weryfikują wszystko co „wiedziało” się wcześniej i tak też oczywiście zdarzyło się w tym przypadku. Myślałam, że utknę na fotelu przez pierwsze dwa tygodnie, a okazało się, że spędziłam na nim tylko jeden dzień. Chciałam wam tu trochę opowiedzieć i mam nadzieję, że może pomoże to chociaż jednej kobiecie, która jest lub będzie w podobnej sytuacji, głównie po to dodaję te aktualizacje. No i też dlatego, że wiele osób pyta mnie jak tam leci, co jest bardzo miłe. Będzie długo :).

.

.

Powiem wam szczerze, że jest o wiele lepiej niż się spodziewałam, że będzie i jestem z tego naprawdę bardzo zadowolona. Jak już opowiadałam wam w poście o tym jak jest 5 dni po operacji, leki przeciwbólowe przestałam brać dość szybko i nie miałam żadnej potrzeby, by do nich wracać. Dalej niektóre moje mięśnie są napięte i mnie ciągną gdy coś robię, ale nic mnie już od kilku dni w ogóle nie boli, więc jest super. Dodam też na samym początku jedną z najważniejszych rzeczy, a mianowicie to, że dostałam wyniki biopsji sześciu wyciętych węzłów chłonnych (w sumie wokoło piersi jest ich ok. czterdzieści) i wszystko było czyste, zero komórek rakowych :). A dzisiaj (środa) mam pierwsze wypełnianie ekspanderów i trochę się stresuję.

.

Od kilku dni sama mogę już brać prysznic i nawet myć włosy! Powiem wam, że jedną z najgorszych rzeczy w tej całej sytuacji to było właśnie branie prysznica, bo bardzo mnie to męczyło. A już w ogóle całkowicie najgorszy była moja pierwsza wycieczka do toalety w szpitalu po operacji, bo prawie tam zemdlałam. Tak się źle czułam, że aż się popłakałam wtedy, straszne to było. Nawet sobie nie wyobrażam co by się stało, jakbym chciała prysznic wziąć, chyba bym umarła. W każdym razie, naprawdę dużym komfortem jest to, że mogę to robić sama i nie muszę się prosić o pomoc Nathana.

.

Mój pierwszy dłuższy spacer 30 stycznia czyli dokładnie piątego dnia po operacji. Bez problemu mogłam pchać wózek nie czując żadnego zbędnego napięcia żadnych mięśni (poza tym oczywistym, który zawsze tam jest robiąc coś) i żadnego bólu, ale już nie chciałam prowadzić go pod górkę, bo wtedy poczułam, że robię trochę za dużo, więc tę czynność przejął Nathan.

.

Lekarz powiedział, żebym poczekała z podnoszeniem rąk nad głowę przez ok 10-14 dni, tak więc pierwszy raz spróbowałam ok. 10 dni po operacji i dwa pierwsze razy były dość ciężkie, raz aż mi się ciemno przed oczami zrobiło i musiałam się położyć, żeby nie paść na podłogę, co było dość dziwne. Nie męczyłam się więc i przerywałam. Później już każda kolejna próba była coraz łatwiejsza i efekty były coraz lepsze. Za trzecim razem jak położyłam ręce na ścianie i wspinałam się wyżej, udało mi się je wyprostować, czego jednak dalej nie byłam w stanie zrobić nie używając ściany albo ramy drzwi. Teraz mogę je już podnieść bez wspinania się palcami po ścianie, ale dalej czuję jak mnie mięśnie ciągną, więc trwa to chwilę aż uda mi się je wyprostować, bo czekam aż mi się wszystko powoli tam rozciągnie. Jak leżę na plecach na podłodze i unoszę ręce to nie jestem w stanie położyć ich na podłodze za głową, ale jestem już bardzo blisko. Mogę sama zrobić sobie sałatkę, pokroić pomidory czy cokolwiek innego, mogę otworzyć puszki i butelki, złożyć pranie i założyć prześcieradło na łóżko, ubrać i nakarmić April oraz utrzymać ją trochę dalej ode mnie, żeby mi nie spadła na klatkę. Ubrać sama siebie i jak jakaś koszulka jest rozciągliwa to spokojnie włożę ją przez głowę. Nie muszę nosić żadnych bandaży, pasów ani specjalnych staników. Niektóre rzeczy zajmują mi jeszcze trochę więcej czasu niż normalnie, ale też nie staram się nic robić na siłę i jeśli czuję, że moje mięśnie są za bardzo zmęczone lub że zwyczajnie nie dam rady czegoś zrobić sama to proszę Nathana o pomoc i nie staram się na siłę udowodnić, że ja też potrafię. Nie mogę sama otworzyć zmywarki, umyć naczyń ręcznie (bo nie za bardzo jestem w stanie naciskać, więc mogę jedynie przejechać myjką), zamknąć blendera czy też odkurzyć (co i tak zawsze robi Nate). Dalej nie mogę też podnosić ciężkich rzeczy. Mąż wrócił do pracy w poniedziałek, a ja nie jestem w stanie sama zostać z April, więc zajmuje się nią opiekunka. A gdy jestem teraz sama w domu to nie sprzątam ani nic tylko odpoczywam.

.

Muszę wam tu jeszcze wspomnieć o drenach! Klikając tutaj zobaczyć możecie genialny rysunek, który pokazuje dokładnie jak dreny były włożone w moje ciało. Te białe przerywane linie to też dalej dreny i te białe odcinki są grubsze i ogólnie większe niż te, które wystają z ciała, a dokładniejsze zdjęcie zobaczyć możecie tutaj. Musiałam mierzyć to ile płynów mi się w nich zbiera w ciągu 24 godzin po to, by wiedzieć, kiedy można je wyciągnąć. Jak osiągnęłam 30 cc (cc = centymetry sześcienne) to mogłam zadzwonić do gabinetu i by mi je wyciągnęli, bo 30 cc i mniej to ilość, którą ciało absorbuje i nie trzeba się tego pozbywać na zewnątrz. Jak pojechałam na moją pierwszą pooperacyjną wizytę we wtorek w zeszłym tygodniu to lekarz powiedział, że ogólnie większość kobiet ma wyciągane dreny po tygodniu, ale niewiele ma tak mało płynu jak ja, co oczywiście nie jest niczym złym. Generalnie trzymałam dreny dłużej niż mogłam, ale nie było to też jakimś problemem poza tym, że czasem mi przeszkadzały. I teraz wyobraźcie sobie, że macie taki dren włożony całkowicie dookoła biustu w środku tak, że jeden koniec aż widzicie pod skórą obok mostka (serio), a wyciągają je bez żadnego znieczulenia ani nic. Pielęgniarka po prostu łapie dren ręką i szybkim ruchem wyciąga go ze środka. Powiem wam, że to było najdziwniejsze uczucie na świecie i po prawej stronie oba mnie bolały, a jeden to tak, że aż się popłakałam. Po lewej stronie za to nie bolało mnie w ogóle, naprawdę w ogóle, tylko uczucie było dość dziwne. I teraz mam po prostu dwie małe kropki z małymi strupkami, które po zagojeniu nie będą w ogóle widoczne.

.

Czasem jestem jeszcze trochę bardziej zmęczona i dalej ucinam sobie drzemki, no ale wiadomo, że ciało dalej się regeneruje i wraca do siebie w swoim tempie. Widziałam się z moim chirurgiem plastycznym i lekarką, która zrobiła mi mastektomię i oboje mówili, że wszystko mi się pięknie goi i super wygląda. Wiecie, dla mnie to nie wygląda tak super, no ale wierzę, że oni wiedzą co mówią. A’propos drzemek, zapytałam mojego chirurga jak długo jeszcze muszę spać w półsiedzącej pozycji, a on do mnie, że dobrze jest tak spać tylko dwie pierwsze noce! Ja załamka, że się męczyłam aż tydzień i tej nocy po wizycie, czyli 6. dnia, położyłam się na łóżku normalnie jak człowiek na plecach, a noc później spałam już na lewym boku. Doktor powiedział, że mogę spać jak chcę tylko nie na brzuchu i tak, by było mi wygodnie. Jest okej na plecach i na lewym boku, a jak próbuję na prawym to mnie troszkę pobolewa, więc jeszcze poczekam. Ale jaka ulga, naprawdę! Nawet do Nathana mogę się przytulić, a myślałam, że nie będę w stanie przez te sześć tygodni rekowalescencji.

.

Także fizycznie jest całkiem dobrze. A psychicznie? To jest już bardziej skomplikowana sprawa. Na samym początku było okej i nie miałam jakichś problemów ogólnie. Jak mi zdjęli pas z klatki piersiowej w szpitalu, by sprawdzić czy wszystko jest okej i zobaczyłam jak to wszystko wygląda to nawet się nie popłakałam ani nic, bo wiedziałam czego się spodziewać i wiedziałam, że za parę miesięcy wszystko będzie wyglądać o wiele lepiej. Po powrocie do domu miałam troszkę gorszy czas, bo nie jest łatwo, gdy nie za bardzo da radę się ruszać, więc trochę się wypłakałam Nathanowi w ramię. Moje poczucie własnej wartości, samoocena i wszystko co z tym związane nie spadło, a nawet czułam się bardzo dzielna i silna. Kilka dni później jednak wszystko się nagle zmieniło i przestałam się czuć ładna i, co gorsza, zaczęłam myśleć, że wyglądam obrzydliwie. Mówię tu o mojej klatce piersiowej. Nagle chowałam się przed Nathanem i powtarzałam mu, że nie chcę, by mnie taką widział. Raz, gdy chciał mi ściągnąć koszulkę w trakcie, wiecie, intymnych chwil, zwyczajnie spanikowałam i się popłakałam jak nienormalna. Jak wychodzę gdzieś do ludzi to staram się chować moją klatkę jakoś pod chustami albo ręce unoszę do góry udając że po prostu tak trzymam sobie telefon i portfel, bo się zwyczajnie wstydzę tego, że jestem całkowicie płaska. Bo wiecie, ja zawsze miałam małe piersi (no chyba że w trakcie ciąży, ale to inna sprawa), ale zawsze coś tam było, a teraz jest po prostu ekspander, mięsień i skóra. Teraz jest już trochę lepiej, ale jeszcze nie wróciłam do poprzedniego stanu umysłu. Nie mam jednak totalnie żadnych myśli, jakobym nie była prawdziwą kobietą. Nie, nic z tych rzeczy. I tutaj muszę jeszcze dodać, że postawa Nathana jest bezcenna i to on jest powodem, dzięki któremu nie płaczę już gdy istnieje ryzyko, że przyłapie mnie nago gdy np. wchodzę pod prysznic. Dzięki niemu czuję się o wiele lepiej niż jeszcze dwa dni temu, ale dalej jeszcze nie do końca komfortowo.

Nacięcia miałam robione pod biustem, więc po zakończonej rekonstrukcji w ogóle nie będzie widać blizn. Jak widzicie, nie widać też nacięcia pod pachą, które zrobione było, by usunąć węzły chłonne.

.

.

Gdyby ktoś zapytał mnie czy mam jakieś rady na podstawie własnego doświadczenia dla tych, którzy są przed mastektomią (czy to prewencyjną, czy przez nowotwór) to powiedziałabym taaaaaak, mam! Oto one!

  1. Niezbyt dobrym pomysłem jest całkowite sugerowanie się tym, co czyta się w internecie. Ja np., jak już wspomniałam, przygotowałam się na to, że przez minimum cztery tygodnie będę musiała spać na fotelu lub nawet na łóżku, ale w półsiedzącej pozycji. Bo tak większość robi i niektórzy radzą nawet, by wynająć szpitalne łóżko! A okazało się, że na płasko mogłam spać już trzeciej nocy po operacji i wcale nigdy nie miałam żadnych zaleceń, by robić inaczej. Zamiast więc spania na siedząco przez kilka tygodni, leżę sobie w mojej ulubionej pozycji na boku normalnie na łóżku już od szóstego dnia. Warto wszystko uzgadniać z lekarzem, bo oczywiście każda sytuacja może być inna, no i sprawdzać samemu jak się czujemy i na co możemy sobie pozwolić. To, że 100 innych osób nie jest w stanie spać na płasko, bo czują jakiś dziwny ucisk ekspanderów na klatce i nie pozwala im to zasnąć nie oznacza, że ta 101. osoba będzie miała tak samo.
  2. Narkoza i leki przeciwbólowe bardzo często powodują zaparcia i lekarze zazwyczaj dają leki przeczyszczające. Ja uważam, że ilość leków związanych z operacją ogólnie jest zdecydowanie wystarczająca i nie warto faszerować się kolejnymi. Według mnie lepiej jest od jakiegoś czasu przed operacją oczyścić trochę swój organizm, jeść rzeczy lekkostrawne, odstawić nabiał i mięso, jeść dużo świeżych owoców. Takie są zresztą zalecenia w wielu miejscach i ja takie właśnie dostałam, a gdy w odpowiedzi powiedziałam pielęgniarce dokładnie o tym jak wygląda moja dieta to skwitowała to słowami: „aaa to super, w takim razie nie będziesz potrzebować żadnych tabletek przeczyszczającyhch!”
  3. Do szpitala warto wziąć telefon, ładowarkę i czasem nawet przedłużacz w razie jakby kontakty były gdzieś dalej od łóżka, bo od razu po operacji ciężko będzie się wam poruszać. Chociaż z drugiej strony to może i dobrze, bo narkoza sprawia czasem, że robimy różne dziwne rzeczy ;). Dobrze jest też zaopatrzyć się w pomadkę nawilżającą, własne picie i jedzenie jeśli nie chcecie szpitalnego i kogoś zaufanego jak np. mąż, siostra czy przyjaciółka, bo czasem pojawia się tyle emocji, że samemu może być ciężko. Może was zaskoczyć to, że nie polecam tu żadnych ciuchów na zmianę, żelu pod prysznic, szczotki do włosów ani nawet szczoteczki do zębów, ale ja powiem wam szczerze, że w dzień operacji jak mnie wybudzili to ani mi się śniło robić cokolwiek! Jakiekolwiek mycie zębów to było coś bardzo ekstremalnego w tamtym momencie i uwierzcie, że niesamowicie wygodnie było mi leżeć tam w samej bieliźnie i fartuchu szpitalnym. Przypominam jednak, że ja w szpitalu byłam tylko dwa dni (jedną noc), więc to trochę co innego niż jakbym musiała zostać np. tydzień.
  4. Nie wiem czy da się przygotować na to psychicznie (ja niby byłam przygotowana, a po kilku dniach wszystkie ukryte gdzieś emocje ze mnie wyszły), ale warto pamiętać, że to jak wygląda się od razu po mastektomii nie ma nic wspólnego z tym, jak będzie się wyglądało po drugiej operacji! (Mówię tutaj o sytuacji w USA, gdzie rekonstrukcje wykonywane są przez chirurgów plastycznych doświadczonych w tej konkretnej dziedzinie.) Na początku wszystko może być spuchnięcie, czasami pojawiają się siniaki, kształt piersi jest wręcz niedorzeczny… I tak będzie przez kilka kolejnych miesięcy aż do drugiej operacji, gdzie chirurg plastyczny zdziała cuda i biust ponownie będzie piękny.
  5. Rozmowa, rozmowa i jeszcze raz rozmowa! Jeśli dana osoba czuje się obrzydliwa, beznadziejna, mniej kobieca, bardzo zmęczona, ma dość czy cokolwiek innego to naprawdę dobrze jest to z siebie wyrzucić. Czy to wygadać się komuś, czy zacząć pisać pamiętnik, bloga, nagrywać filmy… Cokolwiek, ale ważne jest, by nie trzymać tego wszystkiego w sobie.
  6. Ostatnią i jedną z ważniejszych rzeczy jest według mnie to, by słuchać swojego ciała i odpowiadać na jego potrzeby. Jeśli macie ochotę zrobić sobie kanapkę, ale czujecie, że nie jesteście w stanie posmarować chleba to poproście kogoś o pomoc. Jeśli czujecie się zmęczeni i śpiący to połóżcie się spać nawet w środku dnia, bo wasz organizm potrzebuje czasu i energii do regeneracji, a im więcej rzeczy robicie tym bardziej ta energia zużywana jest na inne czynności a nie dochodzenie do zdrowia. Poza tym, to, że np. lekarz poleci wziąć 3 narkotyczne tabletki przeciwbólowe nie oznacza, że właśnie tyle będziecie potrzebować. Mi też zalecali więcej, a nie brałam aż tyle, bo zwyczajnie nie potrzebowałam. Warto jest sprawdzić na co możecie sobie pozwolić, bo może np. trzeciego dnia wystarczy wam tylko tabletka rozluźniająca mięśnie i nie będziecie potrzebowali pełnej dawki przeciwbólowych, która zresztą niesie za sobą niestety pewne skutki uboczne i według mnie warto tego unikać, jeśli można.

.

Pamiętajcie, że nikt nie musi słuchać moich rad. Daję je tylko na wszelki wypadek :).

.

.

Gdybyście mieli jakieś pytania to piszcie!

.

Do następnego,

Aga

.

.

< Pierwszy tydzień po operacji | Trzeci i czwarty tydzień – napełnianie ekspanderów >

.

.

.

Jeśli lubisz tu zaglądać i czytać moje posty to będę bardzo wdzięczna, jeśli zagłosujesz na mojego bloga klikając w baner poniżej. Dzięki :)!

glosowanie

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE
  • Sonia

    Podziwiam cie Aga na prawdę nie spotkałam jeszcze tak silnej kobiety jak ty jesteś. W mojej rodzinie z strony dziadka wszyscy umierali ba raka mój dziadek tez miał ale udalo nam sie go wyleczyć . Tez mam bardzo duże prawdopodobieństwo na zachorowanie ale jak narazie nie mysle o ty 🙂 powodzenia ci życzę z dalsza rekonstrukcja aby wszystko poszlo bezproblemowo 😘

    • Aga

      Staram się 🙂
      Dzięki! I Tobie też powodzenia 🙂

  • AgulaW

    Super sie to czyta! Super w sensie, ze jest do przodu jednak. Mimo zawirowan psychicznych. Bo te zawsze sa. To jest trudna sytuacja, nawet bardzo trudna i to jak radzisz sobie, jakie masz wsparcie – kurcze no:)
    W dalszym ciagu trzymam kciuki, ciesze sie z Toba, ze wyniki sa dobre. I oby tak dalej!
    AgulaW

    • Aga

      Też bardzo się cieszę, że idzie do przodu!
      Dzięki :))

  • Sylwia

    Aga…w pewnym momencie sie poplakalam czytajac tego posta. Nie jestem w stanie sobie wyobrazic co mozesz czuc, duzo razy to czytalas ale przeczytaj jeszcze raz-jestes niesamowicie silna i jestem pod ogolbym wrazeniem. Niesamowicie sie ciesze, ze wezystko sobrze sie goi i idzie do przodu.
    Wlaczalam sobie kilka razy filmiki z chodzaca April na Snapchat, nie moglam sie napatrzec <3:D

    • Aga

      Ojej! No to wysyłam wirtualny uścisk 😀 I dzięki! A na chodzącą April to mało kto może się napatrzeć 😀

  • The-muffin-goddess

    Jejku, Aga, za każdym razem kiedy czytam twoje posty związane z operacją i rekonwalescencją nie mogę wyjść z podziwu jaką jesteś dzielną kobietą. Naprawdę bardzo podziwiam Cię za siłę, którą w sobie znajdujesz i za sposób w jaki do tego wszystkiego podchodzisz. Jestem pod ogromnym wrażeniem i pod tym względem jesteś dla mnie wzorem do naśladowania. Może nie zawsze zgadzam się ze wszystkimi Twoimi opiniami czy radami, ale chcę żebyś wiedziała, że naprawdę Cię podziwiam <3
    Trzymaj się ciepło i kuruj się jak najszybciej. Przesyłam buziaczki i uściski :*

    • Aga

      Widzisz, super jest to, że mimo tego, że z wieloma rzeczami się nie zgadzasz to jednak mnie nie nienawidzisz 😛 A to wcale nie takie proste!
      Dzięki wielki :))

  • Aneta

    Ja również zaliczam się do osób, które Cię podziwiają. Czytałam Twoja historię, opis szkół, do których chodzilas, co przeżywałas, jak się czułaś i teraz opis operacji (tutaj część pominęłam bo strasznie boję się opisów operacji, ran itp). Jesteś niesamowita osoba, bardzo silna kobieta i jestem pewna że dla nie jednej z czytelniczek / czytelników jesteś wzorem, jak o siebie walczyć. Pokazujesz że nigdy nie można się poddawać, żeby się nie bać walczyć o swoje marzenia tylko je realizować. Jesteś inspiracją i motywacja. Życzę Ci dużo zdrowia, szczęścia i pozdrawiam Ciebie i Twoich najbliższych. Czuję, że możesz podbić Amerykę swoją siłą 😊

    • Aga

      Oj, bardzo mi miło, naprawdę!! :)))
      I tak, Amerykę jeszcze podbiję!

  • K.

    You go girl!

    PS.
    Poczytaj sobie w wolnej chwili o szczotkowaniu ciała na sucho. Wiele kobiet po mastektomii walczy w ten sposób z zaburzonym przepływem limfy po usuwaniu węzłów chłonnych 🙂
    sama kiedyś tego próbowałam, bo to dodatkowo działa super na skórę, ale zabrakło mi motywacji do kontynuowania…

    • Aga

      O, mam książkę o tym! Właśnie mi przypomniałaś, że nigdy jej nie ruszyłam. Dzięki 🙂 🙂

  • ppp

    jesteś bardzo silna <3

    • Aga

      Wiadomo 😀

  • Weronika

    Aga, mam również małe piersi i widząc to zdjęcie, stwierdzam że identyczny size jak Ty po zabiegu 🙂
    nie, nie wyolbrzymiam 🙂 więc głowa do góry, tym bardziej że to tymczasowe
    buziaki !

    • Aga

      Wiadomo, każdy jest inny. Jest mnóstwo kobiet, które mają większe piersi niż ja i jest mnóstwo, jak Ty, które mają mniejszy. Różnica jest taka, że wiesz.. Mój został zwyczajnie usunięty, więc mimo tego, że różnica nie jest duża to jednak jest jakiś tam szok 😉