Ciekawostki z USA – co mnie tu zaskoczyło, cz. 1

Wracam z postem z kategorii, którą wiele z was lubi czytać, a której od jakiegoś czasu nie odświeżałam zbyt często. Usiadłam więc pewnego dnia i zebrałam kilkanaście ciekawostek z USA, o których chcę wam tu dzisiaj opowiedzieć i mam nadzieję, że jeszcze nie wszystko jest dla was oczywiste i dowiecie się czegoś nowego. Ciekawa jestem też waszego doświadczenia z poniższymi punktami, jeśli macie inne. Będzie to też taka mała odskocznia od tych poważniejszych tematów, a drugą część dodam za parę dni!

.

.

1. W niedzielę idziemy do kościoła!

Georgia jest ogólnie dość religijnym stanem, a im dalej na południe tym bardziej. Szczególnie ludzie starsi, ale nie tylko. Tutaj, jak już wspominałam w moim filmie, najpopularniejszą religją jest protestantyzm, są też kościoły katolickie, ale nie ma ich dużo. I wszystko wygląda zupełnie inaczej… Nie raz już słyszałam ludzi mówiących, że poznali swoją drugą połówkę w kościele, że „przyjaciel z kościoła” i tak dalej. Zawsze wtedy zastanawiałam się – to co wy robicie na tych mszach, że poznajecie tam tyle ludzi?! Po jakimś czasie okazało się, że w wielu miejscach msze to takie bardziej spotkania i zamiast typowych modlitw są zespoły muzyczne grające religijne piosenki, obiady, rozmowy, koncerty, itp. Ludzie są dla siebie jak rodzina, oczywiście nie wszyscy, no ale w większości przypadków. Trzymają się razem, często spotykają się na co dzień i tak dalej. Jednocześnie super jest to, że jeśli spotkam się z kimś kto jest bardzo wierzący i kto dowie się, że ja religijna nie jestem w ogóle, to nikt nie ma z tym problemu, nie stara się na siłę przekonać. Oczywiście są osoby, które są „crazy” i o jednej z takich kobiet opowiadałam wam już kiedyś, ale ogólnie ludzie są bardzo tolerancyjni, otwarci na innych ludzi i ich wierzenia.

.

.

2. Okazywanie szacunku podczas procesji pogrzebowej

Czasami natknąć się można na procesję pogrzebową czyli sznur aut jadący za policjantem na motocyklu (lub w radiowozie, zależy) w drodze na uroczystość. W pierwszym samochodzie jest najbliższa rodzina zmarłego, w drugim dalsza rodzina jak dziadkowie, a za nimi cała reszta gości. Każde z aut ma fioletową lub żółtą kartkę z napisem „funeral” („pogrzeb”) przyczepioną do przedniego lusterka i wszyscy jadą z włączonymi światłami awaryjnymi. Pierwsza osoba (najczęściej policjant) musi trzymać się przepisów ruchu drogowego, a reszta może jechać za nim nawet gdy inni chcą jechać z drugiej strony, bo ci inni muszą ustąpić pierwszeństwa. Przepisy mówią też, że jeśli ogólnie macie pierwszeństwo, ale oznaczałoby to, że przecięlibyście procesję pogrzebową to musicie tego pierwszeństwa ustąpić. Tyczy się to też sytuacji, gdy macie zielone światło, a oni mają czerwone – dalej mają pierwszeństwo. Nie można też wyprzedzać procesji na dwupasmówce ani wbijać się między auta, bo za to dostaniecie mandat na ok. $100 i ok. 3 punkty karne. Nie trzeba się jednak zatrzymywać i ustępować pierwszeństwa, jeśli jadą za wami lub jeśli jadą prosto, ale z przeciwnej strony. Jeśli ktoś chce się zatrzymać to musi zjechać na pobocze, by nie blokować drogi innym. I z tego, co zauważyłam, ludzie ogólnie nie do końca wiedzą jak się zachować i często nie mogą się zdecydować czy ustąpić tego pierwszeństwa, czy nie, czy się zatrzymać, czy nie…

Przypadkowe zdjęcie znalezione w zdjęciach Google.

.

.

3. Nigdy nie wiesz ile zapłacisz

Jeśli idziecie do sklepu i macie wyliczone $20 w gotówce po czym kupicie cztery rzeczy za $5 to przy kasie okaże się, że… nie starczy wam pieniędzy. To dlatego, że ceny na półkach sklepowych pokazywane są bez podatku, który doliczany jest dopiero przy kasie. Także nigdy tak naprawdę nie wiecie ile co będzie kosztować, chyba że sobie sami policzycie. W restauracjach i innych miejscach tax również doliczany jest dopiero gdy dostanie się rachunek. Więcej o tym i o cenach ogólnie opowiedziałam w moim nowym filmiku. I chociaż pisałam to już w innym poście to nadal czasem się łapię na tym, że próbuję obliczyć ile zapłacę, a potem myślę sobie, że no przecież jeszcze ten podatek…

.

.

4. Omg omg omg omg jesteś w ciąży!

O tym już wcześniej wspominałam, ale teraz mam trochę inne spojrzenie na sprawę po mojej ciąży i jeszcze bardziej przekonana jestem co do tego, że… Amerykanie UWIELBIAJĄ kobiety w ciąży! To może brzmieć dziwnie, ale wcale nie jest takie straszne i mnie osobiście bardzo się podobało. Jak Amerykanin widzi kobietę w ciąży to nie przejdzie obojętnie. Uśmiechnie się, zagada, zada jakieś pytania, pochwali wygląd, na koniec powie, że życzy powodzenia. Nie wspominając o przepuszczaniu w kolejkach i tego typu rzeczach, bo to jest oczywiste i zdarza się cały czas. Z tego co widziałam w internecie zdarza się też, że totalnie obcy ludzie podchodzą do ciężarnych i zwyczajnie zaczynają dotykać ich brzuchy! Mnie się to na szczęście nigdy nie zdarzyło, bo jak uprzejmość i zainteresowanie są super tak macania mnie przez obcych bym nie zniosła. Widziałam kobiety noszące koszulki z napisem „don’t touch!” („nie dotykaj!”), co też jest jakimś rozwiązaniem.

Zdjęcie z mojej sesji ciążowej, byłam wtedy w 8. miesiącu.

.

.

5. Niekończące się dolewki

Jak idziecie do restauracji to od razu przychodzi kelner, by dać wam menu i wlać wodę do szklanek. Zazwyczaj jest to woda z kranu i jest całkowicie za darmo tak samo jak i każda kolejna dolewka. Najdziwniejsze jest to, że oni dosłownie co chwilę przychodzą i dolewają więcej i więcej. Chyba na palcach jednej ręki mogę policzyć te przypadki, kiedy wypiłam wodę chociaż do połowy. Zazwyczaj nie dochodziłam nawet tam i już miałam dolewaną. Jeśli chcecie butelkowaną to musicie poprosić i ta już będzie kosztować, ale nie będą to wysokie ceny.

.

.

6. Wszystko ok?

Jak już jesteśmy w temacie kelnerów to muszę tu wspomnieć o tym, co dość szybko zauważyłam i co nieźle mnie zaskoczyło. Wiecie, ja w Polsce nie bywałam w restauracjach, bo szkoda mi było kasy, a jak już czasem się zdarzyło to nikt do mnie nie podchodził pytać czy mi smakuje, czy wszystko okej, czy czegoś nie potrzebuję i tak dalej. Tutaj natomiast jest tak, że kelner wraca dość często i upewnia się, że wszystko jest w porządku. Jeśli będziecie mieli jakikolwiek problem (zupa za słona, danie za zimne, brak brokuł, za zimno w restauracji czy też plamka na stole) to od razu wam pomoże. Ogólnie to jest spoko, że się interesują, ale z drugiej strony bywało też tak, że miałam ochotę powiedzieć im, żeby po prostu dali mi spokój, bo czasem przychodzą zdecydowanie za często.

.

.

7. Cisza w Sylwestra

W Georgii fajerwerki w Sylwestra nie są tak bardzo popularne i nawet na tych większych imprezach i jakichś koncertach pokazy nie są jakieś super. Święto Niepodległości jest dniem kiedy jest ich zdecydowanie więcej i są o wiele fajniejsze. Ale to też głównie na większych imprezach, bo rzadko się zdarza, żeby ludzie wychodzili przed domy i odpalali swoje własne. Zdarza się, ale rzadko. Poza tym, samo kupno sztucznych ogni też nie jest takie proste, bo nie wszystkie sklepy będą je sprzedawać. W supermarketach znajdziecie dość słabe fajerwerki, a te lepsze i mocniejsze w specjalnych sklepach, jednak jeśli chcecie kupić jakiekolwiek to musicie mieć min. 18 lat. Odpalać je można między 10 rano a północą w każdy dzień w roku, a w Sylwestra i w Święto Niepodległości od 10 rano do 2 w nocy. Do niedawna kupowanie takich prawdziwych sztucznych ogni (a nie jakichś małych, co to ledwo widać) w Georgii nie było nawet legalne i ludzie musieli jeździć na granice stanu.

Te fajerwerki to fotomontaż ;).

.

.

.

Przeczytaliście tu coś o czym jeszcze nie wiedzieliście? A może wszystko było dla was już oczywiste?

Do następnego!

Aga

.

.

Jeśli lubisz tu zaglądać i czytać moje posty to będę bardzo wdzięczna, jeśli zagłosujesz na mojego bloga klikając w baner poniżej. Dzięki :)!

glosowanie

.

.

.

.

.

.

_____________________

Zobacz też:

.

Zdjęcie główne przedstawia Atlantę i jest autorstwa Milind Balaji

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE
  • e

    Bardzo ciekawy wpis, jak wszystkie. Pozdrawiam

  • KASIA

    Hej 🙂 Ja ze swojej strony tylko wrzuce taka mala uwage/informacje odnosnie protestantyzmu. Tak jak napisalas spotkania, obiady, uwielbienie poprzez piosenki, itp to „obrzedy” charakterystyczne wlasnie dla protestantyzmu niezaleznie od miejsca. W Polsce wygladaja one dokladnie tak samo, a ze katolicyzm jest prawie ze „monopolem” w Polsce, to nie kazdy wie jak wygladaja nabozenstwa innych odlamow chrzescijanstwa. Natomiast kosciol katolicki w Stanach jest prawie tak samo sztywny jak w Polsce i w innych miejscach na ziemi. Takze zapewne bylo to dla Ciebie nowe, jako ze tak jak wiekszosc Polakow znalas kosiol wlasnie z tej sztywnej strony, gdzie wszyscy na mszy stoja na bacznosc i nie mozna sie bron boze odezwac (no chyba, ze to moment kiedy wszyscy wierszem mowia konkretna wyuczona na pamiec sentensje). W Polsce protestanci sa tak samo „luzni” jak i w Stanach, a nabozenstwa sa przyjemnoscia. Ludzie tez sie tam dobrze znaja, wspieraja, spotykaja. To po prostu jest charakterystyczne dla protestantow. Pisze to tylko jako taka ciekawostke dla Ciebie i byc moze dla innych czytajacych ten komentarz 🙂 Mnie pewnie to tez by zdziwilo, gdybym nie znala protestantyzmu wczesniej, przed wyjazdem do Stanow.
    Co do restaruracji w Polsce, to idac za zachodem kelnerzy coraz czesciej pytaja po kilka razy czy smakuje i czy wszystko ok. Kiedys tego nie bylo, owszem, ale zmienia sie to i zauwazam to za kazdym razem kiedy jestem w restauracji w Polsce. Tak jak kiedys juz Ci pisalam, duzo w tym naszym kraju ojczystym sie zmiania na lepsze.
    Co do reszty to ze wszystkim sie zgadzam, a ceny bez taxu chyba nigdy nie przestana mnie irytowac.

    Dodam jedna rzecz, ktora mnie zaskoczyla 🙂 pieski, ktore nie wychodza poza teren swojego „podworka”. Jak oni je szkola, myslalam, przylatujac tutaj pierwszy raz 11 lat temu… A to po prostu electric fence i niehumanitarny czujnik w obrozach…

    Pozdrawiam, milego dnia 🙂

    • Aga

      Porównywałam właśnie do tych katolickich mszy, które większość z nas zna.

      Powiem Ci, że tutaj na naszym starym osiedlu i na nowym pieski sobie biegają wolno i jeśli są takie większe to ludzie stawiają płoty za domem. Jeden nasz sąsiad w poprzednim miejscu miał dwa duże psy, które non stop były w jednym miejscu i raz z Nathanem i Alicią poszliśmy tam i powiedzieliśmy, że jakoś tak martwimy się trochę o te psy i w ogóle i czemu tak są trzymane w taki sposób. I wtedy sąsiad nam właśnie wyjaśnił, że mają elektryczne ogrodzenie. Mnie się to tak strasznie nie podoba, że nawet nie chcę zaczynać wywodu na ten temat 🙁

  • Anka

    Aga, a ja tak apropo zwierząt: jako że bardzo kocham zwierzęta i nie wyobrażam sobie świata bez nich,a już na pewno nie domu bez psa,pies u nas w domu jest takim samym członkiem rodziny jak każdy z nas,chciałabym zapytać Ciebie o Twój stosunek do zwierząt ,jaką rolę odgrywają w Waszym życiu,chyba nigdy o tym nie pisałaś. Macie w domu jakieś zwierzątka?

    • Aga

      Mamy jednego kota, ale on jest na zewnątrz. Wcześniej był pół na pół w domu i na dworze, ale w ciąży dostałam alergii, która do tej pory mi nie przeszła. W Polsce z siostrą zawsze miałyśmy jakieś zwierzaki, m.in. kota, którego wzięłyśmy 17 lat temu i który dalej tam jest!

      • Ali

        Kurcze, nie wyobrażam sobie zostawienia permanentnie zwierzaka na zewnątrz ze względu na alergię… Nie da rady brać na to leków? (Mój partner bierze i możemy mieć zwierzęta w domu mimo jego alergii.) Wychodzące/podwórkowe koty mają statystycznie o wieeele wyższą śmiertelność ze względu na milion różnych zagrożeń, od większych drapieżników po samochody 🙁 Serce mi się kraje, bo sama zawsze miałam koty i dwa z nich zginęły właśnie przez wychodzenie (jeden wpadł pod samochód, a drugi najprawdopodobniej zjadł zostawioną przez kogoś trutkę).
        Życzę szybkiego powrotu do zdrowia, mam nadzieję że czujesz się już lepiej po operacji 🙂

      • Aga

        Ten kot od początku życia był na dworzu wiekszość czasu. I nie, nie chcę brać leków na alergię.
        Szkoda, że miałaś przykre doświadczenia! Widzę, że dalej bardzo to w Tobie siedzi.
        I tak, z każdym dniem czuję się coraz lepiej, dzięki 🙂

    • Ali

      Aaa, no to zupełnie coś innego. Nie zrozumiałam Twojego komentarza do końca i myślałam, że mieliście kota domowego „wychodzącego” i ze względu na Twoją alergię został eksmitowany, więc żal mi się zrobiło futrzaka 😉

      • Aga

        Spoko 🙂 Oni tak zdecydowali długo zanim ja przyleciałam.

  • The-muffin-goddess

    Bardzo ciekawy post 😀 Z tymi fajerwerkami to mnie zaskoczylaś 😀
    Mam takie pytanie odnośnie twojej diety: czy kiedyś wcześniej (przed wyjazdem do USA) myślałas juz o przejściu na dietę z samych owoców? O i czy jesz jakieś rzeczy z innymi naturalnymi produktami np. batoniki zbożowe, musli itp.?

    • Aga

      Nie, nie myślałam o przejściu na taką dietę wcześniej. W Polsce nie myślałam nawet o byciu weganką ;). A co do innych produktów to zdarza mi się. Tylko że też mam pewne swoje wymagania czyli np. brak lub minimalna ilość soli czy też brak obróbki termicznej. Ostatnio kupiłam muesli, ale jest to muesli surowe i zrobione z kiełkującej kaszy gryczanej. Dobre, ale nie ma szału, więc wątpię, bym częściej kupowała. Mamy też surowe kokosanki :). Chętnie zbiorę tego typu rzeczy i pokażę w jednym poście, ale to chwilę potrwa, bo nie jem ich na co dzień.

  • Wiesz, że podczas całego czasu gdy u mieszkam tylko raz spotkałam się z tą „procesją” pogrzebową? 🙂 W mieście w ogóle tego nie widziałam…
    A co do kościołów to też było dla mnie spore zaskoczenie 🙂 Moi teściowe chodzą prawie co niedzielę i dokładnie tak samo zawsze o tym opowiadają – szkoła niedzielna, kawki, spotkania w tym gronie, jakieś dobroczynne eventy 🙂 Raz nawet poszliśmy z nimi (w święta) i muszę przyznać, że było to dla mnie całkiem ciekawe doświadczenie 🙂 Kościół zupełnie nie wyglądał jak kościół taki jak my znamy z Polski, bardziej taki.. dom kultury albo nawet mały mall? no sama nie wiem do czego to porównać 🙂 w środku była normalnie kafejka jak Starbucks, jakieś sklepiki i duuuużo pomieszczeń właśnie na te szkoły niedzielne i różne eventy. A sama msza (nie wiem kurcze w sumie czy dobrze tłumaczę „service”) bardziej mi przypominała koncert niż mszę. Piękna muzyka świąteczna, pogaszone światła, świece, dekoracje, chór ubrany w jednakowe stroje 🙂 I zero takiej sztywności, wszyscy mega uśmiechnięci. Fajnie było to zorganizowane 🙂

    • Aga

      Tak! Mam dokładnie takie same doświadczenie po tym jak raz poszłam ze znajomą, która zaproponowała, że mi pokaże to wszystko 🙂

  • Marta

    Podziwiam Cie Aga, ze zauwazasz jeszcze roznice miedzy Polska, a USA 😀 Ja tu mieszkam prawie 3 lata i tak mi wszystko znormalnialo, ze czasami juz nie dostrzegam roznic, albo zapominam jak to jest w Polsce.

    • Aga

      Haha no teraz to już coraz rzadziej, ale jeśli coś któregoś dnia zauważę „innego” to sobie zapisuję 😀

  • Joanna

    A czy jest tak jak mówią,że w Ameryce żyje się po to ,aby pracować,a nie na odwrot gdzie ludzie celebruja zycie i praca nie jest najwazniejsza?

    • Aga

      To chyba zależy gdzie, na pewno inaczej będzie u mnie, a inaczej w Nowym Jorku. Tutaj w Georgii ludzie są dość zrelaksowani, żyją sobie na luzie i jak oczywiście znajdziesz takich, którzy za pieniądzem gonią jak szaleni, tak jednak większość żyje spokojne życie i o wiele bardziej cenią rodzinę i fajne życie niż pieniądze 🙂