Profilaktyczna mastektomia: jak się czuję 5. dnia po operacji i jak to wszystko wyglądało

Hejka! Żyję, jestem cała i zdrowa. Tzn. nie do końca cała… ale zdrowa. Zacznę od tego, że bardzo, ale to bardzo dziękuję wszystkim z was, którzy tak bardzo mnie wspierają! Dzięki za wszystkie wiadomości i komentarze, naprawdę to doceniam i jest mi niesamowicie miło. Dziś postanowiłam odpowiedzieć na pytanie, które też często dostaje czyli o tym jak się czuję. Nie będę tu opowiadać o wszystkich szczegółach dokładnie, bo – jak już wiecie – wcale nie opowiadam o wszystkim. No ale sporo tego jest, więc złapcie kubek z herbatą / kawą czy tam sok pomarańczowy i enjoy!

.

.

Środa & Czwartek

W dzień operacji Alicia została z jej babcią, a opiekunka dla April przyszła do nas o 4:30 rano, żebyśmy z Nathanem mogli wyjść i spokojnie dojechać na czas. Ulice były prawie całkowicie puste i wiadomo dlaczego – większość ludzi śpi o tej porze. Wezwali mnie po ok. pół godziny po dotarciu na miejsce i najpierw miałam wejść sama, a później mieli zawołać Nathana. Kazali mi się przebrać w ten ich szpitalny fartuch, zdjąć wszystkie kolczyki i tak dalej. Pierwsza wpadła do mnie moja pani doktor, specjalistka do spraw chorób piersi, zadała mi parę pytań jak się czuję, jak nastawienie i tak dalej, a jak wychodziła to mnie przytuliła, co było naprawdę fajne. Potem przyszły do mnie dwie pielęgniarki, jedna przeprowadziła wywiad i zadała mi milion pytań, na które wcześniej odpowiadałam już nie raz. Założyła mi też kroplówkę i za ucho nakleiła plasterek, który miał pomóc z ewentualnymi mdłościami po operacji. Drugą pielęgniarką była ta, która była na sali operacyjnej razem ze mną. Żartowałyśmy sobie razem, gadałyśmy o różnych rzeczach nie tylko tych związanych z operacją, ale też o innych luźniejszych tematach. Całkiem fajni ludzie tam pracują, co już w końcu wiedziałam wcześniej, bo rodziłam w tym samym szpitalu i w dodatku na tym samym oddziale. Krótko po nich przyszła anestezjolożka i – znowu – zadała mi milion pytań. No i jak ona wyszła to zawołali Nathana, który posiedział zaledwie 10 minut po czym przyszły dwie osoby, by zabrać mnie na salę operacyjna. Założyłam czepek na głowę, pożegnałam się na kilka godzin z Nathanem i jak ruszyły moje łóżko to tak się popłakałam… Pielęgniarki się na chwilę jeszcze zatrzymały, by Nate mógł mnie przytulić i dać całusa raz jeszcze. Nie do końca wiem czemu tak zareagowałam, ale przypuszczam, że to były emocje, które dopiero wtedy zaczęły ze mnie spływać. O tym na czym polega ten zabieg opowiadałam wam już w tym poście.

Nie pamiętam nic więcej po tym buziaku od Nathana. Nie pamiętam nawet wyjeżdżania z sali. Tak, jakbym zasnęła parę sekund po pożegnaniu z mężem. Mega dziwne. Z narkozy wybudziłam się po skończonej operacji, czyli pięć godzin później.

Pierwsze o co zapytałam: „where’s my husband?” Pielęgniarka powiedziała, że już jest w drodze i jak przyszedł to znowu się popłakałam i znowu nie do końca wiem czemu chociaż tutaj na pewno dużą rolę odegrała narkoza (poprzednim razem było to samo). Zaczęli mi sprawdzać ciśnienie i inne tego typu rzeczy, mogłam zacząć pić i jeść, jeśli miałam ochotę, ale w tamtym czasie jedyne na co ta ochota była to woda kokosowa, którą Nathan oczywiście mi przywiózł. Po niedługim czasie powiedzieli mu, że w związku z tym, iż jesteśmy w miejscu, gdzie ludzie odpoczywaja po operacjach i ogólnie jest zamieszanie to muszą trzymać porządek i goście się wymieniają. Dlatego też Nate musiał wyjść na jakiś czas, a ja znowu w taki płacz wpadłam, że szok. Nathan powiedział, że wpadnie do sklepu kupić mi coś do jedzenia i wróci na co ja się zgodziłam, a mimo tego nie mogłam opanować płaczu. Pielęgniarka powiedziała, że zostanie ze mną cały czas, że nie opuści mnie na krok. I faktycznie została. A jak Nate wysłał mi smsa zapytać jak się czuję to odpisałam mu połowę pisząc po angielsku, a połowę po polsku. Zorietowałam się dopiero gdy napisał: „hmmm, ja nie mówię po polsku”.

Po paru godzinach przewieźli mnie do sali na oddziale, gdzie normalnie rodzą się dzieci, więc słyszałam tam różne bobaski, ale nie było ich jakoś bardzo dużo w sumie tym razem. W sali byłam tylko ja i oni zawsze starają się robić tak, by każdy miał swój prywatny pokój. Czasem jak nie ma miejsca to dają dwie osoby, ale na szczęście nie stało się to tym razem.

W nocy dużo sobie nie pospałam, bo pielęgniarki wracały co chwilę mierzyć mi temperaturę, ciśnienie i takie tam. Jak Nathan przyszedł do mnie ok. 8 rano (miał możliwość zostania na noc, ale wrócił do domu) to trochę pogadaliśmy i potem poprosiliśmy pielęgniarkę, żeby nikt do nas nie wchodził, bo chcemy się zdrzemnąć. Powiesiły więc na drzwiach kartkę mówiącą, że nie chcemy żadnych gości i jak ktoś chce wejść to najpierw ma pogadać z pielęgniarką (dotyczyło to też lekarzy). Udało się nam więc pospać prawie 4 godzinki. Jeszcze zanim Nate przyszedł wpadł do mnie mój chirurg plastyczny, sprawdził wszystko i powiedział, że mogę iść do domu. Nie wyszłam od razu, zostaliśmy jeszcze trochę i do domu dotarliśmy ok. 18. Pielęgniarka chciała, żebym najpierw pospacerowała sobie po korytarzach i zobaczyła jak się czuję. Powiedziała, że w razie jakby coś było nie tak to zadzwoni do lekarza i poprosi o przedłużenie pobytu. Pokój miałam dla siebie do 23:59 tamtego dnia, ale jakby lekarz powiedział, żebym została dłużej (o co mogłam zresztą poprosić) to nie byłoby problemu. No ale pospacerowałam trochę, w sumie ciut więcej niż się pielęgniarki spodziewały i doszłam do wniosku, że mogę iść do domu.

.

.

Piątek

Nie mogę spać leżąc na plecach, bo spowodowałoby to puchnięcie wszystkiego, a tego chcę uniknąć. Na mój blog wpadła jedna kobieta, która przeszła tę samą operację i mieszka praktycznie obok nas, bardzo blisko. Powiedziała, że ma dwie poduchy, na których spała i które może mi pożyczyć. Super sprawa! Na nich właśnie śpię, zobaczcie…

Te dwie kolorowe poduszki mam podłożone pod kolana, żebym nie zjeżdżała za bardzo. Nie jest to najwygodniejsza pozycja na świecie, ale nie jest też źle. Nie spałam jakoś bardzo dobrze, ale nie było też tragicznie, bo obudziłam się tylko raz jak przez sen chciałam zmienić pozycję, bo to dość bolesna sprawa.

No i właśnie, ogólnie najgorszy jest ból. Jakby mnie nie bolało to czułabym się okej nawet mimo tego, że mój zakres ruchu jest dość wąski. Pielęgniarka powiedziała, że ta operacja jest bardziej bolesna niż inne jak np. wycięcie macicy czy cesarskie cięcie. Nie wiem, ale powiem wam, że jest ciężko. Mogę ruszać ramionami na boki, w przód i tył tak daleko jak moje ciało na to pozwala, mogę robić ćwiczenia rozciągające i tak dalej, ale przez ok. pierwszy tydzień do dwóch tygodni nie mogę nawet próbować podnosić rąk nad głowę. Muszę dać wszystkiemu odpocząć i dać nacięciom się zagoić trochę. No i nie jest łatwo, bo jak podniosę półlitrową butelkę z wodą tak już jej nie otworzę. Jak chcę spuścić wodę w toalecie to muszę użyć dwóch dłoni, bo jedną nie dam rady. Spodnie podciągnąć mi musi Nate, bo dla mnie to zbyt duży wysiłek. Nie jestem w stanie podciągnąć kołdry pod brodę ani założyć skarpetek. I to wcale nie jest tak, że mnie boli tylko jak się ruszam, bo ja czuję ból non stop, nawet jak siedzę lub leżę w jednej pozycji. Nie mogę się też wyprostować całkowicie, cały czas jestem ciut zgarbiona, przez co dodatkowo boli mnie szyja. Jak jestem na łóżku i chcę wstać to też jest ciężko, bo nie dość, że nie mogę się podeprzeć rękoma – w ogóle nie ma na to szans – to w dodatku nawet używając moich mięśni brzucha do podniesienia się to dalej boli mnie klatka. Bo właśnie boli mnie klatka piersiowa i pod pachami. Pielęgniarka powiedziała, że ten ból to głównie mięśnie, dlatego też mam tabletki na rozluźnienie mięśni. Biorę pół dawki przeciwbólowych, bo nie chcę brać więcej, i tabletkę rozluźniającą. Pomaga, ale wiadomo, że nie sprawia, że wszystko przejdzie. Nie miałam pojęcia, że mięśnie klatki piersiowej używane są właściwie do wszystkiego co robimy, bo normalnie się tego nie czuje. Dopiero teraz zdaję sobie z tego sprawę, gdy wszystko jest tak bardzo naruszone. No ale wiecie, dam radę! Ogólnie powiem wam, że pielęgniarki były pod wrażeniem mojej postawy, mówiły, że mam mega pozytywne nastawienie, były zdziwione, że nie biorę tak dużo leków przeciwbólowych i tak dalej. Mój chirurg powiedział też, że myśli, że szybko się ze wszystkim uwiniemy. Mega fajnie mi słuchać takich rzeczy. I nie robię nic specjalnie po to, by to słyszeć, bo jakbym potrzebowała więcej leków to na pewno wzięłabym więcej, a jeśli ból jest taki, że mogę tolerować to znaczy, że leków nie potrzebuję. I to wszystko sprawia, że jestem jeszcze bardziej przekonana, że moje ciało jest ogólnie zdrowe i na tyle silne, że wszystko szybko pójdzie.

Powiem wam szczerze, że sporo już płakałam tak w szpitalu, jak i w domu. I wcale nie chodzi o to, że żałuję poddania się tej operacji, bo zdecydowanie tak nie jest. Bardziej chodzi o to, że jest mi ciężko, bo nigdy nie byłam w takiej sytuacji, że praktycznie o wszystko muszę się prosić drugiej osoby, że prawie nic nie mogę zrobić sama. Jestem właściwie prawie całkowicie zależna od Nathana. No i drugą sprawą jest to, że naprawdę nie lubię bólu. No i jeszcze to, że nie mogę nic zrobić z April, ona czasem przychodzi i wyciąga do mnie ręce, a ja nie mogę jej podnieść. Wtedy Nathan ją przejmuje i wiem, że dla mnie jest to trudniejsze niż dla niej, no ale wiecie, do tej pory to ja zawsze z nią byłam cały czas, więc to duża zmiana. Poza tym, chciałabym pomóc trochę Nathanowi, bo on nie dość, że ma dwie córki to jeszcze mnie. Teraz na przykład mała płacze chyba od dwudziestu minut i wydaje mi się, że jest tak strasznie zmęczona, że sama nie wie co ze sobą zrobić. A on tam jest z nią po całym dniu. Po położeniu ją spać będzie musiał mi jeszcze pomóc… Ja też nie lubię tego, że słucham jej płaczącej w taki sposób i nic nie mogę zrobić. Ale wiecie co jest super? To, że April zaczęła spać całą noc bez budzenia się! Oby tak już zostało. (Odpukać!)

.

.

Sobota

Zastanawia mnie to, że w instrukcjach napisane jest i lekarz też mi o tym opowiadał, że nie mogę prowadzić auta tak długo jak biorę tabletki przeciwbólowe lub tak długo jak czuję ból. Tylko… jak?! Jakoś sobie tego nie wyobrażam, skoro mój zakres ruchu nie jest taki jaki powinien być. Prowadzenie auta w takiej sytuacji raczej nie byłoby bezpieczne, no ale zobaczymy co będę myśleć jak już będę mogła się bardziej ruszać.

A’propos leków… Chciałam dziś spróbować rozciągnąć dawki leków w czasie i zobaczyć czy dalej potrzebuję ich co sześć godzin. Jak nie spróbuję to nie będę wiedziała, a te leki sprawiają, że widzę nieostro, wszystko jest troszkę zamazane. No i ogólnie głowę mam ciężką, jestem wrażliwa na dźwięki i tak dalej. Wiadomo, jakieś efekty uboczne zawsze są i raczej ciężko je lubić, ale czasami trzeba wybrać mniejsze zło. Najlepiej to w ogóle odstawiłabym już wszystkie leki i mam nadzieję, że uda mi się to jak najszybciej zrobić. Dzisiaj rano wzięłam więc tabletkę na rozluźnienie mięśni i pół dawki przeciwbólowych, a popołudniu wzięłam tylko jedną na rozluźnienie i przeciwbólowego już nie brałam. Jest postęp!

W jednym z ostatnich postów pokazałam wam jak wyglądają dreny. W czasie operacji założyli mi takich cztery i ogólnie nie przeszkadzają mi, są przyczepione do pasa, który noszę na klatce i wiecie, nie czuję ich. Jedyne co to zakładając bluzkę czy cokolwiek innego to odstaje mi bardzo i dziwnie to wygląda. Przed operacją kupiłam sobie kilka koszul zapinanych z przodu, bo tylko takie jestem w stanie na siebie założyć. Albo jakieś na ramiączka, jeśli da radę włożyć je przez biodra, zamiast przez głowę. Kupiłam wszystko w Walmart tym razem no i mam też niesamowicie miękki, cieplutki i milutki szlafrok, za który dałam $7! No ale wracając… Mój chirurg plastyczny powiedział mi, że może w czasie następnej wizyty wyjmą mi dwa dreny, jeśli płynu nie będzie w nich za dużo i raczej wątpię, żeby wyjęli wszystkie, ale to zobaczymy we wtorek.

Na zdjęciu powyżej mam mój zwykły stanik sportowy, nie mam już żadnych opatrunków pod nim. Ta kreska na mojej klatce nad stanikiem to tylko marker chirurgiczny, który strasznie ciężko zmyć.

Dziś moje ciało czuje się trochę lepiej w sensie, że dalej jestem bardzo zmęczona i ucinam sobie drzemki w ciągu dnia, ale mogę się trochę bardziej ruszać. Tylko trochę, ale to zawsze coś! Przyznam jeszcze, że ostatni taki prawdziwy prysznic brałam we wtorek przed operacją, potem po zabiegu nie mogłam przez 24 godziny, a jak już mogłam to poprosiłam Nathana o pomoc dopiero dziś wieczorem. Dałam radę, chociaż naprawdę bardzo się zmęczyłam. Ten taki pas ochronny, który założyli mi od razu po operacji, mogłam ściągnąć 48 godzin po, o czym zapomniałam i zdjęłam go dopiero dziś przed prysznicem. Okazało się, że była to rzecz, która sprawiała, że czułam się tak niekomfortowo i że ból był tak duży! Od momentu zdjęcia go nie brałam już żadnych leków, uff.

April ogólnie dobrze znosi zmiany, chociaż przez pierwsze dwa dni gdy z opiekunką została na naprawdę całe dnie to nie chciała w ogóle spać i chociaż przez jakiś czas bawiła się z córką tej opiekunki to potem resztę dnia chciała być noszona i marudziła. To na pewno była duża zmiana dla niej, bo nie dość, że zupełnie nowe miejsce to w dodatku pierwszy raz była poza domem z kimś innym przez tak długi czas. Ale teraz wydaje się już spoko i bardzo dobrze toleruje to, że ja jej nie noszę, że właściwie nic nie mogę zrobić. Parę razy Nate posadził mi ją na kolana, ale to też niezbyt dobrze działa, bo ona się za bardzo rusza i mnie boli. Cieszę się, że nie rozpacza, że nie może iść do mnie, ale z drugiej strony trochę mi przykro, że nie chce bardziej. Tak źle i tak niedobrze… nie dogodzi się ;).

.

.

Niedziela

Każdy kolejny dzień jest coraz łatwiejszy! Dziś mam zamiar zacząć robić trochę więcej ćwiczeń rozciągających, żeby trochę przyspieszyć wszystko. Od momentu po operacji nie miałam zbyt dużego apetytu, więc nie wpycham w siebie jedzenia, tylko jem tyle ile potrzebuję by nie czuć się głodną. Nie biorę już żadnych leków i staram się dużo odpoczywać nie tylko dlatego, że dalej jestem dość zmęczona, ale też dlatego, że moje ciało zwyczajnie potrzebuje skupić się na czymś innym niż na tym, by dać mi wystarczająco energii do latania wte i wewte. Powiem szczerze, że chciałabym mieć dzień lub dwa tak totalnie bez dzieci, żeby się trochę wyciszyć, ale to nie jest takie proste. Nasza opiekunka mówiła, że jest dla nas „kiedykolwiek”, a teraz okazuje się, że tu ma jakieś spotkanie, tam coś umówione i tak dalej i nie uprzedziła nas wcześniej, więc trochę utknęliśmy, co bardzo mi się nie podoba. We wtorek mam pierwszą pooperacyjną wizytę u chirurga plastycznego i myślę, że jednak jest szansa, że wyciągną mi dreny, bo mało mam w nich płynu. Dziś musimy pojechać gdzieś do jakiegoś sklepu i kupić stanik sportowy zapinany z przodu, żeby było mi łatwiej go wkładać, bo takich przez głowę to jeszcze nie mogę założyć, a tylko jeden jestem w stanie wciągnąć przez biodra. Wodę w toalecie spuszczam już jedną ręką i czasem sama podciągam spodnie ;). A w tym momencie idę się zdrzemnąć!

Do napisania 🙂

Aga

_______________________________________

Zobacz też:

+ Trzymajcie kciuki, to już dziś!

+ Usunięcie piersi i ich rekonstrukcja to nie operacja plastyczna powiększania piersi!

+ Żegnajcie moje piersi, dobrze mi służyłyście!

+ Jestem „mutantką” czyli czym jest zespół Li-Fraumeni?
.

.

.

Jeśli lubisz tu zaglądać i czytać moje posty to będę bardzo wdzięczna, jeśli zagłosujesz na mojego bloga klikając w baner poniżej. Dzięki :)!

glosowanie

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE
  • Laura

    Nie kojarzę czy o tym wspominalas i przepraszam jeśli to pytanie będzie zbyt wsibskie czy prywatne, najwyzej nie odpowiesz 🙂 czy masz zamiar robić rekonstrukcję piersi, implanty?
    nie nudzisz się? Co porobaisz oprocz drzemania?
    Przesyłam ci dużo siły i całuje

  • Swietnie, ze wszystko idzie w miare sprawnie- jestem pewna, ze duze znaczenie ma w zdrowieniu dieta, ktora trzymasz! Polowa problemow np. przy gojeniu sie ran bierze sie z faktu, ze ludzie sa otyli i wtedy brzegi ran nie chca sie laczyc i wszystko sie babrze. Powodzenia we wtorek!

    • Aga

      No niestety (albo i stety, dla mnie) dieta odgrywa bardzo dużą rolę dość często i osobiście uważam, że mój sposób jedzenia działa bardzo na plus. Z tego co czytałam najgorsze gojenie występuje u kobiet, które palą lub wcześniej paliły papierosy… Wtedy rana się otwiera co chwilę, w ogóle nie chce się zagoić i jest jakaś masakra.
      Dzięki, przyda się!

  • Kam

    Podziwiam Cię za to, jaka jesteś silna! Dużo zdrowia życzę 🙂

    • Aga

      Dziękuję bardzo! 🙂

  • Marzena

    Dzielna wspaniała Jesteś…

    • Aga

      Staram się! 🙂

  • Klaudia

    Cieszę się, że czujesz się co raz lepiej 🙂 zdrowiej! 😘

    • Aga

      Ja też się cieszę 😀 Dzięki!

  • AgulaW

    Ciesze sie, ze wszystko idzie do przodu. I oby tak dalej. Bez zadnych niespodzinek.
    Ale z Ciebie Aga miszcz nad miszcze! Serio. Wychodzisz na prpsta przepieknie. Ty to masz silny organizm.
    Podziwiam. I niezmiennie cieplo mysle.
    O tym rezonansie tez mysle. Musi. Po prostu musi byc dobrze. Nie ma innej opcji
    AgulaW

    • Aga

      Oby tak było! Dzięki!
      I tak… Myśl o tym marcowym rezonansie co chwilę do mnie wraca, ehh.

  • Anka

    Tzn że Ty już masz nowe piersi? Odrazu w czasie tej jednej operacji?

  • Weronika

    Jesteś tak nie wiele starsza ode mnie … ale tak dojrzała i dzielna 🙂
    Podziwiam Cię, że dbasz o siebie z całego serca !! Że walczysz o zdrowie i codziennie bierzesz od życia co najlepsze :* Życzę Ci szybkiego powrotu do zdrówka, dużo dużo uśmiechu w tych dniach co jesteś uziemiona oraz siły ( żeby już ją wykorzystać jak będziesz w pełni aktywna ). Pozdrawiam Cię i ściskam :*

    • Aga

      Dzięki wielkie, oby szybko to wszystko poszło 🙂

  • Izabela

    AGA – Życzę ci dużo zdrówka i siły!

    Ciekawi mnie czy rozmawialiście o tym wszystkim z Alicią ? Czy postanowiliście jej nic nie mówić, czy wszystko dokładnie wytłumaczyliście, czy może pominęliście dużą część? i jak to przyjęła? Oczywiście jeśli mogę spytać 🙂

    • Aga

      Dzięki!

      Tak, rozmawialiśmy z Alicią i wytłumaczyliśmy jej wszystko dokładnie, więc ona wie jak operacja przebiegła, co zrobili, co to są te rurki wystające z mojego ciała i tak dalej. Przyjęła to dobrze i czasem powtarza, że jej przykro, że musiałam to zrobić i że tak źle się czuję.

  • Klar

    Aga właśnie jestem w Carrefourze i 500ml woda kokosowa kosztuje 7.99(teraz przecena na 6.99). Zawsze chciałam ja spróbować ale ta cena odstrasza! Ile taka woda kosztuje w US?

    Ps
    Posta jeszcze nie przeczytałam ale cieszę się że wszystko ok.. Mam nadzieję ☺ przeczytam jak wrócę do domu. Pozdrawiam!

    • Aga

      Ja kupuję 6 puszek czystej wody kokosowej bez żadnych dodatków, każda z nich ma 310 ml zawartości i płacę $6.

      Tak, wszystko ok raczej 😀

  • Joanna

    Szybko wracaj do formy!

    • Aga

      Wracam! 😀

  • agness

    Duzo zdrówka życzę!

    • Aga

      Dzięki wielkie 🙂