Pięć miesięcy frutarianizmu – jeszcze żyję! + Moje badania krwi.

Myślę, że minęło już wystarczająco czasu, by napisać coś konkretnego o tym, jak teraz wygląda moja dieta, czy wytrwałam, jak się czuję, czy umieram z niedojedzenia i tak dalej. W wynikach ankiety, którą wypełnialiście mnóstwo osób wspomniało, że chcieliby poczytać o tym, jak jem, więc myślę, że was to zainteresuje. Nie wiem czy odpowiem na wszystkie pytania jakie moglibyście mieć, więc w razie co śmiało zostawiajcie komentarze. Piszę tu o sobie, ale Nathan je w taki sam sposób.
.
.
.
Moja aktualna dieta

Tak, wytrwałam! I wcale nie muszę się do niczego zmuszać, naprawdę. Moja dieta zmieniła się nieco jakieś półtora miesiąca temu, do tamtej pory jadłam tylko owoce i sałatki. Teraz jem trochę inaczej głównie z tego powodu, że po prostu teraz jest mniejsza dostępność do dobrych owoców i chociaż dalej jest ich sporo to nie smakują tak samo i nie raz już nacięłam się na bardzo niedobrego arbuza, na przykład. Ja nie jestem typem osoby, która będzie się głodzić dla zasady i nie będzie jeść nic, jeśli owoce nie są zbyt dobre. Dlatego teraz jem o wiele więcej sałatek, robię kluski z cukinii z różnymi sosami mojej własnej twórczości, kulki z daktyli i kokosa, smoothie. Na śniadanie zazwyczaj jem arbuza, a jeśli go nie mam to jem truskawki lub czereśnie, które ostatnio znów się pojawiły. Uwielbiam czereśnie! Dosłownie pięć minut temu zjadłam ich kilogram. Później to już zależy kiedy jestem głodna i na co mam ochotę. Czasem nie jem przez pięć kolejnych godzin, a innym razem jem po godzinie. Różnie to bywa. Sałatki, które jem są spore, zazwyczaj szatkuję całą główkę sałaty, kroję trzy lub cztery pomidory, czerwoną paprykę, suszone pomidory, awokado. Czasami dodam żurawinę. Czasem jem tak bez żadnych dodatków, innym razem skropię świeżym sokiem z cytryny lub limonki, a jeszcze innym razem zrobię sos miksując suszone pomidory i awokado, zamiast wkładać je bezpośrednio do sałatki. Zależy na co mam ochotę. Czasami posypię nasionami konopii.

Zrobię specjalną serię postów dla was, w której będę pokazywać co jem w ciągu dnia i wtedy bardziej to wszystko rozwinę :). Czasem dodaję snapy ze zdjęciami posiłków, więc jakbyście byli ciekawi to zapraszam – gusiek.w


.
.
.
Moje zasady żywieniowe

Jest kilka takich rzeczy, których się trzymam, o których nie zapominam i dzięki którym czuję się lepiej.

  1. Jem, gdy jestem głodna. Nie mam ustalonych godzin posiłków, nie trzymam się żadnego harmonogramu. Zamiast tego słucham swojego ciała i odpowiadam na jego sygnały. Jeśli więc na przykład zgłodnieję o godzinie 22 to zjem coś o 22. Te późne posiłki będą jednak lżejsze, więc nie zrobię już sałatki, ale zjem np. truskawki.
  2. Nigdy z niczym nie mieszam arbuza. Arbuz to owoc, który trawi się najszybciej (jak i inne melony) i jem go samego, nie mieszam z żadnymi innymi rzeczami, żeby nie przeszkodzić właśnie w trawieniu.
  3. Nie łączę truskawek z bananami, bo jak zjem taki mix to boli mnie brzuch. Wydawałoby się, że bez powodu, ale wygląda na to, że jednak ma sens ten podział owoców na grupy. Banan jest w grupie owoców słodkich, a truskawki w grupie owoców kwaśnych. Łączenie tych dwóch grup może sprawiać problemy żołądkowi.
  4. Nie jem ani nie piję nic zimnego, bo po zimnym też boli mnie brzuch. Tzn. taki arbuz z lodówki jest okej, ale jak zblendowałam zamrożone banany z paroma dodatkami (takie jakby lody wyszły) to później miałam problem z bólem brzucha. Testowałam to później jeszcze kilka razy i zawsze mnie bolało po zimnym, więc mój organizm przyzwyczaił się po prostu do normalnej temperatury.
  5. Nie używamy soli ani cukru w ogóle.
  6. Jeśli nie mam apetytu to nie jem, nie zmuszam się. Jeśli źle się czuję, na przykład przeziębię się albo coś, to też w siebie nie wpycham, tylko daję organizmowi czas na dojście do siebie.

.
.
.
Czy naprawdę niszczę swój organizm?

Wiele razy spotkałam się z komentarzami, że rujnuję swoje zdrowie jedząc w taki sposób, dlatego pozwólcie, że wam opowiem o kilku różnicach, które zauważyłam po przejściu na surową wegańską dietę. Pamiętajcie jednak, że przed tym weganką byłam ponad rok, a wcześniej wegetarianką przez ponad 10 lat, więc już to sprawiło, że byłam zdrowsza, bo gdybym nawet z samego wegetarianizmu przeskoczyła na surowy weganizm to czułabym się pewnie jak nowonarodzona. Dalej jednak były rzeczy (i na pewno wciąż jakieś inne są), w których zaszły spore zmiany i wymienię je poniżej.

  1. Mam o wiele więcej energii i zdecydowanie to czuję. Nie śpię dużo (bo April), a mimo to jestem w stanie być aktywna cały dzień. O wiele, wiele rzadziej zdarza mi się pomyśleć, że czegoś mi się nie chce zrobić czy że nie chce mi się gdzieś pójść.
  2. Moja skóra na całym ciele jest gładka, napięta i nawilżona bez używania balsamów czy olejków. Owoce mają w sobie dużo wody, co gra tutaj ogromną rolę. Jedynie moje dłonie są mega suche aktualnie, ale tutaj winę zwalam na przeprowadzkę oraz pogodę.
  3. Ponadto, skóra na twarzy ma taki jakiś blask, którego nie miała wcześniej. Widać, że jest zdrowa.
  4. Mam całkowicie bezbolesne i bardzo lekkie okresy. Jakiś czas temu musiałam brać leki przeciwbólowe i brałam jeden ibuprom rano i jeden późnym popołudniem, a i tak dalej czułam ból. Później, gdy przestałam przyjmować jakiekolwiek leki (i zrobiłam to, wbrew pozorom, dla zdrowia) to naprawdę cierpiałam przez pierwsze dwa dni. Po przejściu z weganizmu na surowy weganizm wszystkie bóle mi przeszły całkowicie i jedynym objawem na zbliżającą się miesiączkę jest to, że mam zwiększony apetyt. Wcześniej miałabym bóle brzucha i głowy, huśtawki nastroju, wypryski na twarzy, byłabym wzdęta. Teraz nic takiego nie ma miejsca. W tym momencie często (ale nie zawsze) wystarczy mi wkładka higieniczna, zamiast podpaski. Pamiętajcie, że bolesne i bardzo obfite miesiączki nie są normalne! A jak ktoś ma mdłości, zawroty głowy albo nawet wymiotuje to jest to jeszcze większy powód do niepokoju.
  5. Moje paznokcie są o wiele mocniejsze. Nie łamią i nie rozdwajają mi się, szybciej rosną. Podobnie z włosami – szybciej rosną i są o wiele bardziej lśniące niż wcześniej.
  6. Może się to wydawać dziwne, ale lepiej też widzę. Tzn. nigdy nie miałam problemów ze wzrokiem, ale teraz wszystko jest wyraźniejsze, kolory są jakby bardziej nasycone. Naprawdę widzę tu różnicę i wiem, że nie jestem z tym sama.
  7. Nie powoduję żadnych stanów zapalnych, wzdęć, gazów, bóli brzucha ani głowy, ociężałości, zmęczenia, nie podnoszę sobie poziomu cukru we krwi ani cholesterolu. Wszystko jest na takich poziomach, na jakich powinno być. Ciekawostką niech będzie to, że spożywanie nabiału znacznie zwiększa wydzielanie śluzu, co powoduje katar, kaszel, zatkane zatoki, częste przeziębienia i wiele innych.
  8. Nie choruję. To zmieniło się w sumie po przejściu na weganizm – przestałam chorować. Przez ten cały czas (ok. półtora roku chyba albo nawet już dwa lata) chora byłam chyba tylko dwa razy i były to zwykłe przeziębienia, które szybko przechodziły. Zaznaczę tu jeszcze, że nie brałam żadnych leków na nic.
  9. Mam płaski brzuch, na który nie muszę pracować! Jednocześnie mam zaokrąglone biodra, więc wcale nie jestem wychudzona.

 

Wiem, że im dłużej będę jeść w ten sposób tym bardziej moje ciało będzie się oczyszczać i tym lepiej mój organizm będzie się czuć!

 

Niedawno robiłam badania krwi i chciałam pokazać wam moje wyniki po to, byście zobaczyli, że wcale nie mam żadnych niedoborów. Klikajcie na obrazki, aby je powiększyć. Wszystko tam jest po angielsku, więc jakbyście potrzebowali pomocy to piszcie w komentarzach. Zamazałam tam też moje dane, adresy i nazwisko lekarza.

.

 

Spadek wagi

Jeśli z diety wyeliminuje się niezdrowe tłuszcze, cukry i inne dziwne rzeczy to oczywiście, że waga spadnie. Samo przejście na zdrowy weganizm sprawi, że zrzucicie zbędne kilogramy, że zaczniecie się czuć i wyglądać lepiej. Tylko zaznaczam tutaj – zdrowy weganizm, bo niezdrowy to inna bajka, chociaż nawet samo odstawienie produktów zwierzęcych już sprawi, że waga się ruszy.

Ja schudłam w sumie 9 kg i wskaźnik BMI mówi mi, że jestem „wychudzona”, a ja… czuję się świetnie, nie choruję, wyglądam dobrze (chociaż to akurat jest kwestia gustu), chodzę na siłownię i tak, rosną mi mięśnie nawet bez spożywania koktajli białkowych. Uważam, że mój organizm po prostu osiągnął optymalną wagę, która jest dla niego najodpowiedniejsza, bo teraz już nie spada i jak kiedyś chciałam przytyć tak teraz szczerze mi to wisi.


.
.
.
Tak, zdarzają mi się wyjątki

Gdybym poszła do kogoś i ten ktoś przygotowałby sałatkę, w której byłyby na przykład marchewki albo buraczki to najprawdopodobniej bym ją zjadła, no chyba że nie byłabym głodna. Jak byliśmy w marokańskiej restauracji to spróbowałam kilku rzeczy. Zjadłam trochę ugotowanego bakłażana i wspomniane już przed chwilą buraczki. Jeśli idę z kimś do restauracji to dokładnie pytam o wszystko co chcę zamówić czyli o konkretny skład sałatek, które czasem wydają się proste i bez dodatków, a wcale takie nie są. Zawsze jednak gdy gdzieś jadę to zabieram ze sobą jedzenie na wszelki wypadek. Zresztą, po prostu dobrze jest mieć jakieś przekąski na czarną godzinę!

Jak byłam w Polsce to powiem szczerze, że ciężko mi było żyć na owocach, bo wszystko było takie niedojrzałe… Banany totalnie żółte, a czekanie na to, żeby dojrzały choć trochę trwało bardzo długo. Zjadłam sobie więc trochę hummusu, pitę, jakieś tam dodatki warzywne, nie pamiętam już dokładnie co w tym było. Kupiłam też chleb zrobiony z ziaren i jadłam z pomidorami. Zaskoczeniem było to, że w Biedronce mieli dobre mango!

Teraz wygląda to tak, że, jak już wspomniałam, w okresie zimowym jemy trochę inaczej. Więcej sałatek, więcej surowych krakersów, piję wodę kokosową, żeby być dobrze nawodnioną. Dzisiaj wywaliłam kolejnego niedobrego arbuza i na razie się poddaję, bo tylko marnuję pieniądze. Na wiosnę się to zmieni, ale na razie jest jak jest i nie mam z tym większego problemu, chociaż tęsknię za świeżymi owocami. Do sałatek dodajemy czasem fasolę pinto, zdarza się nam od czasu do czasu dodać też trochę kuskusu. Raz na jakiś czas zjem kromkę chleba i zaspokaja to moją potrzebę (bez kitu, chleb uzależnia, poczytajcie o tym), ale to tylko tyle, nie czuję nic innego pozytywnego, nie uważam, żebym dostarczała organizmowi żadnych wartości odżywczych w ten sposób.

Jak już jem coś innego niż zazwyczaj to upewniam się, że nie ma w tym dodanego cukru oraz soli, a jeśli jest sól to że jest jej minimalna ilość. Jakby ktoś zaserwował mi sałatkę z pomidorami i solą to już bym nie zjadła.

Na mojej liście rzeczy, których w ogóle nie chcę jeść są m.in. wszelkie kiszone rzeczy jak kapusta czy ogórki, brokuły, grzyby, cebula, ziemniaki i inne.


.
.
.
A co z orzechami?!

Wiecie co jest ciekawe? Nawet jak kupuje się na przykład orzechy nerkowca oznaczone jako „surowe” to tak naprawdę nie są surowe, bo surowe nerkowce są toksyczne dla organizmu człowieka. I tak samo jest z innymi rodzajami, ale nie jestem teraz pewna jakimi konkretnie. Nie rozumiem więc po co kombinować z czymś, co w naturalnej formie jest toksyczne? Nie zjedlibyście przecież muchomora, nie?

Dlatego też ograniczam spożywanie orzechów do minimum. Mamy kilka różnych rodzajów w naszej spiżarce, ale rzadko je używamy. Raz na miesiąc może zdarzy mi się zrobić sos z użyciem jakichś orzechów (albo ciasto dyniowe, o którym wam pisałam wcześniej), ale zawsze najpierw zalewam je wrzątkiem i zostawiam do odmoczenia na całą noc.


.
.
.
Warzywa są niezdrowe – sprostowanie

Bardzo chcę w tym miejscu sprostować jedną rzecz, której zresztą nigdy nie powiedziałam. Na samym początku nie myślałam, że zostanie to tak odebrane, ale od jakiegoś czasu wydaje mi się, że nie wyjaśniłam tego do końca.

Nie uważam, że warzywa są niezdrowe. Nie uważam też, że warzywa powodują choroby. Faktem jest natomiast, że surowe warzywa trawione są o wiele trudniej niż owoce, niektóre (np. kukurydza) nie są trawione w ogóle, większość powoduje wzdęcia, gazy i bóle brzucha. Poza tym nie mają w sobie nic ważnego, czego nie dałyby mi owoce. Dlatego podjęłam decyzję, by wykluczyć je z mojej diety. Chcę jeść to, co mój organizm będzie w stanie strawić bez problemu. Tylko gotowane warzywa mogą być strawione trochę łatwiej, ale z kolei obróbka termiczna w wysokich temperaturach powoduje wytwarzanie toksyn, które zaburzają florę bakteryjną jelit, co prowadzi do różnych niefajnych chorób, m.in. nowotworu jelita. Co więcej, gdy trawimy produkty przygotowane w temperaturze wyższej niż 45 stopni Celsjusza, powodujemy skok białych krwinek, co prowadzi do zwiększenia stanów zapalnych, a to z kolei znacznie zwiększa ryzyko zachorowania na różne schorzenia. Czy warto? Według mnie nie.


.
.
.
Na chwilę obecną to tyle. Mam jeszcze dwa kolejne posty na ten temat czekające na publikację, więc zapraszam do mnie ponownie :).

Do następnego!
Aga
.
.
.
Jeśli lubisz tu zaglądać i czytać moje posty to będę bardzo wdzięczna, jeśli zagłosujesz na mojego bloga klikając w baner poniżej. Dzięki :)!

glosowanie

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE
  • aYaTH

    Kiszona kapusta … ale tak NATURALNIE kiszona ….w beczce…nie ta ze sklepu…oczyszcza watrobe z toksyn

    • Aga

      A tego nie wiem. Nie jem, bo nie przepadam, ale też tak dziwnie teraz byłoby mi jeść sfermentowane jedzenie, a poza tym nie wydaje mi się, żeby dobrze mi służyło po takim czasie jedzenia w ten sposób. Ale chętnie poczytam o tym oczyszczaniu dla poszerzenia wiedzy 😀

  • Claudia

    Bardzo fajny wpis. Mega mnie zaciekawił. Chętnie dowiedziałabym się jeszcze więcej. Jak przygotowywujesz makaron. Czy porcja owoców jest ograniczona, a może jesz do syta? Pozdrawiam 🙂

    • Aga

      Makaronu jako makaronu kupnego nie jem w ogóle. Robię makaron z cukinii używając tego – http://ecx.images-amazon.com/images/I/513n24qkGzL.jpg A co do sosów i tak dalej to jeszcze będę o tym pisać!
      I nie, nie mam wyznaczonych ilości owoców. Jem aż czuję się najedzona 🙂

  • Super! Bardzo czekałam na ten post!

    Mam pytanie, czy mogłabyś rozwinąć tę myśl: „Na mojej liście rzeczy, których w ogóle nie chcę jeść są m.in. wszelkie kiszone rzeczy jak kapusta czy ogórki, brokuły, grzyby, cebula, ziemniaki i inne.” Są jakieś powody dlaczego nie chcesz jeść tych produktów? Ok, rozumiem że kiszone są w pewien sposób przetworzone, a ziemniaka surowego się nie je. Ale co np. z brokulami, cebula, pieczarkami?

    Mam jeszcze jedno pytanie, z zupełnie innej beczki, ale trochę zahaczajace o weganizm- jakiej pasty do zębów uzywasz? Masz jakieś doświadczenia z domowa pasta z dodatkiem sody oczyszczonej?

    Z góry dziękuję za odpowiedzi I jak zawsze pozdrawiam 😉

    • Aga

      Ogólnie brokuły, pieczarki i kilka innych (kurcze, teraz jak o tym piszę to mam pustkę w głowie.. jakby to ludzie tu powiedzieli: „brain fart” 😀 ) ciężko strawić i powodują gazy, wzdęcia. Sama zauważyłam po jedzeniu brokuł, że mam problemy, niezbyt dobrze się czułam. Poza tym szczerze to nie lubię surowych pieczarek, brokuł, cebuli… Nie lubię też surowej fasoli, surowego kalafiora i innych.

      Zmieniłam niedawno pastę do zębów i teraz używam tej – http://www.luvubeauty.com/retail/images/RTC-10532-7.jpg Sama pasty nigdy nie robiłam, chociaż przymierzam się ku temu!

      • Dzięki!

        Ja wlłaśnie ostatnio zaczęlam się przerzucać na naturalne, domowe kosmetyki i od kilku dni używam pasty do zębów z sody (niewiele), oleju kokosowego i olejku miętowego. Póki co sobie chwalę, ale opinie na temat wpływu sody na szkliwo i dziąsła są tak podzielone, że raczej będzie to moja pasta „raz na jakiś czas”. Byłam ciekawa jakiejś rzetelnej opinii na ten temat od osoby, która już dłużej stosuje takiego wynalazku 🙂

      • Aga

        A jakich proporcji używasz?
        Ja jeszcze o tym jakoś konkretniej nie czytałam, ale widziałam na forach wpisy ludzi, którzy używają takiej pasty o której piszesz przez dłuuuugi czas. Niektórzy myją zęby samym olejem kokosowym, ale szczerze to ja nie wiem czy byłabym w stanie przez konsystencję oleju.

      • Zrobiłam mniej więcej 1/3 sody i 2/3 oleju kokosowego, plus trochę olejku miętowego dla aromatu. Ale widziałam przepisy na zupełnie odwrotne proporcje i ludzie bardzo je sobie chwalili, dla mnie jakoś za dużo się tej sody wydawało. W ogóle z tym patrzeniem na sodę i jej wpływ na szkliwo to jest ciekawa sprawa- kiedy czytam polski internet, ludzie są w większości na nie, a kiedy czytam amerykański internet, ludzie są raczej na tak, nawet dentyści się pozytywnie wypowiadają.
        Póki co postanowiłam pastę z sody używać nie więcej niż 2 razy w tygodniu i zobaczę, jakie będą efekty. Teraz używałam przez tydzień rano i wieczorem i wszystko było super, ale jednak te ostrzeżenia mnie trochę przerażają…

      • Aga

        Chętnie spróbuję takiej pasty, dzięki! W sumie nie dziwię Ci się, że Cię te ostrzeżenia przerażają. Zwłaszcza, że różne są opinie,więc nie wiadomo do końca komu wierzyć. I ja zauważyłam to samo – prawdy na polskich stronach wykluczają te na amerykańskich. Myślę, że to jest jeden z powodów wielu nieporozumień chociażby na moim blogu, bo ja teraz czytam głównie te amerykańskie. Jakbyś coś tam się u Ciebie działo przy dłuższym użyciu takiej pasty (oby tylko pozytywy!) to daj znać 🙂 A tymczasem idę poczytać o sodzie i szkliwie…

  • Marlena

    Podziwiam Cię! Ja potrafię zrezygnować z wielu rzeczy (co po urodzeniu dziecka jest w sumie naturalne), ale nie potrafię odmówić sobie konkretnego jedzenia. Uwielbiam schabowego z zasmażana kapusta i ziemniakami hehe 😀 Gdy byłam w ciąży i było lato objadalam sie arbuzami, czereśniami (chociaż na nie trzeba uważać jeśli ma sie kłopoty z tarczyca) i innymi owocami, ale za chwile byłam głodna a im więcej jadłam arbuza tym bardziej brzuch bolał bo był wypełniony woda w sumie. Podejrzewam, że da sie przestawić, ale ja nie potrafię sobie wyobrazić takiego jedzenia non stop. A inna kwestia o której wspomniałaś, na 4 kupione mango tylko jedno było takie jak powinno..
    pozdrawiam ! 🙂

    • Aga

      Wydaje mi się, że jakbyś miała konkretną motywację to spokojnie byś dała radę. Ja też kiedyś myślałam, że nie mogłabym przestać jeść sera, bo UWIELBIAŁAM ser, kładłam go na wszystko, a sernik był moim ulubionym ciastem, które mogłam jeść non stop. Ale później wszystko się zmieniło i w ogóle za tym nie tęsknię. To po prostu kwestia … no wiesz, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 🙂 Rozumiem jednak doskonale, że teraz uważasz, że ciężko byłoby Ci zrezygnować z czegoś, co tak bardzo lubisz. Logiczne! Powiem Ci, że ja nigdy nie lubiłam schabowych, nawet za dzieciaka.
      Jeśli jesz tyle, że zaczyna boleć Cię brzuch to znak, że czas, by przestać i dać sobie odpocząć 🙂 Ja tak robię przynajmniej. Jak czuję się pełna to kończę jeść, bo ból brzucha nie jest fajny.
      Dodam jeszcze, że ja tak samo miałam jak mi Nathan powiedział o takim sposobie jedzenia pierwszy raz. Ja się popłakałam, jak on mi o tym opowiadał, bo wpadłam w totalną panikę, że zniszczy sobie zdrowie i zwyczajnie nie miałam pojęcia jak się tak da. Zabawne, że Ty i ja mamy tak podobne podejścia 😀 Tzn. ja w przeszłości, a Ty teraz.

      • Marlena

        Pewnie masz racje, bo wszystko siedzi w głowie 😀 Jakbym sie nastawiła psychicznie to może by sie udało, ale może kiedyś. W ciąży tak bardzo mi sie chciało soczystych rzeczy, że cieżko było przestać 😀 Oj sery tez lubię bardzo.. i serki wiejskie, aż sie głodna zrobiłam 😀

      • Aga

        O matko, ja kiedyś uwielbiałam serki wiejskie! A w ciąży jadłam tonę pomarańczy, też tak miałaś? Bo wspomniałaś o soczystych rzeczach 😀

      • Marlena

        Pomarańcze to był u mnie hit 😀 właśnie pamietam jak czytałam twoje posty o ciążowych zachciankach i sobie myślałam, że to dziwne a potem sama tego doświadczyłam 😀

      • Aga

        Haha no bo ciężko w to wszystko uwierzyć póki samemu się nie doświadczy 😀

      • Annimula

        Ja tez uwielbialam ser. Pamietam jak kilka miesiecy temu pisalas o swojej diecie weganskiej, a ja wtedy chcialam skomentowac, ze moglabym zrezygnowac z miesa, ale z sera nie, tym bardziej, ze mieszkam we Wloszech a tu doslownie ser dodaje sie do wszystkiego. . Po kilku tygodniach jednak, zaczelam zle sie czuc,mialam ciagle bol brzucha i bylam zmuszona zmienic diete, od tamtej pory (tj od ok maja) nie zjadlam nawet kawalka sera. I okazalo sie, ze jestem w stanie i ze jest to mozliwe. Teraz nawet juz nie chcialabym wracac do jedzenia nabialu.

      • Aga

        To super, że się udało i że lepiej się czujesz po zmianie diety 🙂 Tzn. mam nadzieję, że lepiej!

      • Annimula

        Czuje sie lepiej bo trzymam diete, ale gdy zjem cos ciezszego, to znowu czuje sie gorzej. Niestety moj lekarz jest dosc powolny, i uznal, ze bedzie zajmowal sie jednym problemem na raz, tak wiec, jak narazie lecze sie jedzeniem.

      • Aga

        Czyli że sama znalazłaś sposób na to jak czuć się lepiej, lekarz niewiele tu pomógł… Mam nadzieję ,że chociaż z tą drugą sprawą zajął się porządnie!

  • Ewa

    Arbuz nie ma kompletnie zadnych witamin ani wartosci odzywczych, owszem znakomicie gasi pragnienie po w ponad 95 proc. sklada sie z wody, jest bardzo orzeźwiający no i smaczny, sama lubię arbuzy,ale na tym jego pozytywy się kończą, więc też nie bardzo rozumiem po co wprowadzasz go do diety swojej córki. Moje zdanie na temat Twojego odżywiania jest negatywne,no ale oczywiście Twoja sprawa jak się odżywiasz, moim zdaniem nie wyglądasz zdrowo,oczywiście nie chcę Cie urazić w zaden sposób i nie chcę żebyś źle to odebrała,bo uważam Cię za naprawdę mądra osobę,lubię czytać Twojego bloga,po prostu nie ze wszystkim.się zgadzam,tak jak w kwestii odżywiania. Jeśli chodzi o Nathana to również uważam,że jest bardzo wątly jak na 40 letniego faceta,chudy i jakby zmęczony , trudno mi zrozumieć jak dorosly mężczyzna ktory ma zapotrzebowanie okolo 2500 kcal dziennie może żywić się głównie samymi owocami.

    • Aga

      Jeśli chodzi o komentarze dotyczące wyglądu to prześlij mi proszę Twoje zdjęcie, bo dopiero wtedy możemy wymienić się opiniami :).

      A teraz o arbuzie… Jedząc arbuza nawadniamy organizm, a nawodnienie jest niesamowicie ważne. Większość ludzi na świecie jest odwodniona, a to nie jest fajne. Poza tym, tak, arbuz ma mało kalorii, ale po pierwsze nie musimy przecież jeść wysoko kalorycznych produktów, a po drugie mimo małej ilości witamin one dalej tam są. Arbuzy mają np. witaminę C, B6, magnez, itp. Mają dużo przeciwutleniaczy, które spowalniają starzenie i – uwaga – hamują rozwój komórek nowotworowych. Jedząc arbuzy zmniejszamy ryzyko zawału serca, obniża się ciśnienie krwi, zmniejsza poziom stanów zapalnych… I na pewno jest tego więcej, ale już nie pamiętam teraz, dawno o tym czytałam i spokojnie możesz znaleźć to info w necie, jeśli masz ochotę. Sporo tych zalet poza samą wodą, wydaje mi się. To wszystko to powody, dla których April też je arbuzy. A poza tym bardzo je lubi 🙂

      Co do ilości kalorii spożywanej dziennie to już kiedyś o tym pisałam, ale nie mogę teraz niestety znaleźć gdzie to było. Napiszę więc tutaj tak ogólnie, że według mnie ilość spożywanych kalorii jest odpowiednia wtedy, gdy jesteśmy zdrowi, dobrze się czujemy, gdy mamy energię. Na przykład 1 kg czereśni, które pochłonęłam pisząc ten post, to prawie 500 kalorii. Więcej o tym jeszcze napiszę innym razem, jak pokażę co jem 🙂 Jednego dnia przekroczę 3000 kalorii, a innego zjem tylko 800. Różnie to bywa, zależy na co mam ochotę i ile czuję głodu, ale nie uważam, żeby dobrym pomysłem było wpychanie w siebie jedzenia tylko po to, by dotrzeć do tej konkretnej liczby kalorii, która jest polecana.

      • Ewa

        A no i jeszcze jedna rzecz,piszesz o arbuzie ,że to owoc,tymczasem arbuz jest warzywem.

      • Aga

        Odpowiedziałam na to już w innym komentarzu, więc przekopiuję po prostu – z biologicznego punktu widzenia owoce to te części roślin, które mają nasiona. Liście dyni na przykład uznawane byłyby za warzywo, ale sama dynia jest owocem, tak samo jak i arbuz, który ma przecież sporo nasion w środku 🙂

  • Klaudia K.

    Cieszę się, że napisałaś taki post, bo w sumie dużo wyjaśnił mi na czym polega teraz twoja dieta 🙂 Chciałam się też z ciekawości spytać, dlaczego nie chcesz jeść kiszonek?

    • Aga

      Nigdy nie lubiłam kiszonych rzeczy jakoś bardzo, dość rzadko je jadłam. Poza tym jakoś tak teraz po takim czasie jedzenia w ten sposób dziwnie byłoby mi jeść coś co jest sfermentowane 😀 Zwyczajnie nie wygląda to dla mnie apetycznie. No ale, jak już wspomniałam w innym komentarzu, niezbyt wiele wiem na temat pozytywnego czy też negatywnego wpływu takiego jedzenia na organizm, więc jest to głównie moje jakieś tam widzimisię 🙂

  • Aśka

    Arbuz to nie owoc tylko warzywo!!! Mało kto w ogóle to wie,bo ludzie są przekonani ,ze arbuz jest owocem,ale pochodzi z rodziny dyniowatych i jest warzywem

    • Aga

      Arbuzy i dynie to owoce 😀 Z biologicznego punktu widzenia owoce to te części roślin, które mają nasiona. Liście dyni na przykład uznawane byłyby za warzywo, ale sama dynia jest owocem.

      • Ewa

        Mylisz się,arbuz nie jest owocem,podobnie jak i melon tez jest warzywem, ludzie przypisują je do owoców,ze względu na ich soczystosc,ale jest to błąd.

      • Aga

        Oj, najpierw mi napisałaś, że jedyną zaletą arbuza jest to, że ma dużo wody. Odpowiedziałam Ci na to obszernie, co zignorowałaś po to, by napisać mi teraz, że arbuz nie jest owocem. Zastanawia mnie jaki masz w tym wszystkim cel, bo na chwilę obecną wydaje mi się, że na siłę chcesz mi udowodnić, że nie mam racji. Tylko po co? Jeśli chcesz uznawać arbuza za warzywo to spoko, nie bronię Ci, naprawdę.

        Z Wikipedii: „Arbuz, kawon (Citrullus Schrad.) – rodzaj roślin z rodziny dyniowatych. Gatunkiem typowym jest Citrullus vulgaris[2]. Duże znaczenie użytkowe ze względu na soczyste, jadalne owoce ma arbuz zwyczajny C. lanatus.”
        Jadalne OWOCE.

        EDIT: Zresztą, nawet jakby mi jakiś naukowiec tu przyszedł i wielkimi literami napisał: „arbuz jest warzywem” to i tak będę go jadła, bo trawiony jest niesamowicie łatwo i szybko, a poza tym jest pyszny i aż żal byłoby nie skorzystać 😀
        EDIT 2, bo zapomniałam: Wiem, że od dawna czytasz mojego bloga i naprawdę super, że się tu zadomowiłaś! To, że mamy inne zdanie na temat jakichś tam spraw jest całkowicie normalne, w końcu jesteśmy dwiema innymi osobami.

  • Natalia

    Nie uważasz, że skąpe miesiączki to powód do niepokoju? Tzn. nie boisz się, że Ci ona zaniknie calkowicie?

    • Aga

      Nie, tzn. według mnie skąpa miesiączka to nie problem o ile jest owulacja. Zaczęłabym się martwić, gdybym nie miała owulacji, dopiero to byłby problem. Są kobiety, które w ogóle nie krwawią, a dalej mają owulacje, zachodzą nawet w ciąże i rodzą zdrowe dzieci, a to oznacza, że wszystko jest okej 🙂

      • Marta

        Uwazasz że,jeśli kobieta nie miesiaczkuje ( pomijając wiek pomenopauzie) to jest ok?? Któryś lekarz ci tak powiedzial,czy sama tak stwierdzilas?

      • Aga

        Nie, ja napisałam, że ja nie martwię się mając skąpe miesiączki i że nie martwiłabym się, gdybym przestała krwawić, ale jednocześnie miałabym owulacje. Jeśli ktoś ma np. anoreksję i przestaje miesiączkować to jest zupełnie inna sytuacja. Nie napisałam, że to OK i że wy też nie powinniście się wtedy martwić. Nie daję tu żadnych tego typu rad, tylko mówię o swoich odczuciach.

        Swoją drogą, przeczytałam jakiś czas temu artykuł o tym, jakoby naturalną miesiączką miałabyć ta, która jest… wchłaniana przez ciało. Możesz przeczytać tutaj – http://charbie.com/2016/03/22/menstruation-is-normal-but-is-it-natural/ jeśli masz ochotę. Gdy to przeczytałam to złapałam się za głowę i pomyślałam, że to jest naprawdę niesamowicie dziwne i nie mam pojęcia w sumie co dokładnie o tym myśleć, wręcz uważałam, że to głupota. Ale nie zatrzymałam się na tm, tylko poczytałam więcej i zobaczyłam, że jest sporo kobiet jedzących w taki sposób, które mają bardzo delikatne krwawienia bez żadnych bólów ani innych objawów, czasem (ale nie jakoś często) nie mają ich w ogóle, a normalnie zachodzą w ciąże i rodzą zdrowe dzieci. Po drugiej stronie natomiast jest tyle kobiet, które jedzą standardową dietę i mają obfite miesiączki z bólami nie tylko brzucha, ale i pleców i tak dalej. Ja od dawna myślałam, że ból nie jest ani naturalny ani normalny, więc to wszystko z tego artykułu wtedy zaczęło mieć dla mnie sens.

        I teraz, ja nie mam na ten temat konkretnego zdania, do którego byłabym przywiązana jakoś bardzo, bo dalej to wszystko badam, że tak to ujmę. Miałam nawet zamiar pogadać o tym z moim ginekologiem, gdy zobaczę go kolejny raz, bo to super lekarz i na pewno będzie otwarty na taką dyskusję. Nie wiem tylko kiedy to będzie, bo na razie nie mam powodów do wizyt.

        Dlatego raz jeszcze – ja bym się nie martwiła, gdybym miała owulacje bez krwawień, ale nie mówię ani Tobie ani nikomu innemu, że też macie się nie martwić 🙂

      • Dominika

        Przeczytałam to z wielką ciekawością, tak samo jak i artykuł o miesiączkach i czuje się jakbym przez lata żyła w niewiedzy a teraz mnie oscwiecilo 😀 chyba najpierw zacznę od wegetarianizmu bo boję się tak od razu rzucać na głęboką wodę.

      • Aga

        Fajnie, że Cię to zainteresowało! I tak, ja nie polecam takiego skakania z diety na inną, lapiej jest dać czas organizmowi na przyzwyczajenie się do zmian!

  • Fajnie, że masz dobre wyniki, ja bym się obawiała życia tylko na owocach 😉 Twój post wypada ciekawie w porównaniu z innym, który dziś czytałam: http://basiaszmydt.pl/dieta-przeciwgrzybiczna-detoks-cukrowy-jak-zaczac/. Czyli prawie całkowite przeciwieństwo Twojej diety, a efekty macie podobne (np. poprawa cery). A jak jest u Ciebie z mlekiem roślinnym i herbatami ziołowymi? Ja już od dawna nie piję krowiego mleka (a uwielbiałam będąc dzieckiem i nastolatką), teraz to właściwie tylko migdałowe, najlepiej byłoby je robić samemu, ale na razie nie mam dobrego sprzętu i piję z kartonu. Mój mąż niestety przekonać do zmiany diety całkiem się nie da, ale widzę drobne postępy więc to i tak sukces! A w kwestii miesiączek – polecam kubeczek menstruacyjny. Miałam do niego parę podejść, ale jak już nauczyłam się „obsługi” to przestałam używać podpasek i tamponów.

    • Aga

      Ten artykuł, który mi wysłałaś przeczytam jak Nathan wróci z pracy, na razie April mi tu buszuje 😉
      Ja nie piję żadnych herbat ani żadnego mleka. Wcześniej piliśmy mleko migdałowe, ale teraz kompletnie nie i osobiście nie czuję żadnej potrzeby, nie tęsknię ani za mlekiem, ani za herbatami. Myślę, że nie są konieczne do tego, by być zdrowym, ale nie uważam też, żeby były jakieś złe. Chyba że ktos pije mleko pełne cukru i emulgatorów, wtedy już nie jest tak fajnie. Ciężko znaleźć takie naprawdę dobre w sklepach ,ale rozumiem doskonale, że nie każdy ma możliwość robić mleko w domu, więc trzeba sobie radzić 🙂

      Myślałam o kubeczku menstruacyjnym! Sporo o tym czytałam, ale powiem Ci szczerze, że jeszcze nie jestem na to do końca gotowa… psychicznie 😉 Jakiego Ty używasz? Gdzie kupujesz?

      • Ja kupiłam mój chyba na ebayu, taki najprostszy (chociaż takie składane też wydają się fajne) i daje radę. Nie wiedziałam czy mi się spodoba i czy będę używać, więc na początek nie chciałam inwestować zbyt wiele kasy, może następny będzie bardziej fancy 😉 Ja też nie czułam się na początku gotowa i mój pare tygodni przeleżał w szufladzie 😉 Z tego co się orientuje to większość dziewczyn, które spróbowały kubeczków nie wracają już do tamponów i podpasek (ja chyba oddam te co mi zostały mojej siostrze bo tylko leżą i się kurzą).

      • Aga

        No to musze się przemóc i spróbować 🙂 Na razie wymieniłam tylko podpaski na te bez żadnych okropnych dodatków.

  • Marta

    Hej 🙂
    Od pewnego czasu czytam Twoje posty, ale dopiero teraz naszła mnie chęć na napisanie.
    Jest parę rzeczy, z którymi chciałabym się podzielić.
    Bardzo podoba i się Twoich sześć zasad odżywiania.Bardzo dobre punkty, które uważam powinny zakorzenić sie w naszych przyzwyczajeniach.
    Co do bezbolesnych okresów… Ciało kobiety jest tak stworzone i mięśnie w drogach rodnych są ułożone w taki sposób, że w momencie urodzenia dziecka mięśnie automatycznie się rozluźniają. Dlatego też Twoje miesiączki stały się bezbolesne (a’propos rozluźnienia- czasem nawet u niektórych kobiet dochodzi do problemów z nietrzymaniem moczu-ale to taki dodatek informacyjny;) ) Dlatego to poród jest powodem bezbolesnych miesiączek. Co do wielkości krwawienia, w żadnych poważnych badaniach i pracach naukowych lekarzy nie jest potwierdzone, że mała ilość krwawienia nie jest problemem natomiast duża tak. Wręcz przeciwnie. Osobiście ( z czystej dobroci) proponowałabym Ci udać się jednak do lekarza z tą sprawą, tak na wszelki wypadek 🙂
    Co do orzechów…Też się niestety nie zgodzę.Oczywiście każda nadmierna ilość każdego produktu nie jest dobra dla organizmu, ale co do orzechów to lekarze nawet zalecają spożywanie ich od czasu do czasu ze względu na właściwości poprawiające kondycję mózgu i pamięć;)
    Co do tego nieszczęsnego arbuza. Arbuz to owoc.
    Wiem czytałam Twoje odpowiedzi na temat tego dlaczego uważasz , ze to owoc. Niestety muszę Cię zmartwić. To prawda ta część rośliny z ziarnami nazywana jest OWOCNIĄ (ewentualnie owocem). Natomiast nazwa OWOC (dotycząca np. jabłek, truskawek itp) to nazwa systematyczna tej grupy roślin. To jest akurat wiedza z lekcji biologii. Dlatego też mogłaś się pomylić z wyjaśnieniem. Koniec końców owoc-nazwa grupy roślin, a owoc-część rośliny- to dwie różne rzeczy 🙂
    Ostatnia rzecz. Co masz na myśli mówiąc o „chlorze bakteryjnej jelit”? Bardzo mnie to zaciekawiło. Dlatego że coś takiego nie istnieje;)
    Istnieje flora bakteryjna m.in. jelit 🙂
    Co do wszystkiego- zapewne będziesz się nie zgadzać w kilku rzeczach. Dodam tylko, że mam taką wiedzę z racji swojego wykształcenia i przede wszystkim doświadczenia 🙂
    Życzę Ci miłego popołudnia, bo u nas już noc 🙂
    Pozdrawiam 🙂

    • Aga

      Po ciąży miesiączki wróciły mi dwa miesiące po porodzie i każda z nich była obfita i bolesna (dokładnie tak jak przed ciążą). Dopiero po przejściu na surową dietę się to zmieniło, więc śmiem przypuszczać, że jednak z porodem nie miało to nic wspólnego.
      Możesz się nie zgadzać co do tego, że ja uważam, że orzechy wcale nie są takie niezbędne (nie twierdzę jednak, że nie mają pozytywnego wpływu na organizm człowieka), ale to, że w surowej formie są toksyczne to jest fakt, a nie mój wymysł. Poza tym my nie trawimy orzechów, co łatwo zobaczyć po wizycie w toalecie. A lekarze mówią bardzo różne rzeczy, z wieloma się nie zgadzam 😉
      Napisałam chlorze? Chodziło mi oczywiście o florę, słownik musiał mi to zmienić, za moment poprawię, dzięki za uwagę 🙂

    • Anka

      No właśnie koleżanka wyżej wyjaśniła bardzo dokładnie,że arbuz owocem nie jest, Aga mam wrażenie,że Ty jak się czegoś uprzesz,nie dasz sobie nic wytłumaczyć,mimo że racji nie masz,ciągle upierasz się przy swoim, tak jest właśnie w przypadku tego nieszczęsnego arbuza,ale nie tylko,już kilka razy zauważyłam,że spierasz się w kwestiach,w których na pewno nie masz racji,a i tak usilnie próbujesz udowodnić,że jest tak jak mówisz.

      • Aga

        Bo rzadko jest coś takiego jak jedna racja, świat nie jest czarno-biały tylko kolorowy. Jeśli na przykład ja jestem ogólnie zdrowa, mam non stop jakieś badania i to bardzo obszerne i wiem, że moje lekkie miesiączki nie mają nic wspólnego z moim stanem zdrowia w negatywnym sensie (wręcz przeciwnie), a ktoś mi będzie mówić, że tak nie jest i że powinnam iść z tym do lekarza no to sorry, ale się nie zgadzam z tym. Innym przykładem niech bedzie moja dieta – ja nigdy wcześniej nie czułam się tak dobrze jak teraz, wyniki badań krwi mam idealne, wszystko jest okej, a ludzie mi wmawiają, że sobie wyniszczam organizm. I ja mam tylko się tu zatrzymać i przyznać wszystkim rację? No kurcze, nie przesadzajmy. Jeśli ktoś ma ochotę ze mną podyskutować to proszę bardzo, jestem do tego naprawdę bardzo chętna, ale nie oczekujcie, że nagle zmienię swoje zdanie na podstawie jednego czy dwóch komentarzy. Jeśli czegoś nie wiem to pytam. To, o czym piszę na blogu oparte jest przede wszystkim na moich własnych doświadczeniach i na mojej wiedzy, to o czym piszę to moje konkretne opinie, większość z nich jest już bardzo zakorzeniona we mnie, dlatego dyskutuję o tym i staram się wyjaśnić wszystko jak najbardziej dokładnie. Jednocześnie czytam co inni piszą i jak na przykład z kiszonkami, co napisałam w innym komentarzu, chętnie poczytam o nich więcej, bo nie wiedziałam, że mają właściwości oczyszczające, nie kłócę się więc, że są niedobre, bo nie wiem. Nie zmuszam nikogo do myślenia tak jak ja, co wiele osób próbuje zrobić w moim kierunku.

        I nie rozumiem tej dyskusji w ogóle. Ktoś teraz zabroni mi jeść arbuza, bo według niego jest on warzywem? A kokos, o którym też pisałam? Ludzie uważają kokosa za owoc, orzech i nasiono w jednym. Dlaczego nie dyskutujemy o kokosie? Napisałam w tym poście tyle innych ciekawych i ważnych informacji, a ktoś uczepił się do tego, że arbuz to warzywo i koniec.

        Cytat: „Vegetable is not a technical term, whereas fruit is. The common definition of „vegetable” is „an edible plant or part thereof”. A „fruit”, however, is a botanical term that refers to a very specific part of the plant: the seed-bearing ovary. A watermelon is both a fruit (the seed bearing ovary of a plant) and a vegetable (an edible plant). There are fruits that aren’t vegetables because they are inedible, like Mistletoe or Holly (popular poisonous Christmas decorations). And there are vegetables that aren’t fruits, like carrots or beets. To make it more confusing, in culinary terms, a fruit is not a fruit if it isn’t sweet. Savory vegetables such as peppers, tomatoes, peas, beans, cucumbers, and squashes are all fruits but, for the purpose of cooking, are not considered fruit. In fact, in cuisine, rhubarb is generally considered a fruit because of it’s use in sweet desserts, but only the stalk (not the seed-bearing part) is edible.”

        Mamy więc win-win.

  • Gośka

    Bardzo fajny post! Ja co prawda nie jem samych owoców, ale też zmieniłam swoja dietę do potrzeb sportu. Mimo iż, moje zapotrzebowanie kaloryczne to 2200 kcal, to przyjmuję 1800. Ograniczyłam węglowodany, jem je w zasadzie tylko w formie mąki kokosowej, płatków owsianych czy też kaszy do obiadu. Natomiast jem dużo uwaga: tłuszczy! Nieprawdą jest to że tłuszcze tuczą! Nie dośc, że jem dużo ryb to jeszcze pije oleje łyżkami i co? Waga leci w dół. Mimo, że co poniektórzy uważają, że wyglądam jak wieszak, pierwszy raz w życiu wyszły mi z 3 tygodnie temu dobre badania krwi. Wcześniej zawsze miałam odchyły, które wskazywały na anemię… Wszystko jest kwestią poznania swojego organizmu, co nam służy co nam sprzyja- obserwacji. Ja np. uwielbiam słynne zdrowe jagody goji, ale niestety u mnie powodują biegunkę. Innym turbo służy. Tak samo Tobie dieta owocowa wyszła zdecydowanie na plus.

    • Aga

      Z tymi rybami to mogłabym podyskutować 😀 Ale ogólnie cieszę się, że w końcu znalazłaś sposób życia, który działa dla Ciebie najlepiej na chwilę obecną! To nie jest takie łatwe i trzeba trochę pokombinować, ale sama widzisz, że się da.

  • Klar

    Może nie zgadzam się że wszystkim co jest tu napisane, ale przeczytałam komentarze pod postem i większość z nich jest po prostu atakująca Ciebie i Twoje przekonania. I nie w jakiś tam sposób tylko jest to agresywne i czułabym się urażona. Przy chlorze czy florze bakteryjnej to jeśli ktoś się tak bardzo na tym zna to wiedziałby że to zwykła pomyłka. Jesteśmy tylko ludźmi. Wmawianie komuś że arbuz to warzywo, czy ze ktoś ma zła miesiączkę… Dajcie spokój, albo przynajmniej bądźcie milsi w tych swoich komentarzach 🙂 uważam że i Nathan i Ty jesteście szczupli ale nie wyglądacie niezdrowo 🙂 a patrząc na April która je tak jak wy a wygląda jak zdrowy Bobas chyba można wysnuć wnioski że wszystko jest całkowicie ok 🙂 pozdrawiam i zazdroszczę Ci możliwości przejścia na te dietę. Tak jak napisałaś – w Polsce ciężko coś takiego wdrożyć w życie z wielu powodów (nie tylko finansowych).

    • Aga

      Ja mam czasem wrażenie, że niektórzy na siłę próbują zmienić moje zdanie i przekonać mnie do tego, bym zaczęła myśleć tak jak oni, bo tak jest i koniec. A gdy ja bronię swojego zdania i dyskutuję o tym konkretnie odpowiadając na komentarze to czytam, że jestem uparta, że nic nie rozumiem i nie daję sobie niczego przetłumaczyć. Jak w szkole, tylko jedynki mi w dzienniczku brakuje 😉

      No niestety wiem, że w Polsce byłoby trudniej, ale z tym niewiele się da zrobić 🙁

  • Anka

    Ale nikt Ci nie zabroni jeść arbuza, ani niczego kolwiek innego, tylko Ty sama decydujesz co chcesz jeść i możesz jeść przecież co chcesz tak jak każdy z nas, sęk w tym,że wydaje mi się,że Ty masz problem w przyznaniu się do tego,że jednak nie miałaś racji bo i tak podasz kolejne dowody na to,że jenak jest tak jak mówisz,mimo, iż one i tak zostaną podważone, tak jak w przypadku arbuza,melona itp.które warzywami są na 100 procent a Ty nadal będziesz wmawiać że jednak jest owocem.

    • Aga

      Ja nie będę uznawała arbuza za warzywo, bo różne źródła mówią co innego i ja uznaję go za owoc, w mojej głowie zawsze był owocem i tak mi pasuje. Jednocześnie naprawdę nie mam problemu z tym, że Ty i tysiąc innych ludzi uznajecie go za warzywo. Widzę, że bardzo zależy Ci na tym, żeby jednej osobie udowodnić rację, a drugiej błąd, ale ja nie będę grać w tę grę.

  • Ola

    Przyznam, że na początku Twoja dieta wydawała mi się zbyt radykalna ale coraz bardziej mnie przekonujesz. Już teraz jem zdecydowanie mniej mięsa i przetworzonych rzeczy a słodycze, które kiedyś pochłaniałam to „raz na ruski rok” i widzę poprawę w wyglądzie i przede wszystkim samopoczuciu. Ciężko mi sobie wyobrazić, że kiedyś mogłabym zdecydować się na surowy weganizm ale małymi kroczkami zmieniam swoje przyzwyczajenia. Wiedz, że są ludzie którym wpływasz na światopogląd takimi tekstami. Dziękuję i czekam na więcej 🙂

    • Ola

      Jeszcze jedno! Czy znasz może jakieś godne polecenia filmiki albo artykuły internetowe (w języku angielskim) na temat weganizmu? Chciałabym coś podrzucić mojemu chłopakowi a z jego „nawróceniem” będzie ciężko

    • Aga

      Super, że zauważyłaś poprawę! Czyli że warto 🙂

  • Wow, po prostu ten post jest niesamowity! Tyle inspiracji, wiadomości , wszystko o czym tak bardzo chciałam poczytać od Ciebie. Dziękuję bardzo za niego. 🙂 Powiem ci ,że od roku jestem wegetarianką, wprawdzie na razie tylko tyle, ale już zauważyłam ,że dużo mniej choruję, nie pamiętam kiedy wymiotowałam albo byłam przeziębiona. Więc u Ciebie musi być naprawdę znacznie lepiej. Jak przez dwa tygodnie jadłam tylko warzywa i owoce, a potem stanowiły one większość mojej diety, to również mój okres osłabł i nie odczuwałam bólów. Naprawdę, jak będę żyła w większym mieście, albo po prostu sama to na pewno przejdę na tą dietę, kurcze wiem ,że się zachwycam za bardzo, ale widze tyle plusów, o których piszesz ty oraz inni w internecie. 😉 Teraz w sklepach nie ma prawie w ogóle owoców, co do bananów to racja- wszędzie niedojrzałe. Strasznie tutaj ciężko, w sumie to teraz tylko mandarynki 😀 Życzę Ci powodzenia w dalszym kontynuowaniu tej diety i robienie czegoś tak wspaniałego dla Siebie i Swojego organizmu. I więcej takich postów! 😀

    • Aga

      Cieszę się bardzo, że Ci się przydał mój post! No i super też, że widzisz różnice w tym jka się czujesz, to doskonały dowód na to, że robisz coś super dla swojego organizmu. I wcale się za bardzo nie zachwycasz! Po prostu reagujesz na zmiany 😀

  • zuzia

    Coraz bardziej kusi mnie takie jedzenie. Co prawda nie zrezygnuję z mięsa raz na jakiś czas, ani z nabiału, ale myślę nad tym by kilka posiłków składało się jedynie z owoców, na przykład te w pracy.

    • Aga

      To zawsze coś! Powodzenia 🙂

  • Izabela

    Witam 🙂

    Bardzo spodobał mi się ten post. Ja ogólnie lubię słuchać kiedy ludzie opowiadają o swoim spojrzeniu na różne sprawy. 🙂 Oczywiście często jest tak, że mam inne zdanie, ale zawsze szanuje czyjeś zdanie i nie próbuje tej osoby na siłę przekonać do swojego spojrzenia na świat – z chęcią wytłumaczę i opowiem komuś, kogo naprawdę to interesuje i poopowiadam mu, dlaczego jestem wegetarianką i z chęcią zachęcę tą osobę do wegetarianizmu. Opowiem jak wpływa to na zdrowie fizyczne jak i psychiczne, na zwierzęta, ogólnie na cały świat 🙂 Podoba mi się to jak sama jesteś przekonana do swojej diety, że nie zmuszasz się do jedzenia tego czego nie lubisz, tylko słuchasz siebie i swojego ciała oraz jesz to na co masz ochotę 🙂 Mnie jedynie męczą ludzie, którzy myślą, że żywię się trawą i ziemią.. A nawet jeśli bym się tak żywiła to i tak powinni to uszanować, a nie walić jakimiś głupimi i obraźliwymi tekstami. Mam to szczęście, że moja rodzina i bliscy znajomi nie naśmiewali się tylko bardzo mnie wsparli, i normalne oczywiście jest to, że mieli dużo pytań, byli ciekawi (co jem, jak jem, czy jem białko i całą resztę) :> moja mama jak się dowiedziała to od razu, gdy przyjechałam do domu pokazała mi całą zawartość kuchni 😀 i powtarzała tak : tu są warzywa, tu owoce, tu kaszę, tu orzechy, tu coś kupiła, tu zrobiła sałatkę z warzyw, tutaj zupę bez mięsa, to było tak zabawne i jednocześnie tak urocze, że się wzruszyłam 🙂 Na razie jestem wegetarianką, ale coraz częściej nie jadam żadnego sera itp, więc mam nadzieję, że pomalutku przejdę na weganizm 🙂 Ja kiedyś uwielbiałam smak kurczaka, ale tyle przeczytałam i przeanalizowałam artykułów, różnych badań, encyklopedii, wykłady różnych osób, ich doświadczenia z weganizmem i w ogóle jak patrzałam jak jak te zwierzęta cierpią to szok. Mamy takie czasy, że nie ma potrzeby krzywdzić zwierząt (jeść mięso) moim zdaniem, tyle różnych produktów nie zwierzęcych jest, coraz lepszy dostęp do różnych produktów, sklepy z zdrową i bezmięsną żywnością pojawiają się na każdym kroku. Tak samo nie ma potrzeby testować kosmetyków na zwierzętach .. mamy teraz taką technologie, że hej. I tak samo dotyczy środowiska.. Chów bydła tworzy ogromną ilość gazów, które niszczą planetę.. i nawet to, że segregujemy śmieci nic nie da jeżeli ludzie wciąż codziennie, nałogowo będą jeść mięso. itp.

    A co do odżywiania April, bardzo mi się to podoba 🙂 czytam to co piszesz i to jak się bardzo fajnie rozwija, aż miło się patrzy 🙂 Jestem opiekunką dziecięcą dorywczo i widzę jak dzieci, które cały czas jedzą mięso i jak dużą ilość mleka krowiego piją i jakie miały kolki, problemy z brzuszkami, jaką mają słabą odporność, chorują co chwilę.. to naprawdę, coraz bardziej jestem pewna, że wegetarianizm, weganizm czy frutarianizm to dobra decyzja.

    Nie wiem czy już pisałaś taki post, zaraz poszukam, a jeśli nie to było by fajnie gdybyś napisała coś na temat kosmetyków naturalnych i nie testowanych na zwierzętach – jakie to firmy, skąd mamy pewność, że są nietestowane na zwierzętach, itp – oczywiście jeśli wiesz coś na ten temat 🙂 ( kiedyś koleżanka napisała do firmy czy testują produkty na zwierzętach odpowiedzieli, że nie. Jak się później okazało ta firma testuje na zwierzętach:( ).
    Gorąco pozdrawiam 🙂

    • Aga

      Rozumiem, wolisz tłumaczyć i opowiadać wtedy, gdy ludzie mają ochotę słuchać no i nie zmuszasz nikogo do tego, by myśleli tak jak Ty. Myślę, że to najlepsze wyjście, ja robię to samo 🙂

      „Mnie jedynie męczą ludzie, którzy myślą, że żywię się trawą i ziemią.. A nawet jeśli bym się tak żywiła to i tak powinni to uszanować, a nie walić jakimiś głupimi i obraźliwymi tekstami.” – no właśnie! Ja nigdy chyba nie zrozumiem dlaczego ludzie tak bardzo lubią pouczać innych i zamiast przyjąć do wiadomości, że ktoś je w inny sposób to próbują przekonywać, że to złe i tak dalej. A przecież to nie ich dieta, tylko tej drugiej osoby.

      Reakcja Twojej mamy byla super!!

      Co do tego co napisałaś o dzieciach, które widujesz to tak niestety jest bardzo często, ale ludzie nie widzą powiązania. Często słyszy się, że „dzieci po prostu mają zaparcia, takie już są”… Nic bardziej mylnego.

      Pisałam post o tym jakich ja kosmetyków używam, ale chętnie dodam jeszcze jakiś inny ze szczegółami jak wybierać, gdzie szukać itp.

  • Agata

    Hej. Od bardzo dawna czytam każdy Twój post (choć to mój pierwszy komentarz) i bardzo Cię podziwiam. Moim zdaniem Twój blog jest meeega ciekawy, potrafisz zainteresować tym, o czym piszesz. Jestem wielką pasjonatką wszystkiego, co związane z USA. Bardzo podoba mi się to, że pokazujesz nam cząstkę swojego życia prywatnego, choć „czepialscy” pewnie czasami mają z tym problem. Wiedzę na temat żywienia masz ogromną! Skoro nawet lekarze mówią Ci, że robisz coś świetnego dla swojego organizmu, to musi coś w tym być 🙂
    Ja natomiast mam 20 lat i jesteś dla mnie pewnego rodzaju autorytetem, właśnie dlatego że zawsze masz swoje zdanie. Zawsze masz jakieś zdanie w danym temacie, określoną postawę, silną wolę, której się trzymasz. Ja np. bardzo chciałabym przejść na zdrową dietę, ale nie potrafię. Wydaje mi się, że jestem po prostu słaba psychnicznie (albo tak to sobie tłumaczę). Skoro coś bardzo mi smakuje, a jest niezdrowe, ale daje mi (CHWILOWĄ) radość to dlaczego mam sobie tego odmawiać? Tak naprawdę wszystko jest teraz przetworzone, nawożone, modyfikowane, dlatego w sumie nie wiem co myśleć o odżywianiu. Może kiedyś uda mi się w końcu zmienić sposób patrzenia.
    Pozdrawiam baaardzo ciepło 🙂

    • Aga

      Bardzo mi miło, że tak uważasz! 🙂
      W jakim sensie słaba psychicznie? Chodzi Ci o to, że nie jesteś w stanie sobie czegoś odmówić gdy Ci smakuje nawet wiedząc, że jest niezdrowe czy może o to, że ludzie by Ci nie dawali spokoju? Pytam, bo chcę dobrze zrozumieć 🙂
      A co do tego jaka żywność teraz jest… Niestety, w większości przetworzonych produktów jest tyyyyle śmieci, że w głowie się nie mieści. Jak już ktoś napisał w innym komentarzu, jest coraz większy dostęp do zdrowej, ekologicznej żywności, ale w wielu miejscach dalej trzeba wybierać mniejsze zło.

      • Agata

        Dokładnie tak, mega ciężko mi odmówić sobie niezdrowego jedzenia, kiedy bardzo mi smakuje. Obiecuję sobie, że czegoś nie będę jadła, a po jakimś czasie po prostu nie potrafię do tego jedzonka nie wrócić 🙁

      • Aga

        Rozumiem. No to trochę ciężko to wszystko wtedy ogarnąć 🙁 Ale ja wierzę, że jeśli kiedyś dojdziesz do momentu, kiedy to będziesz miała konkretne powody do zmian to będzie o wiele łatwiej!

  • Gustavo Woltmann

    Podziwiam takie życie z nastawieniem wyłącznie na dbanie o zdrowie. Ja bym chyba nie potrafiła, za dużo lubię te wszystkie małe grzeszki. Kieruję się trochę tym, co ostatnio opublikował Keanu Reeves na swoim facebooku:

    „Matka mojego kolegi zawsze zdrowo się odżywiała. Nigdy nie piła alkohol ani nie jadła śmieciowego jedzenia, codziennie trenowała i była bardzo sprawną i aktywną kobietą. Zawsze przyjmowała leki przepisane przez lekarza, a kiedy wychodziła na słońce, to na skórze miała ochronny filtr przeciwsłoneczny. Po prostu, zawsze w najwyższym stopniu dbała o zdrowie… Obecnie ma 76 lat, raka skóry, raka kości i zaawansowaną osteoporozę.
    Ojciec mojego przyjaciela zajada się szynką, masłem i tłustym jedzeniem. Nigdy nie trenuje. Kiedy wychodzi na zewnątrz, pozwala słońcu palić skórę do granic wytrzymałości. W efekcie, przeżywa on swoje życie według swoich własnych standardów, a nie tak, jak nakazują mu inni.

    Obecnie ma 81 lat i zdrowie młodej osoby.

    Ludzie nie mogą ukryć się przed losem i tym, co im jest pisane. Te słowa pochodzą od matki mojego przyjaciela: „Gdybym wiedziała, że moje życie skończy się w ten sposób, pozwoliłabym sobie na szczęście i smakowanie wszystkiego w pełni.”

    Nikt z nas nie opuści tego świata żywy, więc, proszę, przestań się obciążać zbyt wieloma myślami i zakazami. Jedz pyszne jedzenie. Biegaj w słońcu. Skacz do morza. Mów prawdę, która kryje się w twoim sercu. Pozwól sobie być głupi. Bądź przyjacielski. Bądź zabawny. Nie ma czasu na nic innego! ”

    Ale w 100% szanuję Twoje podejście i, jak już mówiłam, podziwiam 🙂

    • Aga

      Oczywiście nie wiemy jak to wszystko będzie wyglądać w przyszłości i równie dobrze może mnie na tym świecie nie być za 5 lat mimo tego, że robię to co w moim przekonaniu pomoże mi żyć dłużej. Ale na to ma wpływ mnóstwo innych rzeczy… Jak np. genetyka, której się nie przeskoczy. Środowisko w jakim żyjemy, poziom stresu jakiego doświadczyliśmy w życiu, leki które braliśmy od urodzenia albo nawet jakie brała nasza matka gdy była w ciąży, co jedliśmy wcześniej, jaki tryb zycia wcześniej prowadziliśmy i tak dalej. Filtry przeciwsłoneczne też powodują raka niestety, ale tu już chyba trzeba wybrać mniejsze zło (niektórzy używają oleju kokosowego, ale ja spaliłabym się na skwarkę, jakbym tak zrobiła). Nie wydaje mi się, żeby w dzisiejszych czasach dało się być naprawdę zdrowym, bo nawet jak się je super zdrowe jedzenie z własnego ogródka przez całe życie to i tak dalej będą inne czynniki, których nie da się zmienić 🙁 🙁

      Tak swoją drogą, ja nie jestem nastawiona na wyłącznie dbanie o zdrowie, bo chyba bym zwariowała 😀 Na szczęście lubię to co jem, więc nie zmuszam się do niczego. Jakbym się musiała zmuszać to na bank nie dałabym rady.

      Dzięki za ciekawy komentarz! Na pewno się do niego odniosę jeszcze kiedyś, bo dał mi pomysł na post 😀

    • terrgabr

      Nie do końca się z tym zgadzam. O predyspozycjach decydują geny, ale wyzwalaczem czyli czymś co uruchamia lawinę, jest często dieta i w ogóle styl życia. Najgorszy jest stres. Pozytywny stosunek do świata i lekkie wyluzowanie na pewno mają znaczenie dla trwania w zdrowiu. Co do dyni: dopiero dziś przeczytałam, że to jednak warzywo, w tzw. społecznym odczuciu jest to owoc i niech sobie będzie.

      • Aga

        Oj tak, stres jest okropny i działa bardzo niszcząco…

  • Anka

    Muszę się niestety albo stety przyczepić. Nie kwestionuje twojej diety, ale mam co do tego pewne wątpliwości. Owoce są zdrowe i powinno się je jeść, ale najlepiej na podwieczorek. Dieta powinna składać się z 5 posiłków co 3 4 godziny. Powinno się jeść węglowodany, białka, tłuszcze. To podstawa, aby nasz organizm funkcjonował prawidłowo, a kolacje powinno się zjeść 2 godziny przed pójściem spać. Oczywiście warto do tego dołożyć wysiłek fizyczny. Nie zrozum mnie źle, możesz olać mój komentarz, ale myśle, że warto zastanowić się nad posiłkami.

    • Aga

      Bez obaw, dostarczam swojemu organizmowi tłuszcze, białka i węglowodany w takich ilościach, w jakich je potrzebuje by dobrze funcjonować i być zdrowym. I wybacz, ale nie chce mi się już odnosić do reszty Twojego komentarza, bo czuję, że non stop gadam o tym samym, a to, że owoce powinno się jeść tylko na podwieczorek to w ogóle jakaś abstrakcja.

  • KAMA

    Dlaczego nie zatwierdziłas mojego postu?

    • Aga

      Dlatego, że po przeczytaniu go dosłownie opadły mi ręce, bo miałam wrażenie, że w ogóle nie przeczytałaś żadnego z moich postów na temat tej diety i powtarzasz mi tylko to, co gdzieś przeczytałaś i czego się nauczyłaś mimo tego, że ja o większości z tych rzeczy już pisałam i wyjaśniałam je. Powiem Ci szczerze, że mi się już zwyczajnie nie chce, czuję że marnuję swój czas.
      Odniosę się jednak do dwóch fragmentów z Twojego komentarza w tym tygodniu w postach.

      • KAMA

        Chociaż tyle, jednak skoro gdzieś już o tym pisałaś, mogłaś zwyczajnie wkleić link,może przeoczylam, nie czytam Twojego bloga od początku,być może mi to umknęło, pisząc że Ci się nie chce odpowiadać bo marnujesz swój czas,uważam że jest po prostu nie grzeczne i olewcze z Twojej strony, rozumiem też ,że nie zatwierdzasz komentarzy dla Ciebie obraźliwych,ale ja przecież nie obrazilam Cię w zaden sposób, tylko wyraziłam swoje zdanie i napisałam to co wiem na ten temat,więc nadal nie rozumiem czemu nie ” puściłas” mojego komentarza

      • Aga

        Rozumiem, że czujesz się olana, bo nie zatwierdziłam i nie odpowiedziałam na Twój komentarz. Moim celem nie było sprawienie, byś czułaś się w ten sposób, ale jednocześnie byłam całkowicie szczera co do mojej reakcji.
        Jeśli chcesz cofnąć się troszkę w postach na ten temat to wklejam Ci tu link do tych oznaczonych tagiem „weganizm” i możesz sobie tutaj popatrzeć – http://www.againamerica.com/pl/tag/weganizm/ Za moment dodam też do postów tag „frutarianizm” i on będzie obejmował tylko te posty o mojej aktualnej diecie. Tagi są na samym dole strony.

  • Anka

    Super post, mam nadzieję że będziesz więcej pisać podobnych.z niecierpliwością czekam na kolejne. Pozdrowienia dla ciebie i twojej rodziny! 🙂

    • Aga

      Dzięki 🙂