To dzieci są przecież z natury złe, a rodzice zawsze święci – tajemnica rozwiązana!

Jedni (na przykład ja) myślą, że dzieci rodzą się z tzw. białą kartą i wszystkie ich upodobania, wierzenia i cechy charakteru kształtują się z czasem gdy dorastają, na podstawie doświadczeń od samego początku ich życia oraz przez ludzi, którymi otaczają się od małego. Są może jedynie jakieś predyspozycje do konkretnych umiejętności, jak np. do rysowania, ale nic nie jest jeszcze ukształtowane. Inni natomiast wierzą, że dzieci tuż po urodzeniu mają już zapisane konkretne cechy charakteru i to, w jakim kierunku pójdą jest generalnie jakoś już zaplanowane. Dlatego też wiele osób uważa, że jeśli dzieci są niegrzeczne, czyli – w większości przypadków – nie robią tego, czego rodzice od nich oczekują to znaczy, że takie już po prostu są, takie się urodziły, takie już na zawsze pozostaną, nikt nie miał na to żadnego wpływu.

No to ja tu jestem po to, by podzielić się z wami moimi argumentami za tym, że jednak wiele czynników po urodzeniu ma wpływ na to jacy jesteśmy jako dzieci, na jakich dorosłych wyrastamy, jak traktujemy innych, samych siebie, jako kto umrzemy i co po sobie zostawimy w naszych dzieciach.

.

Ja nie wierzę w żadne rzeczy typu „powiedz mi jaki znak zodiadu masz/w którym miesiącu się urodziłeś/jakiego dnia się urodziłeś, a powiem ci jaką osobą jesteś”. Według mnie to są totalne bzdury, bo to czy ktoś się urodził w sobotę czy w czwartek nie ma najmniejszego wpływu na to, jaką osobą jest. I mam tu przykład już na sam początek. Jeśli dziecko bawi się jakąś zabawką, która zostanie mu odebrana tak po prostu to się zezłości, co jest raczej oczywiste i nigdy nie rozumiem zdziwienia w takich sytuacjach. To tak, jakby ktoś podszedł do was, zabrał wam telefon i po prostu odszedł. Nie bylibyście z tego powodu zadowoleni i nie ma znaczenia jaki macie znak zodiaku albo że jako noworodki płakaliście bardzo dużo. Jeśli natomiast owe dziecko słyszeć będzie coś w rodzaju „oh, ty po prostu jesteś taki okropny cały czas!” albo „nie zwracajcie na niego uwagi, to typowy skorpion/typowy łobuz/on po prostu taki jest” to nie dość, że jego uczucia będą totalnie zignorowane, nie będzie miał żadnego wsparcia ani nikogo godnego zaufania oraz wpadnie w poczucie winy i spadnie jego samoocena to w dodatku naprawdę będzie pełny złości cały czas nie tylko dlatego, że nie może jej pokazać, ale też dlatego, że słucha o sobie w taki sposób. Jakbyście powtarzali dziecku, że jest bardzo, ale to bardzo nieśmiałe to w końcu samo zaczęłoby o sobie tak myśleć, samo zaczęłoby siebie tak przedstawiać i zachowywać się w taki sposób, co zdarzyło się mnie i pisałam o tym w tym poście. Dziecko nigdy nie zacznie samo o sobie mówić w taki sposób, jeśli ktoś inny tego nie rozpocznie.

W większości przypadków na całym świecie rodzice uważają, że to jak zachowują się w stosunku do swoich dzieci jest super i generalnie są świetnymi opiekunami, nie popełniają żadnych błędów i tylko niech nikt uwagi nie zwróci, bo dopiero będzie. Jak na przykład ktoś, kto straszy swoje dziecko, że „jak nie będziesz grzeczna to cię zostawię z tym panem!” To jest straszne. To, jacy my jesteśmy w stosunku do siebie nawzajem, do przyjaciół i do dzieci ma ogromny wpływ na to, jakie one będą. Nie twierdzę oczywiście, że to się tyczy tylko rodziców, bo mogą to być nauczyciele w szkole, babcie, ciocie, wujkowie i tak dalej. Na potrzeby tego postu jednak skupiam się na tych, z którymi dzieci są od urodzenia, czyli właśnie na rodzicach.

.

dsc_4830

.

Do napisania tego tekstu zainspirował mnie post jednej z moich znajomych na Facebooku. Napisała, że jej syn po powrocie ze szkoły powiedział, iż jego kolega uderzył go z pięści w brzuch. Jedna z jej znajomych z kolei dodała komentarz z pytaniem: „co jest nie tak z dziećmi w dzisiejszych czasach?!” Ja wtedy napisałam, że według mnie z dziećmi nic nie jest „nie tak”, a dużą rolę odgrywają w tym wszystkim rodzice, to co robią, jak się zachowują. Ona odpisała mi wtedy: „w moim przypadku to nie ja, to moje dzieci takie są”. Nie dość więc, że przyznała publicznie, że ma „niegrzeczne” dzieci i nie ma pojęcia co z tym zrobić to też przekazała, że ona nie popełnia żadnych błędów. A ja ją czasem widuję w sklepie spożywczym! I widzę, że tu pociągnie dziecko za rękaw, tu krzyknie, że ma czegoś nie dotykać, raz go popchneła jak czytał etykietkę dżemu. I ona później mówi, że ona nie odgrywa tam żadnej roli.

Dziecku coś się nie spodoba, więc się zezłości albo zacznie płakać i wtedy rodzic się denerwuje, wydziera się, czasem daje klapsy, czasem postawi do kąta, innym razem zabierze zabawkę albo zmieni plany i nie zabierze dziecka do parku. Owe dziecko widzi więc, że jego emocje nie są akceptowane, że rodzic go karze, robi mu na złość, krzyczy na niego, używa przemocy fizycznej i psychicznej, złości się, jest przerażający i to w dodatku, w przekonaniu małego człowieka, bez żadnego powodu. I później ten sam rodzic dziwi się, dlaczego jego dziecko jest pełne agresji…

Wiecie, jeśli maluch ma te 5 lat załóżmy i już jego charakter jest ukształtowany w taki sposób przez takie doświadczenia to ciężko to zmienić. Da się, naprawdę się da, ale jest bardzo ciężko. Nie tylko dlatego, że w dziecku to wszystko zostaje naprawdę głęboko (znam to na przykładzie Alicii i swoim), ale też dlatego, że by to wszystko naprawić to rodzic sam też musiałby się zmienić, a to zdarza się bardzo rzadko i jest jeszcze trudniejsze.

Natomiast w kwestii małych bobasów… No to mnie już naprawdę irytuje. Nie raz widziałam rodziny w restauracjach, których członkiem były małe brzdzące, w wielu przypadkach nie potrafiące jeszcze chodzić. Takie dzieci ciekawe są wszystkiego, rozglądają się dookoła, wydają dźwięki, płaczą, śmieją się, rozmawiają, krzyczą, dotykają wszystko, nie są w stanie wysiedzieć w jednym miejscu dłuższy czas, a już tym bardziej nie gdy dookoła dużo się dzieje i to jest całkowicie NATURALNE i oznacza, że dziecko prawidłowo się rozwija. Nie zliczę ile razy widziałam jak rodzice uciszali takie dzieci, jak podnosili głos, jak łapali te maluchy za ramiona, by nimi potrząsnąć i tak dalej. Jak takie dziecko ma być później zrelaksowane, radosne i czujące się komfortowo, skoro od tego bardzo wczesnego okresu traktowane jest w taki sposób? W sposób pełen braku szacunku, zrozumienia, współczucia, miłości, za to w nerwowej i niezbyt przyjaznej atmosferze. Takie same efekty w dziecku daje życie z rodzicami, którzy często się kłócą, którzy nie okazują sobie czułości, gdzie pojawia się przemoc psychiczna i fizyczna. Dzieci to wszystko obserwują i chłoną jak gąbka. Jak już napisałam wcześniej na blogu – dzieci nie są głupie i to dorośli są tymi, którzy robią z nich debili.

Przecież to wszystko tak łatwo zobaczyć gołym okiem! Weźcie radosne, rozgadane i pełne zaufania dziecko i zostawcie je w mieszkaniu z kłócącą się parą, która pozbawiona będzie jakiegokolwiek ciepła. Odbierzcie to dziecko po kilku dniach. Gwarantuję wam, że będzie zupełnie inne. I to jest tylko kilka dni, a nie tak, jak to bywa zazwyczaj, że kilka/kilkanaście lat.

.

dsc_4978

.

Zawsze mnie to zastanawia jak wiele osób kompletnie nie zdaje sobie sprawy z tego, że ich zachowanie może mieć wpływ na innych i to nawet nie tylko na dzieci, ale na ludzi ogólnie. Zadziwia mnie jak rzadko widzą jakąkolwiek możliwość, że co jeśli ich potomek jest tak zamknięty w sobie i nerwowy dlatego, że jako dziecko był wiecznie poniżany (na przykład „zostaw to, nic nie potrafisz dobrze zrobić!”), miał same zakazy i nakazy, nie mógł wyrazić swojego zdania ani nic zrobić samodzielnie? I co, jeśli dziewczynka jako dorosła kobieta znęca się nad swoim własnym dzieckiem dlatego, że jako maluch sama była traktowana w taki sposób lub nawet jeśli nie była bita to ma w sobie tyle złości, że zwyczajnie nie potrafi sobie z nią poradzić? Jeśli rodzic zdaje sobie sprawę z tych powiązań i wie, że krzywdzi swoje dzieci, a dalej tak postępuje to są dwie możliwości. Pierwszą jest to, że skoro widzi, że w taki sposób może sprawić, że jego dziecko po prostu zrobi to czego się od niego oczekuje (np. ze strachu) to będzie to robić dalej totalnie nie zwracając uwagi na uczucia owego dziecka, bo tak mu po prostu wygodnie i lubi sobie tresować innych, by mieć łatwiejsze życie. Takich ludzi nazywam zwykłymi świniami. Drugą możliwością jest to, gdy opiekun zdaje sobie z tego sprawę, ale zmiana przychodzi mu z trudnością, chociaż stara się i jest na dobrej drodze. Za tych trzymam kciuki i przyznaję szczerze – znam to. Kluczem tutaj jest to, by w chwili „olśnienia”, czyli gdy rodzic orientuje się, że hej, coś tu jest nie tak, chyba za daleko poleciałam, zatrzymać się, zastanowić, usiąść obok dziecka i wyjaśnić dokładnie co się stało, przyznać się do własnej słabości i naprawić sprawę zamiast ignorować i bać się przyznać do błędu przed dzieckiem i samym sobą. Błąd to nie porażka.

Ludzie często myślą, że na przykład „oj, popłacze i przestanie” albo „za kilka lat będzie się z tego śmiał”, albo „nic mu nie będzie, zapomni jutro”. Niektóre dzieci zapomną, inne nie. Niektóre nie będą pamiętać co dokładnie się stało, ale emocje i uczucia pozostaną w ich głowach na zawsze zmieniając to, jacy będą w przyszłości.

.

Zdarzyło mi się to wiele razy, bo niestety pochodzę z domu, gdzie nie było zbyt dużo ciepła, a za to dużo obwiniania, krzyczenia, złości, braku zaufania. Dlatego później gdy na przykład ktoś powiedział mi coś co sprawiło, że poczułam się zagrożona to pierwszą rzeczą jaką robiłam była zwykła obrona, która mogła być podniesionym głosem, kłótnią, rzuceniem przedmiotu trzymanego w ręku na podłogę albo wyjściem z pokoju. I to nawet w sytuacjach, kiedy ta druga osoba totalnie nie miała niczego za złe, nie krzyczała, nie złościła się. Były to po prostu słowa, które włączały we mnie taką reakcję, a to spowodowane było moimi doświadczeniami, bo ja się taka nie urodziłam. I widziałam różnice w zachowaniu Alicii pod względem zmian w moim zachowaniu. Na przykład pamiętam, że gdy Nathan coś do mnie powiedział (niestety nie pamiętam już co, a chętnie bym wam to napisała) to nagle bez żadnej kontroli napięłam całe ciało i zaczęłam się kłócić podniesionym głosem, odkładając z impetem pudełko z butami na stół tak, że się otworzyło. Wiecie, jak Alicia wtedy zareagowała? Schowała się za nogami Nathana. I w czasie jednej sekundy po tym incydencie bardzo źle się poczułam i było mi jej szkoda. Nathana też mi było szkoda. Tego typu sytuacje zdarzały się co jakiś czas i każda z nich sprawiała, że coraz bardziej i bardziej zaczęłam zdawać sobie sprawę z tego, jak bardzo moje dzieciństwo i później lata nastoletnie wpłynęły na to, jaka jestem teraz i ile pracy muszę włożyć w naprawianie tego wszystkiego. Gdybym miała pełną, kochającą się, szanującą się nawzajem rodzinę i nikt by się na mnie psychicznie nie znęcał w szkole to szczerze wątpię, że kiedykolwiek potraktowałabym Nathana i Alicię w taki sposób.

I wtedy po takim czymś brałam Alicię ze sobą i jej tłumaczyłam, że wiem, co zrobiłam, widziałam jak zareagowała, widziałam, że się mnie bała i tak dalej. Wtedy ona wyjaśniała mi dokładnie jak się czuła, ja tego słuchałam i wszystko wracało do normy. Jak już napisałam – taka zmiana nie jest łatwa, ale jest możliwa i mówię to z własnego doświadczenia. Trzeba tylko w to wszystko uwierzyć i tego chcieć.

.

dsc_4836

.

Do następnego,

Aga

.

.

Jeśli lubisz tu zaglądać i czytać moje posty to będę bardzo wdzięczna, jeśli zagłosujesz na mojego bloga klikając w baner poniżej. Dzięki :)!

glosowanie

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE
  • Wero

    Aga- jesteś niesamowita. Wczoraj po raz 36172361 przeczytałam większość Twoich postów, za każdym razem wyciągam z nich coś nowego, może to jest przyczyną, dlaczego nigdy mi się to nie znudzi 😉 Mam nadzieję, że to co powiem weźmiesz do siebie i zastanowisz się nad realizacją takiego pomysłu w przyszłości- uważam, że powinnaś napisać książkę. Na prawdę, masz taką wiedzę i predyspozycje, aby być autorytetem w jakiejś dziedzinie! Jesteś taka wykształcona, czy to w zakresie parentingu czy jedzenia! Nigdy jeszcze nie spotkałam tak mądrej osoby, jeżeli uda mi się wylecieć do USA jako Au Pair to na mojej bucket liście jest koniecznie wycieczka do Atlanty aby spotkać się z Tobą 🙂 Jest tyle tematów, na które chciałabym z Tobą porozmawiać 🙂 Aga, z całego serca życzę Ci wszystkiego najlepszego w życiu. Mając 24 lata osiągnęłaś o wiele więcej, niż niejedna osoba przez całe życie.

    • Aga

      Ojej, dzięki wielkie! Super, że się tutaj tak zadomowiłaś! Książkę bardzo chciałabym napisać, więc naprawdę fajnie, że o tym wspomniałaś.
      Jak już tu będziesz to zapraszam do Atlanty i chętnie się spotkam :))

  • Wero

    Zapomniałam dodać coś do poprzedniego komentarza- uważam, że super opcją byłoby gdyby na blogu była zakładka JEDZENIE. Napisałaś na ten temat już dużo postów, a ja teraz starając się żyć coraz zdrowiej, często do nich wracam. Fajnie byłoby gdyby były one zgromadzone w jednym miejscu 🙂

    • Aga

      W sumie może to jest i dobry pomysł! Jest jeszcze kilka rzeczy w menu, które chcę poprawić, więc pomyślę o tym. Na chwilę obecną możesz skorzystać z chmurki tagów na samym dole strony 🙂

  • Annimula

    Zgadzam sie z tym, ze otoczenie ma ogromny wplyw na dzieci. Sama, tak jak ty do dzisiaj walcze z niektorymi cechami, ktorych bym nie miala, gdyby nie negatywne slowa z mojego dziecinstwa (np. nie lubie tworzyc, czy zmieniac czegos w moim otoczeniu, bo wydaje mi sie, ze cokolwiek nie zrobie, to nie bedzie to warte zachodu, i zostanie skrytykowane.Nie warto niczego zaczynac, jesli rezultat nie bedzie perfekcyjny). Posluze sie przykladem z twojego bloga. Pamietam, jak dawno temu pokazywalas, ze narysowalas duze drzewo na jednej ze scian w waszym domu. A ja wtedy pomyslalam: ojejku, ja nie odwazylabym sie namalowac takiego duzego drzewa w widocznym miejscu, bo co jesli wyszlobymi zle? W sumie to kogo to obchodzi, jesli drzewo byloby krzywe, to przeciez moj dom, no ale w mojej glowie to wielki problem nie do przejscia.

    Nie uwazam jednak,zeby dzieci rodzily sie z kompletnie biala karta. Przykladem sa dla mnie dwie, teraz juz 3-letnie blizniaczki z mojej rodziny, ktore nie moglyby bardziej sie od siebie roznic. A przeciez wychowaly sie w tej samej rodzinie, w tym samym czasie. Widzialy/ slyszaly te same rzeczy. Jedna bardziej przypomina z charakteru chlopaka, jest odwazniejsza, bardziej otwarta, i tez bardziej niegrzeczna. Druga woli spokoj, jest niesmiala, i bardziej przywiazana do rodzicow. Nie widzialam nigdy, zeby byly inaczej traktowane.

    • Aga

      Całkowicie to rozumiem! Jak się przez długi czas słyszy, że to źle, tamto źle, to nieładne i w ogóle krzywo wszystko, to później to zostaje i człowiek się boi. No bo kto to lubi! Przykro mi, że teraz nie potrafisz się przemóc, ale mam nadzieję, że w końcu się uda.
      To jest w ogóle takie przykre, bo co to kogo obchodzi jak druga osoba rysuje, prawda? W końcu każdy ma swój własny gust i nie ma (a przynajmniej nie powinno być) żadnych norm określających na przykład to który rysunek kwiatka jest lepszy, a który gorszy. Dlatego nie lubię plastyki w szkołach… Tzn. nie miałabym z tym przedmiotem żadnych problemów, gdyby był bez ocen.
      Podałaś super przykład z bliźniaczkami! Ja z siostrą też byłyśmy zupełnie inne od samego początku, tylko że no ja półtora roku starsza, więc sytuacja też inna. Według mnie jednak nawet jeśli są bliźniaki to i tak nie przechodzą wszystkiego tak samo, nie przeżywają każdej sytuacji w ten sam sposób. To, jak reagujemy na czyjeś zarzuty (np. ja się kłóciłam i broniłam i siebie, i moją siostrę, która zamykała się w sobie i nic nie mówiła) to nasz wybór i może różnić się od wyboru kogoś innego nawet, jeśli sytuacja jest taka sama. Nawet, gdy dzieci mają tylko te 3 lata. Poza tym zawsze wcześniej mogło zdarzyć się coś, co zostawiło jakąś tam traumę w jednej, a w drugiej nie. Na przykład, jedna z nich załóżmy obsikała całą ścianę (April tak zrobiła 😀 ) i rodzic się zezłościł, a druga tego nie zrobiła, więc nie widziała takiej reakcji. Albo jedna popłakała się, gdy ktoś wziął ją na rękę i usłyszała „weź nie płacz, bądź dużą dziewczynką”, a druga tego nie słyszała, bo nie miała takiego momentu. Także no… Nie znam totalnie tej rodziny, więc nie mówię o nich, ale ogólnie, że nawet jak są bliźniaki czy trojaki czy cokolwiek to każdy z nich ma inne życie, inne przeżycia i inne doświadczenia nawet w tych wydawałoby się identycznych sytuacjach. Przynajmniej ja tak uważam :).

  • Basia

    Znam to skądś, ja też byłam, a może i dalej jestem bardzo nerwowa. W moim rodzinnym domu raczej się nie rozmawiało normalnie, nie mówiło o tym co czujemy, co nas złości itp. Jedyny sposób na rozwiązywanie problemów to kłótnie. Staram się z tym walczyć, ale to nie jest takie proste, bo tak się wychowałam. To prawda, chłoniemy zachowania naszych rodziców i później często tak zachowujemy się w szkole i później kiedy zakładamy swoją rodzinę. To, czego brakuje mi i w mojej rodzinie i w wielu, które obserwuje to taka zwykła życzliwość, ciepło, spokojna, rozmowa. Często w tramwaju/autobusie/sklepie jestem świadkiem sytuacji, gdzie dziecko pyta mamy o różne rzeczy np. co to jest, a dlaczego to tak wygląda itd.itp. Dziecko jest ciekawe świata, to normalne, a rodzic co odpowiada? „Daj mi spokój, nie mam czasu, cicho bądź”. Mam wrażenie, że czasami rodzice nie potrafią budować relacji z dzieckiem, nie chcą, nie mają czasu. Tylko, że taki mały człowiek kiedy będzie nastolatkiem i będzie miał jakieś problemy może nie pójść z tym do rodziców, bo może znowu usłyszy taką odpowiedź. Ja z jednej strony bardzo chciałabym założyć rodzinę i niby wiem czego unikać, wiem, że chciałabym aby to była taka rodzina pełna ciepła, miłości i szacunku, a z drugiej strony boję się, że to co wyniosłam z domu rodzinnego za bardzo się we mnie zakorzeniło… Strasznie chaotycznie to napisałam, ale dużo myśli mam w głowie związanych z tym tematem 🙂

    • Aga

      Jeśli przez tyle lat od samego urodzenia nie jest się wolnym do wyrażania emocji, a jedynym sposobem na rozwiązywanie problemów były kłótnie to masz całkowitą rację, że nie jest łatwo z tym walczyć.
      Właśnie w tym sęk! Że później to dziecko dorasta, ma problemy i tak dalej i nie przychodzi do swoich rodziców, by o nich porozmawiać, bo zwyczajnie boi się, że znowu będzie to samo co w dzieciństwie, czyli „daj mi spokój, nie mam czasu”. Nawet, jeśli nie jest całkowicie świadom tego strachu i co to dokładnie jest, brak zaufania pozostaje. I za każdym razem gdy słyszę jak rodzice mówią, że „nie wiedzą” dlaczego dzieci im nie ufają to mam ochotę ich posadzić na krzesłach i wykład walnąć ;).
      Ehh, zdajesz sobie sprawę z tego, że zmiana nie przychodzi z łatwością i możliwe, że w Tobie za bardzo się to wszystko zakorzeniło 🙁 Przykre to jest bardzo!

  • Agata

    Oj ciężko jest zmienić siebie, swoje doświadczenia z domu tak, aby nie skrzywdzić dziecka..ja mam kłopot z moją 5-latką, mianowicie jest bardzo nieśmiała, nie wierzy w siebie, czyli powiela jakby moje cechy..mam takie poczucie, że może ja ją stłamsiłam, tak jak mnie kiedyś moja mama..zawsze było źle, zawsze nie czułam się dość dobra..olimpiada z polskiego 3 miejsce, na to mama dlaczego średnia ocen niższa niż kogoś tam..w liceum czerwony pasek, ale dlaczego trója z historii, i tak całe życie, przy dużej dyscyplinie w domu.. a ja chciałabym, żeby moja mała była otwarta na ludzi, pewna siebie, przebojowa..przy czym też mam tendencje do krytyki, ładny obrazek, ale dlaczego powychodziłaś za linię..itd. itp. chwalę ją dość często wydaje mi się, ale no to chyba niewiele pomaga..

    • Aga

      Bardzo ciężko, to prawda. Czyli że zawsze wszystko czego byś nie zrobiła to było źle… Nawet świadectwo z paskiem nie wiązało się z gratulacjami, tylko raczej pretensją o tróję z histori… Przykro mi to czytać, bo takie coś naprawdę bardzo wpływa na samoocenę, sama zresztą wiesz, więc nie muszę tu się bardziej w to zagłębiać. W sumie to wygląda tak, że bardzo chcesz, by Twoja córka miała inne życie niż Ty miałaś, nie? A jednak ciężko to ogarnąć, bo pewnych rzeczy się nie kontroluje. Może jak jej powiesz następnym razem, że dlaczego powychodziła za linie i zorientujesz się, że znowu to powiedziałaś, to daj jej znać, że tak naprawdę to w ogóle Cię to nie obchodzi i może wychodzić za linie tyle ile chce, bo to jej obrazek i tylko ona decyduje jak on ma wyglądać :).
      Nie wiem czy czytałaś moje starsze posty, ale wspomniałam tam o chwaleniu, może Cię zainteresuje – http://www.againamerica.com/pl/2015/03/24/aktywne-suchanie-cz-2/

  • Justyna

    Wiesz to jest wspaniałe, że zauważyłaś szczególnie w sobie potrzebę poprawy. Ja dzięki temu postowi bardzo dużo się dowiedziałam, o rzeczach o których nawet nie myślałam. I to jest właśnie to, brak zielonego pojęcia…nikt nam w życiu takiej wiedzy nie przekazuje, w szkole, w rodzinie, w kościele…no gdziekolwiek …nikt o takich rzeczach nie mówi i myślę ,że to jest powód. Wprawdzie wspominają o tym ,że agresji nie powinno być itp, ale nikt nie mówi o tym jak to psychicznie wpływa na dziecko, nikt nie prosi ,żeby się zastanowić jakie będą skutki naszego zachowania. Wiesz najgorsze jest to ,że jak już komuś doradzisz to on nadal nie zauważa błędu, tak jak napisałaś o tej kobiecie, bo tak ma gdzieś w psychice wpojone ,że to odpowiednie reakcje na czyny dziecka. Naprawdę byłoby wspaniale gdyby choć połowa rodziców miała takie przemyślenia, samej sobie też tego życzę i oby więcej takich inspirujących postów.

    • Aga

      Cieszę się, że mój post pomógł Ci w taki sposób!
      Nikt nam tej wiedzy nie przekazuje, bo rzadko kiedy trafiamy na kogoś, kto tę wiedzę posiada 🙁 Tak, dokładnie, to jest taka wpojona manipulacja powiedziałabym, o ile to ma sens. Nawet, jak ktoś wyjdzie przed szereg i powie coś innego (jak np. to, co tutaj napisałam) to w wielu przypadkach mu się za to obrywa ze wszystkich stron. Ludzie nie chcą przyjąć do wiadomości tego typu informacji, bo to by oznaczało, że tak, ich dziecko się tnie przez ich zachowanie i tak, ich drugie dziecko ma depresję również przez ich zachowanie. Bardzo ciężko dojść do takich wniosków i na pewno są one bolesne dla wielu, więc zwyczajnie to od siebie odsuwają.

      • Justyna

        Tak, odsuwają je od siebie ,bo to jakby oskarża ich…a po drugie jest to coś nowego, a ludzie są tak przyzwyczajeni do wszystkiego ,że każde nowe stwierdzenie czy zachowanie to dla nich coś dziwnego, a nawet głupiego.

      • Aga

        Masz rację. Dlatego często się słyszy argumenty typu „moi rodzice też tak robili i jakoś wszystko ze mną okej”… Nie muszę tu chyba nic więcej dodawać ;).

  • Super post! Mimo, że nie jestem matką ani nie planuję macierzyństwa jakoś szczególnie to lubię przeczytać Twoje przemyślenia 🙂 Ja uważam, że człowiek nie rodzi się totalnie z białą kartą bo jakieś tam predyspozycje do danych zachowań są zapisane w genach, ale wychowanie a szczególnie dzieciństwo ma OGROMNY wpływ na to, jak taki człowiek będzie reagował w przyszłości na różne na sytuacje. Chodziłam przez rok do psychoterapeuty który dział w nurcie psychoanalitycznym i dowiedziałam się jak wiele moich dorosłych zachowań było uwarunkowane moim dzieciństwem! To niesamowite jaki to ma wpływ – więc jak słyszę, że ktoś mówi „dziecko nie będzie pamiętać” to dla mnie największa bzdura świata!

    • Aga

      W sumie nie trzeba być rodzicem, by czytać takie posty, w końcu to wszystko tyczy się życia każdego z nas :).
      No… Takie coś naprawdę otwiera oczy na wszystko i człowiek nie raz jest w totalnym szoku. Często cały świat przewraca się do góry nogami, bo ci „idealni” rodzice nagle okazali się wcale nie być takimi idealnymi.

  • Aga zgadzam się z Tobą w stu procentach. Drażni mnie słuchanie ludzi, że ich dziecko jest takie niegrzeczne od samego początku, że zajmuje się wszystkim, ale nie tym co powinno, że bije innych kolegów i nie da się nic na to poradzić… Znaki zodiaku, wróżki, ani nic nie robienie to żadne lekarstwo. Otoczenie, praca z dzieckiem, umiejętność rozmowy, asertywność to wszystko wpływa na dalsze zachowania z dziećmi. Dobre relacje i zachowania buduje się latami, a nie osiąga w momencie urodzenia. Podczas pracy z dziećmi zauważamy ogromne zmiany. Okazuje się, że nawet kilka godzin poświęconych im w skupieniu, kreatywnej atmosferze, a nawet zwykłej rozmowie prowadzi do niesamowitych efektów. Wprowadziliśmy również coaching dla dzieci. Może brzmi to groźnie, ale nie jest on tak głęboki jak biznesowy i polega na prostej formie rozmowy. Okazuje się, że wielu dzieciom, szczególnie w wieku nastoletnim wystarczy rozmowa, chwila wysłuchania i wytłumaczenia. Tak niewiele trzeba… Świetny post, zdecydowanie będziemy wpadali tu częściej!

    • Aga

      To zdanie – „Dobre relacje i zachowania buduje się latami, a nie osiąga w momencie urodzenia.” – jest genialnym podsumowaniem! Powszechnie uważa się niestety, że dzieci muszą kochać i szanować swoich rodziców tylko dlatego, że są rodzicami. A co z szacunkiem rodziców do dzieci? To w wielu przypadkach nie istnieje, bo przecież „to tylko dzieci” i to w dodatku „niegrzeczne”…
      Chętnie dowiedziałabym się więcej o tym coachingu dla dzieci, ciekawa jestem o co w tym chodzi!

  • Paulina Wisniewska

    A propo Alicii to ciekawi mnie jej przeszłość z rodzoną mamą, jakie miała przeżycia, jak to wpłynęło na jej zachowanie. Wydaje mi się, ze w którymś filmie poruszyłaś temat, że mała szukała ciepła. Jeśli to nie jest zbyt prywatne i będziesz miała ochotę poruszyć temat to z miło chęcią poczytam:)
    Twój blog ma w sobie tyle szczerości i takiego ciepła, śledzę cie na bieżąco! Jesteś przecudowna :*

    • To tyczy się bezpośrednio jej i jej mamy, więc nie mnie pisać o tym. Jeśli Alicia kiedyś będzie chciała coś opowiedzieć to jak najbardziej, ale ja nie będę o tym pisać sama z siebie.
      Dzięki wielkie 🙂