Profilaktyczna mastektomia: żegnajcie moje piersi, dobrze mi służyłyście!

Nigdy nie sądziłam, że kiedykolwiek stanę przed koniecznością podjęcia takiej decyzji, ale, jak wszyscy wiemy, życie potrafi zaskakiwać. Decyzja została podjęta. Usuwam piersi. Usuwam je po to, by uratować swoje życie.

.

Gdy opowiadałam wam o mojej mutacji genetycznej wspominałam też o tym, że ze względu na ogromne ryzyko wystąpienia raka piersi w moim przypadku rekomendowana jest podwójna mastektomia. Wspominałam, że rozważam, ale nic więcej wam już nie mówiłam. A w międzyczasie widziałam dwóch chirurgów plastycznych na konsultacjach, bardzo dużo o tym czytałam i rozmawiałam z wieloma kobietami, które poddały się tej operacji. Na podstawie tego wszystkiego podjęłam decyzję, że to jest najlepsze wyjście dla mnie. Ryzyko jest za duże i ja zwyczajnie nie chcę go podejmować. Operacja ta znacznie zmniejszy ryzyko zachorowania (o ok. 90%), ale nigdy nie da pewności.

Na początku gdy się zastanawiałam i dyskutowałam to z Nathanem myśleliśmy sobie, że skoro będę miała rezonanse biustu co sześć miesięcy to wszystko będzie okej. Bo ostatnie wyniki były dobre, nic tam się nie pokazało, więc w ciągu pół roku nic strasznego nie powinno się zadziać. Ale później pomyślałam sobie, że nie chcę czekać na nowotwór, a to by było w sumie takie czekanie. Robienie badań co sześć miesięcy do końca mojego życia, stresowanie się za każdym razem o wyniki i czekanie na ten jeden raz, kiedy mi powiedzą, że mam raka. I co wtedy, tak czy siak usunęłabym piersi, ale już z rakiem. A co, jakby się dostał do węzłów chłonnych przez ten czas? Poza tym duże byłoby ryzyko, że miałabym nawrót. Później rozmawiałam też z innymi kobietami z mutacjami w genach BRCA1 i BRCA2 (zwiększone ryzyko zachorowania na nowotwór piersi i jajników, ale i tak o wiele mniejsze niż u mnie) i kilka z nich powiedziało, że miały robione rezonanse nawet tuż przed operacją i wszystko było okej, lekarze nic a nic nie widzieli. A po zbadaniu wyciętych tkanek słyszały, że podjęły dobrą decyzję, bo był nowotwór, którego inne badania nie wykryły. To wszystko zwyczajnie nie jest tego warte i powiem wam, że cieszę się, że nie czekam prawie w ogóle na żadne wizyty, bo ja już teraz czuję presję czasu. Czuję, że jestem jak taka tykająca bomba i mówię to całkowicie poważnie. Poza tym teraz jest też dobry moment, by to zrobić w związku z tym, że jestem młoda, silna, ogólnie zdrowa, więc moje ciało zniesie to wszystko bardzo dobrze.

Moja dzisiejsza wizyta z drugim chirurgiem (pierwszy nie przypdł mi do gustu) przebiegła bardzo pomyślnie i czułam się tam bardzo komfortowo. Nie miałam żadnych zastrzeżeń, o tym lekarzu czytałam opinie w internecie, a poza tym poleciła mi go jedna z kobiet, z którą rozmawiałam. Najlepsze jest to, że on pracuje ze specjalistką do spraw piersi, z którą chciałam zostać, co jest genialne i nie spodziewałam się tego. Lekarz wyjaśnił mi wszystko, obszernie odpowiadał na moje pytania, pokazał mi implanty i tak dalej. Tak on jak i inne osoby pracujące w tym gabinecie sprawiają, że człowiek po prostu dobrze się tam czuje, a to jest niesamowicie ważne. Gdy dojechałam do domu to zadzwoniłam do gabinetu pani doktor specjalizującej się w nowotworach piersi, która to usunie mi wszystkie thanki, które tam ma usunąć (widziałam ją już wcześniej) i powiedziałam, że zdecydowałam się na operację i chciałabym ją umówić. Pielęgniarka do mnie oddzwoniła po godzinie i powiedziała, że lekarka chce mnie najpierw jeszcze raz zobaczyć i wszystko dokładnie obgadać, więc idę na wizytę w poniedziałek.

.

Jak to wszystko będzie wyglądać? (Opowiadam ze szczegółami.)

Gdy już operacja będzie umówiona to o konkretnej godzinie tego samego dnia pojadę do szpitala. Tam przygotują mnie do wszystkiego, podadzą leki i tak dalej. Operacja potrwa ok. 4 godziny. Najpierw wspomniana pani doktor zrobi nacięcie pod biustem i wytnie wszystkie thanki biustu, ale zostawi sutki. Gdy ona skończy swoją pracę to wejdzie chirurg plastyczny i pod mięśnie włoży tzw. „rozszerzacze„, czyli puste implanty. Zamknie wszystko i przyszyje sutki do skóry. Tutaj zawsze jest jakieś ryzyko, że sutki obumrą, bo normalnie dostają krew również z tkanek biustu, a po mastektomii będą ją dostawać tylko ze skóry, więc muszą się na to przestawić i przyzwyczaić się do tego. Gdy wszystko będzie okej to lekarz napełni te puste implanty roztworem wody z solą, ale nie do końca. Później będę musiała chodzić na wizyty i stopniowo napełniać je bardziej i bardziej. Zazwyczaj kobiety chodzą co tydzień, ale powiedział, że w moim przypadku może się udać napełnić je za pierwszym razem na tyle, że będę mogła mieć te wizyty rzadziej. Wszystko po to, by skóra i mięśnie ładnie się rozciągnęły zwłaszcza, jeśli chce się mieć większy rozmiar niż przed operacją. W czasie operacji lekarz założy mi też dreny, które będą odprowadzać płyny gromadzące się w moich piersiach (krew na przykład), sama będę musiała je opróżniać i zostaną wyjęte po ok. tygodniu. Po jakichś trzech miesiącach będę miała drugą operację, w czasie której lekarz wymieni te implanty na inne, które zostaną już na stałe. Lekarz pokazał mi dzisiaj różne kształty i rozmiary obu rodzajów implantów. Zmierzył mnie dokładnie i na podstawie tego dobrał rozszerzacze, a końcowy rozmiar zależy ode mnie. Co do kształtu to okaże się przed drugą operacją, bo wszystko zależy od tego, jak mój biust będzie wtedy wyglądać. Chirurg powiedział też, że użyje trochę tłuszczu z mojego ciała i włoży go obok implantów, żeby wszystko wyglądało bardziej naturalnie. Pierwszy chirurg powiedział, że tego nie zrobi, bo jestem za chuda, a ten, że jednak się da, co bardziej mi się podoba.

Jeśli chodzi o dochodzenie do siebie po operacji to lekarz powiedział, że będę musiała na siebie uważać od 3 do 6 tygodni w zależności od tego, jak wszystko będzie się goić, jak się będę czuć i tak dalej. Na samym początku na przykład nie będę mogła sama myć sobie włosów, nosić nic cięższego, będę musiała mieć bluzki zapinane z przodu, bo nie będę mogła nic przez głowę zakładać. Wiecie, co z tego wszystkiego będzie najgorsze? Zdecydowanie to, że nie będę mogła podnosić April, przytulać jej tak jak teraz, siedzieć z nią na fotelu. Ktoś może mi ją posadzić na kolana, ale ona się lubi przytulać i sama się wspina i kładzie mi głowę na klatce piersiowej, a po operacji przez kilka tygodni nie będzie mogła tego robić. To będzie mega przykre i założę się, że nie raz będę płakać. Alicia jest na tyle duża, że zrozumie całą sprawę, ale April nic nie będzie rozumieć, więc jak będzie do mnie wyciągać ręce (a tak robi), a ja jej nie podniosę to nie będzie miała pojęcia dlaczego, a ja nie będę wiedziała co ona sobie myśli, co czuje. Teraz przechodzi przez ten okres, kiedy czasami zaczyna płakać, gdy wychodzę z pokoju nawet do łazienki! Boję się więc, że to wszystko się jakoś na niej odbije i zostawi jakiś trwały ślad. Ale z drugiej strony wolę przejść przez tych kilka ciężkich tygodni teraz, niż zostawić ją na resztę życia. Chociaż, jak już jedna osoba mi powiedziała, ja będę to pewnie przeżywać bardziej niż ona.

Drugą beznadziejną rzeczą jest to, że po operacji nie będę miała czucia w sutkach lub/i całych piersiach. Nigdy więcej. Pierwszy chirurg powiedział, że nerwy będą próbować się regenerować przez ok. 3 lata, ale lepiej nie robić sobie nadziei. To będzie trudne, bo jak kogoś przytulę to dziwnie tak będzie nie czuć tego, nie wspominając o życiu seksualnym. Niektóre kobiety mają szczęście i mają sporo czucia, inne mają je tylko np. na skórze między piersiami, jeszcze inne tylko w jednej piersi… Różnie to bywa, ale jednak większość nie odzyskuje go w ogóle.

.

Sprawdzałam co na ten temat ma do powiedzenia nasze ubezpieczenie i mówią, że pokrywają mastektomię w całości, jeśli spełnia się kryteria (ja spełniam oczywiście), a prawo federalne mówi, że rekonstrukcja również musi być pokryta w 100%.

.

Sporo jeszcze będę miała do opowiadania na ten temat, ale to już będę pisać na bieżąco, bo na razie sam niewiele więcej wiem. Nie mam pojęcia, jak będę się z tym wszystkim czuła później tak fizycznie jak i psychicznie, ale na chwilę obecną mogę wam powiedzieć, że się nie boję i nie jestem już tym zestresowana. A to bardzo ważne. Czuję, że robię coś, co pomoże mi żyć dłużej i jeśli żaden inny nowotwór się już nie przypałęta, a tego też nie wiem, to będzie super.

.

Jeśli macie jakiekolwiek pytania, piszcie!

.

Do następnego!

Aga

.

.

Jeśli lubisz tu zaglądać i czytać moje posty to będę bardzo wdzięczna, jeśli zagłosujesz na mojego bloga klikając w baner poniżej. Dzięki!

glosowanie

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram