Czym żywi się Alicia i jakie mleko dajemy April? Trochę o diecie naszych córek.

Od jakiegoś czasu często dostawałam dwa pytania – jakie mleko pije April oraz czy Alicia również je same owoce. To drugie pytanie było zdecydowanie bardziej popularne, a w dzisiejszym poście wszystko wam wytłumaczę!

 

 

Dlaczego nie karmię piersią

Miałam to szczęście, że na początku nie miałam problemów z karmieniem April i sama się przystawiła do piersi dosłownie kilka minut po urodzeniu. Bardzo chciałam karmić ją przez minimum rok, bo wierzę, że mleko matki jest najleprzym pożywieniem dla dzieci (nawet tych 2,5 letnich!). No, o ile matka nie żywi się śmieciami, bo wtedy wcale nie jest aż tak dobre ;). W każdym razie, nie udało mi się to niestety i bardzo nad tym ubolewam, a jakby ktoś mnie zapytał czy za czymś tęsknię i za czym to powiedziałabym, że właśnie za karmieniem piersią. Nie tylko dlatego, że było to najlepsze do Małej, ale też dlatego, że zwyczajnie bardzo to lubiłam. Uwielbiałam tę bliskość, to jak się we mnie wpatrywała, że była wtedy taka spokojna, zrelaksowana i tak dalej. Lubiłam myśleć, że robię to, co dla niej najlepsze i chciałam, by to trwało i trwało…

Mój plan się nie udał, bo gdy dotarliśmy do 3. miesiąca życia April to… ona sama zaczęła się buntować. Miałam mleko i to nawet dość dużo, ale ona zwyczajnie nie chciała jeść mi z piersi. Wierciła się, odwracała głowę, odpychała się. Długo próbowałam ją przyzwyczaić z powrotem i robiłam wszystko to, co radzili ludzie w internecie oraz konsultantki laktacyjne, czyli ograniczałam butelki, przystawiałam ją do piersi częściej, jak była obudzona, na śpiocha, na pół-śpiocha, bez ciuchów, w łóżku, na fotelu, w nocy, w dzień i tak dalej, i tak dalej. Niestety nic to nie dało, a moja letnia wycieczka do Polski jeszcze bardziej wszystko zrujnowała i pod tym względem żałuję, że tam w ogóle poleciałam. Nie dość, że nie miałam czasu się na tym skupić to w dodatku April była mega zestresowana tymi wszystkimi zmianami no i… spaliła mi się ładowarka do mojego laktatora.

Musiałam więc znaleźć inne rozwiązanie, bo kończyło mi się moje odciągnięte mleko w zamrażarce, a mleko modyfikowane nie wchodziło w grę w naszym przypadku. Uważamy, że jest bardzo niezdrowe, nienaturalne i przepełnione składnikami, które nie są w ogóle potrzebne, a niektóre wręcz szkodliwe wliczając w to chemię i mleko krowie. W pewnym momencie jednak kupiłam 4 małe kartoniki mleka modyfikowanego na bazie soi na wszelki wypadek no i niestety znalazłam się w sytuacji totalnie pod ścianą, kiedy musiałam go użyć. April wypiła jeden kartonik, czyli jedną butelkę, i po tej jednej zaczęła mieć takie problemy z brzuchem, że nie macie pojęcia. Miała strasznie twardy brzuszek, płakała z bólu, nie mogłam jej uspokoić. Powiedziałam sobie wtedy, że ooo nie, teraz jestem jeszcze bardziej przekonana do tego, że nigdy nie będę tego używać.

 

Sami robiliśmy własne mleko modyfikowane

Zrobiłam trochę więcej researchu w necie i znalazłam kobiety, które same robią mleko dla swoich dzieci. Były różne rodzaje z różnymi składnikami jak np. kokosowe czy też bananowe, ale my postanowiliśmy postawić na mleko z nasion konopii, które w składzie miało te właśnie nasiona, irlandzki mech morski, wodę źródlaną oraz kilka daktyli. To mleko robiliśmy przez jakiś czas, a potem zaczęliśmy kupować gotowe w kartonach, które dalej ma bardzo dobry skład bez żadnych sztucznych dodatków lub innych „bardzo potrzebnych” rzeczy.

No i wiecie co, April nie miała ŻADNYCH problemów z żołądkiem po tym mleku. Nic, totalnie nic. Nie miała żadnych zaparć, żadnej biegunki, żadnych problemów z gazami. Lubi smak tego mleka, a to też jest ważne. Rośnie zdrowo, od samego początku aż do teraz jest dłuższa niż 98% dzieci w jej wieku i cięższa niż 95%. Nie ma żadnych problemów z jej rozwojem. Gdy jej pediatra dowiedziała się, że nie karmię już piersią i powiedziałam dlaczego nie chcemy mleka modyfikowanego i co dajemy April w zamian, odpowiedziała: „robicie genialną rzecz!”

 

Mleko z nasion konopii a marihuana

Chciałabym tutaj zaznaczyć, że mleko to nie uzależnia, nie jest narkotykiem! Nasiona konpii nie zawierają aktywnych składników. Ilość związku THC, który powoduje efekt podobny do tego po spożyciu narkotyków, to <0.3%. Nasiona te są bogate w zdrowe tłuszcze, minerały, wysokiej jakości białka, witaminę E, potas, magnez, wapno i wiele, wiele innych. Zawierają dużo kwasów tłuszczowych omega-6, omega-3 oraz kwas gamma-linolenowy, więc nasiona te łagodzą stany zapalne skóry (np. eczema) oraz objawy astmy, obniżają wysokie ciśnienie krwi, zmniejszają ryzyko chorób serca i tak dalej. [źródło] Zawarte w nasionach kwasy wspomniane wyżej bardzo dobrze równoważą stany zapalne wewnątrz organizmu i pozytywnie wpływają na pracę układu odpornościowego, który jest najbardziej istotny w walce z jakimikolwiek chorobami. [źródło]

Tak trochę już zbaczając z tematu i na szczęście to akurat nie dotyczy April, ale wielu innych ludzi tak – większe ilości związku THC w bardzo wielu przypadkach sprawiały, że nieuleczalne nowotwory bardzo się zmniejszały, a w niektórych przypadkach nawet całkowicie znikały! [źródło 1źródło 2] A dlaczego żaden z lekarzy nigdy nie powie o takiej naturalnej metodzie leczenia raka? A no dlatego, że w samych Stanach Zjednoczonych co rok konwencjonalne metody leczenia jak chemioterapia dają wpływ ponad 200 milardów dolarów! Nikt nie chciałby stracić takich pieniędzy, a kto by się przejmował umierającymi przez chemię ludźmi, nie? [źródło] Jeśli wy sami lub ktoś z waszych bliskich boryka się z jakimkolwiek nowotworem to bardzo polecam poszerzenie wiedzy na ten temat.

 

Rozszerzanie diety April

Zaczęliśmy od awokado, ale wtedy April nie była jeszcze do końca gotowa. Trochę połykała, ale jeszcze nie potrafiła przenosić jedzenia na języku z przodu ust do gardła. Próbowaliśmy co jakiś czas tym bardziej, że Mała zaczęła się dosłownie wgapiać na nas gdy jedliśmy, zaczęła wysuwać ręce, próbować łapać nasze jedzenie, a jak coś jej się udało chwycić to wsadzała sobie do buzi. To był taki znak, że można spróbować ponownie i wtedy faktycznie się udało, bo nic już jej nie wypadało z ust z powodu braku umiejętności wspomnianej przeze mnie przed chwilą, a wręcz przeciwnie – zaczęła mielić jedzonko w dziąsłach i połykać.

April nie dostawała i nie dostanie żadnych zupek dla niemowląt, soczków ani kaszek. W chwili obecnej jej ulubionym jedzeniem są zdecydowanie gruszki. Lubi też banany, mango i arbuza. Jeśli chodzi o tego ostatniego to wysysa z niego sok, a resztę wypluwa. Daję jej też ugryźć kawałki truskawek, gdy je jem.

1013161011

Tak je banana :).

1014160858a

Tutaj ja pierwsza zaczęłam jeść banana, a gdy April to zobaczyła to do mnie przyleciała i wyciągała ręce do góry!

1015161726

A taką minę mi walnęłą jak na jej oczach zjadłam ostatni kawałek arbuza.

Nie mam jakiegoś specjalnego sposobu na karmienie/nie karmienie jej. Czasem je np. jabłko starte na tarce, ale daję jej też całe kawałki owoców jak np. arbuz czy truskawki, bo chcę, żeby znała teksturę tego, co je, żeby mogła wszystko podotykać. Zazwyczaj gdy ja coś jem to ona też chce, więc albo ją sadzam na jej krześle do karmienia i na tacce kładę kawałki owoca, żeby mogła sobie chwytać i jeść, albo gdy np. jem banana to daję jej ugryźć kawałeczek, potem ja jem, później ona i tak na zmianę. Różnie to bywa. Nie mamy też żadnych konkretnych pór na karmienie, bo ja jem wtedy, gdy jestem głodna no i z nią jest podobnie, ale wiem kiedy April by coś zjadła mniej więcej, więc staram się dawać jej takie jedzonko 2-3 razy dziennie.. Czasami bardzo domaga się czegoś innego niż mleko i to jest mega fajne. Nie mamy wyznaczonej ilości jedzenia i April je tyle, na ile ma ochotę. Jeśli chce jeden kawałek mango to je jeden, a jeśli chce trzy to zje trzy i jest okej.

Tak, będziemy ją wychowywać w taki sposób i chcemy, by jadła to co my jemy, bo wierzymy, że jest to najlepszy sposób, by utrzymać zdrowie.

April jeszcze długi czas będzie za mała, by zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi, by wiedzieć dokładnie dlaczego nie jemy tego co nasi znajomi czy rodzina (poza powodem oczywistym – zwierzęta, bo to zrozumie o wiele szybciej). Jeśli ktoś będzie chciał częstować ją ciasteczkami, chipsami, serem albo smażonymi warzywami to jasno i wyraźnie poinformuję tę osobę, że sobie tego nie życzę. Nie będę jej dawać niczego poza tym co my jemy, chyba że jakieś inne owoce, bo w końcu może lubić co innego niż my. Na przykład, April lubi jabłka, a ja nie. Jeśli w wieku iluś tam lat, jak już będzie wszystko rozumiała, przyjdzie moment, że powie „mamo, wiesz co, wychodzę z koleżankami i chcę spróbować krwistego steka” to wyrażę swoje (ogromne) wątpliwości co do tego pomysłu, ale nie zabronię jej iść i spróbować, skoro podjęła taką decyzję na podstawie swojej wiedzy na ten temat. A jakby wróciła mówiąc, że było obrzydliwe i że źle się czuje to nie powiem jej „a nie mówiłam!” tylko wysłucham i zrozumiem. Nie wierzę jednak, by taka sytuacja, że April będzie chciała jeść coś takiego, kiedykolwiek miałaby mieć miejsce.

 

Czy Alicia również je same owoce

Nie, Alicia nie je samych owoców. Alicia nie jest już nawet weganką. Jestem pewna, że pozostałaby nią, gdyby nie presja otoczenia (jej matka, matki znajomi, jej babcia), ale czy teraz poszłaby naszymi śladami i jadłaby same owoce? Szczerze wątpię.

Jeśli chodzi o Alicię to ona od samego początku, gdy zaczęli jej rozszerzać dietę, jadła takie „tradycyjne amerykańske jedzenie”, więc nie zmuszamy jej teraz do zmian. Alicia na razie wie jak traktowane są zwierzęta, jak produkowane jest mleko, jajka, mięso i tak dalej, bo razem oglądaliśmy filmy o tych rzeczach. Na tym się głównie skupiła i nie potrafi jeszcze połączyć tego z wpływem na zdrowie i życie człowieka. Jestem dobrej myśli co do tego, że jak już zrozumie resztę to podejmie nową decyzję na podstawie nowej wiedzy. Na chwilę obecną lubi bardzo niezdrowe jedzenie, jednak ani ja ani Nathan nie kupujemy jej jedzenia typu ostre Cheetosy, cheesburgery, samo mrożone jedzenie albo innych tego typu rzeczy i wszystko jej oczywiście tłumaczymy i nie mówimy „nie, bo nie”. Nie będziemy jej jednak zmuszać do naszej diety, bo im bardziej byśmy zmuszali, tym większe prawdopodobieństwo (albo nawet pewność), że Alicia zaczęłaby się buntować i w końcu nie tknęłaby żadnych owoców ani nawet warzyw przez długi czas, a to nie o to chodzi. Bo jedzenie powinno być przyjemnością, a nie przymusem!

 

Do nastepnego!
Aga

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE
  • AniaD

    Przede wszystkim jezeli April nie bedzie jadla nic innego to raczej nic innego sorobowac nie moze bo od razu by wyladowala w szpitalu z powaznymi problemami z brzuchem, podobnie jak dorosla osoba ktora je wszystko i nagle bylaby frutarianka, i taka reakcja organizmu nie bylaby spowodowana tym ze cos jest „złe”, tylko po prostu organizm nie zna danych rzeczy, wiec naturalne bedzie ze April bedzie czula sie źle jezeli kiedys by sprobowala cokolwiek innego…po prostu organizm by sie zbuntowal. Ale oczywiscie to Wasz wybor i jezeli uwazacie ze tak jest dobrze to nic innym do tego. Pozdrawiam:)

    • Aga

      Oczywiście, masz całkowitą rację! Tak drastyczne zmiany nie pozostają obojętne dla organizmu i prawdopodobnie to byłby główny powód poważnego zatrucia. No ale tak, uważamy, że tak będzie najlepiej i mam nadzieję, że April nigdy nie zechce jeść mięsa :).

  • Aga B.

    Polecam obejrzeć dokument o cukrze: „That Sugar Film – Cały ten cukier(2014)” Nie jest to taki sztywny film dokumentalny, nakręcony jest w miarę zabawnie, no i co najważniejsze pokazuje co cukier robi z organizmem – dwu miesięczny eksperyment na autorze tego filmu 😉 I nie chodzi o słodycze (czekolady, żelki itp.), ale o zwykłe jedzenie niby „zdrowe” (jogurty, sosy, napoje…). Wiem, że już nie dotyczy Cię, bo i tak odżywiasz się zdrowo (czego Ci zazdroszczę – sama powoli do tego dążę :), ale może ktoś ze znajomych, albo po prostu Twoi fani, dzięki niemu inaczej spojrzą na cukier. 😉

    • Aga

      Chętnie obejrzę, dzięki! 🙂 Brzmi ciekawie i super, że autor sam na sobie eksperymentował, podoba mi się to 😀

  • Basia

    Ciekawa dieta… Ja jeszcze nie mam dzieci, a sama odżywiam się nie najlepiej niestety, próbuję się przestawić, już poczyniłam pewne kroki, ale do sukcesu jeszcze daleko. Jak już będę mamą to chciałabym dać dziecku wszystko co najlepsze. Znam rodziców, którzy niestety od małego karmią dziecko produktami zawierającymi tony cukru i innych „witamin”, ciężko później odzwyczaić się od tego. Mam nadzieję, że po operacji jest ok. Pozdrawiam!

    • Aga

      Krok za krokiem i w końcu się uda! Czasami naprawdę ciężko jest tak nagle wszystko zmienić, a wręcz nie jest to zalecane, więc dobrze, że idziesz ze wszystkim powoli. Ja też znam takich rodziców. Niedawno zasłyszałam rozmowę jednej kobiety z jej ok. 5-6 letnią córką. Mała chciała zjeść rodzynki na co ta kobieta odpowiedziała, że rodzynki mają za dużo cukru, ale w zamian może sobie wziąć żelki… Ręce mi opadły dosłownie.
      Jest okej, dzięki :).

      • Basia

        No tak, żelki to samo zdrowie, masakra 🙂

      • Aga

        No właśnie ;).

  • Aleksandra

    szanuje Cie za Twoj wybor o weganizmie, nie jadlam miesa 10 lat, w tym roku zaczelam jesc ponownie i mnie inspirujesz,zeby przestac jesc znowu

    • Aga

      A co się stało, że po takim czasie znów zaczęłaś jeść mięso? Pytam totalnie z ciekawości.

  • Aleksandra

    Mialam nienajlepsze badania krwi, pojawila sie anemia i czulam sie wiecznie zmeczona. Mysle, ze to przez zaniedbanie, brak czasu. Przez 8 lat mialam bardo dobre wyniki i gdybym prowadzila zbilansowana diete to bym uniknela anemii. Przyznam, ze nie brakowalo mi miesa, ale moze chcialam zobaczyc czy faktycznie tak jest. Dlatego mysle, ze wroce niedlugo do wegetarianizmu.

    • Aga

      Według mnie powodem na pewno nie był brak mięsa w diecie, tylko właśnie inne czynniki. Ja tylko raz w ciąży miałam niedobór witaminy D3, bo długi czas nie byłam w stanie w ogóle wyjść na zewnątrz i właśnie byłam tak mega słaba. Jak skończyłam leki i zaczęłam wychodzić automatycznie łapałam słońce i wszystko wróciło do normy. No, taka ciekawostka :).
      Powodzenia z drugą próbą! Jakbyś miała jakieś pytania czy coś to pisz śmiało!

  • Marta

    A moglabys podac nazwe tego mleka co kupujecie?

  • Annimula

    A jak planujesz rozwijac diete April? To, ze nie bedziesz jej dawac miesa, to jasne, ale czy myslisz dawac jej gotowane rzeczy, warzywa, rosliny straczkowe i inne zrodla bialka?

    P.S Duzo myslalam o Tobie w tych dniach. Mam nadzieje, ze wszytko ok po operacji.

    • Aga

      Nie, nie planujemy dawać jej żadnych gotowanych potraw. Będzie się chować na surowym weganizmie :).
      Dzięki, miło mi bardzo! Czuję się coraz lepiej po operacji na szczęście!

      • tess

        I to jest dobra wiadomość 🙂

  • Justyna

    Myślę ,że przyzwyczajanie od dziecka do zdrowej żywności jest najlepszą decyzją jaką podjęliście dla April 😉 Pytam tylko z czystej ciekawości, czy nie będzie brakowało April jakiś składników, gdy będzie jadła tylko owoce, czy to nie wpłynie jakoś na jej rozwój, bo czytałam gdzieś w internecie ,że dla dzieci taki typ odżywania na dłuższą metę nie jest do końca dobra, nie wiem czy to prawda, dlatego pytam Ciebie, bo na pewno się orientujesz 😉

    • Aga

      Spoko, nie odebrałam tego źle 🙂 Nie, April z pożywieniem będzie dostarczać sobie dokładnie to, czego potrzebuje i oczywiście wpłynie to na jej rozwój, ale w pozytywny sposób. Na YouTube są filmiki o ludziach, którzy całe życie jedli na surowo i są też filmiki o dzieciach opowiadającyh jak bardzo lubią taki styl życia. Ludzie oczywiście mówią, że to nie jest dobre, bo zwyczajnie niewiele o tym wiedzą. Większość uczy się z tych samych źródeł i są niestety manipulowani przez media, które wmawiają nam, że wiesz.. „Pij mleko, będziesz wielki” 😉 Nie są otwarci na inne strony. Na przykład po operacji przyszła do mnie dietetyczka po to, by opowiedzieć mi co powinnam jeść, a czego nie powinnam, żeby wszystko mi się ładnie zagoiło. Na dość długiej liście znalazły się produkty jak np. mleko krowie, sery, sery pleśniowe, wołowina i tak dalej. Wszystko ciężkostrawne, a ja powinnam jeść produkty lekkostrawne po takiej operacji. A co mi zabroniła jeść? Między innymi surowych owoców. Zapytała czy przejdę na taką dietę na ok. 2-3 tygodnie i odpowiedziałam jej, że nie. Później opowiedziałam o jej wizycie pielęgniarce, która od razu powiedziała mi, żebym wywaliła te zalecenia do śmieci, bo są niedorzeczne i mój lekarz również powiedział, że moja dieta jest lepsza dla mnie niż to, o czym powiedziała mi dietetyczka.

      • Justyna

        Racja, media nieźle manipulują. Dzięki ,że odpowiedziałaś 😉 Dobrze ,że chociaż lekarze się orientują 😀 Hahhaha, dużo zdrówka 😉

      • Aga

        Dzięki 🙂

  • Sara

    Twoje dziecko będzie miało problemy w przyszłości… jak ma ona się rozwinąć bez mięsa i potrzebnych składników?

    • Aga

      Ehh, polecam chociaż częściowe zapoznanie się z tematem zanim napiszesz tego typu komentarz, bo przykro mi, ale kompletnie nie masz racji. Wystarczy przejrzeć mojego bloga, by dowiedzieć się czegoś więcej, bo zaczęłam o tym pisać nie tak dawno temu.

    • Doris

      Heh, mi przy chorobie nowotworowej lekarze zakazali jedzenia mięsa. Każdego! Drób, czerwone mięso, szynki, kiełbasy, schab… No wszystko. Więc wydaje mi się że nie jest ono wcale takie zdrowe.
      Przy odpowiedniej diecie bez mięsnej nie będzie miała żadnych problemów 😉

  • Ela

    Cale szczescie ze Alicia ma jeszcze matke ktora o niej decyduje. Calkiem mozliwe, ze to jednak ona jest z was wszystkich najbardziej normalna.

    • Aga

      Matka Alicii nie ma żadnych praw rodzicielskich nie bez powodu, a w Twoim komentarzu brak jakiegokolwiek szacunku i nawet drobnego wyjaśnienia o co Ci chodzi.

  • cyferka

    Na wstępie bardzo Cię szanuję i Twoje poglądy. Twoje życie, Twoje wybory. Z jednymi się zgadzam, z innymi nie, a z jeszcze innych będę czerpać. Jednakże do Twojej nowej diety podchodzę z dużą rezerwą. Nie zdecydowałabym się wprowadzić tej diety dla kilkumiesięcznego rozwijającego się dziecka. Wierzę, że jesteś w tym oczytana itp, ale…Przejrzałam z ciekawości parę artykułów na temat tej diety, żebyś mi nie narzucała, że nie zapoznałam się z tematem 😉 I w większości jest napisane, że to dieta oczyszczająca na max 3 dni.

    Minusy diety owocowej
    Dieta owocowa oczyszcza i odchudza, ale zbyt długo stosowana wyniszcza organizm.

    Dieta owocowa (jak każda monodieta) to jedna z najgorszych w grupie diet alternatywnych. Nie można polecać jej jako diety długoterminowej żadnemu człowiekowi dbającemu o zdrowie. Jest dość niebezpieczna ze względu na ryzyko wystąpienia cukrzycy. Dostarczając organizmowi tak ogromnych dawek cukrów prostych, nie będziemy w stanie utrzymać prawidłowego poziomu glukozy we krwi, co na dłuższą metę może okazać się niebezpieczne.

    Dieta złożona z samych owoców nie pokryje potrzeb organizmu na wiele składników odżywczych, m.in.: wapń (jest w mleku, serze żółtym); białko (w mięsie i produktach mlecznych, roślinach strączkowych); wielonienasycone kwasy tłuszczowe (w olejach i tłustych rybach morskich); magnez i witamina D (w produktach mlecznych, zbożowych i w mięsie); witamina B1 (w otrębach pszennych, pieczywie pełnoziarnistym, grubych kaszach) – brak jej powoduje zaburzenia w pracy układu nerwowego i mięśniowego; witamina B2 (w mleku i jego przetworach) – niedobór objawia się łojotokiem skóry i tzw. zajadami – bolesnymi pęknięciami pojawiającymi się w kącikach ust; witamina B12 (jest tylko w mięsie) – jej brak powoduje niedokrwistość złośliwą i zmiany w układzie nerwowym.”

    • Aga

      Miałam bardzo podobne zdanie co do tego zaraz po tym, jak Nathan mi powiedział, że teraz tak je. Jak zresztą opowiadałam, bałam się, że się pochoruje, że będzie bardzo słaby i tak dalej. Też czytałam tego typu artykuły jak to, co mi wysłałaś, ale zdecydowałam też poczytać o tej drugiej stronie i to zmieniło cały mój światopogląd! Chętnie odniosę się do tego co napisałaś i nie odbieraj nic źle, po prostu dzielę się wiedzą, nie próbuję pouczać 🙂

      Jak już gdzieś wspominałam, według mnie ludzie uważający, że to dieta „wyniszczająca” zwyczajnie nic o niej nie wiedzą i nie znają osób, które żyją w taki sposób od urodzenia. Nauczyli się z tych samych książek, że – cytuję z treści Twojego komentarza – wapń to koniecznie z mleka lub sera żółtego, białko z mięsa, magnez z mleka i tak dalej, że ogólnie człowiek bez jedzenia martwych zwierząt nie przeżyje. Tak, jakby tylko produkty pochodzenia zwierzęcego zawierały potrzebne składniki… To jest totalna nieprawda i zwykła manipulacja oraz chęć wyłudzenia pieniędzy od wierzących w to ludzi. Nawet więcej, te produkty pochodzenia zwierzęcego zawierają wszystko złe, czego człowiek nie powinien spożywać (mega niezdrowy tłuszcz, hormony i tak dalej – powodują otyłość, cukrzyce, zawały serca, nowotwory i różne inne choroby). Ciekawe jest też to, że rekomendowane ilości spożywania np. białka też są bardzo zawyżone, a ci, którzy się tego trzymają później np. umierają na zawały serca, bo przesadzają trochę z pompowaniem owego białka do swojego organizmu. To cukier napędza nasz organizm i daję nam energię, a nie białko.
      „Jest dość niebezpieczna ze względu na ryzyko wystąpienia cukrzycy.” – cukry zawarte w owocach są cukrami naturalnymi, które organizm człowieka rozkłada bez żadnego problemu i potrafi utrzymać odpowiedni ich poziom. To z cukrem kupowanym w sklepach, dosypywanym do herbaty, kawy, ciast, naleśników lub zawartym w innych produktach (dżemy, chleby, makarony, itp.) organizm ma problem, to z tym cukrem nie potrafi sobie poradzić. Są ludzie, którzy na diecie owocowej wyleczyli m.in. właśnie cukrzycę ( http://www.healingdiabeteswithfruit.com/ ), nowotwory i inne choroby. Tutaj masz też stronę jednego mężczyzny, który znacząco poprawił stan swojego zdrowia po przejściu na tę dietę w 2008 roku – http://www.thefruitarian.com/content/my-story

      Idąc po kolei z przykładami z Twojego komentarza:
      wapń – banany, figi, suszone morele, kiwi, jabłka, awokado, papaja i inne
      białko – awokado, brzoskwinie, bananay, arbuz i inne
      kwasy tłuszczowe – brzoskwinie, mandarynki, morele, wiśnie i inne
      magnez – banany, suszone figi, daktyle, mandarynki, rodzynki, melony i inne
      witamina D – mleka roślinne (np. migdałowe), a tak poza tym to polecam pobyć trochę na słońcu
      witamina B1 – dynie, arbuz, jabłka, awokado, morele, mango i inne
      witamina B2 – suszone śliwki, awokado, morele, mango, pomarańcze i inne
      witamina B12 (to nie mięso zwierząt ją produkuje, a bakterie, które do zwierząt się dostają) – organizm człowieka odkłada tę witaminę na mega długi czas, znajduje się ona np. w mlekach roślinnych i, co ciekawsze, produkowana jest w naszym własnym jelicie grubym.

      Na YouTube jest sporo filmów o luziach, którzy od urodzenia jedli i dalej jedzą głównie owoce, są mega zdrowi, niektórzy z nich to sportowcy. Są też filmiki, w których głównymi bohaterami są mega zdrowe dzieci, które od urodzenia jedzą same owoce (np. tutaj – https://www.youtube.com/watch?v=GGCWwZOqH8A ). Są też filmy i blogi kobiet jedzących same owoce w czasie ciąży i rodzące zdrowe dzieci. Polecam :). Jestem też na Facebooku w grupie dla fruitarianów i ludzie dzielą się swoimi historiami i tak dalej, wielu z nich wrzuca czasem coś o ich dzieciach, które od samego urodzenia jedzą właśnie tylko owoce i czasem jakieś zielone liście (jak np. szpinak, my też to jemy) i są zdrowe, rosną bez żadnych problemów, rozwijają się prawidłowo.

      Wczoraj wyszłam ze szpitala, gdzie robili mi obszerne badania krwi oraz sprawdzali poziom cukru (po ok. 2 miesięcy na tej diecie). Wszystkie moje wyniki (łącznie z poziomem cukru) są idealne. Załoga medyczna zadawała mi i Nathanowi sporo pytań na ten temat i dwie pielęgniarki stwierdziły, że też chcą spróbować tak jeść, bo… ich wyniki nigdy nie były tak dobre, a jedzą „normalną” dietę pełną w mięso i nabiał, która przecież jest tak bardzo zalecana właśnie po to, by być zdrowym. Inna pielęgniarka z kolei powiedziała mi, że tak szybko zdrowieję i tak dobrze wyglądam po operacji pewnie dlatego, że jem tak zdrowo. Lekarz powiedział mi też, żebym wywaliła do kosza zalecenia dietetyczki, która do mnie przyszła i mówiła co powinnam jeść po operacji. Co więcej, nie dali mi dwóch leków, których nie potrzebuję przy dochodzeniu do siebie właśnie dlatego, że jem w taki sposób, a które dostałabym, gdybym jadła „normalną dietę”, bo wtedy miałabym problemy z gazami, zaparciami i tego typu rzeczami.

      Zastanawia mnie też to, jak ktokolwiek mógłby powiedzieć, że to dieta wyniszczająca nadawająca się na maksymalnie trzy dni komuś, jak np. mi, kto jest zdrowy, dobrze się czuje, którego wyniki badań są idealne. A takich ludzi jest przecież o wiele więcej. Oczywiście może wyniszczyć w sytuacji kiedy ktoś stwierdzi, że na śniadanie zje sobie dwa banany, na lunch cztery plasterki arbuza, a na kolację 500g truskawek. Wtedy faktycznie mógłby być problem. Ale nie w sytuacji, gdy ja i inni fruitarianie zjemy wielokrotność tego.

      Uff, ale się rozpisałam… Niczym cały nowy post :D.

      Pozdrowienia!

  • Maggie

    Cześć, Aga 😉
    Czytam skrycie Twojego bloga, prawie od początku jego istnienia, czyli jak jeszcze zaczynałaś z byciem au-pair. Później na bardzo długi czas zniknęłam, a jak wróciłam, to aż nie mogłam uwierzyć, jak Twoje życie się fajnie i ciekawie potoczyło 😉
    Co prawda, nie zgadzam się z Tobą całkowicie w paru bardzo istotnych dla mnie, rzutujących na cały światopogląd sprawach, to jednak cenię Cię za to, że jesteś otwarta i elastyczna. Naprawdę niewiele jest takich osób, które są w stanie wyjść poza ogólny system. Nie rozumiem ludzi, którzy ślepą idą za całym społeczeństwem, żyją nieświadomie, dają się manipulować i nie dają innym myśleć inaczej.

    Weganizm zawsze uważałam za najwłaściwszą dietę dla człowieka, a dzięki Tobie dowiedziałam się więcej o frutarianach, co od początku mnie bardzo zaciekawiło. Jestem głęboko przekonana, że można odżywiać się tak przez całe życie i być bardzo zdrowym. Wszystkie te osoby, które upierają się, że człowiek potrzebuje mięsa i produktów pochodzenia zwierzęcego są bez wymówki – dowodem na słuszność weganizmu, a nawet frutarianizmu są po prostu miliony ludzi, którzy właśnie tak się odżywiają, i to często przez całe życie, i są przecież dużo zdrowsi niż ludzie na tradycyjnych dietach. Nie trzeba nawet czytać, dlaczego te diety są dobre dla organizmu, wystarczy spojrzeć na tych ludzi. To jest wystarczający dowód. Dlatego Ci, którzy się tak zawzięcie upierają są po prostu ignorantami i pokazują tym swoją głupotę. Taka prawda 😉 Ale cóż.

    Jednak nie twierdzę, aby frutarianizm był jedyną właściwą dietą. To znaczy, gdyby wszyscy ludzie żyli w ciepłym klimacie (czyli w takim, który uważam, że jest naturalny dla człowieka), to mogą się tak odżywiać, ale czy osoby mieszkające w zimnych klimatach, które muszą ubierać na sobie warstwy ubrań, aby utrzymać odpowiednią temperaturę ciała, nie powinny jednak jeść ciepłego jedzenia, aby ogrzać organizm? I myślę, że po to istnieją warzywa, które są dobre, jadalne i mają wiele cennych składników, że też są naturalnym pożywieniem dla człowieka. I co ze stwierdzeniem, że dla człowieka najlepsze jest jedzenie pochodzące z regionu, w którym żyje? W sumie miałabym jeszcze z tysiąc pytań żywieniowych, które mnie nurtują, ale już nie będę zanudzać 😉
    Trzymaj się 😉

    • Aga

      No to witam raz jeszcze! 😀
      Myślę, że jakby te osoby żyjące w zimniejszych klimatach od zawsze jadły tylko owoce to ich organizmy by były do tego przystosowane i nie potrzebowałyby nic do ogrzania się od środka. Większym problemem w tym przypadku jest według mnie to, że w tych zimnych klimatach, czy nawet w Polsce, ciężko z dostępnością dobrych owoców w zimne miesiące :(.

  • Matka

    ,11-miesięczny chłopiec trafił do szpitala w Wirginii Zachodniej z objawami niedożywienia po tym, jak jego tata przywiózł go tam przerażony jego stanem. Tłumaczył lekarzom, że jego żona ma obsesję na punkcie zdrowego odżywiania i karmi dziecko tylko owocami i bakaliami. Badania potwierdziły, że dziecko jest wycieńczone. Matce przedstawiono zarzuty narażenia dziecka na utratę zdrowia i życia.’
    Good luck zycze!

    • Aga

      Serio? I na tym się kończy Twój research? Źródło tej wiadomości? Jeśli to o dziecku, o którym myślę to chorowało ono na niedoczynność gruczołu powodującego wzrost i w jego przypadku żadna dieta nic by tu nie dała.
      Wiesz, są głupi ludzie na tym świecie i są też tacy, którzy robią krzywdę swoim dzieciom nie zdając sobie z tego sprawy. Są przecież tacy, którzy dają noworodkom sok jabłkowy do picia zamiast mleka, co nie mieści się przecież w głowie. I wybacz, ale odnoszenie się do tego typu przypadków i na ich podstawie wyrabianie sobie tego typu opinii o diecie bazującej na owocach jest zwyczajną ignorancją.
      Tak z drugiej strony, poszukaj sobie informacji o nadwadze, otyłości, nadciśnieniu, cukrzycy, chorobach serca i innych chorobach wśród dzieci karmionych tradycyjnymi dietami oraz u dorosłych, którzy tak zostali wychowani i teraz cierpią na tego typu i inne schorzenia. To jest niby zdrowe?
      Poza tym, polecam wejść na YouTube, wpisać dwa słowa i obejrzeć sobie o dzieciach wychowanych na fruitarianizmie, bo jest tego naprawdę BARDZO dużo.

      • Matka

        No kurcze ale zmusilas mnie zeby Ci odpowiedziec.Akurat mam dwojke dzieci,w tym nastolatke-takze doswiadczenie z dziecmi „niebo a ziemia”porownujac do Twojego.Moje dzieci nie sa na zadnej diecie przeczyszczajacej(owocowej),ale tez nie sa karmione hamburgerami i coca-cola,podaje im produkty o najwyzszej jakosci,najczesciej organic food,a warzywa i owoce kupuje z farmy,a nie ze sklepu.Moje dzieci sa szczuple,wysokie i nigdy nie byly na nic chore,a do tego sa szczesliwe i nie odstaja niczym od swoich rowiesnikow jak np.pojda na urodziny znajomych i zjedza kawalek tortu.Druga sprawa to nie mysl,ze z zazdrosci Twojego american dream pisze,gdyz ja tez mieszkam w USA i do tego w tym najpiekniejszym,najcieplejszym stanie,wiec zazdrosc odpada.Nie sadzisz ze Ty taka mloda dziewczyna,ktora sama znalazla sie w obcym kraju,nie majaca rodzicow(albo nie majaca kontaktu z nimi)wpadla w sidla o wiele strszego faceta ktory zrobil Ci pranie mozgu?Przeciez On zachowuje sie jak jakis guru sekty ,z wygladu to juz wogole pasuje na guru.Starsza nie bedzie chodzic do szkoly,Mala z pewnoscia tez nie,bo to fizycznie jest nie wykonalne,dziecku ktore jest w najwiekszej fazie rozwoju podaje sie jednoskladnikowa diete,OMG.Dziecko ktore ma pare dni zycia wsadza sie w samolot i leci na Hawaje ,bo linie lotnicze nie maja nic przeciwko temu,tak nic nie maja bo to jest wolny kraj i nikt nie zawraca sobie gitary cudzym dzieckiem.Ale gdzie rozum matki?Wiem,ze nie przyznasz sie na blogu jak Malej poleca wyniki albo jak zdazy sie cos gorszego.Dla mnie mozecie zrobic ze swoim dzieckiem co chcecie,napisalam tylko dlatego zebys zrobila wake up i nie lykala jak mlody rekin wszystkich pomyslow Twojego guru.Adios amiga!

      • Aga

        Jeśli czujesz się zmuszona do odpisywania na moje komentarze to sama weź za to proszę odpowiedzialność zamiast zwalania jej na mnie, bo jakbyś nic nie odpisała to naprawdę nic by się nie stało. A poza tym zauważyłam, że nie podałaś mi źródła informacji z pierwszego komentarza, a to była jedyna rzecz, o jaką pytałam.
        Co do mnie i Nathana tak gwoli ścisłości – ja pierwsza byłam wegetarianką i on spróbował tego za mną. Później dzięki niemu przestałam pić krowie mleko, ale ja pierwsza po jakimś czasie przeszłam na pełen weganizm, on był drugi. Następnie ja pierwsza zaczęłam jeść surowe potrawy i chciałam je wprowadzić do naszej diety, a jemu na początku kiepsko smakowały. Sam przeszedł na surową dietę na bazie owoców po jakimś czasie. O wszystkim pisałam na blogu, więc odśwież trochę swoje informacje, zanim zaczniesz dodawać tego typu mądrości, bo kompletnie nie masz racji.
        W największej fazie rozwoju April piła tylko mleko z piersi. Ona ma dopiero 7 miesięcy, a rozszerzanie diety dzieciom powinno się zacząć, gdy skończą 6 MINIMUM. W idealnym świecie niemowlaki jadłyby tylko mleko z piersi przez przynajmniej rok i takie bobasy też są mimo tego, że mnóstwo ludzi uważa, że mleko „nie jest wystarczające”. Co ja miałabym jej niby dawać? Organicznego kurczaka zmielonego z organicznym krowim mlekiem? Bo że organiczne to znaczy, że zdrowe? No daj spokój, przecież to jak trucizna! Tak małe dzieci dalej mają wrażliwe układy trawienne, więc nawet jakbym inaczej jadła to i tak zaczynałabym jej dawać jedzenie powoli, pojedynczo, aż wszystko jej się przestawi na trawienie czegoś innego niż coś, co jadła przez pierwsze miesiące jej życia. Wejdź zresztą do jakiegokolwiek sklepu w alejkę z produktami dla dzieci i zobacz jak wiele jest jednoskładnikowych słoiczków i jak wiele ludzi je kupuje.
        Jeśli małej polecą wyniki to oczywiście, że o tym napiszę, bo to będzie duża część mojego życia, ale mogę Ci zagwarantować, że to nie będzie miało miejsca.
        Żebym „zrobiła wake up”? To jest po angielsku czy po polsku, bo się już gubię?… Pominę Twoje komentarze na temat szkoły, latania, wyglądu Nathana, zazdrości i tak dalej, bo nie mają nic wspólnego z tematem i nie mam zielonego pojęcia skąd się to wszystko w ogóle wzięło w Twoim komentarzu.
        Piszesz, że jak dla Ciebie to możemy zrobić z naszym dzieckiem co chcemy, a jednocześnie usilnie starasz mi się pokazać, jaką to ja jestem złą matką, a Nathan to nie tylko zły ojciec, ale zły człowiek w ogóle. Wkurza Cię to, że ja czyli ktoś kto ma totalnie odmienne zdanie na temat ogólnie pojętego lifestyle’u uważający Twoje za te którymi nie chce podążać, ktoś w dodatku o wiele młodszy od Ciebie śmie stać twardo przy swoim, bronić swojego zdania i nie lecieć ślepo za tym, co mówisz mimo tego, że uważasz, że to Twoje sposoby wychowywania są lepsze i nie mieści Ci się w głowie, że inni mogą mieć je tak bardzo różne i nie popierać Twoich. No cóż, takie życie!