Ja i mój amerykański akcent

Do napisania tego postu zainspirowało mnie to, że tylko dzisiaj aż pięć osób zapytało mnie skąd jestem, bo słyszało, że mówię jakoś inaczej. Dwie z nich powiedziały „twój akcent jest piękny”, trzecia „masz naprawdę super akcent”, czwarta „masz super akcent i twój angielski jest świetny”, a piąta „bardzo podoba mi się twój akcent… szkoda, że jesteś mężatką”.

 

Żeby wszystkim było miło i przyjemnie, na początek dodaję zdjęcie April ;).

 

#CutenessOverload ❤

A photo posted by Aga Kirchner (@againamerica_com) on

 

Nie pamiętam czy kiedykolwiek bałam się o mój poziom angielskiego, ale wydaje mi się, że nie za bardzo. Dla tych, którzy są przed wyjazdem au pair i zastanawiają się jak to będzie z ich angielskim, nagrałam filmik, który znajdziecie klikając tutaj. Gdy tu przyleciałam mój poziom tego języka był całkiem spoko i napisałam wam już post na temat moich wskazówek do nauki, które mi pomogły. Mimo tego „spoko” poziomu nie czułam się komfortowo w mowie. W Polsce nie miałam z kim w tym języku rozmawiać, więc jak znalazłam się tutaj to był lekki szok, bo nagle musiałam wszystko całkowicie zmienić. Po jakimś czasie Nathan powiedział mi coś, z czego dopiero wtedy zdałam sobie sprawę i co miało ogromny sens. Powiedział, że na początku mówiłam dość cicho i ciężko było mu mnie usłyszeć. Dlaczego mówiłam cicho? Dlatego, że bałam się, że będę robić błędy i inni non stop będą pytać „co powiedziałaś?”. Tylko wiecie, to było trochę głupie, bo i tak mnie pytali. W końcu mówiłam tak cicho, że nikt nic nie słyszał. Szybko mi to więc przeszło i zaczęłam podejmować ryzyka, inaczej się zwyczajnie nie dało.

Uważam, że przez ten cały czas znacznie podniósł mi się poziom angielskiego. Jestem bardzo pewna, nie wstydzę się w ogóle i nie boję się, że zrobię błąd. Jestem w stanie porozmawiać nie tylko o codziennych sprawach, ale też o tych poważniejszych rzeczach i na bardziej specjalistyczne tematy, wliczając w to już teraz też wyrażenia medyczne. Rozumiem teksty piosenek, których słucham, ale jakbym zaczęła słuchać jakiegoś rapu to na pewno nie wiedziałabym o czym mówią. Nie mam już żadnego problemu z rozmawianiem przez telefon po angielsku, a wcześniej (przez długi czas) nienawidziłam tego, bo miałam problemy ze zrozumieniem kogoś, kogo nie widziałam. Nie boję się mówić przed większą grupą ludzi, a kiedyś bałam się to robić nawet po polsku, więc uważam, że to jest ogromna zmiana na pewno na plus. Zdarza mi się oczywiście, że Nathan powie coś, czego kompletnie nie zrozumiem i musi mi tłumaczyć jakieś słówka, ale nie przeszkadza mi to, bo w końcu w taki sposób się uczę. Ludzie chwalą to jak mówię i nie raz są zaskoczeni, że jestem tutaj tak krótko, chociaż czasami mam wrażenie, że trochę przesadzają, bo ja wcale nie uważam, żebym była aż tak świetna. W większości przypadków nie mam już też problemów ze zrozumieniem brytyjskiego akcentu, którego jeszcze rok temu nie mogłam obczaić w ogóle. Mówię „w większości przypadków”, bo jeśli ktoś nawija jak z karabinu to albo muszę zapytać o powtórzenie, albo włączyć napisy, jeśli to jakiś film. Tak swoją drogą przyznam wam, że nie lubię jak brzmi brytyjski akcent, nigdy nie lubiłam i chyba nigdy nie polubię.

Jedyne co mi przeszkadza na chwilę obecną to fakt, że mam wrażenie jakbym stanęła w miejscu i jakby mój angielski się już w ogóle nie rozwijał, chociaż wiem, że jeszcze trochę tego przede mną jest.

W czasie mojej wizyty w Polsce kilka osób skomentowało, że mówię trochę inaczej. Usłyszałam, że zdarza mi się akcentować wyrazy w inny sposób, że „zaciągam”. Jeśli zdarzy się jakieś słowo, które jest podobne w obu językach (np. „masaż” lub ulubiony przykład Domci – „centrum”) to wymawiam je bardziej po angielsku niż po polsku. Co więcej, gdy rozmawiam po polsku i wplotę jakieś angielskie słówko, np. tytuł piosenki, to zdanie odruchowo kontynuuję już po angielsku, chyba że naprawdę się skontroluję to uda mi się to zatrzymać. Ostatnią rzecz jestem w stanie ogarnąć, poprawiam się albo myślę o tym wcześniej, ale jeśli chodzi o to akcentowanie w inny sposób albo wymawianie słów inaczej to nie mam nad tym żadnej kontroli. Zdarza mi się też co jakiś czas zapytać Nathana albo Alicię o jakieś słowo, na które w danej chwili nie mogę wpaść lub którego nie znam.

Bo to jest tak, że ja oczywiście używam języka polskiego, ale głównie w piśmie lub gdy oglądam serial. Albo kiedy raz na ruski rok spotkam się z Jagodą, albo kimś innym z Polski. Poza tym posługuję się tylko angielskim ze wszystkimi dookoła, moi znajomi są Amerykanami, czytam po angielsku, słucham radia po angielsku, oglądam filmy po angielsku, w banku i na poczcie sprawy załatwiam po angielsku. Mój mózg się jakoś przestawił i gdy posługuję się tym jednym językiem przez 90% czasu w ciągu roku, a jestem tu już prawie trzy lata, to siłą rzeczy załapuję jakiś akcent, łatwiej jest mi niektóre rzeczy powiedzieć po angielsku, zdarza się, że nie pamiętam polskiego odpowiednika (chociaż to akurat dość rzadko) i myślę w tym języku. I powiem wam szczerze, że jak parę lat temu obejrzałam odcinek Rozmów w toku o osobach, które zakochały się w USA i zobaczyłam dziewczynę, która to wróciła ze Stanów po trzech miesiącach, a już mówiła takim sztucznym akcentem i nagle wplatała angielskie słowa w polskie zdania, bo niby nie pamiętała, to mi ręce opadły. Pomyślałam sobie, że to taka głupota, że przecież to niemożliwe, bo jak można nagle zacząć mieć jakiekolwiek problemy z językiem ojczystym, którym posługiwało się około 20 lat po zaledwie trzech miesiącach pobytu za granicą. I tak, nadal uważam, że te trzy miesiące nic takiego nie dają, ale dłuższy czas już tak. Ktoś, kto ma kontakt z Polakami na co dzień i może z nimi porozmawiać raczej nie będzie miał tego typu kłopotów, a przynajmniej nie tak często jak ktoś, kto po polsku nie mówi prawie w ogóle.

Chciałabym tu zaznaczyć, że ja nie mowię z amerykańskim akcentem. Po pierwsze dlatego, że nie ma czegoś tak ogólnego, bo każdy stan ma swój własny sposób mowy. Po drugie dlatego, że mówię z polskim akcentem, ale z prawidłową wymową amerykańską w większości przypadków. Po trzecie, nie wiem nawet czy jest to możliwe, żeby ktoś po 21 latach w ojczystym kraju całkowicie załapał akcent innego państwa, a już na pewno nie po niecałych 3 latach. Ważną kwestią jest też to, że Polacy inaczej układają usta i język mówiąc po polsku, a zupełnie inaczej robią to Amerykanie mówiący po angielsku. Dlatego ci wspomnieni już Amerykanie tak zabawnie i uroczo brzmią próbując wymawiać polskie słowa – po prostu nie są w stanie tak ułożyć języka, by dźwięk wyszedł taki, jaki być powinien. Zauważcie też, że większość Chińczyków ma ogromne problemy z wymową amerykańską, a to dlatego, że… chiński to już w ogóle całkowicie inna bajka.

 

I tak, zgadzam się, że jakbym dbała o mój polski to prawdopodobnie nie miałabym żadnych problemów ze znajdowaniem polskich tłumaczeń i nie zaciągałabym, ale… mi jest zwyczajnie wszystko jedno. Nie przeszkadza mi to, że czasem mówiąc po polsku wymówię coś z innym akcentem i nie przeszkadza mi to, że Nathan nadal czasem poprawia moją wymowę. Niektórych z was może to dziwić, ale jest mi naprawdę wszystko jedno z jakim akcentem będę mówić, bo jedyną rzeczą, na jakiej zależy mi najbardziej jest to, bym potrafiła się dogadać z ludźmi nie robiąc błędów. Dlatego nie robię nic specjalnie, nie odcinam się od języka polskiego po to, by „być hamerykanką”, jak by to niektórzy powiedzieli. Jakbym tak robiła to nie czytalibyście tego teraz. Nie staram się usilnie naśladować sposobu mówienia Amerykanów, tylko zwyczajnie z nimi przebywam, słucham, rozmawiam, widzę jak układają usta, itp. I załapuję bez zbędnego starania się.

 

Do następnego,
Aga

 

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE
  • „Poza tym posługuję się tylko angielskim ze wszystkimi dookoła, moi znajomi są Amerykanami, czytam po angielsku, słucham radia po angielsku, oglądam filmy po angielsku, w banku i na poczcie sprawy załatwiam po angielsku.”- u mnie jest zupełnie odwrotnie! Jakieś 90% moich znajomych to Polacy, a wszędzie gdzie idę z jakąś „sprawą” (sklep, bank, itp.), bardzo często trafiam również na Polaków. Ot, taka specyfika mieszkania w Chicago. I jak tu się nauczyć angielskiego? 😀

    • Aga

      No jest ogromna różnica między moimi okolicami a Chicago! A przeszkadza Ci to w jakikolwiek sposób? 🙂

      • Szczerze mówiąc tak. To znaczy bardzo lubię fakt, że jest tu wielu Polaków, są polskie sklepy z „naszą” żywnością, a jak potrzebuję załatwić jakąć bardziej skomplikowaną sprawę czy skorzystać z pomocy medycznej, to zawsze mogę liczyć na polskojęzycznego pracownika, dzięki czemu nie muszę się stresować, że na przykład czegoś nie zrozumiem. Pamiętam jak kiedyś mama jednego ze znajomych tu w Chicago powiedziała jakoś w rozmowie: „Ja to się tutaj wszędzie dogadam po angielsku”. Spojrzeliśmy na nią ze zdziwienieniem, bo po angielsku to ona raczej „ani be, ani me”. A ona widząc nasze zdziwienie dodała: „Mówię polisz plis i mi zawsze kogoś przysyłają” 😀 No i tak tu właśnie jest 😀
        Ale minus tego wszystkiego jest taki, że naprawdę trudno jest się tutaj nauczyć angielskiego, bo nie jesteśmy zmuszeni do używania go. Mieszkam 5 lat w USA, przyjechałam tu praktycznie bez znajomości języka, teraz jestem na takim poziomie że powiedzmy mogę sobie spokojnie, bez większych kompleksów studiować, ale wciąż widzę u siebie duże braki, szczególnie w mowie. Mam wrażenie, że gdybym mieszkała w miejscu z mniejszą Polonią, to byłabym na trochę wyższym poziomie. Tak więc wszystko ma plusy i minusy 🙂 Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że może jestem dla siebie trochę za surowa. Zawsze dbałam o moją polszczyznę, w pewien sposób był to mój punkt honoru, i ubzdurałam sobie, że tak samo dobrze muszę posługiwać się angielszczyzną. Więc teraz się ciągle denerwuję, bo do poprawnej angielszczyzny jeszcze mi brakuje, a co dopiero do perfekcyjnej 😀

      • Aga

        Czyli że są i plusy, i minusy. Powiem Ci, że jak aplikowałam do agencji au pair to bardzo nie chciałam lecieć do Chicago albo Nowego Jorku właśnie przez to, że jest tam dużo Polaków. Wolałam trafić gdzieś, gdzie faktycznie będę mogła ogarnąć angielski i gdzie będę zmuszona się po angielsku porozumiewać.
        Ja też jestem surowa co do siebie, więc rozumiem o co chodzi 😛

  • Ola

    Ja się na maksa bałam angielskiego, ale trafiłam do miasta, gdzie najbliższe Polki mam 70 mil dalej! Powiem Ci, że jestem tu 3-4 tygodnie i już widzę znaczną poprawę! I przestałam się wkurzać na znajomych wtrącających angielskie słówka w wypowiedzi – niby 3 tygodnie, a jak ostatnio rozmawiałam z Polką przez telefon, było mi dziwnie – zdążyłam przywyknąć, że do telefonu mówię po angielsku, po polsku piszę i gadam do laptopa 😀 A największym motywatorem był Twój filmik i fragment o komunikatywnej znajomości angielskiego!

    A wiesz, z czym już mam problem? Jak wymieniam imiona moich dzieci jak z kimś rozmawiam/piszę, to odruchowo zamiast „A, B i C” mówię „A, B and C” 😀 Taka drobnostka zabawna!

    • Ola

      O, i po 3 dniach pracy nad literkami z moim sześciolatkiem to „A, B i C” czytam w myślach jako „ej, bi and si” 😀

      • Aga

        Haha no tak jest! Takie dziwne uczucie, jak się rozmawia po polsku i jak literujesz po angielsku :D. Nie wiem kiedy to się u mnie pojawiło, ale teraz to widzę wyraźnie. Ale teraz jak literowałam kilka razy moje nazwisko w Polsce to musiałam się skupić, żeby przeliterować po polsku.
        Cieszę się, że mogłam być motywatorem 😀

  • Podpisuję się pod wieloma slowami:-) kiedyś tez tez zreszta już pisalam o tym w moim cyklu w obcym jezyku! Tez mam ten problem ze jak wplatam angielskie słowko w polska rozmowe to dalej jade już po angielsku i czasem mi ciezko to opanować 😀 ale podobnie jak Ty w 90% posluguje sie angielskim, a polski tylko w Internecie/przez telefon z rodzina/znajomymi 😉

    • Aga

      Widziałam Twój cykl! 🙂
      No właśnie, więc doskonale rozumiesz o czym mówię!

  • „Albo kiedy raz na ruski rok spotkam się z Jagodą” . Wiem wiem! Wybacz :* poprawie się! Ale na pewno widzimy się 12ego listopada u mnie na urodzinach!

    • Aga

      Mam nadzieję, że nic nam nie wyskoczy :))

  • cyferka

    „Po jakimś czasie Nathan powiedział mi coś, z czego dopiero wtedy zdałam sobie sprawę i co miało ogromny sens. Powiedział, że na początku mówiłam dość cicho i ciężko było mu mnie usłyszeć. Dlaczego mówiłam cicho? Dlatego, że bałam się, że będę robić błędy i inni non stop będą pytać „co powiedziałaś?”. Tylko wiecie, to było trochę głupie, bo i tak mnie pytali. W końcu mówiłam tak cicho, że nikt nic nie słyszał. Szybko mi to więc przeszło i zaczęłam podejmować ryzyka, inaczej się zwyczajnie nie dało.” To o mnie! Zdałam sobie z tego sprawę około tydzień temu uff I jak na razie O DZIWO ludzie rozumieją mój English 😉 Apropo ostatnio słuchałam na yt pewnej dziewczyny z zagranicy i ona mówiła, że Polacy znają bardzo dobrze angielski, ale wolą udawać, że nie, bo się boją robić błędy…Niestety tak to z nami jest, krytykowanie i śmianie się z innych. Kilka lat temu jeszcze na początku mojej drogi z angielskim ktoś mi powiedział dosadnie, że mój angielski jest tragiczny i mam słuchać słuchać, bo ludzie będą się ze mnie śmiać, z mojej wymowy… Masakra. Załamałam się po tym totalnie, wykreśliłam z CV angielski całkowicie i zablokowałam się na długi czas. Można było to powiedzieć łagodniej, ale po co ;( Ps. Nigdy w życiu nikomu o tym nie powiedziałam, ze wstydu.
    Mieszkam w UK od paru miesięcy, ale mam wrażenie, że mój angielski się cofa. Prosty powód, za dużo Polaków 😀 Tylko w mojej firmie połowa załogi to Polacy.
    Agnieszko, nagraj proszę dla nas nowych filmik 😀 Chętnie posłucham jakie zmiany zaszły w Twojej mowie 😉 Słodka ta Twoja April 😉
    Ps. Jak Ci idą Chirurdzy, daleko jesteś? 😀

    • Aga

      O, czyli nie byłam sama z tym cichym mówieniem 😀 :D. Co do tego, że Polacy się boją to się nie dziwię, bo, jak sama napisałaś, tak to u nas jest ze śmianiem się z innych… Sami siebie dobijamy.
      A ten, kto Ci powiedział, że Twój angielski jest tragiczny, powinien ugryźć się w język…
      Chętnie nagram nowy filmik! Jeden już mam, ale w ogóle nie mam czasu, żeby go edytować :/
      Lada chwila zacznę 7. sezon Chirurgów!!

      • Annimula

        Tez mam takie historie o wysmiewaniu. Minelo wiele lat a do dzisiaj pamietam, jak czytalismy na glos, i jedna osoba w mojej klasie powiedziala do mnie „czytaj, to sie posmiejemy”. Nawiasem mowiac, to byl najwiekszy osiol w calej klasie, ktory mowil jeszcze gorzej odemnie, ale i tak ten komentarz bardzo mnie dotknal. Innym razem sama nauczycielka, przepytujac jedna ze swoich pupilek, gdy ta czegos nie wiedziala, a ja tak, walnela: Zobacz NAWET Annimula to wie, a ty nie. :-/
        Dopiero na studiach trafilam na super nauczycielke, ktora na pierwszych zajeciach powiedziala, ze niewazne jak sie mowi, wazne jest tylko to, zeby sie dogadac. Dzieki temu sie otworzylam, i mowilam duzo. Dopiero po latach zrozumialam, ze i tak nigdy nie pozbede sie akcentu, i ze wcale nie musze sie go pozbywac, bo to nie ma zadnego znaczenia. Robienie malych bledow tez nikogo nie obchodzi, wiec nie ma po co sie stresowac i wymagac od siebie perfekcji.

      • Aga

        Oczywiście, że ten komentarz Cię dotknął! To, że on mówił gorzej nie ma znaczenia (chociaż powinno sprawić, że powinien się zamknąć), bo takie komentarze zazwyczaj zwyczajnie bolą i zobacz, jak Ci to zostało w pamięci aż do teraz! A komentarz nauczycielki mnie nie zdziwił… To się nie powinno zdarzać, ale niestety wielu nauczycieli nie ma pojęcia o tym, jak pracować z dziećmi i młodzieżą.
        Zgadzam się, że nie ma co wymagać od siebie perfekcji. Zresztą, nie ma chyba Polaka, który mówiłby po polsku perfekcyjnie i nie ma Amerykanina, który znałby perfekcyjnie angielski.

  • Julka

    A ja mam pytanie w sumie słabo powiązane z tematem posta. Może znasz i chciałabyś się podzielić stronkami, gdzie można bezpłatnie obejrzeć serial online z angielskimi napisami? Bo mam wrażenie, że przekopałam caaalutki internet wpisując różne frazy zarówno po polsku, jak i po angielsku, lecz nie znalazłam nic. Albo seriale są (o zgrozo!) z polskim lektorem, z polskimi napisami albo „bez niczego”. Niby rozumiem ok. 85% z tego, co mówią aktorzy, jednak wciąż pozostaje 15%, których czasami nie rozumiem nawet z wymowy, bo np. coś zostało powiedziane za szybko. A tak zawsze można się wspomóc i spojrzeć na napisy 🙂

    • Aga

      Ja oglądam na Netflix albo na Amazonie, gdzie wszystko ma angielskie napisy, ale obie te strony są płatne, tzn. w sumie na Amazonie są też filmy do bezpłatnego obejrzenia. Nie znam niestety stron całkowicie darmowych, gdzie można oglądać filmy lub seriale po angielsku i z angielskimi napisami 🙁

    • cyferka

      Julka, nie wiem czy można, jak co Aga nie opublikuje, chętnie podam Ci parę takich stron:
      – ororo.tv – są jakoś 2h dziennie za free,
      – fmovies.to – tu jest bez ograniczeń, nie do wszystkiego są napisy, ale jest tego od cholery 😀
      Sama korzystam z Netfixa, ale w UK na pewno jest dużo mniej tego niż w USA.
      🙂

      • Julka

        Już zaczęłam się nawet zastanawiać nad wykupieniem abonamentu (czy jak to nazwać) na Netflixie 🙂 bardzo dziękuję cyferka za pomoc i Aga również, za opublikowanie komentarza 😀

      • Aga

        Netflix jest super, bo czego by się nie chciało to dam się znajdzie, polecam 😀 Jedyny minus jest taki, że seriale nie są na bieżąco (przynajmniej te, które ja oglądam) i na Netflix wrzucają nowe sezony dopiero jak się skończą w telewizji.

  • Justyna

    Mam nadzieję ,że kiedyś uda mi się osiągnąć choć trochę podobny poziom, ale szczerze przebywając w Polsce jest to naprawdę ciężkie, bo również nie mam znajomych z innych krajów, wprawdzie oglądam seriale po angielsku z napisami ang i słucham piosenek starając się je zrozumieć, ale jak próbuję coś powiedzieć, to zawsze zapominają mi się słówka i często nie potrafię się skoncentrować jeszcze na poprawności gramatycznej mojego zdania. No cóż myślę ,że najlepiej będzie kiedyś wyjechać ,choć na pewien czas, bo inaczej ciężko to widze hahah 😀

    • Aga

      Niestety masz rację, że w Polsce to ciężko. Wiesz co, może zacznij sama do siebie po angielsku mówić. Nawet robiąc błędy, ale przynajmniej oswoisz się ze swoim głosem w innym języku, bo to też może być czasem dziwne :D. I polecam znalezienie native speakera na korki :).

      • Justyna

        Hmmm w sumie mogę spróbować 😀 Niestety u mnie w miasteczku chyba nie ma, a jeśli pewnie jest ,to chyba dużo kosztuje, ale pierwszą opcje wypróbuje 😀

      • Aga

        Powodzenia 😀

  • Fa

    Ja natomiast mam jeszcze inny problem. Jestem w drugiej klasie technikum i mam 6h angielskiego w tygodniu. W ławce siedzę z najlepszą przyjaciółką i ogólnie ją uwielbiam itd., ale po prostu nie mogę znieść tego, że zawsze jak ktoś się zapyta o słówko albo popełni błąd to ona parska pod nosem, „bo to jest takie proste”. Przez to ja się stresuje i praca w parach (co mamy często) jest dla mnie koszmarem.
    Angielskiego zaczęłam się uczyć (tak serio uczyć) w 3 gimnazjum, więc nie jestem na najwyższym poziomie.
    Powiedziałam jej kiedyś, że nie wszyscy umieją angielski, ale do niej to nie dociera. Przesiąść też się nie mogę i chyba muszę po prostu przetrwać.
    I właśnie czytając twojego posta zauważyłam, że też mówię znaczniej ciszej po angielsku, bo po prostu się boję. Szczególnie przeraża mnie wyśmianie, bo jestem też bardzo nieśmiała. Jednak chyba czas coś małymi kroczkami zmienić z tym angielskim, bo wiecznie bać się nie można. Mam nadzieję, że się uda. 🙂
    Pozdrawiam Ciebie i całą rodzinkę! 🙂

    • Aga

      Oj, no to faktycznie niezbyt łatwa sytuacja… Jak ktoś tak naśmiewa się z innych, nawet pod nosem, i uważa ich za głupków to ciężko jest o cokolwiek zapytać, wiedząc o tym. Nie wspominając o tej pracy w parach, o której mówisz, bo pewnie cały czas się obawiasz, że Cię wyśmieje albo przynajmniej poprawi jak tylko malutki błąd zrobisz Przykro mi, że jesteś w takiej sytuacji :/ Wiem, że to w ogóle nie pociesza, ale muszę powiedzieć, że wiem o czym mówisz. Mniej więcej, bo dokładnie nigdy nie byłyśmy w identycznej sytuacji. No ale ogólnie też miałam czas, kiedy byłam mega nieśmiała i bałam się wyśmiania i tak dalej. Ciężko było się z tym ogarnąć, ale dało się! Jak coś to pisz smiało :). I powodzenia!
      DziękI!

  • Ami

    Nie odcinasz się próbując być hamerykanka… A jednak nie zamierzasz mówić do córki po polsku. To takie typowo hamerykańskie…

    • Aga

      A czy to, że nie mówię do April po polsku wpływa na Ciebie bezpośrednio w jakikolwiek sposób? Jeśli nie to pozwól, że pominę Twój komentarz, bo ile ja się o tym już nagadałam to nie zliczę…

      • Ami

        Tylko po prostu daje przykład na to, że mówisz jedno a robisz drugie. Bo to po jakiemu do niej mówisz g… mnie obchodzi. Daje przykład jak sama sobie zaprzeczasz. Po prostu. Ale wątpię że zrozumiesz o co mi chodzi 😉

      • Aga

        Widzę, że według Ciebie nie tylko zaprzeczam sobie, ale w dodatku jestem głupia ;).
        Ja oczywiście nie uważam, żebym sama sobie zaprzeczała, bo to jakimi językami mówię ja i jakimi językami mówią moje dzieci to zupełnie inne historie. Ja i April nie jesteśmy przecież jednym organizmem, a dwiema zupełnie innymi osobami. Ja jestem Polką, a April nie. To tak jakby zaraz ludzie zaczęli wymagać, że i Alicia będzie mówić po polsku, bo w końcu jest moją córką mimo tego, że nie biologiczną.

    • Ola

      Studiowałam nauczanie języka polskiego jako obcego i wiesz co? Na pierwszych zajęciach rozmawialiśmy o rodzinach i dzieciach mieszanych. Nie warto uczyć dziecka dwóch języków od urodzenia – bo oba pozna „byle jak” i ciężko będzie mu ogarnąć różnicę. A April wychowuje się w USA, więc czemu miałaby się uczyć polskiego jako pierwszego? Aga wielokrotnie pisała, że nie zabroni Małej uczyć się polskiego, jeśli TA SAMA BĘDZIE TEGO CHCIAŁA.
      Załóżmy, że znasz niemiecki. Mieszkasz w Polsce i nie planujesz wyprowadzki. Będziesz mówić do swojego dziecka po niemiecku? Nie? Ale jak to? Dlaczego?! Przecież to szansa!

      • Aga

        Uśmiechnęłam się jak przeczytałam Twój przykład o niemieckim. Nigdy tak o tym nie myślałam! 😀

  • Marta

    Akcentu juz nie zgubimy bo zaczelysmy sie uczyc za pozno. W sumie trzeba byc dzieckiem, zeby go zalapac bo potem wlasnie, jako mowilas, nie slyszy sie chocby dzwiekow i nie potrafi wydac innych. Mnie brakuje wielu PL slow, bo np. jak konczylam tutaj studia, to nie poznalam juz nigdy PL specjalistycznych odpowiednikow. Nie znam tez PL odpowiednikow do zalatwiania spraw urzedowych, wiec jesli musze czasem cos w PL zalatwic, mysle ze sprawiam dosc ulomne wrazenie. Najczesciej staram sie wiec ciagnac ze soba jakas kolezanke, zeby tlumaczyla z PL na PL! Wiem od ludzi, ze jak sie zdenerwuje np. w urzedach to wtedy dopiero wlacza mi sie „hamerykanski” accent, i co gorsza z rozpedu i nerwow, zaczynam siekac slowa, bo pierwsze pchaja mi sie na mysl te angielskie. Na codzien po PL nie rozmawiam. Jednym slowem, czasami smiesznie to wychodzi. A Chinczyki nie maja i nie slysza pewnych dzwiekow wcale, Kiedys bylam swiadkiem jak przez 15 minut pani usilowala nauczyc pare Chinczykow roznicy miedzy „pepper” and „paper”. Niewazne ile razy mowila i jak glosno, oni zawsze wymawiali oba slowa „pepper”. Wiec nie slysza np. roznicy miedzy „ej” i „e”, i na pewno jest jeszcze cala masa roznic. Poczytaj o malych dzieciach. Podobno do 6 miesiaca ucho sie nastawia i juz dziecko reaguje lepiej tylko na swoj jezyk, czy cos takiego, nie pamietam dokladnie. Pozdrawiam!

    • Aga

      W sumie ma to sens, co napisałaś, że za późno zaczęłyśmy się uczyć, żeby zgubić akcent. No ale, jak już napisałam, nie przeszkadza mi to. No i wiadomo, skoro tutaj uczyłaś się czegoś specjalistycznego to normalne jest to, że nie znasz polskich odpowiedników, no bo nigdy się ich nie uczyłaś. Nie wiem czy jakikolwiek Polak zna wszystkie polskie słowa ;). Ja np. po angielsku znam wiele słów wiążących się z ciążą, porodem, nowotworami i tak dalej i wiem, co znaczą, ale nie znam polskich tłumaczeń, bo to tutaj tego wszystkiego się uczyłam.
      No tak, domyślam się. Matka Alicii jest Chinką, w Stanach mieszka ok 10 lat, a samemu Nathanowi zdarza się, że musi się skupić, by ją zrozumieć mimo tego, że spędził z nią 7 lat…
      Dzięki, poszukam czegoś! Obym znalazła na to czas :O

      • Marta

        Ja tez sie moim akcentem nie przejmuje, ktory zreszta podobno mam bardziej niemiecki niz polski, bo angielskiego uczylam sie dopiero w USA. Kiedys bylam na tym punkcie czula, ale jak sie zorientowalam, ze Amerykanie sami siebie nie rozumieja i ciagle pytaja „co?”, to zupelnie sie rozluznilam i machnelam reka. W koncu sa inne wazniejsze rzeczy do przejmowania, a nie takie tam drobiazgi… 🙂

      • Aga

        Bardziej niemiecki, nieźle :D. Dokładnie, Amerykanie też nie posługują się idealnym angielskim, więc nie ma sensu od siebie tego wymagać.

  • agulaw

    Ja dostalam w darze latwosc uczenia sie jezykow. I bardzo to sobie cenie. Pewnie dolozyl sie do tego fakt, ze moi rodzice nie sa Polakami i w domu rozmawiali w ojczystym jezyku i moim pierwszym jezykiem nie byl polski.
    Po polsku mowie bezblednie, w jezyku rodzicow mowie bezblednie (mam tam rodzine, z ktora mam swietny kontakt).
    Nauczenie sie angielskiego w stopniu dobrym – czyli swobodnie rozmawiam – to dla mnie kwestia pol roku. Teraz (pisalam Ci, ze zdecydowalismy sie na emigracje) zaczynam nauke jezyka specjalistycznego z dziedziny, w ktorej chce znalezc prace.
    Nie mam tez i nie mialam nigdy bariery mowienia, pewnie dlatego, ze naprzemiennie poslugiwalam sie dwoma jezykami.
    Hiszpanskiego uczylam sie mieszkajac w Hiszpanii na wymianie od podstaw. Po 3 miesiacach mowilam plynnie.
    Akcent w angielskim czy hiszpanskim mam. Ale w ogole nie zwracam na to uwagi. Bo to nie ma znaczenia. Bledy tez nie maja znaczenia, bo kazdy nawet mowiac w swoim ojczystym jezyku popelnia bledy.
    Mowic, mowic i mowic. Do siebie, na glos, kazac sobie myslec po angielsku, nie tlumaczyc w glowie z polskiego na tylko zaraz mowic. I duzo sluchac. Filmy z napisami, radio. To bardzo pomaga.
    Zreszta jak pamietam to tez tak robilas:)

    Dwujezycznosc dzieci jest sprawa rodzicow i innym nic do tego. Kazdy robi jak chce.
    Moje dzieci posluguja sie, oprocz polskiego ojczystego, jezykiem mojej rodziny (bo jak tak do nich mowilam od urodzenia), swietnie angielskim bo to dla mnie priorytet i dosc dobrze niemieckim.

    Jezyk to jezyk. Zdrowie najwazniejsze.
    Trzymaj sie:) Zdrowo:)

    AgulaW

    • Aga

      Super, że tak łatwo przychodzi Ci nauka nowych języków! Naprawdę genialna sprawa. Mi nauczenie się angielskiego też nie zajęło długo od momentu, gdy chciałam się go uczyć i mi zależało. Jak próbowałam niemieckiego to nic mi nie wchodziło do głowy, ale myślę, że tu związek ma to, że to było w szkole, pędziliśmy z materiałem no i nauczycielka mnie stresowała. Ciekawe jakby było w innych okolicznościach, ale nie wydaje mi się, żebym miała taki talent do tego jak Ty :D.
      „kazdy nawet mowiac w swoim ojczystym jezyku popelnia bledy.” – właśnie! 🙂

      • agulaw

        Kiedys zalowalam, ze nie poszlam z nauka w kierunku jezykow. Teraz nie zaluje, bo chyba nie mialabym ochoty na az takie zglebianie jezyka.
        Angielski kocham, bo jest prosty. Naprawde, w porownaniu do nauki polskiego to pestka. I wlasnie amerykanski lubie najbardziej, za miekkosc, plynnosc i ulatwienia. Brytyjski jest dla mnie jakis taki oficjalny, choc brzmi czasem bardzo seksownie.
        Teraz wlasnie zaczelam nauke branzowego angielskiego – super to jest! Uwielbiam sie uczyc jezykow.
        Napisalas, ze auczylas sie dosyc szybko od momentu, w ktorym zaczelo Ci zalezec. Ale to wlasnie o to chodzi! Jak jest cel, jak sie chce to wiele rzeczy latwiej i szybciej czlowiekowi idzie.
        TOEFLa zdawalas tak chocby dla siebie?
        Ja poszlam z ulicy na egzamin, nawet nie mialam sie czasu zestresowac. Ciekawe doswiadczenie.
        AgulaW

      • Aga

        Zgadzam się całkowicie, że angielski jest prosty i też podoba mi się w nim to o czym wspomniałaś!
        Nie, nie zdawałam. Od jakiegoś czasu myślałam sobie, że chciałabym zdać jakiś certyfikat, ale to jeszcze nie teraz, mam za dużo na głowie, a też tego nie potrzebuję w sumie :). Tobie jak poszło? Domyślam się, że bez problemu!

  • Basia

    Z tym mówieniem po cichu…znam to skądś 🙂 Byłam kiedyś przez jakiś czas w Niemczech, mieszkałam u niemieckiej rodziny i też mówiłam tak, żeby nie usłyszeli no i oczywiście dopytywali się 🙂 Na szczęście byli bardzo sympatyczni, pomagali w nauce języka i duuużo ze mną rozmawiali. Sporo osób ma na początku barierę językową, ale trzeba się przemóc i mówić w danym języku, inaczej się nie nauczymy. Angielski miałam w szkole podstawowej, gimnazjum, liceum i to była masakra, bo przez większość lekcji uczyliśmy się gramatyki, a po angielsku mówiliśmy niewiele.

    • Aga

      Super, że byli sympatyczni, bo z takimi jesy o wiele łatwiej!
      Heh, u mnie podobnie i pamiętam, że w gimnazjum zaczynaliśmy od podstaw, potem w technikum od podstaw i w liceum od podstaw… Masakra jakaś. :O

  • karolina :)

    Bardzo fajny post, u nas niestety z ang jeśli chodzi o mówienie to jest tragicznie, bo nie mówimy w ogóle…
    I ogólnie pierwszy raz, gdzie mogłam sobie naprawdę porozmawiać po angielsku to były Światowe Dni Młodzieży- mój rekord to jakieś 4 godziny gadania z Meksykanami z wplecionymi polskimi i hiszpańskimi wyrazami hahhaha 😂
    Ale Ci powiem, że cudowne uczucie i może to dziwne, ale bardziej otwarcie”psychicznie” czuje się po angielsku niż po polsku
    Bardziej tez jakby jestem odważna po angielsku 😀
    I okazało się, ze nie było źle, bo znajomi z mojej grupy(bo siedzielismy wszyscy razem) dziwili się jak dobrze mi idzie ta rozmowa i ogólnie angielski.Mile uczucie.
    Był tylko jeden moment, gdzie nie moglam zrozumieć o co im chodzi, ale to było bardziej zabawne niż nerwowe, każdy z nich się starał to wytłumaczyć po swojemu i się w końcu udało xd
    Uf ale się opisalam hah 😀

    • Aga

      No to chyba tak to właśnie wygląda w większości szkół :/.
      Ale to super, że tak masz!! A myślisz, że czemu tak jest, że czujesz się lepiej mówiąc po angielsku? Nie spotyka się tego zbyt często 😀

      • karolina :)

        No właśnie :/
        Nie mam pojęcia hhhahah
        Ogólnie dość często jestem taka tchórzliwa, ale jednak po ang zauwazylam, ze byłam troche inna, tak pozytywnie
        A Ty wyjeżdżając za granice(bo chyba jezdzilas po Europie) komunikowalas się dużo po angielsku? 😀

      • Aga

        Aaa tam, nie ubliżaj sobie! 🙂 To nie jest tchórzostwo, po prostu masz ku temu jakiś powód i tyle.
        Tak, komunikowałam się po angielsku, ale nie dużo. To było bardziej na zasadzie „jak dojechać do…” albo zwykłe rozmowy o codziennych sprawach, nic poza tym. Niewiele, ale i tak myślę, że to mi pomogło.

  • karolina :)

    Aha, i u nas, to chodziło mi dokładniej o lekcje angielskiego u nas w szkole.

  • Ja przyjechalam do US ponad miesiac temu, mam chlopaka amerykanina, i tez musze ciagle gadac z nim po angielsku i czasem on mnie nie rozumie albo czesto, czesto mowi ze za cicho mowie, a czasem zle wymawiam, bo jednak musze sie nauczyc ich sposobu akcentowania, itp. i nie wiem moze tu kolo bostonu maja inny akcent.
    Ciagle zapominam, ze litere a trzeba wymawiac jak e i tak troche zaciagac..
    Jeszcze nie spotkalam ani jedego Polaka.

    • Aga

      No wiadomo, miesiąc to bardzo krótko, więc błędy w gramatyce czy w wymowie są jak najbardziej zrozumiałe i normalne. Wszystko przejdzie z czasem i to jest super, że nim się obejrzysz, a będziesz śmigać :).