Moje ciało, moja decyzja

Nigdy wcześniej nie zabierałam zdania na temat żadnych spraw politycznych, ale tym razem nie mogę i nie chcę przejść obojętnie. Mimo tego, że nie mieszkam w Polsce to akurat ta sprawa niesamowicie mną poruszyła i postanowiłam podzielić się z wami tym co myślę.

 

Szlag mnie trafia czytając o tym wszystkim, co się tam wyprawia. Ja nie wiem, gdzie my żyjemy, w jakich czasach? W średniowieczu? Doskonale rozumiem ochronę życia, naprawdę. Cała idea jest jak najbardziej okej, z tym się kłócić nie będę. We wszystkim są jednak pewne granice, o których lubię pamiętać i żałuję, że co niektórzy totalnie o tej równowadze zapominają narzucając innym swoje zdanie i kontrolując ich życie we wszystkich sprawach.

Już w chwili obecnej ustawa antyaborcyjna jest jedną z najbardziej restrykcyjnych w Europie mimo tego, że dopuszcza aborcję w niektórych przypadkach, zobaczcie:

Obecnie, w myśl ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach przerywania ciąży, aborcję można przeprowadzić, gdy ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety ciężarnej, jest duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu lub gdy ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego, np. gwałtu.

Kogo chcą chronić? Życia człowieka. Cytując słowa proponowanej ustawy, chronić go chcą:

 

(…)od chwili poczęcia, to jest połączenia się żeńskiej i męskiej komórki rozrodczej. 

 

Wiecie pewnie, że męska i żeńska komórka rozrodcza łączą się w jajowodzie i tam przebywają kilka dni. Zarodek podróżuje sobie spokojnie do macicy i to trwa przez okres od około 6 do około 12 dni. Dopiero po tym czasie zagnieżdża się w macicy i zaczyna rozwijać się bobas, który przez długi czas nic nawet jeszcze nie czuje. Nie odbierzcie źle tego, co mówię, bo nie chodzi mi o aborcje na życzenie, „bo nie chcę tego dziecka”. Nie, to w ogóle nie o to chodzi. Chodzi o to, że są BARDZO różne sytuacje. Co więcej, nawiązując do wikipedii, około 10-15% wszystkich ciąż kończy się samoistnym poronieniem. Czyli co, jeśli nowe zasady będą miały moc prawną to kobieta po poronieniu nie dość, że będzie cierpieć, bo straciła dziecko to w dodatku ma zostać sprawdzania i przesłuchiwana czy aby przypadkiem nie zrobiła tego specjalnie? Przecież to jest idiotyczne.

 

14495271_1046370668793796_4720511853387646913_n

 

Kobieta zgwałcona, na przykład, może mieć traumę na długie lata, jak nie do końca życia. Niektóre wychodzą z tego szybko, inne nie mogą sobie poradzić. Są kobiety, które rodzą dziecko poczęte w czasie gwałtu i nie mogą na nie patrzeć, bo czują obrzydzenie! I z tymi kobietami nie jest nic nie tak, one są całkowicie normalne i zdrowe, przeżyły po prostu coś, co w taki sposób odbiło się na ich psychice. Ktoś powiedział: to nie jest wina dziecka, że zostało poczęte z gwałtu, więc nie można go karać śmiercią. Dobrze by było się tu jednak zastanowić jak życie takiego dziecka będzie wyglądać później, jeśli własna matka nie może na nie patrzeć.

A co w sytuacji, gdy dziecko jest nieuleczalnie chore, gdy ma poważne wady, gdy połowa mózgu się nie rozwija i nigdy się nie rozwinie? A był taki przypadek z chłopcem bez części mózgu, o którym niedawno było głośno. Dzieci z tego typu wadami umierają po niedługim czasie, mnóstwo bardzo cierpi w tym okresie, inne są na silnych lekach, by mogły przetrwać. Nigdy nie zaznają normalnego życia, nie spojrzą na niebo, nie poczują wiatru ani nic, nie mogą się same ruszyć, same zjeść, niektóre nie mogą być nawet przytulone przez rodziców. A właśnie, rodzice. Oni też grają tu dużą rolę, bo to oni czasami chcąc-niechcąc muszą poświęcić całe swoje życie choremu dziecku. I to może się wydawać dla niektórych okropne, jak można tak w ogóle powiedzieć, bo przecież to dziecko, a dziecko się kocha nad życie. Tak, ale, jak już wspomniałam, sytuacje są bardzo różne. Niektórzy naprawdę muszą zapomnieć o wszystkim innym, by opiekować się nieuleczalnie chorym dzieckiem, są samotni, nie mają pieniędzy, wsparcia, nie mają żadnych przyjaciół, nigdzie nie wychodzą i tak dalej. Nie każdy jest w stanie i nawet chce tak żyć. Niekiedy muszą sprzedać wszystko, co mają, by było ich stać na leczenie, a nawet wtedy nie mają wystarczająco i muszą prosić obcych ludzi o pomoc.

Przyjaciółka mojej koleżanki (tutaj w Stanach), którą niedawno nawet poznałam, zaszła w ciążę po długim czasie starania się o dziecko i byli naprawdę bardzo szczęśliwi, że im się udało… aż do czasu USG. Okazało się, że ich długo wyczekiwane dziecko rozwijało się bez rąk, bez nóg i w dodatku z poważną wadą serca. Lekarze powiedzieli, że jeśli dziecko przeżyje do porodu to nie wytrwa dłużej niż dobę, nawet operacja nic by nie dała w tej sytuacji. Para zdecydowała się na aborcję przede wszystkim dla dobra tego dziecka, ale też i dla własnego zdrowia psychicznego. Uważam, że podjęli bardzo dobrą decyzję.

 

14522787_162976117488078_6527118974065050052_n

 

I ludzie, którzy nigdy w tego typu sytuacji nie byli i wielu z nich nigdy nie będzie, mają czelność uważać, że mogą decydować za innych i kazać im rodzić zdeformowane, martwe, poważnie chore dzieci, których albo nawet nigdy nie zobaczą (w naszej rodzinie był przypadek tak zdeformowanego dziecka, że lekarze nie pokazali go matce mimo tego, że ona chciała), albo zobaczą na chwilę i będą musieli je pochować, albo będą musieli poświęcić całe swoje życie dla dziecka, które będzie cierpiało każdego dnia i które nigdy, ale to nigdy się nie uśmiechnie, nic nie powie lub nie ruszy się. Przecież to jest niedorzeczne!!!!! Jestem naprawdę bardzo oburzona tym wszystkim! A jak tłumaczy to przedstawicielka komitetu Stop Aborcji Joanna Banasiuk?

 

Aborcja to rzeź niewinnych dzieci, piekło kobiet i moralna kompromitacja mężczyzn.

 

Nawet nie chce mi się tego komentować.

Ja też jestem matką. Kocham moje córy i bardzo się cieszę, że obie są zdrowe. Jedną z nich, jak wiecie, nosiłam w brzuchu 9 miesięcy, więc wiem jak to jest mieć dziecko z kimś, kogo się kocha. Wiem, co to znaczy troszczyć się o kogoś, poświęcić się dla kogoś w jakimś stopniu (z chęci, a nie z przymusu – to jest różnica), bać się o kogoś i tak dalej. Wiem, o co chodzi w całym tym byciu mamą i uważam, że jestem całkiem dobra w tym, co robię. Pamiętam jednak, że we wczesnej ciąży robiliśmy badania, by sprawdzić czy moje dziecko rozwija się prawidłowo, czy nie ma żadnych poważnych wad, w tym zespołu Downa na przykład. Lekarz zapytał czy pozytywny wynik jakichś badań zmieniłby coś w moim nastawieniu. Wiecie co odpowiedziałam? Nie wiem. Powiedziałam, że nie wiem, bo najzwyczajniej w świecie nie byłam w stanie odpowiedzieć na pytanie czy zdecydowałabym się urodzić dziecko, które, na przykład, nie miałoby połowy mózgu, gdyby miało nie dotrwać do końca ciąży, gdyby miało tak poważną wadę, że umarłoby parę godzin po porodzie. Jestem prawie pewna, że nie zdecydowałabym się na to i nie wyobrażam sobie, żeby ktokolwiek miał taką decyzję podjąć za mnie. Nie wyobrażam sobie też, by zabronili mi zrobić tego typu badań.

Bo to jest kolejny problem… Zabronienie robienia badań prenatalnych, bo niektóre z nich mają małe ryzyko poronienia. Jak to ktoś powiedział, i tak nie byłoby sensu robić takich badań, skoro aborcja w żadnym wypadku nie byłaby dozwolona. Powinni jeszcze USG zabronić, serio. Chciałabym tu jeszcze zauważyć, że niektóre wady płodu można leczyć jeszcze w czasie ciąży i dzięki temu rodzą się zdrowe dzieci. W przypadku braku możliwości zrobienia badań, nie będzie możliwości leczyć dziecka…

Znam dziewczynę, która w wieku 19 lat była po trzech (!) aborcjach. Według mnie powinni jej podwiązać jajowody, żeby zapobiec kolejnym ciążom, bo to co ona wyprawiała jest w mojej opinii niedopuszczalne. Miałam też niestety „przyjemność” znać inną dziewczynę, która nigdy nie używała żadnych zabezpieczeń, a na pytanie co zrobi gdy zajdzie w ciążę bez zastanowienia i z uśmiechem odpowiadała: no jak to co, usunę. Jakiś czas temu na YouTube pojawił się filmik, w którym rolę główną odgrywała kobieta, która to pracowała w klinice, gdzie dokonywano aborcji. Postanowiła, że zajdzie w ciążę tylko po to, by poddać się temu zabiegowi i zobaczyć jak to jest. To są przykłady pierwsze z brzegu, które zapamiętałam najbardziej i akurat z ludźmi tego typu nie chcę mieć nic wspólnego i nie mam do nich za grosz szacunku.

Są jednak sytuacje, kiedy kobieta lub ogólnie para spodziewająca się dzieka, MUSI samodzielnie podjąć taką decyzję. Są sytuacje, kiedy chodzi o życie/zdrowie dziecka lub/i matki. Są takie momenty, kiedy rząd nie powinien mieć w ogóle prawa głosu.

Dlatego gdy dowiedziałam się, że w Warszawie w poniedziałek odbędzie się czarny protest, żałowałam, że akurat tego dnia wylatywałam. Bo poszłabym. Poszłabym po to, by wesprzeć kobiety, które powoli tracą jakąkolwiek możliwość decydowania o swoim własnym ciele, życiu, o zdrowiu swoim i swojego dziecka. Poparłabym kobiety, które przestają czuć się bezpiecznie w swoim własnym kraju, tracą prawo głosu w tak ważnych kwestiach. Dla wszystkich tych, którzy poszli lub chcieli iść, ale nie mogli – ukłon szacunku! Urząd miasta Warszawy poinformował, że na placu Zamkowym i w okolicach na manifestacji pojawiło się w sumie około 30 tysięcy osób. Protesty odbywały się również w innych miastach w całej Polsce.

 

14441175_1045785488852314_4436976927270251188_n

 

Do następnego,

Aga

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram