Moje ciało, moja decyzja

Nigdy wcześniej nie zabierałam zdania na temat żadnych spraw politycznych, ale tym razem nie mogę i nie chcę przejść obojętnie. Mimo tego, że nie mieszkam w Polsce to akurat ta sprawa niesamowicie mną poruszyła i postanowiłam podzielić się z wami tym co myślę.

 

Szlag mnie trafia czytając o tym wszystkim, co się tam wyprawia. Ja nie wiem, gdzie my żyjemy, w jakich czasach? W średniowieczu? Doskonale rozumiem ochronę życia, naprawdę. Cała idea jest jak najbardziej okej, z tym się kłócić nie będę. We wszystkim są jednak pewne granice, o których lubię pamiętać i żałuję, że co niektórzy totalnie o tej równowadze zapominają narzucając innym swoje zdanie i kontrolując ich życie we wszystkich sprawach.

Już w chwili obecnej ustawa antyaborcyjna jest jedną z najbardziej restrykcyjnych w Europie mimo tego, że dopuszcza aborcję w niektórych przypadkach, zobaczcie:

Obecnie, w myśl ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach przerywania ciąży, aborcję można przeprowadzić, gdy ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety ciężarnej, jest duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu lub gdy ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego, np. gwałtu.

Kogo chcą chronić? Życia człowieka. Cytując słowa proponowanej ustawy, chronić go chcą:

 

(…)od chwili poczęcia, to jest połączenia się żeńskiej i męskiej komórki rozrodczej. 

 

Wiecie pewnie, że męska i żeńska komórka rozrodcza łączą się w jajowodzie i tam przebywają kilka dni. Zarodek podróżuje sobie spokojnie do macicy i to trwa przez okres od około 6 do około 12 dni. Dopiero po tym czasie zagnieżdża się w macicy i zaczyna rozwijać się bobas, który przez długi czas nic nawet jeszcze nie czuje. Nie odbierzcie źle tego, co mówię, bo nie chodzi mi o aborcje na życzenie, „bo nie chcę tego dziecka”. Nie, to w ogóle nie o to chodzi. Chodzi o to, że są BARDZO różne sytuacje. Co więcej, nawiązując do wikipedii, około 10-15% wszystkich ciąż kończy się samoistnym poronieniem. Czyli co, jeśli nowe zasady będą miały moc prawną to kobieta po poronieniu nie dość, że będzie cierpieć, bo straciła dziecko to w dodatku ma zostać sprawdzania i przesłuchiwana czy aby przypadkiem nie zrobiła tego specjalnie? Przecież to jest idiotyczne.

 

14495271_1046370668793796_4720511853387646913_n

 

Kobieta zgwałcona, na przykład, może mieć traumę na długie lata, jak nie do końca życia. Niektóre wychodzą z tego szybko, inne nie mogą sobie poradzić. Są kobiety, które rodzą dziecko poczęte w czasie gwałtu i nie mogą na nie patrzeć, bo czują obrzydzenie! I z tymi kobietami nie jest nic nie tak, one są całkowicie normalne i zdrowe, przeżyły po prostu coś, co w taki sposób odbiło się na ich psychice. Ktoś powiedział: to nie jest wina dziecka, że zostało poczęte z gwałtu, więc nie można go karać śmiercią. Dobrze by było się tu jednak zastanowić jak życie takiego dziecka będzie wyglądać później, jeśli własna matka nie może na nie patrzeć.

A co w sytuacji, gdy dziecko jest nieuleczalnie chore, gdy ma poważne wady, gdy połowa mózgu się nie rozwija i nigdy się nie rozwinie? A był taki przypadek z chłopcem bez części mózgu, o którym niedawno było głośno. Dzieci z tego typu wadami umierają po niedługim czasie, mnóstwo bardzo cierpi w tym okresie, inne są na silnych lekach, by mogły przetrwać. Nigdy nie zaznają normalnego życia, nie spojrzą na niebo, nie poczują wiatru ani nic, nie mogą się same ruszyć, same zjeść, niektóre nie mogą być nawet przytulone przez rodziców. A właśnie, rodzice. Oni też grają tu dużą rolę, bo to oni czasami chcąc-niechcąc muszą poświęcić całe swoje życie choremu dziecku. I to może się wydawać dla niektórych okropne, jak można tak w ogóle powiedzieć, bo przecież to dziecko, a dziecko się kocha nad życie. Tak, ale, jak już wspomniałam, sytuacje są bardzo różne. Niektórzy naprawdę muszą zapomnieć o wszystkim innym, by opiekować się nieuleczalnie chorym dzieckiem, są samotni, nie mają pieniędzy, wsparcia, nie mają żadnych przyjaciół, nigdzie nie wychodzą i tak dalej. Nie każdy jest w stanie i nawet chce tak żyć. Niekiedy muszą sprzedać wszystko, co mają, by było ich stać na leczenie, a nawet wtedy nie mają wystarczająco i muszą prosić obcych ludzi o pomoc.

Przyjaciółka mojej koleżanki (tutaj w Stanach), którą niedawno nawet poznałam, zaszła w ciążę po długim czasie starania się o dziecko i byli naprawdę bardzo szczęśliwi, że im się udało… aż do czasu USG. Okazało się, że ich długo wyczekiwane dziecko rozwijało się bez rąk, bez nóg i w dodatku z poważną wadą serca. Lekarze powiedzieli, że jeśli dziecko przeżyje do porodu to nie wytrwa dłużej niż dobę, nawet operacja nic by nie dała w tej sytuacji. Para zdecydowała się na aborcję przede wszystkim dla dobra tego dziecka, ale też i dla własnego zdrowia psychicznego. Uważam, że podjęli bardzo dobrą decyzję.

 

14522787_162976117488078_6527118974065050052_n

 

I ludzie, którzy nigdy w tego typu sytuacji nie byli i wielu z nich nigdy nie będzie, mają czelność uważać, że mogą decydować za innych i kazać im rodzić zdeformowane, martwe, poważnie chore dzieci, których albo nawet nigdy nie zobaczą (w naszej rodzinie był przypadek tak zdeformowanego dziecka, że lekarze nie pokazali go matce mimo tego, że ona chciała), albo zobaczą na chwilę i będą musieli je pochować, albo będą musieli poświęcić całe swoje życie dla dziecka, które będzie cierpiało każdego dnia i które nigdy, ale to nigdy się nie uśmiechnie, nic nie powie lub nie ruszy się. Przecież to jest niedorzeczne!!!!! Jestem naprawdę bardzo oburzona tym wszystkim! A jak tłumaczy to przedstawicielka komitetu Stop Aborcji Joanna Banasiuk?

 

Aborcja to rzeź niewinnych dzieci, piekło kobiet i moralna kompromitacja mężczyzn.

 

Nawet nie chce mi się tego komentować.

Ja też jestem matką. Kocham moje córy i bardzo się cieszę, że obie są zdrowe. Jedną z nich, jak wiecie, nosiłam w brzuchu 9 miesięcy, więc wiem jak to jest mieć dziecko z kimś, kogo się kocha. Wiem, co to znaczy troszczyć się o kogoś, poświęcić się dla kogoś w jakimś stopniu (z chęci, a nie z przymusu – to jest różnica), bać się o kogoś i tak dalej. Wiem, o co chodzi w całym tym byciu mamą i uważam, że jestem całkiem dobra w tym, co robię. Pamiętam jednak, że we wczesnej ciąży robiliśmy badania, by sprawdzić czy moje dziecko rozwija się prawidłowo, czy nie ma żadnych poważnych wad, w tym zespołu Downa na przykład. Lekarz zapytał czy pozytywny wynik jakichś badań zmieniłby coś w moim nastawieniu. Wiecie co odpowiedziałam? Nie wiem. Powiedziałam, że nie wiem, bo najzwyczajniej w świecie nie byłam w stanie odpowiedzieć na pytanie czy zdecydowałabym się urodzić dziecko, które, na przykład, nie miałoby połowy mózgu, gdyby miało nie dotrwać do końca ciąży, gdyby miało tak poważną wadę, że umarłoby parę godzin po porodzie. Jestem prawie pewna, że nie zdecydowałabym się na to i nie wyobrażam sobie, żeby ktokolwiek miał taką decyzję podjąć za mnie. Nie wyobrażam sobie też, by zabronili mi zrobić tego typu badań.

Bo to jest kolejny problem… Zabronienie robienia badań prenatalnych, bo niektóre z nich mają małe ryzyko poronienia. Jak to ktoś powiedział, i tak nie byłoby sensu robić takich badań, skoro aborcja w żadnym wypadku nie byłaby dozwolona. Powinni jeszcze USG zabronić, serio. Chciałabym tu jeszcze zauważyć, że niektóre wady płodu można leczyć jeszcze w czasie ciąży i dzięki temu rodzą się zdrowe dzieci. W przypadku braku możliwości zrobienia badań, nie będzie możliwości leczyć dziecka…

Znam dziewczynę, która w wieku 19 lat była po trzech (!) aborcjach. Według mnie powinni jej podwiązać jajowody, żeby zapobiec kolejnym ciążom, bo to co ona wyprawiała jest w mojej opinii niedopuszczalne. Miałam też niestety „przyjemność” znać inną dziewczynę, która nigdy nie używała żadnych zabezpieczeń, a na pytanie co zrobi gdy zajdzie w ciążę bez zastanowienia i z uśmiechem odpowiadała: no jak to co, usunę. Jakiś czas temu na YouTube pojawił się filmik, w którym rolę główną odgrywała kobieta, która to pracowała w klinice, gdzie dokonywano aborcji. Postanowiła, że zajdzie w ciążę tylko po to, by poddać się temu zabiegowi i zobaczyć jak to jest. To są przykłady pierwsze z brzegu, które zapamiętałam najbardziej i akurat z ludźmi tego typu nie chcę mieć nic wspólnego i nie mam do nich za grosz szacunku.

Są jednak sytuacje, kiedy kobieta lub ogólnie para spodziewająca się dzieka, MUSI samodzielnie podjąć taką decyzję. Są sytuacje, kiedy chodzi o życie/zdrowie dziecka lub/i matki. Są takie momenty, kiedy rząd nie powinien mieć w ogóle prawa głosu.

Dlatego gdy dowiedziałam się, że w Warszawie w poniedziałek odbędzie się czarny protest, żałowałam, że akurat tego dnia wylatywałam. Bo poszłabym. Poszłabym po to, by wesprzeć kobiety, które powoli tracą jakąkolwiek możliwość decydowania o swoim własnym ciele, życiu, o zdrowiu swoim i swojego dziecka. Poparłabym kobiety, które przestają czuć się bezpiecznie w swoim własnym kraju, tracą prawo głosu w tak ważnych kwestiach. Dla wszystkich tych, którzy poszli lub chcieli iść, ale nie mogli – ukłon szacunku! Urząd miasta Warszawy poinformował, że na placu Zamkowym i w okolicach na manifestacji pojawiło się w sumie około 30 tysięcy osób. Protesty odbywały się również w innych miastach w całej Polsce.

 

14441175_1045785488852314_4436976927270251188_n

 

Do następnego,

Aga

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE
  • Maria z Konina

    Droga Agnieszko! Kaczor i jego pachołki zostali pokonani!!!!!!!!!!!!!!!ha. To banda łobuzów! dorwało się chamstwo do władzy i myślało , że im wszystko wolno , ale nie z Polskimi Kobietami! chamy przegrały. Świetny post popieram Twoje przemyślenia w całości i gratuluję !Serdecznie Was pozdrawiam przytulam do serca po Matczynemu , Dziewczynki mocno całuję po Babcinemu! Maria z Konina

    • Aga

      O, no to ja jestem do tyłu z newsami na chwilę obecną 😀

    • tess

      Mario, to nie był projekt rządowy, tylko społeczny, pod którym jednak podpisało się pół miliona ludzi.

      • Aga

        Tak, natomiast to nie obywatele mają prawo głosu niestety. Dlatego wychodzą na ulicę.

    • magd

      jejku co za nienawiść z Pani słów emanuje. Polecam trochę kulturalniej pisać o osobach, których z całą pewnością nie zna Pani osobiście a tylko i WYŁĄCZNIE z mediów (które jak wiadomo, dzisiaj żadna ze stacji nie jest bezstronna). Nie trzeba się z kimś zgadzać politycznie, ale warto zachować jakiś poziom dyskusji 🙂

      Pozdrawiam Magda z Warszawy 🙂

  • tess

    Agnieszko, obie z siostrą jesteście nosicielkami wadliwego genu. Wierz mi, że duża część protestujących nie zawahałaby się przed aborcją, gdyby wiedziały, że ich rozwijające się w macicy dziecko jest nosicielem tego genu. Zrobiłyby to z pobudek humanitarnych i dla dobra dziecka oraz żeby nie przekazywać takich genów dalej. Popatrz teraz na swoje życie: jesteś piękna, młoda, bystra. Jesteś świetną organizatorką, cudowną matką i żoną, i nie przekazałaś tego genu swojej córce. Czy samo nosicielstwo takiego genu usprawiedliwia odmawianie istocie, która jest jego nosicielem, prawa do życia? Czy taka osoba jest od reszty gorsza? Skąd mamy pewność, jak potoczy się jej życie? Czy znamy przeszłość i przyszłość oraz cudze myśli, żeby z pewnością godną istoty boskiej wiedzieć lepiej, że życie takiej osoby będzie niczym innym tylko pasmem cierpienia? Ten projekt nie był projektem rządowym tylko społecznym. Nie sądzę, żeby rząd popierał karanie kobiet za dokonanie aborcji. Przypuszczam jednak, że obecna ustawa zostanie nieco zaostrzona: żeby ochronić dzieci z trisomią 21 (zespołem Downa). Tylko tyle i aż tyle. Życzę ci dużo radosnych chwil w córką i mężem i dużo, dużo zdrowia. Wierzę w ciebie 🙂

    • Aga

      Nie mam pojęcia kto by się zawahał, a kto nie, naprawdę. Ja nie usunęłabym ciąży, gdybym w jej czasie dowiedziała się, że istnieje 50% ryzyka, że moje dziecko będzie miało tę samą mutację. Osobiście nie uważam, żeby to był dobry powód do tego. Tutaj opieka dla nosicieli tego zespołu jest coraz lepsza, są konkretne wytyczne i tak dalej, więc to zdecydowanie nie jest wyrok śmierci. W Polsce większość nosicieli nie ma pojęcia, że tymi nosicielami są. Ale to już inna historia i mam nadzieję, że i w innych krajach lekarze będą się edukować w tym kierunku.
      Nikt nie jest gorszy od reszty, niezależnie od tego na co jest chory. Przynajmniej w mojej opinii.
      I oczywiście jeśli chodzi o Twój przykład to nie, nie możemy wiedzieć jak się potoczy życie takiej osoby. Są tacy, którzy od początku życia są pod opieką lekarzy i mają testy, które zapobiegają rozwojowi choroby (niedaleko jest szpital, w którym lekarze biorą pod swoją opiekę dzieci z tą mutacją za darmo, płaca nawet za dojazdy, nocleg, itp.), a są tacy, którzy nie mają pojęcia, że są nosicielami i chorują na różne rodzaje nowotworów (np. moja siostra) co chwilę i non stop tylko przebywają w szpitalach. Dlatego masz rację, że nie można wiedzieć co będzie dalej, ale ja też nie mówiłam o tym, tylko podawałam dość poważne przypadłości typu brak nóg, poważne wady serca i tak dalej.
      Dzięki! Zdrowie się przyda, wiadomo 🙂

      • tess

        Brak nóżek o niczym nie świadczy (pracowałam z dziewczyną która miała niedorozwój prawej ręki – była krótsza i nie miała wszystkich palców, w niczym jej to nie przeszkadzało, bardzo szybko pisała na klawiaturze). Chore serduszko się operuje. To, jaka będzie jakość życia takich dzieci i ludzi zależy od wsparcia, w tym finansowego, jakiego im społeczeństwo udzieli. Są rzecz jasna wady terminalne, ale obecna ustawa daje matce możliwość wyboru. I nie zanosi się na to, żeby rząd zamierzał to prawo odebrać.

      • Aga

        Czasem się zoperuje, a czasami się nie da. Nie chcę tu za bardzo wymieniać się przykładami co jest ekstremalne, co bardziej ekstremalne, a co w ogóle. Ciężko rozmawiać o tego typu rzeczach nie będąc w takiej sytuacji. Tak ja nie wiem, co bym zrobiła jak i wiele innych osób, ale wiem, że wszyscy powinni mieć prawo wyboru i podejmowania takich decyzji.

    • aninka

      A ja znam dziewczyne, ktora nie ma rak i nog. Cale jej zycie to cierpienie, zawsze zdana jest na łaske innych. Oprocz tego, ze nie ma rak i nog bardzo powaznie choruje. Nie raz mi sie skarzyla, ze ma juz dosc, ze chcialaby byc zdrowa, miec meza, dzieci, ale niestety nie ma. Postaw się w sytuacji takiej osoby.

      • Aga

        Właśnie o takich ludzi mi chodziło… @aninka, dzięki za ten komentarz!
        Miłość i wsparcie oczywiście są potrzebne, ale czasami niestety nie wystarczą.

  • Basia

    Zgadzam się z Tobą całkowicie. Nie można nakazać ustawą, żeby kobiety rodziły, a jak dokonają aborcji to kara. Są różne sytuacje, bardzo trudne i dramatyczne, w których kobiety decydują się na aborcję, Mogę się domyślać, jak trudne to są decyzję, ale czasami może nie ma innego wyjścia. Zabronienie badań prenatalnych to też jakiś dramat. Znam dziewczynę, która właśnie po takich badaniach dowiedziała się o wadzie serca swojego synka i dzięki tym badaniom przeprowadzono operację maluszka jeszcze w brzuchu mamy. Nie jestem za aborcją na życzenie, jestem za życiem jak najbardziej, ale są szczególne sytuacje…i nie można kobietom tego zabronić.

    • Aga

      Dokładnie, całkowicie się zgadzamy. I cieszę się, że pomogli jej synkowi, to super informacja!

  • tess
    • Aga

      Domyślam się, że to jakaś ukryta wiadomość dla mnie, ale nie chcę zgadywać jaka 😀

      • tess

        Taka, że ludzie potrafią pokonać ograniczenia własnego ciała 🙂

      • Aga

        A no to akurat prawda. Szkoda jednak, że nie zawsze jest to możliwe.

  • Majka

    Brawo Aga! Jesteś bardzo mądrą kobietą! Mam 65 lat, na proteście byłam i zawsze będę chodzić, by pomóc dziewczynom, którym kler i zależni od niego próbują wmówić, że są złe, puszczalskie i grzeszą. Nie damy się, to kobiety swoim rozsądkiem pokonają tych, którzy gardzą „słabą”?płcią.

    • Aga

      Pojęcie „słaba płeć” nie ma w ogóle miejsca bytu :). Super, że tam byłaś!

  • Zosia

    Świetny post.
    Uważam, że aborcja nie może być metodą antykoncepcyjną, ale w tych trzech przypadkach musi być dozwolona. Ustawa została odrzucona, a teraz wszyscy przeciwnicy „czarnego protestu” śmieją się z kobiet. Tylko to chyba kobiety (i mężczyźni którzy je wspierają) powinni śmiać się z tych zacofanych idiotów. To MY pokazałyśmy naszą moc, siłę, zjednoczenie.
    Coraz częściej myślę o wyjeździe, bo czuję, że żyję w buszu. Ktoś ma decydować o moim ciele, wyborach, moralności? To jest chore.
    Pozdrawiam.

    • Aga

      Śmieją się? Dlaczego się śmieją? Nie wygrali to teraz odwracają kota ogonem…

    • tess

      Nie śmieją się. Nie są zacofani. Uważają tylko, że to trochę obciach nie mieć w 21 w, podstawowej wiedzy na temat własnego ciała i rozwoju człowieka, a także antykoncepcji. I szanują życie podobnie jak buddyści.
      Dziecko nie jest ciałem matki, ani nie jest jej własnością. To jest zupełnie inny człowiek. Żal nam chorego pieska, kotka, z pobudek tzw. humanitarnych rezygnujemy z jedzenia mięsa, ale jednocześnie wulgarnie mówimy: moja macica należy do mnie. Według mnie to jest jakaś pokrętna logika. Więcej: w UE nie ma kary śmierci, również z pobudek humanitarnych, co skutkuje tym, że najgorszym mordercom i psychopatom przyznajmy prawo do życia, ale nie choremu dziecku.

      • Aga

        Jeśli na starość będę w stanie, kiedy ktoś będzie musiał mnie przebierać, myć i karmić to chcę mieć prawo do podjęcia decyzji, że nie chcę już żyć. I ja tu mówię serio, mam zamiar napisać to w testamencie za jakiś czas, bo są miejsca, w których można to zrobić. Jestem pewna, że mnóstwo chorych ludzi (nie tylko na starość, ale ogólnie) również chciałoby mieć taką możliwość. A nie mają. Niektórzy z nich nie potrafią nawet mówić.
        Podoba mi się Twoje rozumowanie co do tego, że z powodów humanitarnych przestajemy jeść zwierzęta, a nie dajemy szansy żyć choremu dziecku. Podoba mi się nie dlatego, że myślę tak samo, ale dlatego, że moje rozumowanie na ten temat jest podobne… Czyli że według mnie hipokryzją jest mówienie, że trzeba chronić życie i tak dalej, bycie w tych różnych ruchach „pro life” i jednoczesne jedzenie martwych zwierząt. Trochę mi się to nie łączy, szczerze mówiąc.

  • Ewa

    Wczoraj na jedynce mignął mi program „Warto rozmawiać” i tam jedna osoba trafnie powiedziała, żeby „nie robić z nas bohaterów na siłę”.
    Mam brata z zespołem Downa i chcąc nie chcąc od dziecka przebywam właśnie w otoczeniu dzieci niepełnosprawnych. Widziałam wiele chorych dzieci. Niektóre tak jak mój brat były upośledzone w niskim stopniu, a niektóre wymagały nieustającej opieki, i mimo wszystko to naprawdę nie jest łatwa decyzja. I wydaje mi się, że nie ma nic złego w tym, że ktoś nie jest po prostu na to gotowy. To normalne. Nie każdy musi być bohaterem.

    • Aga

      Podpisuję się pod tym co napisałaś! Od bardzo dawna stoję po stronie tych, którzy nie czują się gotowi do takich poświęceń. Wiele jest osób, które zdecydowały się na takie życie „bo tak trzeba”, a teraz bardzo cierpią i chociaż wielu z nich myśli sobie, że żałuje decyzji, to mało kto otwarcie to powie.

  • magd

    Akurat w tym przypadku się nie zgadzam. Jestem za tym byśmy mogły same podejmować decyzję w tak ważnych i intymnych sprawach, ale cały „czarny protest” został dosyć dobitnie upolityczniony. Po przeczytaniu ustawy od razu kilkukrotnie zastanowiłam się nad sensem tych wszystkich haseł i kłamstw, które były i wciąż są rozsyłane po Internecie. Przede wszystkim w ustawie nikt nie zabrania badań prenatalnych a to jest jedno z podstawowych argumentów ‚ZA’ czarnym protestem. Trochę mnie to zirytowało, bo jak jestem za prawami dla kobiet, tak oszukiwanie mnie w imię polityki jest wg. mnie bezczelnością. Ale rozumiem że nie wszyscy spojrzeli na sprawę politycznie i nie patrzyli na to jak są wciągani w tę grę. No nic, jeden post który mi nie przypadł do gustu na całą resztę która akurat bardzo mi się podoba 😀 Więc nie jest zle 😛 Przepraszam za te wywody w komentarzu 😛

    • Aga

      Ja nie wiem czy ktokolwiek chciał zabraniać badań prenatalnych, czy nie. To było raczej moje przemyślenie, w sumie to nawet pytanie, bo postawiłam znak zapytania :D. Wydawało mi się to logiczne po przeczytaniu proponowanej ustawy.

  • tess

    „eśli na starość będę w stanie, kiedy ktoś będzie musiał mnie przebierać, myć i karmić to chcę mieć prawo do podjęcia decyzji, że nie chcę już żyć. I ja tu mówię serio, mam zamiar napisać to w testamencie za jakiś czas, bo są miejsca, w których można to zrobić. Jestem pewna, że mnóstwo chorych ludzi (nie tylko na starość, ale ogólnie) również chciałoby mieć taką możliwość. A nie mają. Niektórzy z nich nie potrafią nawet mówić.”

    To od nas i od tego jak się opiekujemy takimi ludźmi, jak ich traktujemy, zależy czy chcą dalej żyć czy też nie. Życie jednak jest wartością, Gorzej jeśli nie można znieść bólu.

    „Podoba mi się Twoje rozumowanie co do tego, że z powodów humanitarnych przestajemy jeść zwierzęta, a nie dajemy szansy żyć choremu dziecku. Podoba mi się nie dlatego, że myślę tak samo, ale dlatego, że moje rozumowanie na ten temat jest podobne… Czyli że według mnie hipokryzją jest mówienie, że trzeba chronić życie i tak dalej, bycie w tych różnych ruchach „prolife” i jednoczesne jedzenie martwych zwierząt. Trochę mi się to nie łączy, szczerze mówiąc.”

    Rozumiem. Mnie również boli to, jak zwierzęta są traktowane w ubojniach, że traktujemy je tak instrumentalnie. Z drugiej strony skrajne stanowisko jest takie, że życie ludzkie nie jest warte więcej niż życie mrówki, więc można zabić człowieka tak jak mrówkę, Do takiego wniosku doszedł słynny Kajetan P., który w lutym korepetytorkę włoskiego, której nie znał, odciął jej głowę i zdaje się zamierzał skonsumować.
    Z Kajetanem P. się zdecydowanie nie zgadzam

  • AnneMarie

    Tez jestem mama. Dosyc mloda mama jak na obecne standardy 🙂 zawsze bylam przeciw aborcji na zyczenie, bo tak. Bo nie teraz, bo wpadka. Gdy dowiedzialam sie, ze jestem w ciazy to najpierw byl wielki szok, potem wielka radosc a potem ogromny strach! Domyslam sie, ze ten strach bedzie towarzyszyl mi do konca zycia. Co jesli moje dziecko jest chore? Tak naprawde chore, co jesli ciaza by mnie zabila, co jesli moje dziecko nie bedzie w stanie zyc samodzielnie etc. Miliony, naprawde miliony scenariuszy mialam w glowie. Moj maluch ma prawie pol roku, rozwija sie pieknie, codziennie patrze na jego usmiech i to jak poznaje swiat. Jestem szczesliwa. I pomimo tego nie wiem co bym zrobila, gdyby badania wyszly zle. Nie wiem. Nie wiem co zrobie jesli nastepny maluch okaze sie zdeformowany/mialby urodzic sie martwy/ja moglabym umrzec. No nie wiem. I nikt nie moze byc pewny co by zrobil w takiej sytuacji. moze bym donosila ciaze i urodzila. Moze bym usunela. nie odpowiem na to pytanie dopoki nie bede w takiej sytuacji. I mam nadzieje, ze nikt nigdy nie bedzie musial podejmowac takiej decyzji. Bo decyzji o aborcji nie podejmuje sie dla zabawy, to sa naprawde trudne wybory i latwo mowic o takich rzeczach, jesli nigdy nie bylo sie w takiej sytuacji. I prawa do tej niesamowicie ciezkiej decyzji nikt nie powinien mi odbierac. Szczegolnie banda starych facetow, patrzaca na to czy im sie kasa na koncie zgadza. A ty czlowieku radz sobie sam za 6zl/h. I jesli zdecydujesz sie urodzic chore dziecko(a nawet i zdrowe) to jedz trawe, chodz tak jak pan bog cie stworzyl i zebraj o pieniadze, zeby dac dziecku kolejny dzien zycia.. nie zawsze zgadzam sie z Twoimi pogladami ale mysle, ze sprawa aborcji polaczyla trzezwomyslace kobiety na calym swiecie 🙂
    Sory, ze troche chaotycznie to napisalam ale siedzialo we mnie od dluzszego czasu. Pozdrawiam! 🙂

    • Aga

      A ile masz lat, że tak z ciekawości zapytam?? Nie musisz oczywiście mówić, ale po prostu ja też nie raz słyszałam, że jestem bardzo młodą mamą, a mam 24 lata, co według mnie wcale nie jest za mało na dziecko ;).
      „Domyslam sie, ze ten strach bedzie towarzyszyl mi do konca zycia.” – to chyba prawda. Niezależnie od tego jak dobrze wszystko idzie, zawsze jakiś tam strach jest. W końcu to Twoje dziecko!
      W takim razie masz tak samo jak ja… Nie wiesz co byś zrobiła. Ja też nie wiem. Mogę się domyślać, ale nigdy nie byłam w takiej sytuacji i mam nadzieję, że nigdy nie będę no i że Ty nigdy nie będziesz.

      • AnneMarie

        Mam 21 lat 🙂 tez nie uwazam, zebym byla jakas gowniara. Nie wpadlam z nikim na dyskotece tylko z kims z kim mam nadzieje spedzic reszte zycia. W tamtym momencie mieszkalam sama, utrzymywalam sie sama i CHCIALAM miec dziecko ale ‚nie wypada bo taka mloda’. Los rozwiazal moj dylemat 🙂 a 24 lata to super wiek na dziecko! W ogole nie rozumiem tej mody czekania na dziecko do 40, „bo musz sie wyszalec”. Moja kolezanka jest po 30 i urodzila dwa miesiace przede mna i caly czas mi mowila, ze zaluje ze tak pozno bo jest jej ciezej.
        Wiesz co, mysle ze nikt nie wie co by zrobil w takiej sytuacji szczegolnie ci najglosniej krzyczacy „ja nigdy bym nie usunela dziecka”. Bo mnie to nie spotka, do czasu az jednak spotka..

      • Aga

        No to super!!! Widać, że wiesz o czym mówisz, więc nic tylko życzyć powodzenia w przyszłości :)).
        No właśnie! Ja ostatnio przeczytałam komentarze w dyskusji, w której kiedyś wzięłam udział i dziewczyny pisały, że one dzieci to chcą nie wcześniej niż będą miały 35 lat. Moja znajoma ma 36 i żałuje, że czekała, bo nie może zajść w ciążę. Wiadomo, każdy robi co chce i dziecko to nie zabawka, więc trzeba podchodzić do tego na poważnie. Jeśli ktoś w wieku 20 lat nie czuje się gotowy to lepiej niech się w to nie pcha. Ale niech też nie obraża innych, którzy w tym wieku gotowi już są 🙂 🙂