Co się stanie, gdy będę jeść tylko owoce?

W przedostatnim poście opowiedziałam wam o tym co mi dolega i z czym to się wiąże. Tym razem chcę wam powiedzieć o moim nowym stylu odżywiania. W sumie miałam to zrobić nawet jakbym nie napisała o moim zdrowiu, ale tak się złożyło, że napisałam, więc wszystko się pięknie łączy.

Na temat jedzenia pisałam już kilka postów. M.in. ten, w którym opowiadałam o tym co znajdziecie w sklepach spożywczych w USA oraz co ja jem albo w tym, w którym pisałam o diecie wegańskiej w czasie ciąży (druga część tutaj). Chciałam też wam dawać przepisy na potrawy, które gotowałam i dalej mam w zanadrzu kilka super, w tym na mega dobre ciasto, ale… sposób odżywiania znów mi się zmienił i już owych przepisów nie używam. Poza tym, jak już wielu z was zauważyło, od teraz moje życie to walka o moje własne zdrowie i o to, by nie umrzeć za kilka lat. W tym poście opowiem więc o wielu rzeczach z tą walką związanych. Znajdzie się tu też trochę faktów, bo chcę być pewna, że nie zostawię żadnych niedomówień i mam nadzieję, że nikt nie zrazi się tym „naukowym” tonem, który zobaczycie w paru krótkich fragmentach.

 

„Znalazłem lek na raka”

W czasie mojej ostatniej wizyty w Polsce Nate zadzwonił do mnie i powiedział, cytuję: „znalazłem lek na raka”. Zdziwiłam się pewnie tak samo jak i wy teraz, więc zapytałam o co chodzi. Odpowiedział, że znalazł na YouTube filmiki pewnego mężczyzny o imieniu Loren Lockman, który to ma swoje własne centrum odnowy biologicznej mieszczące się w Costa Rica. Działa już od wielu lat i pomógł tysiąciom ludzi, którzy jeżdżą tam po to, by… pościć. Większość osób nie je nic przez 21 dni (długość postu zależy od dolegliwości jaką mają, jak się czują, z czym chcą sobie poradzić, itp.) i piją jedynie wodę, odpoczywając, śpiąc, czytając czy uprawiając jogę, o ile czują się na siłach, co nie zdarza się jednak zbyt często. Przez ten czas organizm ma szansę na totalne oczyszczenie się ze wszystkich śmieci, które ludzie wrzucali w siebie przez lata. I to nie tylko z rzeczy, które jadło się niedawno, ale też z tych, które siedzą w organizmie od długiego czasu. Na przykład, jedna z kobiet kilka lat przez przyjazdem do tego miejsca brała narkotyki i w czasie postu zauważyła u siebie objawy ich odstawienia, chociaż zrobiła to długo przed, co oznacza tylko tyle, że dopiero wtedy jej ciało pozbywało się tych toksyn. Organizm człowieka jest zdolny do samoregeneracji, dlatego przy skaleczeniu w palec nakładamy tylko plasterek i po kilku dniach nie ma śladu po urazie. To samo jest ze wszystkim innym, co się z nami dzieje, ale problem polega na tym, że im więcej toksyn w siebie wrzucamy (leki, jedzenie, używki, itp.), tym więcej rzeczy nasze ciało musi zwalczać, zużywa więcej energii i w końcu nie jest w stanie poradzić sobie ze wszystkim, przez co mamy później przeróżne choroby, w tym chociażby ataki serca lub nowotwory. Ogólna idea Lorena to życie w zgodzie z własnym ciałem, oczyszczenie się ze wszystkiego co nieodpowiednie i później powolne powracanie do jedzenia, ale tylko roślin, a mówiąc dokładniej – owoców, dodając czasem proste sałatki, czyli np. szpinak, awokado, pomidor. Wszystko świeże, jedzone w naturalnej formie, jeden rodzaj na raz, nieprzetworzone w żaden sposób. I mówiąc „nieprzetworzone” mam na myśli brak jakiegokolwiek miksowania oraz gotowania/smażenia/pieczenia.

 

Problemy z trawieniem to zmora ludzi w dzisiejszych czasach

Mnóstwo, naprawdę mnóstwo ludzi ma przeróżne nietolerancje spożywcze czy też ogólne problemy z trawieniem. Miliony osób po posiłkach ma problemy z gazami, dziwnymi dźwiękami wydostającymi się z brzucha, nudnościami, zgagą, zaparciami, uczuciem zmęczenia, ociężałości, ospałości, bólem i innymi tego typu rzeczami. To wszystko jest niczym innym jak znakami od naszego własnego organizmu, że dostarczamy mu tego, czego on nie chce, nie potrzebuje, czego nie jest w stanie strawić, z czym ma problem. Często ludzie już tych objawów nawet nie widzą, bo występują one tak często, że to już kwestia przyzwyczajenia. Najczęściej kupowanymi lekami na całym świecie są nie te przeciwbólowe czy na przeziębienie, ale tabletki na trawienie. Czyli prosta sprawa – ktoś, kto ma problemy z trawieniem tego co je, woli faszerować się lekami i niszczyć inne organy zamiast znaleźć przyczynę problemu i ją zlikwidować. Leki działają na skutki i niszczą objawy, ale nie leczą przyczyny.

Mówiąc ogólnie, w procesie trawienia ogromną rolę odgrywają enzymy trawienne, które rozkładają pokarm (tłuszcz, białko, itp.) po to, by nasz organizm mógł je wchłonąć i przyswoić. Inne enzymy potrzebne będą do strawienia np. banana, a inne do strawienia szpinaku. Co więcej, organizm człowieka nie jest w stanie w pełni strawić wielu rzeczy jak np. kukurydzy, bo zawiera ona włókna celulozy, do którego trawienia potrzebny jest enzym, którego to człowiek nie posiada. Podobnie jest ze wszelkimi orzechami, dlatego na wielu stronach internetowych piszą, by przed ich użyciem namoczyć je przez min. całą noc. Nie dlatego, że łatwiej jest je zmiksować, ale dlatego, że dzięki namoczeniu ich rozkładamy kwas fitynowy, który dopiero wtedy może być odpowiednio wchłoniony oraz neutralizowujemy enzymy, które w surowej formie orzechów utrudniają trawienie. Organizm człowieka ma również problemy z trawieniem chociażby skrobii, która zawarta jest w np. ziemniakach, marchewce czy niegotowych bananach. Zobaczcie, że nikt nie je surowych ziemniaków! Wszystkie są zawsze gotowane po to, by łatwiej (ale nie łatwo) było je strawić. Polimery glukozy zawarte w skrobii wykorzystywane są przez rośliny jako rodzaj długoterminowego magazynowania energii i nasze enzymy przetwarzają tę skrobię w glukozę (czyli cukier) po to, by wszystko strawić i przyswoić to, co nam potrzebne. Zobaczcie, jak dużo pracy i energii nasz organizm musi w to włożyć! Gdy gotujemy ziemniaki wiązania wodorowe między wspomnianymi polimerami glukozy są łamane, dzięki czemu nasze enzymy trawienne mają dostęp do tego, co są w stanie rozłożyć. Uff, napisałam z pamięci, brawo ja!

Różnica między na przykład ziemniakami a bananami jest taka, że w przypadku bananów należy poczekać kilka dni aż będą dojrzałe, bo w trakcie tego procesu banan sam odwala robotę, którą nasze ciało musiałby odwalać, by strawić ziemniaka… lub właśnie niedojrzałego banana. Dzięki temu gdy jemy tego dobrego, dojrzałego, słodkiego banana (czyli tego, który ma brązowe kropki na skórce), trawimy go szybko i nie mamy żadnych problemów z żołądkiem ani niczym innym, bo dostarczamy swojemu ciału dokładnie tego, czego potrzebuje i co jest w stanie strawić bez problemu.

 

Owoce źródłem dobrego i zdrowego życia

W związku z tym wszystkim po moim powrocie z Polski, czyli około dwa miesiące temu, zaczęłam jeść w bardzo podobny sposób, w jaki je Nathan. On zmienił swoją dietę z dnia na dzień i nagle odstawił wszystko inne i zaczął jeść tylko owoce. Ja zrobiłam to nieco wolniej, bo zwiększyłam ilość zjadanych owoców, ale jednocześnie dokańczałam jedzenie, które mieliśmy w lodówce i zamrażarce, co w sumie szybko poszło. Oglądałam też filmiki, czytałam badania, artykuły i nawet dołączyłam do grup na Facebooku dla fruitarianistów (ludzi żywiących się tylko owocami) po to, by zobaczyć jak oni żyją, jak się czują i by z kilkorgiem z nich porozmawiać. Te wszystkie informacje rzuciły całkowicie nowe światło na moje opinie i przyzwyczajenia, bo wszyscy mówili, że czują się świetnie, są aktywni i wszystkie dolegliwości jakie mieli wcześniej, zwyczajnie przeszły. Nagle gotowane potrawy, ciasta, ciasteczka, pizze, kanapki i tego typu rzeczy zwyczajnie przestały być dla mnie jedzeniem! Idąc do sklepu patrzyłam na to wszystko, co do tej pory tak lubiłam i nic nie wyglądało dobrze, nic nie brzmiało dobrze, wszystko wydawało mi się mega niezdrowe, suche i niedobre. To wszystko było – i dalej jest – tym, czym według mnie ludzie nie powinni żywić swojego organizmu.

Jeśli owoce są dojrzałe to człowiek trawi je bez żadnego problemu i dość szybko. Najszybciej trawione są melony. Owoce są pełne wody, dlatego jedząc je nie ma mowy o odwodnieniu, no chyba że jadłoby się same banany to wtedy mógłby być ten problem, bo one mają w sobie mało wody. Ale rzeczy typu arbuz, mango, nektarynki, czreśnie i wiele innych są jak najbardziej okej pod tym względem. Według livestrong.com dorosłe kobiety powinny mieć pomiędzy 45 a 60% wody w organizmie (mężczyźni między 50 i 65%) przy czym Loren mówi, że to dalej za mało, więc nie wiem komu tu wierzyć. Ja dzisiaj sobie mierzyłam i jeśli wierzyć urządzeniom tego typu to mam 63%, przy czym w czasie mojego poprzedniego stylu odżywiania liczba ta była o wiele niższa mimo tego, że piłam dużo wody. I właśnie, najlepsze jest to, że ja wody w ogóle nie piję, chyba że mam zajęcia to wtedy mam puszkę wody kokosowej. W przeciwnym wypadku nie spożywam żadnych płynów.

Dlaczego brak gotowania? Tutaj odpowiedź jest prosta – przeróżne produkty (ryż, ziemniaki, kasza, makarony i tak dalej) gotowane są po to, by w ogóle nadawały się do jedzenia. Według mnie jeśli nie da się zjeść czegoś w naturalnej formie to znaczy, że w ogóle nie powinno być to spożywane. Przy gotowaniu warzywa i owoce tracą swoje właściwości odżywcze oraz zachodzą w nich przeróżne inne procesy, które niekorzystnie wpływają na zdrowie człowieka.

Owoce zawierają mnóstwo potrzebnych witamin, enzymów, minerałów. Zawierają białko, błonnik, itp. To, czego nie ma jeden owoc, inny będzie miał. I tak, oczywiście owoce nie zawierają tyle białka ile np. spożywane przez niektórych mięśnie krowy, ale ludzie nie potrzebują go aż tyle, ile powszechnie wmawia się wszystkim, więc to dostarczane przez owoce będzie wystarczające. I są ludzie, którzy żyją w taki sposób przez LATA nie mając żadnych, ale to żadnych problemów.

Przy okazji jednego z badań, jakie miałam ostatnio, pielęgniarka zapytała mnie o moje ulubione jedzenie. Gdy powiedziałam jej jak się żywimy to odpowiedziała dokładnie to: „wow, robicie najlepszą rzecz dla swojego organizmu, jaką się da”.

A poza tym wszystkim owoce są po prostu mega dobre :).

 

„A co jecie na przykład na obiad?”

Wcześniej głównie ja byłam osobą, która gotowała obiady. Teraz gotowanie mi odpadło całkowicie co ma dobre i złe strony… ale więcej dobrych. I wszystko wydaje się teraz takie proste i szybkie! Wchodzę do kuchni, łapię kilka bananów, miskę truskawek albo kroję sobie jakiegoś melona i tyle mam tej roboty.

Jako że, jak już wspomniałam, każdy oddzielny produkt wymaga innego enzymu do strawienia go, jemy głównie pojedyncze rodzaje. Tzn. jeśli wezmę sobie banany to moim posiłkiem będą tylko one. Jeśli wezmę czereśnie, to jem tylko czereśnie, i tak dalej. Mam od tego dwa wyjątki. Pierwszym jest sałatka, którą jemy od czasu do czasu. Składa się ona ze szpinaku lub innych ciemno zielonych liści, pomidora, awokado. Swoją drogą, pomidory, ogórki, awokado i kilka innych to też owoce! A sałatkę jemy czasem głównie po to, żeby trochę urozmaicić dietę, a poza tym ciemno zielone liście pełne wody są bardzo zdrowe. Drugi wyjątek ma miejsce, gdy mam mega ochotę na coś innego, na coś składającego się z kilku składników. Wtedy, na przykład, kroję sobie banany i polewam je sosem zrobionym ze zmiksowanych jagód, malin i suszonych daktyli. Pyszka, a ochota na inne rzeczy przechodzi. Drugim przykładem, którego nie praktykujemy już praktycznie w ogóle chociaż wcześniej czasem to jedliśmy, jest „makaron” zrobiony z cukinii z sosem ze zmiksowanych pomidorów, suszonych pomidorów oraz czerwonej papryki. Poniżej pokażę wam zdjęcia naszego jedzonka! I zaznaczam, że to są tylko przykłady, bo jemy też mnóstwo innych rzeczy.

0801161655

Sałatka, o której wspominałam, tylko w tym przypadku dodałam też ogórka. Zawsze jem ogórki ze skórką.

0803161948a

Cukiniowe spaghetti, awokado i sos z pomidorów, suszonych pomidorów i papryki.

0811161924

Inna wariacja sałatki! Nie ma ogórka, a te „roladki” to cienkie plastry cukinii, które w środku mają awokado. Cukinia to też owoc, ale już jej nie jem, bo jakoś nie przepadam za jej surowym smakiem.

0908161954

Mango! Jemy ich mnóstwo.

0913162149

Nasze zakupy z jednego dnia. Nie wiem na ile starcza nam taka ilość jedzenia, jakoś nigdy nie śledzę tego, ale taką ilość bananów zjadłabym w ciągu ok. 2 dni, zazwyczaj jemy po 2-3 awokado na raz, jedna paczka truskawek dla jednej osoby na jeden raz… No, czyli nie starczyło to na długo ;).

0915162157

Przekąska przed pójściem spać – banany z sosem z suszonych daktyli, malin i jagód.

0916161437a

A że sosu wyszło mi sporo to na drugi dzień miałam przekąskę na drogę, gdy jechałam do Atlanty :).

0916161903

Arbuz!

0918162202

To jest zdecydowanie mój ulubiony melon – pomarańczowy honeydew. Czytałam, że to hybryda normalnego honeydew i kantalupy. Baaaardzo polecam! (Sorry, translator tłumaczy mi honeydew jako spadziowy, a jestem 99% pewna, że to nie jest odpowiednie słowo.

0919160536

Przekąski na drogę! Brzoskwinie, maliny i woda kokosowa, która w składzie ma tylko 100% wodę kokosową.

0919161815

0919161815a

 

Strata wagi i inne zmiany

Ja przestałam wierzyć w te wszystkie numerki, które znaleźć możemy w internecie i o których mówią dietetycy. Według mnie każdy jest inny, każdy inaczej się rozwija i tak dalej. Ja od bardzo dawna byłam poniżej mojej „prawidłowej” wagi mimo tego, że dużo jadłam i wcale nie byłam na diecie. A nie byłam chora w żaden sposób, wyniki badań krwi miałam zawsze idealne, nie brakowało mi energii ani nic. Dlaczego więc miałabym na siłę przybierać na wadze? Po to, by wrzucić się w ten worek z dobrym numerem? No trochę mi to nie pasuje, szczerze mówiąc. Gdy odstawiłam inne produkty i zaczęłam jeść głównie owoce to waga zaczęła mi spadać i w pewnym momencie zaczęłam się obawiać, że nigdy się nie zatrzyma. Zatrzymała się jednak niedawno i już nie spada w ogóle, więc coś mi się wydaje, że osiągnęłam swoją optymalną wagę. Schudłam 9kg, a nie wyglądam na chorą ani nic. A co do kalorii to też nie przepadam za tymi wszystkimi kalkulatorami, które mówią ludziom jak powinni żyć. Nie wiem ile kalorii jem, naprawdę nie wiem. Jeśli jednego dnia lecę cały czas na arbuzie to na pewno mam ich mniej niż innego dnia, kiedy zjem trzy awokado, kilka bananów i inne rzeczy. A cały czas czuję się dobrze, mam energię, rozbudowują mi się mięśnie i nic mi nie dolega oprócz zmęczenia powodowanego przez April ;). Bo ja ufam swojemu ciału i jeśli nie czuję potrzeby zjedzenia dwóch kolejnych awokado po to, by dotrzeć to „odpowiedniej” ilości kalorii w ciągu dnia, to ich nie zjem. Jeśli natomiast będę miała ochotę zjeść ich sześć to zjem sześć mimo tego, że według niektórych to zdecydowanie za dużo. (Swoją drogą, awokado to tylko przykład. Zazwyczaj jem 1-2 dziennie, w zależności od ich wielkości.)

A czy zaszły w moim ciele jakiekolwiek zauważalne zmiany oprócz straty wagi? Na pewno to, że moja skóra na całym ciele, łącznie z twarzą, jest gładsza, bardziej napięta i ma taki jakiś… blask. Mam bardzo mocne paznokcie i w ogóle mi się nie łamią,  a wcześniej miewałam z tym problem. Co do włosów to nie wiem, bo po ciąży i przez te wszystkie hormony nie dość, że pod spodem zaczęły mi rosnąć kręcone to w dodatku dalej mi wypadają. W dodatku nie mam żadnych bólów w czasie okresu, a wcześniej za każdym razem mnie bolało. Mam jeszcze wrażenie, że… mam jaśniejsze zęby. Ale to już muszę zapytać Nathana co myśli i się upewnić.

 

Mam straszną ochotę na pizzę i frytki

Pamiętam doskonale, że jak Nathan mi o tym wszystkim opowiadał przez telefon to wręcz wpadłam w panikę. Widziałam go głodzącego się na śmierć, mającego mnóstwo niedoborów, słaniającego się wiecznie. Strasznie bolało mnie też to, że nie będę już gotować mu obiadów, a naprawdę lubiłam to robić i wreszcie stawałam się w tym coraz lepsza. Z tym się już pogodziłam, a jeśli chodzi o całą resztę to zdanie zaczęło mi się zmieniać jak zaczęłam wsiąkać w temat bardziej.

Jeśli chodzi o zachcianki… To jest tak, że ja zazwyczaj zwyczajnie nie mam żadnej potrzeby jedzenia czegoś innego, więc o jakimkolwiek zmuszaniu się do nie jedzenia ich nie ma mowy. To znaczy, czasem mam ochotę, ale to jest na zasadzie, że… Nie wiem, jak to wyjaśnić. Jest ochota na coś, ale w tym samym momencie nie chcę tego jeść, bo wiem, że nie wpłynie to na mnie dobrze i że zrobiękrok do tyłu. To jest chyba po prostu kwestia tego, że jedzenie silnie uzależnia. I ja tu mówię całkowicie serio! Ile jest ludzi, którzy nie mogą, zwyczajnie nie mogą przejść obok takiego McDonald’s nie wchodząc do środka po cheesburgera! I nie tylko McDonald’s uzależnia, ale ogólnie gotowane jedzenie pełne soli też. Dlatego lepiej powoli się przestawiać niż skakać tak jak Nathan. Choć jemu nie sprawiło to problemów, to ja miałam pewne kłopoty i raz na jakiś czas zdarzało mi się zjeść coś innego jak np. kurczaka z soi (raz w jednej restauracji) albo frytki z chic’fil’a (też raz) i później żałowałam, więc drugi raz już po to nie sięgałam. Bo jeśli zacznie się jeść tylko owoce to ciało się oczyszcza, przyzwyczaja się do dobrego i wtedy o wiele łatwiej jest zawuażyć reakcje organizmu na inne rzeczy i właściwie na nie zareagować. Dodam jeszcze, że jakiś czas temu miałam taką mega ochotę na burrito z mojej dawnej ulubionej restauracji, ale wiedziałam, że to nie jest dobry pomysł, bo zawsze po nim miałam wzdęty brzuch. Znalazłam więc w Atlancie restaurację, w której podają tylko surowe jedzenie, głównie wrapy, czyli w sumie tak jakby burrito. A tortille robią z kokosów. Pojechałam tam, kupiłam sobie jedno i byłam mega usatysfakcjonowana, nie mając później problemów z żołądkiem. I tak, czasami nie czuję tego fajnego uczucia, że o, zjadłam, jestem najedzona i jest okej. Zdarza się, że jestem non stop głodna i bierze mnie frustracja. I wtedy właśnie sięgam po te potrawy typu banany z sosem albo cukiniowe spaghetti. Moim celem jest jednak jedzenie posiłków składającyh się z jednego rodzaju owoca i wspomnianych sałatek od czasu do czasu, gdy stwierdzę, że ich potrzebuję. Jeszcze wracając do zachcianek na moment to myślę, że jeśli nasze ciało się czegoś domaga to nie domaga się konkretnej potrawy tylko jakiegoś składnika w niej zawartego. Warto więc słuchać swojego organizmu i jeśli np. mamy ogromną ochotę na brownie to zjeść sobie kilka suszonych daktyli i ochota na bank przejdzie. Zresztą, nawet jeśli ulegnę to nie biję się w pierś, tylko po prostu uczę się na błędach, bo zazwyczaj i tak źle się potem czuję. Na chwilę obecną mogę powiedzieć, że jestem fruitarianką na 95% ;).

Wiecie co najtrudniej mi odstawić? Jakoś z rzeczami typu wegańskie burgery i ogólnie inne potrawy nie miałam większego problemu, tak mega ciężko jest mi odstawić kawę. Odkąd zaszłam w ciążę piłam bezkofeinową i do kofeiny nie wróciłam, ale mimo to nie jest to najłatwiejsza rzecz do zrobienia, powiem wam szczerze. Bardzo już ograniczyłam, więc jestem na dobrej drodze!

 

Gdy do drzwi zapuka śmierć, wszystko się zmienia

Powiem wam wprost, że gdy dowiedziałam się o tej mutacji genu, którą mam, to ogarnęła mnie panika. Pomyślałam sobie, że co teraz, będę dostawać nowotwory do końca mojego życia aż w końcu umrę? Będę faszerować się lekami, przyjmować chemioterapię, stracę włosy, siły, chęć do życia? NIE. Żadna z tych rzeczy nie jest opcją dla mnie. Postanowiłam więc zrobić wszystko co tylko mogę, by być jak najzdrowszą i żyć jak najdłużej. Według mnie taki sposób odżywiania jest własnie tym sposobem, który pozwoli mi cieszyć się zdrowiem przez długi czas. Nawet w sytuacji, gdy mam ten jeden głupi gen, który mi nie działa. A o innych planach opowiem wam w którejś z kolejnych notek!

 

Do następngo,

Aga

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE
  • Klar

    Kurcze Aga ten post jest świetny i naprawdę chętnie bym została fruitarianistka (wow ciężko słowo 😁), ale jednocześnie wydaje mi się to oderwane od polskiej rzeczywistości… Wystarczy spojrzeć teraz na stragany, gdzie wszelkie mielony, arbuzy, czereśnie, wiśnie, etc. Albo zupełnie zniknęły, albo ich koszt po prostu wynosi o wiele za dużo. Ba! Awokado to u mnie święto.. I jak teraz o tym myślę i o nadchodzącej zimie i o kolejnej diecie jaka będziemy prowadzić w domu to naprawdę robi się smutno. Ale co… Inaczej póki co nie da rady. Życzę Ci dużo zdrowia i zazdroszczę możliwości wyboru diety! Miłego dnia 🙂

    • Aga

      Odmieniam to słowo według mojego rozumowania, ale nie sprawdzałam w sumie w necie polskiego odpowiednika… Może powinnam :D.
      Wiem właśnie, też o tym myślałam jak pisałam ten post, że w Polsce wiele owoców w tym czasie albo mega droga, jak mówisz, albo w ogóle ich nie ma. Ja mam to szczęście, że mam wszystko cały rok tak naprawdę, więc jest z czego wybierać.
      Super, że spodobał Ci się post!! 🙂

      • Spotkałam się z nazwa frutarianin/ frutarianka- chyba łatwiej 😉

        Powiem Ci Aga, że z ogromną ciekawością obserwuję te Twoje zmiany w diecie jak i ogólnie – Twoje zycie. Bardzo często mnie zaskakujesz i myślę sobie: „Skąd ona bierze te pomysły?”. Ale to tak w pozytywnym sensie 🙂 mam nadzieję, że za jakiś czas (3 miesiące, pół roku?) dodasz jakiś update dotyczący Twojego dalszego samopoczucia na tej diecie i jak Twój organizm dalej reaguje. Jestem bardzi ciekawa! Sama jestem wszystkozerca i choć owoce uwielbiam i jest ich mnóstwo w mojej diecie, to chyba nie wyobrażam sobie jeść tylko je… no ale wiadomo, każdy jest z innej gliny 🙂 pozdrawiam i życzę powodzenia! :*

      • Aga

        No to ma większy sens, poprawiłam w poście :D.
        Pewnie! Dam jakiś update. Sama jestem ciekawa jak to wszystko będzie ze mną za ten czas, pewności nigdy nie ma.

  • pyszneJedzonko

    Przeczytałam ten post i serio podziwiam 🙂
    Uwielbiam owoce ale nie wiem jak długo bym pociagnęła na takiej diecie, ale na pewno ciekawe doswiedczenie chociazby na pare dni 🙂
    Nie boisz się, że to troche zbyt duża ilość cukrów? a zbyt mała ilość błonnika? Nie znam sie oczywiście, ale tak pomyślałam o cukrzycy i tych sprawach…:)
    Ale życze wytrwałości i powodzenia !

    • Aga

      Wiesz, ja wierzę w to, że taka dieta pomoże mi żyć dłużej i zdrowiej, a to jest ogromna motywacja :).
      Nie, nie boję się o to. Cukier w owocach jest w jak najbardziej naturalnej formie można go spotkać. Odbyło się badanie, w którym 17 osób musiało jeść 20 porcji owoców dziennie i zawartość fruktozy w ich diecie w tym czasie wynosiła ok. 200g dziennie. Mimo tego nie było ŻADNYCH negatywnych efektów jeśli chodzi o wagę, ciśnienie, poziom insuliny. I, jak już pisałam, mnóstwo ludzi żyje na takiej diecie przez długie lata i nie odnotowują żadnych negatywnych objawów :).
      Bałam się cukrów, gdy jadłam według poprzedniego stylu odżywiania, bo cukier w nienaturalnej formie jest w większości, jak nie we wszystkich produktach :/. I właśnie taki przetworzony, rafinowany cukier jest tym, co jest niezdrowe.
      A co do błonnika to spore jego ilości zawierają np. gruszki, maliny, banany, awokado… Osobiście nie mam problemów z trawieniem :D.

  • Zuzia

    Też kiedyś myślałam o tej diecie, nawet częściowo ją stosuje, ale… wiem, że musi być urozmaicona, a to stanowi problem. O ile latem mogę sobie pozwolić na szeroki wybór produktów (niektóre z własnej działki), to zimą jest kiepsko. Nie chodzi tu nawet o kwestie finansowe, ale zimą te bardziej egzotyczne produkty są tak jakby sztuczne. Nie umiem tego do końca wytłumaczyć, ale smak jest inny, szybciej się psują itp, Dodatkowo problemem diety owocowej w Polsce jest to, że nigdy nie mam pewności, że coś jest w 100% eko. Niestety. :/

    Miłego dnia. 🙂

    • Aga

      Rozumiem to doskonale! Może być problem pod tym względem, a diety na np. samych bananach bym nie polecała. Chyba wiem o co Ci chodzi z tym, że niektóre produkty są sztuczne. U nas kończy się sezon na mango i, chociaż dalej jest go mnóstwo, to już mi nie smakuje.

  • Justyna

    Powiem ci szczerze ,że ten post był dla mnie dość zaskakujący, wszystko co przeczytałam tutaj było dla mnie nowością, ale bardzo mnie to zaciekawiło, myślę ,że zanim się wypowiem poczytam więcej na ten temat (ale tak po cichutku jestem zainteresowana bardzo mocno takim odżywianiem się 😀 )Od kilku dni zaczęłam myśleć na poważnie o weganizmie i nie będę ukrywać ,że w szczególności chodzi mi o wagę, bo mam za słabą siłę woli i nie mogę odstawić np. słodyczy…a to w jakimś sensie uniemożliwiłoby mi np. zjedzenie czekolady mlecznej 😉 Ale teraz myślę nad tym ,żeby może na chociaż kilka miesięcy spróbować fruiterniazmu (nwm czy dobrze napisałam) na pewno pomoże to mojemu organizmowi, oczyści go, no a już na pewno nie zaszkodzi. Aczkolwiek najpierw poczytam więcej i wtedy zadecyduję. Dziękuję Aga ,że z każdym postem inspirujesz mnie coraz bardziej 😉 Kurcze mam nadzieję ,że kiedyś uda mi się pogadać z tobą na żywo 😀

    • Aga

      Super, że zaciekawiła Cię ta sprawa! Lubię czytać takie komentarze :D. I popieram dowiadywanie się więcej!
      Wiesz jaki jest plus jedzenia dużej ilości owoców? Nie masz ochoty na słodycze, bo masz wystarczająco słodkiego ;).

      • Justyna

        Hahhah to plus idealny! 😀 Mam pytanie jak nazywa się rodzaj tej diety po angielsku, bo najbliższe co znalazłam po polsku to witarianizm wegański, ale wydaje mi się ,że i tak trochę się różni 😉

      • Aga

        Fruitarianism 🙂 Ogólnie jest kilka rodzajów, niektórzy jedzą orzechy, inni nie, jedni jedzą nasiona, inni nie… Ale ogólna idea to spożywanie samych owoców lub głównie owoców :).

  • The-muffin-goddess

    Wow ! Podziwiam Twoje samozaparcie. Dla mnie okropnie ciężko byłoby przejść na dietę z samych owoców mimo, że je lubię 🙂
    Czy Alicia również przeszła na dietę z samych owoców i czy planujesz żeby April też jadła tylko owoce?
    Pytam z czystej ciekawości i jeśli nie chcesz nie musisz odpowiadać 🙂

    • Aga

      Jak wspomniałam w innym komentarzu, u mnie to samozaprcie to po prostu motywacja, którą jest zdrowie i życie :). Bo wierzę, że ta dieta mi w tym pomoże.
      Alicia nie przeszła na taką dietę i uważa, że to dziwne. Nie będziemy jej do tego zmuszać, chociaż osobiście nie chcę jej kupować chipsów, ciasteczek ani tego typu rzeczy. Jako że ona od dawna je inne produkty, nie ma sensu jej zmuszać do takiej zmiany, bo wiadomo, jak to by się skończyło… Jeśli kiedyś sama zdecyduje, że chce tak jeść to super. A co do April to tak, będę chciała by jadła tak jak ja, bo uważam, że to bardzo zdrowe, a ja chcę, by ona była zdrowa :).

  • tess

    W sieci przeczytałam, że bez złych konsekwencji dla naszego zdrowia możemy jeść warzywa. Owoce już nie są takie zdrowe, jeśli spożywa się wyłącznie je i w dłuższym okresie czasu. Zgadzam się ze stwierdzeniem, że dieta jest kluczowa dla naszego zdrowia, ale może warto poszperać jeszcze w sieci na temat frutarianizmu. Organizm organizmowi nie jest równy. Każdy ma różne predyspozycje. Stan równowagi danego organizmu niekoniecznie potrzebuje dokładnie takiej samej diety, jak inny. Warto przyjrzeć się reakcjom organizmu na daną dietę Choćby po to, żeby sobie nie zaszkodzić. Życzę dużo zdrowia

    • Aga

      A jakie warzywa dokładnie masz na myśli??
      Niestety nie mogę zgodzić się z Twoim komentarzem. Uważam, że spożywanie owoców przez długi czas, nawet całe życie, jest najzdrowszym co możemy zrobić dla organizmu. I bardzo łatwo jest znaleźć ludzi żywiących się w taki sposób czy to na YouTube, czy na różnych blogach, by przekonać się, że nie nabawiają się cukrzycy, nie tyją na potęgę i ogólnie czują się świetnie. Niektórzy pokazują nawet wyniki badań krwi dla tych, którzy nie wierzą. I nie do końca zgodzę się rónież z tym, że „stan równowagi danego organizmu niekoniecznie potrzebuje dokładnie takiej samej diety, jak inny”, bo według mnie fruitarianizm jest najbardziej naturalną dietą jaką człowiek może spożywać. Niektórzy mogą tak po prostu przeskoczyć na taką dietę, a inni muszą zrobić coś wcześniej (przechodzić powoli lub pościć). I tak, jesteśmy inni, ale na te różnice mają wpływ nasze wybory, czyli np. spożywane jedzenie, używki i tak dalej, bo to są czynniki zmieniające nasz organizm od środka. Tak to jesteśmy stworzeni z tej samej gliny, jak to się mówi. Zauważ, że takie żyrafy na przykład są roślinożerne i wszystkie jedzą właściwie to samo, a każda różni się między sobą wielkością, wagą, itp. Innym przykładem niech będą noworodki i małe dzieci, dla których najlepszym pokarmem jest mleko matki. A każde z nich jest inne.
      No ale zależy w co się wierzy, wiadomo :).

      • tess

        Nie będę się spierała. Może rzeczywiście masz rację. Ale znalazłam w sieci artykuł (nie zdążyłam go jeszcze przeczytać, ale dla Ciebie może on okazać się pomocny): „Rola naturalnych składników diety w chemioprewencji nowotworów jelita grubego”. Tekst można pobrać również w pdf (link na górze po lewej)

        http://www.phmd.pl/fulltxthtml.php?ICID=908396

      • Aga

        Dzięki za link! Jak najbardziej popieram poszukiwanie bardziej naturalnych metod leczenia raka oraz zapobiegania mu, bo to co się teraz wyprawia z tym wszystkim to jest jeden wielki żart. Chemioterapia działa tylko w 8% wszystkich przypadków! I to też nie wiadomo czy to chemioterapia czy ktoś robi coś innego lub po prostu ma szczęście. Jeśli chodzi o naturalne priobiotyki to totalnie nie pasuje mi cała idea. Kiedyś uwielbiałam np. kiszoną kapustę, ale teraz myślę sobie, co takiego fajnego było w tym fermetowanym jedzniu. Te składniki, o których piszą w artykule, w większości przypadków znajduje się też w owocach.
        Też Ci coś pokażę przy okazji o nowotworach!
        https://www.youtube.com/watch?v=VJMorwVdCho

  • Sylwia

    Na YouTube jest kanal Kacik Hani. Wykryto u niej jeden z nowotworow I dawali Malo czasu Na przezycie. Hania odrzucila proponowane leczenie I sama zaczela sie kurowac olejem konopnym, zmienila diete. Wciaz walczy z choroba ale jeden z guzow zniknal-doslownie zniknal, lekarza nie mieli Na to wytlumaczenia. Ten przypadek poznalam I od razu pomyslalam o niej gdy czytalam wpis. Polecam Ci na YT rawfully wholesome-veg mama.

    • Aga

      Dzięki! Na pewno obczaję jej kanał jak tylko April mi na to pozwoli 🙂
      A rawfully wholesome śledzę już od jakiegoś czasu!

  • kala

    czytając Twoje ostatnie posty przeszło mi coś przez myśl. Co myślisz o reiki? W Twoim stanie są popularni bioenergoterapeuci? Co myślisz o tym i czy wierzysz że takie metody przynoszą jakieś efekty? Życzę Ci dużo siły!

    • Aga

      Ja, szczerze mówiąc, nie wierzę w bioenergetykę i tego typu rzeczy. Czytałam o tym, bo ktoś mi podesłał linki, ale jakoś nic mnie nie przekonało.
      Dzięki!

  • Mimbla

    Ta dieta jest podobna do diety dr E. Dąbrowskiej, którą często stosuję. I czuję się na niej cudownie. http://ewadabrowska.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=2

    • Aga

      Jesteś kolejną osobą, która mi o niej wspomina! Na pewno przeczytam, bardzo jestem ciekawa.

  • Ami

    Hej, mam pytanie o karmienie April. Kiedyś pisałaś, że chcesz ja karmić piersią jak najdłużej, ale po tym poscie wnioskuje (być może błędnie) że już nie karmisz. Stąd moje pytanie – jakie mleko teraz je April ?

    • Aga

      Hej! Chciałam karmić April minimum rok, ale mała niestety zaczęła się buntować, gdy miała 3 miesiące i od mniej więcej 3,5 miesiąca życia nie je mi już z piersi. Przez jakiś czas odciągałam pokarm, ale już tego nie robię. Zaczęłam suplementować mlekiem z nasion konopii, a gdy przestałam odciągać, dostawała tylko to mleko. Na pewno poświęcę na to cały post :).

  • Nie wiem czy czytać czy przeglądać zdjęcia. Ciężko w dzisiejszych czasach zdecydować się na ten krok. Trzeba pogodzić pracę i życie i jeszcze rodzinę. Ale prawda, zdrowie wszystko zmienia.

    • Aga

      Wiadomo, nie zawsze tego typu zmiany przychodzą z łatwością z różnych powodów. Jak już tu parę razy powtarzałam, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

  • Ciekawska

    Czy jak piszesz ze powinno sie jesc jeden rodzaj owocu to chodzi o to ze caly dzien, cxy w danym momencie jedzenia?:)

    • Aga

      Nie, nie, nie cały dzień. Chodzi mi o to, że w danym momencie jedzenia 🙂 Np. jedzenie dwóch różnych melonów jest okej, bo to ta sama grupa, ale załóżmy jedzenie jabłek razem z bananami nie jest już aż tak dobrym pomysłem, bo to inne grupy i organizm musi włożyć w trawienie o wiele, wiele więcej pracy niż jakby się zjadło same jabłka, a po jakimś czasie same banany 🙂

  • Ewa

    Podziwiam Nathana, serio. Musi mieć w sobie dużo samozaparcia, bo taki zwrot o 180 stopni jest bardzo trudny.
    Poza tym doskonale rozumiem, dlaczego postanowiłaś zmienić dietę. Sama to zrobiłam, tylko że w moim przypadku wielu lekarzy źle na to patrzyło i ciągle rzucali, że bycie wege jest złe dla serca (zawsze wydawało mi się że ograniczenie mięsa dobry wpływ, no ale). Aż w końcu natrafiłam na całkiem fajną dietetyczkę, która mi we wszystkim pomogła. Sama bez opieki kogoś raczej pewnie bym sobie nie dała rady.
    Natomiast frutarianizm nie jest dla mnie. Po prostu nie czuję tego i nie chcę robić czegoś wbrew sobie. No i ciekawi mnie to, czy będąc w PL, bez problemu udało ci przetrwać na owocach.

    • Aga

      Ja też go podziwiałam!
      Niestety większość lekarzy nie ma zielonego pojęcia o diecie wegańskiej, nie wspominając o różnych odmianach. Według mnie oni uczą się wszystkiego z tych samych książek i niestety są bardzo zamknięci na wszystko inne. Nie mówię, że wszyscy, bo np. mój ginekolog jest genialny i słuchał mnie z wielkim zainteresowaniem, gdy mu opowiadałam o moim stylu życia. Nawet zadawał pytania! Szkoda, że nie wszyscy tacy są. Moja znajoma np. trafiła na lekarkę, która powiedziała, że nie będzie jej leczyć, jeśli sama nie przestanie niszczyć swojego zdrowia nie jedząc mięsa i nabiału… To było w Polsce, a owa lekarka miała poważną nadwagę…
      Super, że trafiłaś na kogoś fajnego! Cieszę się ,że Ci się udało 🙂

  • A co z warzywami? Paprykę, marchewkę, brokuł itd przecież można jeść surowe. Czemu to gorsze niż owoce?

    • Aga

      Papryka jest owocem :). Więc to jak najbardziej tak, ale nie zieloną, bo zielona jest niedojrzała. Marchewka np. zawiera dużo skrobii, o której wspominałam. Organizm człowieka nie posiada enzymu potrzebnego do strawienia większości warzyw w surowej formie (w tym wspomnianych przez Ciebie brokuł na przykład), dlatego zaleca się gotowanie ich. Co więcej, na przykład wszystkie warzywa jak wspomniane już brokuły, kapusta, brukselka i kilka innych negatywnie wpływają na pracę tarczycy. Gotowane są łatwiejsze do strawienia, chociaż i dalej nie jest to najłatwiejsza rzecz do zrobienia, więc ciało zużywa do tego o wiele więcej energii niż do strawienia dojrzałych owoców. Dlatego często po „normalnych” posiłkach ludzie czują się ociężali, śpiący, zmęczeni i wolą raczej poleżeć na kanapie niż wyjść pobiegać czy na spacer. Brokuły, warzywa strączkowe i inne powodują np. gazy, zaparcia. Często matki karmiące piersią słyszą od lekarzy, by ograniczyły lub całkowicie przestały jeść fasole, grzyby czy też brokuły, gdy ich dziecko ma problemy trawienne.

  • karolina :)

    Wow, gratuluje, radykalna zmiana, ale zdecydowanie na + 😀
    I tego, ze cukinia to owoc bym nie zgadla 😮
    A czemu eliminujesz(albo znacznie ograniczasz) warzywa?
    I jak to jest z odżywianiem Alicii? W sensie, Ty jej nie gotujesz osobno, prawda?

    • Aga

      Warzywa są ciężko trawione, organizm człowieka nie posiada enzymów potrzebnych do strawienia np. marchwi czy ziemniaków w surowej formie. Wiele warzyw (np. warzywa strączkowe) powoduje gazy, zaparcia, itp.
      Ja od samego początku jeszcze zanim tu przyleciałam to mówiłam, że nie będę gotować Alicii żadnego mięsa. Generalnie z Nathanem jesteśmy zgodni, że nie chcemy przechowywać niektórych produktów w domu w ogóle. Jej babcia gotuje dla niej obiady, bo Alicia i tak jest u niej pół dnia codziennie (homeschooling), a potem ona sama sobie bierze co chce :).

      • karolina :)

        Ok, dzięki za odpowiedź 🙂

  • K

    Jakto nie pijesz zadnych płynów? To chyba zle nie pic wody?

    • Aga

      Zależy. Jeśli jest się na tradycyjnej diecie i nie pije się wody to faktycznie byłby problem i w sumie to jest, bo niestety większość społeczeństwa jest odwodniona. Także w razie co to polecam źródlaną albo kokosową :). Jak napisałam w poście, ja biorę wodę z pożywienia, bo owoce mają jej mnóstwo, a szczególnie melony i nie mam żadnego problemy z odwodnieniem. Wręcz przeciwnie!

      • K

        W takim razie nie mozesz dostarczać wody z pożywienia oraz pic normalnej wody? Nie wyobrażam sobie nie pić!
        Dziekuje za odpowiedz, bardzo bym chciała zacząć zdrowy tryb zycia;)

      • Aga

        Mogę, ale zwyczajnie nie chce mi się pić :D. Nie wyobrażam sobie zjeść połowy arbuza albo kilku nektarynek i jeszcze potem popijać wodą! Myślę, że miałabyś podobnie :).

  • Aga

    W Warszawie jest dziewczyna, która pisze bloga o raw-weganizmie. Nie sądzę, by jej dieta była identyczna z Twoją, ale sądzę, że może być inspiracją, jak zastosować podobną dietę w Polsce http://www.shojin.pl/

    • Aga

      Super! Wielkie dzięki za ten link, chętnie poczytam!