Prywatność w internecie, czyli ile o mnie wiecie?

Sporo ludzi myśli, że jak ktoś prowadzi bloga, na którym pisze też o swoim życiu to znaczy, że pisze o wszystkim. Że nie ma nic, co zostawiłby dla siebie, że wszystkie jego sprawy są sprawami publicznymi. Pisze lub dodaje zdjęcia o tym kiedy i co dokładnie je, gdzie jest, z kim, po co, dlaczego i tak dalej. Milion snapów i pewnie tyle samo zdjęć na instagramie każdego dnia. Tak, są takie osoby, głównie chyba ci youtuberzy, którzy nagrywają codzienne vlogi. Nie mnie oceniać czy to co robią jest okej czy nie, bo to nie moja sprawa. Jeśli chcą tak żyć to proszę bardzo, ja nie mam z tym problemu. Czy to oznacza jednak, że widzowie/czytelnicy magą oczekiwać, że wspomnieni vlogerzy (lub blogerzy, nie ma różnicy) będą odpowiadać na wszystkie pytania, nawet te najbardziej prywatne (bo przecież działają w internecie, więc muszą!) i wkurzać się, jeśli odmówią odpowiedzi? I jak to jest ze mną?

Pisałam o przebiegu mojej ciąży, o tym co się ze mną działo, dodawałam zdjęcia brzucha w czasie ciąży i po porodzie. Opowiadałam wam o moich problemach z lat szkolnych, pisałam o chorobie siostry, wspominałam też nie raz o naszej sytuacji rodzinnej. Wiecie, że moja mama nie żyje, że teraz mieszkam z mężem i dwiema córkami, że Margie wyprowadziła się krótko po naszym ślubie oraz że przez jakiś czas nie żyłyśmy w zgodzie. Pewnie niektórzy z was pamiętają też kilka historii na temat Alicii i jej matki, o których też tu pisałam.

Jak kiedyś dodałam na Instagram zdjęcie w szortach i koszulce na ramiączkach po czym udostępniłam to foto na blogu to dostałam komentarz z pretensją, że wrzucam „bardzo roznegliżowane zdjęcia”. A ja miałam na sobie, jak już napisałam, normalny top i szorty. Są przecież tacy, którzy wrzucają fotki prawie nago praktycznie cały czas. Wystarczy wpisać na Instagramie odpowiedni hashtag (np. #body), by się przekonać, że tak jest. Nie wspominając już nawet o tych, którzy codziennie nagrywają wszystko co się u nich dzieje i wrzucają to do sieci. Niektórzy mają przecież po milion subskrybentów i większość z nich ogląda te filmy, a to jest całkiem spora liczba. Albo o tych, którzy dzielą się każdym nawet najmniejszym wydarzeniem ze swojego życia łącznie ze szczegółowym opisem kłótni małżeńskich, stanu konta bankowego czy życia seksualnego. I, dla odwrócenia sytuacji, są też tacy ludzie, którzy mają mnóstwo sekretów nawet przed najbliższymi osobami z ich otoczenia.

Nie piszę tego po to, by wam pokazać, że „inni robią gorzej”. Jak już napisałam – każdy robi co tam chce i serio mi nic do tego. Dopóki ktoś nie sprawia mi jakiegoś problemu to czemu miałabym się przejmować, a samo wrzucenie czegoś (według mnie) mega prywatnego może mi się jedynie nie podobać za bardzo, ale niczym mi to przecież nie zagraża. No chyba że jest to coś o mnie, czego wolałabym nie upubliczniać – wtedy miałabym z tym problem.

Generalnie każdy ma swoje limity, granice czy jak to chcecie nazwać. Ja też je mam. Ja nawet na moim prywatnym facebooku rzadko wrzucam jakiekolwiek posty, tak teraz przyszło mi do głowy. Mimo to niektórzy myślą pewnie, że gadam tu o wszystkim co się u mnie dzieje i nie mam żadnych spraw, które zatrzymuję tylko dla siebie. A wiecie jaka jest moja ulubiona piosenka aktualnie? Wiecie, co robiłam wczoraj w południe? Albo co zjadłam na śniadanie? Lub czy wkurzam się na Nathana albo on na mnie, o co, jak długo, itp.? Ile wydałam na ostatnie zakupy? Znacie szczegóły mojego porodu i połogu? I mogłabym tak pytać i pytać. Co staram się tu pokazać to fakt, że nie wiecie o mnie wszystkiego i nigdy się nie dowiecie. Nawet Nathan wszystkiego o mnie nie wie przecież. Dzielę się z wami tym, co uważam za słuszne i czym chcę się podzielić, a jeśli kogoś to razi no to kurcze, co ja mogę zrobić. Przeprosić? Chyba nie, bo nie uważam, żebym robiła cokolwiek złego, a już na pewno nikogo nie krzywdzę. Mogę ewentualnie polecić ominięcie fragmentu tekstu lub jakichś zdjęć, które wzbudzają negatywne emocje i przejście dalej. Poza tym jakbym pisała tylko i wyłącznie o tym, jak mijają mi dni (a uwierzcie, że nie ma zbyt dużej różnorodności, jeśli o to chodzi) to nikt by tego nie czytał, bo przecież ile można gadać o tym, że poszłam z April na spacer, że grałam z Alicią w karty, albo że ucięłam sobie drzemkę.

Kilka osób napisało mi tu już, że jestem egoistką i zadzieram nosa, bo piszę tylko o sobie. Zawsze wtedy odpowiadam, że tak, piszę o sobie, bo po pierwsze – to mój blog, po drugie – mogę się wypowiadać tylko na podstawie moich osobistych doświadczeń, odczuć, itp., i po trzecie – rzadko zachowanie innych ludzi dotyka mnie tak, żebym pisała o nim obszerne posty. Dlatego nie czytacie tu zbyt wiele o Alicii i Nathanie, a im starsza April będzie tym mniej będę o niej pisać, bo ja nie uważam, bym miała prawo o nich opowiadać nie pytając ich o zgodę, a pytać zbyt często też mi się zwyczajnie nie chce, bo to wiązałoby się z poprawkami i tak dalej, a na to z kolei nie mam czasu. Nigdy nie będę pisać o jakichkolwiek odczuciach innych ludzi, bo nie znam ich tak dobrze jak oni sami, a jeśli to coś ważnego to jeszcze kogoś z was wprowadziłabym w błąd, a tego naprawdę staram się unikać.

Uważam, że wszystko robię z głową (według moich własnych standardów), ale może faktycznie za kilka/kilkanaście lat pomyślę sobie, że głupia byłam, że tyle pisałam. Bo wiecie jak to jest – jak się coś wrzuci do internetu to zostaje to już w internecie na zawsze. No może pożałuję, nie wiem, tego nie da się przewidzieć. Albo może za rok czy dwa stwierdzę, że chcę wam pokazać bardziej szczegółowe zdjęcia z porodu (szczerze wątpię, to taki przykład) mimo tego, że w tym momencie uważam, że to zbyt prywatna sprawa i coś, co chcę zatrzymać tylko dla siebie. Nawet jeśli tak będzie, nawet jeśli pożałuję, to nie będę przecież bić się w pierś, bo będę wiedziała, że wtedy te kilka lat temu (czyli teraz) chciałam o czymś tam napisać, chciałam się tym podzielić z innymi i uważałam to za stosowne. Tak to już jest, że ludzie się zmieniają i nigdy nie możemy być pewni przyszłości, bo to co myślimy teraz to myśli w tym danym momencie, które mogą się zmienić szybciej niż sobie wyobrażacie.

Dlaczego o tym piszę? Dlatego że dochodzą mnie słuchy, że niektórzy z mojej dalszej rodziny uwielbiają plotkowanie na mój temat i uważają, że wiedzą o mnie wszystko, że mogą komentować jaka to ja nie jestem, czego to ja nie robię i tak dalej. Dodatkowo, niedawno dostałam maila od kogoś, kto powiedział, że moja otwartość jest „niedorzeczna”. Najlepsze jest to, że – tak w sumie a’propos tego postu – ten ktoś próbował być anonimowy, ale nie do końca się udało ;). I spoko, nie chcę zmieniać myślenia innych, jakoś mnie to plotkowanie nie boli, a jedynie współczuję im nudnego życia, skoro muszą je zapychać moją osobą. Jeśli o mnie chodzi to, jak już mówiłam, możecie pytać o cokolwiek chcecie i nie przepraszajcie za pytania, ale pamiętajcie, że jeśli nie chcę na coś odpowiedzieć to zwyczajnie nie odpowiem. Nigdy nie mam jednak żadnych pretensji i nie oburzam się tym, że ktoś pyta mnie o coś osobistego.

Odpowiadając na pytanie, które zadałam na początku postu – każdy może oczekiwać czego tylko chce, ale nie jest to dobry pomysł raczej, bo w wielu przypadkach oczekiwania te nie zostaną spełnione, więc można się bardzo zawieźć.

Do następnego,

Aga

PS. Tak, ja też oglądam takie codzienne vlogi.

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE
  • Ekshibicjonizm w necie to temat rzeka 😀 Ludzie serio myślą, że jak ktoś pisze bloga/ w miarę często wrzuca zdjęcia na Insta czy nagrywa snapy to nie ma ani odrobiny prywatności 🙂 No cóż, tak nie jest bo po pierwsze to ja decyduję, gdzie jest granica i na jakie pytania odpowiadam a na jakie nie i to ja wybieram tematy o których piszę na blogu i ja wybieram zdjęcia do publikacji. Nie napisałabym/nie wrzuciła w internet czegoś z czym nie czuję się komfortowo przecież 🙂 W Polsce mam co najmniej kilka osób, dawnych znajomych – które z zazdrości/zawiści/ciekawości (?) śledzą każdy mój krok w Internecie (a z FB wykasowały dawno temu :))) i komentują między sobą dosłownie wszystko na mój temat. Jedyne co do nich czuję, to żal mi ich – że nie mają zbyt ciekawego swojego życia by skupiać się na moim. Nie bolą mnie te plotki i generalnie mam w dupie ich zdanie na mój temat i mojego „dream life” za oceanem hehehe

    • Aga

      Nie mogę powiedzieć nic innego oprócz tego, że czytając Twój komentarz miałam wrażenie, jakbym czytała swoje myśli :D.

  • Klar

    Nie daj się Aga 😉 dobrze wiem, że zazdrośnicy niestety kryją się także wśród rodziny…

    • Aga

      Często głównie wśród rodziny ;).

  • The-muffin-goddess

    Świetny post! Tak trzymaj! To, że prowadzisz bloga nie znaczy, że musisz dzielić się każdym najdrobniejszym szczegółem swojego życia. To całkiem w porządku, że zostawiasz coś dla siebie. W końcu też zasługujesz na prywatność 🙂 I tak jak napisałaś, jeśli codziennie byś pisała jak spędzasz dzień prawie tak samo jak poprzedni to przecież zrobiłby sie nudne, a nie o to chodzi. Trzmaj się ciepło i nie daj się hejtom 😉

    • Aga

      Dzięki, dzięki :D. I spoko, nie daję się! Jak napisałam w poście – nie chodzi mi o tłumaczenie się, ale właśnie o pokazanie innym, jak to jest.

  • Zuzia

    Post jak najbardziej na miejscu. Każdy wyznacza swoje indywidualne granice, a komentarze o tym, że jesteś egoistyczna są nie na miejscu, bo przecież to Twoja strona i pisząc o czymkolwiek wiadome jest, że odwołujesz się do swojego życia i doświadczeń.
    Luzie luz!

    • Aga

      Dlatego własnie napisalam ten post! By wyjaśnić tym, którzy nie wiedzą :D.

  • Justyna

    Bardzo fajnie to napisałaś…mam nadzieję ,że w końcu dotrze to do wielu ludzi ,że każdy ma prawo decydować ile udostępnia o swoim życiu w internecie.

    • Aga

      Zobaczymy 😀

  • Gratuluje odwagi! Trafiłem dzisiaj przypadkiem ale zostałem na dłużej. A co do prywatności w internecie… cóż, tak jak Pani napisała, każdy sam wyznacza granice.

    • Aga

      Witam więc w moich skromnych progach!