Wszystkiego najlepszego dla… AgaInAmerica.com!

Witajcie!
 
Dziś jest ten dzień, kiedy i ja dołączam do grona bloggerów. Do tej pory głównie chodziłam po różnych blogach i czytałam, ale doszłam do wniosku, że fajnie byłoby gdzieś to zapisywać. Niby zazwyczaj piszę sobie takie swoje własne relacje, ale zawsze zapisywałam je w moim folderze „dokumenty tekstowe” na laptopie. Pomyślałam więc, że dlaczego by nie pisać o tym gdzieś w sieci? Nawet, jakby nie było jakiegoś wielkiego zainteresowania, to może jednak znajdzie się chociaż kilka osób, którzy jakoś skorzystają na tym, co tu będę wypisywać :).
 
Czego możecie się tu spodziewać? Wspomnień z różnych podróży, które już były i opowieści o tych bardziej aktualnych. Przeróżnych wskazówek. Zdjęć i filmików. Ekscytacji po-koncertowych. Historii z życia codziennego. Ale przede wszystkim – czas dążenia do zostania au pair w Stanach.
 
Zapraszam do czytania, do zaglądania do różnych podstron, do komentowania i pisania do mnie… Czujcie się, jak u siebie w domu ;).
 
Do napisania!

 

Dokładnie tak brzmiał mój pierwszy post na blogu aga-usa.blogspot.com, który teraz czytacie, ale już pod innym adresem. Moim głównym zamysłem było, jak to kiedyś napisałam, prowadzenie bloga jako dziennika dokumentującego proces dążenia do zostania au pair w Stanach Zjednoczonych. Myślałam sobie, że – jak to większość au pair na blogach robi – będę wam opowiadać o moich potyczkach z aplikacją, kolejnych matchach (dla tych, którzy nie wiedzą – match, czyli rozmowy z rodziną, która wykazuje zainteresowanie, a perfect match to rodzina, do której się jedzie), stresujących rozmowach z rodzinami, potem wyjazd, podróże, opieka nad Alicią i powrót do domu… Przypuszczałam wtedy, że po powrocie do Polski moja „kariera blogerska” się skończy.

W pierwszym miesiącu blogowania napisałam post dotyczący mojej ówczesnej pracy, w którym opowiedziałam wam o paru typach klientów i dostałam pozytywny feedback, co niesamowicie mi się spodobało i zmotywowało do dalszego pisania, bo wiedziałam, że jednak jest parę osób, które tu zaglądają. A takim pierwszym postem dotyczącym konkretnie wyjazdu jako au pair był ten, w którym pochwaliłam się zaakceptowaną aplikacją. I był to też jednocześnie pierwszy tekst, w którym opowiedziałam wam o troszkę bardziej prywatnej sferze mojego życia. Później cała historia z programem au pair szybko się potoczyła, bo prawie miesiąc po założeniu bloga napisałam post o tym, że odezwała się do mnie pierwsza rodzinka (którą był Nathan!), a dwa dni po pierwszej rozmowie zdecydowaliśmy się na match i od Nathana usłyszałam te magiczne słowa „welcome to the family”, które później nabrały całkiem nowego znaczenia. Później opowiedziałam wam ze szczegółami jak to było na rozmowie w ambasadzie, a niecałe dwa tygodnie po tym dałam relację z wycieczki do Bratysławy, gdzie wybrałam się z grupką najbliższych mi osób i był to nasz ostatni wspólny wyjazd. No i potem nadszedł czas wylotu i ostatni post z Polski pisałam 6 godzin przed wylotem do Stanów! Pamiętam, jaka byłam podekscytowana… a nawet nie byłam jeszcze spakowana do końca, masakra. Będąc na szkoleniu w New Jersey napisałam wam szybki post, by dać znać, że doleciałam cała i zdrowa, a kilka dni później dodałam dłuższą i bardziej sensowną relację z podróży, szkolenia oraz przybycia do Atlanty i tego jak miała wyglądać moja praca tutaj.

 

CAM00446

Pisałam też sporo postów, które na celu miały pomóc tym, którzy będą lub już są au pair. Opowiedziałam dokładnie jak to wszystko wyglądało u mnie krok po kroku, co rok aktualizuję podstronę na temat płacenia podatku, napisałam nawet swój własny poradnik na podstawie moich doświadczeń i przemyśleń. Kilka innych postów zobaczyć możecie tutaj.

Podróże! Przez ten cały czas miałam mega przyjemność odwiedzić wiele super miejsc, ale byłam też i w takich, które były raczej bardziej meh, czyli nic szczególnego. Pierwszym miejscem do którego poleciałam było Kentucky, gdzie Nate musiał lecieć do pracy i zabrał mnie oraz Alicię na taką małą wycieczkę, a drugim miejscem, które odwiedziłam, było Miami i przy okazji wpadłam do salonu tatuażu Love&Hate Tattoo znanego z programu Miami Ink i walnęłam sobie dziarkę. W ciągu tych trzech lat byłam też m.in. w kilku miejscach w Nowym Meksyku, Los Angeles, Las Vegas, Washingtonie D.C., Panama City, a całą listę postów dotyczących moich podróży znajdziecie tutaj, jeśli mielibyście ochotę obczaić.

0131141311c

Jeśli chodzi o posty z serii „życie w Stanach” to już dawno, dawno temu dodałam pierwszy post dotyczący tego jak wygląda opieka medyczna tutaj, wtedy jeszcze z ubezpieczeniem au pair. Opowiedziałam wam o przepowiedniach Alicii, dzieliłam się z wami tym co dzieję się u mnie na co dzień, napisałam obszerny post o tym, co jedzą Amerykanie oraz dodałam zdjęcia z supermarketów, wypisałam też minusy życia w Stanach i obaliłam kilka stereotypów. Wszystkie posty z kategorii „życie w USA” znajdziecie klikając tutaj.

Jednym z przełomowych postów był ten, z którego dowiedzieliście się, że ja i Nathan jesteśmy parą. W sumie to dowiedzieliście się z komentarzy pod nim, ale to nic… ważne, że w ogóle ;). Wiele razy otwierałam się przed wami i pisałam posty dotyczącego mojego życia, głównie z wcześniejszych lat. Cieszę się, że dzieliłam się tymi rzeczami, bo nie dość, że mi to pomagało to w dodatku dostawałam maile od was przekazujące mi, że to, co piszę jest ważne. Pisałam m.in. o tym jak udało mi się wyleczyć moją tragiczną cerę, jak to jest być mamą na pełen etat, jak mi się żyło nie mając wsparcia w innych ludziach. Dzieliłam się też z wami doświadczeniami z życia pod względem bycia najwyższą z otoczenia, dałam się ponieść chwili i opisałam mój wymarzony świat, zastanawiałam się jak pokonać nieśmiałość, w pewnym momencie odpowiedziałam na wasze pytania, a wcześniej podzieliłam się doświadczeniami z lat szkolnych i po tym poście dostałam najwięcej maili, za które serdecznie dziękuję. Całą resztę postów z kategorii „pogadanki” zobaczycie tutaj.

Byliście świadkami najważniejszych wydarzeń w moim życiu zaczynając od wycieczki, w czasie której Nathan mi się oświadczył oraz ślubu, który wzięliśmy niedługo po tym. Pół roku po ślubie pochwaliłam się wam, że jestem w ciąży i doskonale pamiętam mój stresik, gdy dodawałam ten post, ale jednocześnie niesamowicie cieszyłam się, że mam się czym podzielić! Dziewięć miesięcy później przedstawiłam wam moją pociechę. Dodawałam też co tygodniowe aktualizacje ciążowe, mój plan porodu i inne tego typu infor i cały spis tych postów znajdziecie tutaj. Dałam wam również znać jak to było na rozmowie o green card, w czasie której zostałam oczywiście zaakceptowana no i dodałam post informacyjny ze wskazówkami jak o kartę aplikować.

0 (387)

Dość dawno temu Nathan wpadł na pomysł serii postów dotyczących ogólnego bycia z dziećmi i to te posty wzbudzały najwięcej kontrowersji, co jest w sumie całkiem fajne. Bo, jak to ja uważam, jeśli ktoś się wzburza to znaczy, że coś co przeczytał dało mu do myślenia. A o to mi właśnie chodzi. Kilka pierwszych jak np. o tym dlaczego dzieci tracą zaufanie do rodziców oraz o tym, jak radzić sobie ze strachem pisaliśmy razem. Są też oczywiście takie, które pisałam sama jak np. jak rozmawiać z dziećmi o nowym członku rodziny, a cały ich spis znajdziecie tutaj.

Ogólnie jestem tutaj jak najbardziej szczera być mogę i dlatego powstał m.in. post o 13 rzeczach, których ludzie nie mówią o ciąży. Zawsze piszę wprost co myślę i jak wszystko wygląda, więc i narzekanie się tu zdarza, ale od samego początku mówiłam sobie, że chcę być prawdziwa w tym, co robię. Nigdy nie chciałam udawać, że wszystko jest super ekstra, dodawać pięknych zdjęć na Instagram, na których wszystko do siebie idealnie pasuje i na których jest idealny porządek (żeby nie było – nic do takich zdjęć nie mam!). Bo czasem serio mam idealny porządek, a innym razem taki syf, że nie mogę znaleźć buta do pary. I to jest całkowicie okej! Całkiem ok jest też to, że czasami mam super nastrój i piszę notki pełne ekscytacji, jak np. ta w której opowiadałam o koncercie Bruno Marsa, a czasami mam zjazd i piszę o tym jak mi się żyje, gdy nie jestem szczęśliwa. I bardzo dobrze mi z tym. Dobrze mi z tym, że nie udaję kogoś kim nie jestem i że potrafię zostać sobą niezależnie od okoliczności.

Na blogu miałam też dwóch gości! Pierwszą z nich była Beata, która opowiadała wam o tym, jak program au pair pomógł zrealizować jej marzenia, a drugą była moja siostra Dorota, która opowiedziała o jej historii z chorobą, z którą dalej się zmaga. Ja sama natomiast udzieliłam dwóch wywiadów z czego jeden skupił się bardziej na moim związku z Nathanem jako byłym hostem, a drugi na życiu w USA oraz programie au pair. Wzięłam też udział w programie Wolny Ekran na temat au pair, który do obejrzenia był w TVP Polonia.

Nagrałam też kilka filmików na YouTube! W pierwszym z nich opowiadałam o całym programie au pair czyli na czym to wszystko polega, jak to wygląda w praktyce i tak dalej. Później zdradziłam wam jak to jest z językiem angielskim potrzebnym do wyjazdu, bo o to wiele osób pyta dość często. Dwa pozostałe to już inny temat – jeden z filmików opowiada o moim planie porodu, a drugi to zbiór zdjęć z ciąży, które robiłam każdego dnia, by później zobaczyć jak rósł mi brzuch. W planach kolejne filmy!

37w 3d

Przez te trzy lata dostałam mnóstwo komentarzy i maili, a później również wiadomości na moim Facebooku. Było sporo opinii totalnie przeciwnych do moich i to jest jak najbardziej okej! Znalazły się też komentarze momentami chamskie, a niektóre wręcz obraźliwe. Niektórzy zarzucali mi, że jestem głupia, niedojrzała, że jestem idiotką, że nie jestem godna do bycia matką, że niszczę zdrowie April i tak dalej, i tak dalej. Ale było też mnóstwo takich wiadomości, które sprawiały, że uśmiech pojawiał mi się na twarzy i ponownie dochodziłam do wniosku, że jest wiele osób, którzy wyciągają coś wartościowego z tego bloga. Wiem, że wielu z was pomogłam nie tylko w kwestiach au pair czy wizowych, ale też ogólnie to co pisałam pomagało wam w jakiś sposób z waszymi problemami życiowymi. I to jest genialne. A część z was po prostu miło spędza tu czas. I za to wszystko bardzo dziękuję!

Życzę sobie kolejnych trzech lat blogowania… albo i więcej!

Do następnego,
Aga
PS. Zdjęcie główne postu to foto, które miałam w nagłówku na starym blogu.
EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE
  • cyferka

    Kurczę to już 3 lata? Gratki i oby tak dalej 😉 Fajnie, że masz taki pamiętnik. Jak April podrośnie to będzie mogła przeczytać love story mamusi i tatusia 😀
    Ps. Pamiętam to zdjęcie, ale siedziałaś na murku w ładnej kurteczce ;p Długo potem się rozglądałam za podobną 😀

    • Aga

      No, właśnie 😀 Ale może powinnam gdzieś to wszystko zapisać na wszelki wypadek jakby internet padł *odpukać*
      A tę kurtkę kupiłam w H&M. Daaaawno temu, ale może jeszcze wrócą, czasem się to zdarza 😀

  • Achhaacha

    Hej! Sledze Twojego bloga juz baaardzo dlugo i jakos nigdy sie nie ‚ujawnilam’ ale mysle, ze to dobra okazja. 😉 Trafilam tu przez przypadek – fascynacja USA dlugo myslalam o byciu ou pair i sledzilam wszystkie blogi podziwiajac z zazdroscia.. Mimo ze Twoje posty czesto odbiegaja od tych tematow ze wzgledu na ktore tu zagladalam to nie umiem juz przegapic ani jednego posta. Czytam kazdy, dowiaduje sie sporo ciekawostek o wymarzonych stanach, o dzieciach itp Lubie Twojego bloga najbardziej za to, ze dzieki Tobie ‚patrze na swiat inaczej’. Uwielbiam to! Czekam na wiecej! Pozdrawiam 😉

    • Aga

      Super! Cieszę się, że się wciągnęłaś 😀 😀
      Również pozdrawiam!

  • Kamil

    Szybko zleciało, pamiętam, jak wchodziłem tu pierwszy raz pod koniec 2013 roku i tak już tram już też prawie 3 lata 😀
    Gratuluje bloga, bo jest na prawdę świetny, no i oby do kolejnej rocznicy, pozdrawiam ^^

    • Aga

      No szybko, to prawda. Sama nie wiem kiedy i tyyyle przez ten czas napisałam!
      Dzięki wielkie 🙂

  • Iga

    Jesteś wspaniałą osobą! A na każdy post czekam z wielką niecierpliwością.

    • Aga

      Dzięki wielkie :))

  • The-muffin-goddess

    Wow! 3 lata. Gratuluję cierpliwości i sumienności 🙂
    Mam takie pytanko odnośnie Green Card. Czy jako jej posiadaczka jesteś… hmmm…. nw jak to nazwać…. pełnoprawną obywatelką USA, znaczy czy możesz normalnie głosować itp.? Czy jest jednak coś co mogą robić obywatele Ameryki a Ty nie?
    Pytam z czystej ciekawości, jeśli nie chcesz to nie musisz odpowiadać 🙂

    • Aga

      Ja, jako posiadaczka green card, mogę głosować w lokalnych i stanowych wyborach czyli np. na senatora, ale nie mogę głosować w państwowych, jak np. na prezydenta. Dopiero obywatelstwo da mi taką możliwość (jednak aplikując o prawo jazdy zaznaczyłam, że nie chcę, by mnie wpisywali w jakieś tam ich rejestry osób głosujących, bo mieszkam tu zbyt krótko i zbyt mało wiem o polityce, by głosować). Innymi różnicami jest na przykład to, że mając green card mam określoną maksymalną ilość czasu jaką mogę przebywać poza granicami kraju za jednym razem, a obywatele takiego limitu nie mają. Mogłabym też stracić green card, gdybym się przeprowadziła i zapomniała poinformować urząd. Nie wiem co tam jeszcze jest :).

      • The-muffin-goddess

        Dzięki za odpowiedź 🙂

  • Piękna historia bloga i cudowna historia miłości 🙂 Ja też zaczynałam jako au pair! Zazdroszczę organizacji na blogu, ja niestety nie dbałam o to na początku blogowania i potem po przenosinach na wordpress jest jeden wielki chaos, który staram się ogarnąć powoli wrzucając posty w odpowiednie kategorie – ale zajmuje mi to duuużo więcej czasu niż powinno 😉 100lat dla bloga, oby tak dalej 🙂

    • Aga

      Przenosiny tutaj to nie lada wyzwanie! Ja dalej mam mega bałagan w tagach, ale resztę już w miarę ogarnęłam, poza tym wiesz… Jak byłam w ciąży to miałam sporo czasu, by wszystko poogarniać :D. No i mam też koleżankę, która bardzo mi pomogła. Powodzenia więc w robieniu porządku u Ciebie! 😀

      • Meg

        ja tez mysle o przeniesieniu na wordpress ale tez jeszcze musze to ogarnac jak, bo nie mam pojecia jak sie przenosi,
        i tez niedlugo wyjezdzam do Usa

      • Aga

        Niestety nie pomogę, sama niewiele o tym wiem 🙁

  • Pamiętam jak pierwszy raz znalazłam twojego bloga ! To było w 2013 roku, gdy wyjeżdżałam do Hiszpanii jako au pair. Od tej pory codziennie jestem z Tobą i nadal uwielbiam Twojego bloga tak jak na początku 🙂

    • Aga

      Fajnie, że Ci się opinia nie zmieniła przez ten czas 😀

  • Julka

    A ja trafiłam na Twojego bloga całkiem niedawno, bo jakoś około pół roku temu, ale… zdecydowanie zostanę tak długo, jak tylko Ty będziesz go prowadzić. Bo śmiało i zdecydowanie mogę powiedzieć, a raczej napisać, że bardzo przyjemnie czyta się Twoje posty. Są takie… normalne. Bez zbędnych, wyszukanych słów. Takie codzienne, życiowe. Niby nic, a jednak coś!
    Dla ‚againamerica’ kolejnych lat w blogosferze, a Tobie, Nathanowi, Alicii i April wszystkiego, czego tylko zapragniecie 🙂

    • Aga

      No właśnie bardzo chciałam być taka „normalna” :D. Dlatego, jak wspomniałam w poście, cieszę się ,że udało mi się pozostać sobą niezależnie od okoliczności. I fajnie, że to widać 🙂
      Dzięki!