Jak rozmawiać z dzieckiem o nowym członku rodziny?

Alicia przez jakiś czas przed moją ciążą zaczęła pytać kiedy w końcu będzie miała rodzeństwo. Był czas, gdy pytanie „jesteś już w ciąży?” słyszałam każdego dnia. Była podekscytowana, zniecierpliwiona i zaciekawiona. Jako że wie skąd biorą się dzieci zdarzyło się, że usłyszeliśmy od niej „powiem Margie, żeby mnie odebrała, a wy idźcie do sypialni i się bardziej postarajcie tym razem, bo ja już nie chcę dłużej czekać!”

To jest taka w sumie idealna sytuacja, kiedy dziecko się domaga rodzeństwa i rodzice wiedzą, że też chcą lub nawet już się starają, bo ta bardzo potrzebna akceptacja jest już na starcie. Jednak to wcale nie oznacza, że obejdzie się bez problemów, bo w ciągu 9 miesięcy dużo się może zdarzyć i warto się przygotować na wszystkie możliwości. Lub w ogóle zacząć od początku.

Napisałam ten post w celu podzielenia się moim doświadczeniem oraz dlatego, że pomyślałam, że może ktoś szuka jakichś wskazówek i znajdzie pomoc tutaj :).

 

Zaangażuj starsze dzieci

Pisałam Wam już, że gdy się dowiedziałam, że jestem w ciąży to najpierw oczywiście powiedziałam Nathanowi. Z informowaniem Margie (mama Nathana) i Alicii chciałam poczekać chwilę, bo wiedziałam, że jak Alicia się dowie to zaraz wszycy się dowiedzą. W sumie nie wiem czemu chciałam czekać… Chyba sama chciałam się oswoić z tym wszystkim. Nie trwało to jednak zbyt długo, bo Nate chciał się chwalić, więc gdy jego siostry przyleciały w odwiedziny i wszyscy poszliśmy do restauracji to powiedzieliśmy, że jestem w 5. tygodniu ciąży. Alicia niesamowicie się ucieszyła, od razu do mnie podbiegła i najpierw nie mogła uwierzyć, więc dopytywała „ale naprawdę?”, a po chwili zaczęła dotykać mojego brzucha. Później podzieliłam się tym też z wami w tym poście.

Cieszę się, że Nate powiedział to w taki sposób („Aga jest w ciąży”) zamiast np. „będziemy mieli dziecko”, bo wtedy Alicia mogłaby poczuć się w pewnym sensie niepewna, jakby jej pozycja była zagrożona, no bo jak… jak to będziecie mieli dziecko? Przecież macie już jedno, mnie!

Miałam sporo wizyt u lekarza, wiadomo, i kilka razy mówiłam Alicii, że jakby chciała to bardzo chętnie ją zabierzemy ze sobą, żeby zobaczyła jak to wszystko wygląda i tak dalej. Nigdy nie pojechała, ale wiedziała, że nie byłoby problemu, gdyby chciała. Miała otwarte drzwi i decyzja należała do niej. Gdyby chciała, a ja bym jej odmówiła to mogłaby poczuć się odrzucona, totalnie oddzielona od całej sprawy, a przecież na nią moja ciąża też miała ogromny wpływ, bo dziecko tak duże zmiany przeżywa bardzo intensywnie.

Gdy wybieraliśmy farby do pokoju April, Alicia była z nami. I chociaż jej pomysły kolorów były szalone (np. dwie ściany mocno zielone i dwie pozostałe różowe w niebieskie kropki) to brałam jej propozycje pod uwagę w taki sam sposób, w jaki odbierałam propozycje Nathana. Tak samo było, gdy kupowałam ubranka dla małej. Alicia nie cierpi zakupów, ale mimo tego powiedziałam jej, że super byłoby, gdyby mi pomogła wybrać co nieco. Powiedziała, że jej się nie chce i spoko, nie miałam z tym problemu. Najważniejsze było to, że wiedziała, iż jej pomoc i jej zdanie też się liczą i sama podjęła tę decyzję.

Nie zdawałam jej sprawozdań ze wszystkich wizyt u lekarza, nie opowiadałam jej ze szczegółami, co się ze mną dzieje, czasem chciałam zrobić zakupy sama i tak dalej, też czasami zwyczajnie nie miałam na coś ochoty lub wolałam coś zatrzymać dla siebie. Uważam, że to też jest okej, bo nikomu nie musicie opowiadać o wszystkim, jeśli nie chcecie. Ale według mnie naprawdę ważne jest to, by starsze dziecko miało prawo głosu chociaż w niektórych sprawach i by nie było odsuwane od wszystkiego na siłę, bo wtedy poczułoby się gorsze od tego, które jeszcze się nawet nie urodziło, byłoby zazdrosne i nie dość, że relacja rodzic-dziecko by się pogorszyła to w dodatku starszak miałby żal do młodszego za samo to, że młodszy istnieje i mogłoby to zepsuć też i ich relacje już na samym początku. Natomiast gdy jest angażowany to czuje się ważny i o wiele większe jest wtedy prawdopodobieństwo, że obejdzie się bez zazdrości, za to czas przepełniony będzie szczęściem i miłością, a tego przecież chcemy.

Dlatego jeśli na przykład tworzycie listę imion, które podobają się wam dla bobasa to wpiszcie tam też propozycje starszego dziecka. Nawet, jakby miało to być „Jabłko” albo „Żyraf”.

Maternity-148

 

Rozmawiaj o wszystkim, co związane z noworodkami…

…ale tylko wtedy, gdy twoje dziecko ma ochotę! Nie rób tego na siłę. Gdy widzisz, że twój maluch jest znudzony tematem, zajmuje się czymś innym, zaczyna mówić o czymś zupełnie niezwiązanym z narodzinami nowego członka rodziny lub nawet mówi wprost, że nie chce o tym rozmawiać – uszanuj to, nie zmuszaj, nie mów, że „powinien się interesować”. Nic na siłę. Najprawdopodobniej nadejdzie czas, kiedy sam zacznie rozmowę, której unikałby, gdyby był zmuszany.

Jeśli ktoś w ciąży jest drugi raz to znaczy, że ma już trochę doświadczenia z pierwszym dzieckiem. Wtedy jest łatwiej, bo wystarczy sobie przypomnieć co nieco, wziąć starszaka i mu poopowiadać: „gdy ty byłeś taki malutki…” Można pokazać zdjęcia z okresu ciąży, zaraz po urodzeniu, wiele osób ma zdjęcia z pierwszej kąpieli i tak dalej. Wtedy łatwiej będzie starszemu zrozumieć i wyobrazić sobie wszystko dokładnie. Oczywiście zależy też ile to starsze ma lat, bo taki załóżmy 12-latek zrozumie o wiele więcej i będzie w stanie pomóc o wiele bardziej niż 3-latek, któremu na początku ciężko będzie sobie wyobrazić, że tam w brzuchu naprawdę rośnie jego brat/siostra.

U mnie było trochę inaczej, bo Alicia jest moją pasierbicą (tak swoją drogą, nie cierpię tego słowa), a ja sama doświadczenia z noworodkami nigdy nie miałam. Nigdy, żadnego. Dlatego wiedziałam, że sama będę się wszystkiego uczyć od samego początku i nie miałam pojęcia, jak to wszystko będzie wyglądać, jak mi pójdzie, z czym to się będzie wiązać i tak dalej.

Maternity-90

 

Mów szczerze i bez owijania w bawełnę

Umówmy się – dzieci nie są głupie i mają dobrą pamięć. Jakiś czas temu pod postem, w którym odpowiadałam na wasze pytania dostałam komentarz, który sprawił, że dosłownie opadły mi ręce. Pozwólcie, że przekopiuję…

jak mogłaś małej dziewczynce powiedzieć, że będziesz mieć dla niej mniej czasu???? Takich rzeczy sie nie mówi. Polecam jakieś zajęcia z parentingu …

I to jest właśnie to, o czym mówię. Osobiście uważam, że totalną głupotą jest zapewnianie i obiecywanie, że nic się nie zmieni, że wszystko będzie tak jak przed narodzinami nowej pociechy, że większe dziecko nie straci w ogóle czasu, że wszystko będzie pięknie, bobas nie będzie dużo płakać i tak dalej, i tak dalej. Po pierwsze, takich rzeczy nie możemy wiedzieć dopóki ich nie doświadczymy, a po drugie no sorry, ale jest to bardzo mało prawdopodobne, żeby narodziny drugiego dziecka nie zmieniły nic w naszym życiu. Jakbym obiecywała Alicii, że wszystko będzie tak jak do tej pory, i że będę miała dla niej tyle samo czasu to później ona by sobie mogła pomyśleć, że kłamałam, że ukrywałam przed nią sporo rzeczy, że nie może mi za bardzo zaufać i tak dalej, a tego naprawdę warto uniknąć.

Ja i Nate kilka razy wspólnie rozmawialiśmy z Alicią o wszystkim, głównie o jej obawach, które były całkowicie normalne i zrozumiałe. Bała się, że przestaniemy ją kochać, że tylko April będzie się liczyć i tak dalej. Szybko jej to przeszło, bo wysłuchane było wszystko co mówiła, niezależnie od tego, co to było. Nigdy żadne z nas nie powiedziało jej, że nie powinna czegoś mówić, ale za to powinna się cieszyć. Nigdy nic takiego nie miało miejsca i raczej nie polecam takiej drogi, bo to tylko wszystko zepsuje. Ale był moment, kiedy Alicia stwierdziła, że ona jednak nie chce tego dziecka w domu, że jak się ono urodzi to je wyrzuci i takie tam. A ja, totalnie przepełniona ciążowymi hormonami, zwyczajnie się popłakałam. Nie powiedziałam jej jednak, że „nic mi nie jest, wszystko okej”, tylko powiedziałam wprost, że jest mi smutno, że tak mówi i trochę się boję, że to się nie zmieni, a wtedy ciężko nam będzie żyć razem. Jeśli już doświadczacie czegoś mocno to nie ukrywajcie swoich uczuć i w razie problemów konfrontować nawet dzieci, ale w sposób, który ich nie skrzywdzi. Przyznam jednak, że więcej było tych momentów, kiedy puszczały mi emocje w sytuacjach, kiedy Alicia miała to zdanie, że jednak zdecydowała, że nie chce rodzeństwa i naprawdę robiła wszystko co w jej mocy, bym o tym pamiętała. I zdarzyło mi się, że np. wyszłam z pokoju nic nie mówiąc, zostawiając ją z tymi wszystkimi emocjami samą. Nauczyłam się jednak na błędach i dlatego teraz piszę ten post!

Ja spędziłam też trochę czasu na rozmowach z Alicią w cztery oczy. Postanowiłam być jak najbardziej szczera, więc mówiłam jej, jak było. Powiedziałam, że nie mam zielonego pojęcia jak wszystko będzie wyglądać jeśli chodzi o to, jaka będzie April – czy będzie spokojna, czy będzie dużo płakać, czy będzie chciała jeść z piersi, czy nie będzie chciała, czy będzie miała jakieś problemy z brzuszkiem, czy nie będzie miała żadnych… Mówiłam jej zgodnie z prawdą, że nie mam doświadczenia z tak małymi dziećmi, więc wszystkiego będę musiała uczyć się od początku, a nie wiem też ile to zajmie i jak sobie poradzę. Powiedziałam, że poród najprawdopodobniej pójdzie okej, ale też pewności nie mam, więc nie wiem jak będę się czuła po powrocie ze szpitala i ogólnie ile czasu spędzę w szpitalu. Powiedziałam jej też, jak już wspomniałam w innym poście, że nie będę miała dla niej aż tyle czasu, ile miałam wcześniej. Wyjaśniłam, że będę chciała karmić piersią, a tak małe dzieci jedzą co ok. 2 godziny i to nieważne czy w noc, czy w dzień. Dodałam, że nie wiem, ile czasu April będzie spędzać na moim biuście, ale możliwe, że to będzie sposób, który pozwoli jej się uspokoić i spać normalnie, bo do tej pory spędziła w moim brzuchu bardzo dużo czasu i jest do tego przyzwyczajona (i tak też było – przez dłuższy czas April miała problemy z wypróżnianiem, o których wam mówiłam, i leżenie na mojej klatce niesamowicie jej pomagało). Mówiłam też, że noworodki i ogólnie malutkie dzieci płaczą, gdy potrzebują czegoś i płacz jest ich jedynym sposobem komunikacji, więc to nie jest żadne wymuszanie ani manipulowanie, to jest zwyczajna próba przekazania drugiej osobie, że coś jest nie tak. Dodałam również, że przez jakiś czas będę pewnie niewyspana i bardzo zmęczona, więc wątpię, żebym miała energię i czas na zabawę w chowanego albo granie w piłkę, ale za to mogę na przykład obejrzeć film albo porysować. Zapewniałam też, że mniejsza ilość czasu nie zmieni moich uczuć do Alicii, że nie przestanę jej kochać i się o nią troszczyć. No i usłyszała też ode mnie, że z biegiem czasu wszystko zacznie być łatwiejsze i generalnie wszystko będzie się poprawiać, a to te pierwsze tygodnie/miesiące (bo tego też nie wiedziałam) mogą być ciężkie.

295

 

Miejcie plan i ustalcie granice

Plan na czas porodu jest bardzo ważny, według mnie. To znaczy, chodzi mi o to, żebyście opowiedzieli jak to wszystko będzie wyglądać, chociaż mniej więcej. W przypadku zaplanowanego cesarskiego cięcia lub zaplanowanego wywoływania porodu data jest przewidziana z góry, więc łatwiej to ogarnąć (no chyba że bobas zdecyduje przyjść wcześniej). W innych przypadkach dobrze jest przygotować dziecko na to, że możliwe, iż zobaczy mamę w sytuacji, kiedy bardzo ją boli, ale to nie oznacza, że dzieje się cokolwiek złego – wręcz przeciwnie – więc nie ma się czego bać. My ustaliliśmy z Alicią plan wydarzeń, więc wiedziała, że jak będę miała już takie poważniejsze skurcze to po jakimś czasie nadejdzie moment, kiedy zadzwonimy po jej mamę lub Margie, by ją odebrała, a my pojedziemy do szpitala. Opowiadałam jej, że w szpitalu spędzę najprawdopodobniej tylko jeden dzień po urodzeniu, a w razie jakby były jakieś komplikacje to nieco dłużej, ale też nie bardzo długo. Odpowiadałam też na jej pytania zgodnie z prawdą – tak, będzie bolało, może być sporo krwi, może będę płakać, a może nie, nie będę miała operacji i nie uśpią mnie, chyba że będą komplikacje, itp. Plan zakładał również jej wizytę w szpitalu po narodzinach April, ale umówiliśmy się, że kiedy i na ile będzie zależało od tego, jak ja się będę czuła. Skończyło się na tym, że nasz plan i tak nie wypalił, bo Alicia od rana była z jej matką na weekend od czwartku wieczora, a mi wody odeszły w nocy z czwartku na piatek, więc ominęło ją całe zamieszanie. No ale ważne, że wcześniej wiedziała czego się mniej więcej spodziewać i powiem szczerze, że mnie samej również bardzo to pomogło. Posiadanie planu bardzo mnie uspokoiło.

Warto jest powiedzieć swojemu starszemu dziecku, że chciałabyś, by czasem pomagał (o ile tak jest i w sumie lepiej, żeby było). I wszystko się tu liczy. Jeśli dziecko jest starsze to może zmienić bobasowi pieluchę czy zdjąć ubranko. Jeśli młodsze to może to ubranko i pieluchę podać. Może potrzymać płyn do kąpieli lub umyć bobasa. Może pobawić się z noworodkiem leżącym na podłodze lub potrzymać go na kolanach siedząc na kanapie. Zależy od wieku, dojrzałości, chęci oczywiście oraz tego z czym rodzice czują się komfortowo. Warto jest zostawić więc pole do popisu tak dla ciebie, jak i dla dziecka, bo – jak już wspominałam wcześniej – dopiero jak się coś stanie to będziesz wiedzieć jak się z tym czujesz. Jeśli dziecko nie chce pomagać w ogóle to nie zmuszaj i nie udawaj, że bobasowi jest mega przykro, bo po pierwsze jak się kogoś zmusza do czegokolwiek to ma się efekt odwrotny od zamierzonego, a po drugie noworodkowi jest zwyczajnie wszystko jedno, więc taka manipulacja jest nie na miejscu. Całkowicie na miejscu jest jednak poinformowanie dziecka, że jak już będzie chciało coś zrobić to dla ciebie byłoby super, bo miałabyś wtedy ciut mniej pracy, a jesteś zmęczona i chętnie sobie chwilkę odpoczniesz. O ile to prawda.

Są też na pewno takie rzeczy, na które warto mieć oko, jednak nie wiem czy nie lepiej poczekać z tym do czasu już po narodzinach dziecka. Ja z tym poczekałam. Na przykład, takie 2-letnie dziecko nie ma za bardzo kontroli nad siłą, jaką używa do chwytania zabawek, więc może nieco zranić noworodka chwytając go za mocno za rękę. Nie krzycz jednak na dziecko w takiej sytuacji, nie mów mu, że ma tak nigdy więcej nie robić, że ma uważać i tak dalej. Wyjaśnij spokojnie, że tak, brat płacze, bo mocno ścisnąłeś i go zabolało, więc spróbuj jeszcze raz jeśli chcesz, ale o wiele lżej. I naprawdę spróbuj jeszcze raz, może nawet trzymając dłoń starszego dziecka i pokazując mu o co ci chodzi.

Ja dosłownie przeraziłam się raz jak raz wróciłam do domu i zobaczyłam Alicię noszącą April na rękach. Nie miałam nic przeciwko temu, by trzymała małą na kolanach, gdy siedzi, ale bardzo nie chciałam, by ją nosiła. W tamtym czasie April nie miała jeszcze tak dobrej kontroli nad mięśniami szyi, więc trzeba było trzymać jej głowę, a Alicia nie potrafiła trzymać jej w odpowiedni sposób, więc przejęłam małą. Teraz April już jest bardzo silna, ale z drugiej strony jak czasem machnie swoim ciałem na bok to naprawdę trzeba uważać i chociaż wiem, że Alicia przecież nie upuściłaby jej specjalnie to jest to jednak dalej dziecko, które czasem przewróci się o własne stopy lub potknie się o dywan, więc jakby April zaczęła się wiercić to ryzyko upuszczenia jej przez Alicię jest zbyt duże. Dlatego na noszenie nie zgadzam się w ogóle. Niedawno April leżała na macie do zabawy i gdy się trochę znudziła Alicia chciała ją przenieść na drugą matę leżącą obok, więc podniosła ją trochę i zrobiła to niezbyt delikatnie, więc April uderzyła głową o podłogę i dosłownie wrzeszczała zalewając się łzami przez  15 minut. I tak, powiem wam szczerze, że wtedy to mi ciśnienie podskoczyło i aż podniosłam głos. Potem zorientowałam się, że w sumie nie wiem na kogo byłam zła… Na Alicię, która upuścił April, a która wiedziała, że nie chciałam, by ją w ogóle podnosiła, bo z drugiej strony nie upuściła jej przecież specjalnie? Czy na Nathana, który był obok i na to pozwolił?

Pomaga za to czasem w kąpaniu siostry, w przewijaniu jej, ale jednak najwięcej radości sprawia jej zabawa z małą. Wcześniej było z tym kiepsko, bo April przez jakiś czas tylko jadła, spała, robiła kupki, wiadomo. Teraz to już zupełnie inna historia.

326

 

Twoje starsze dziecko nie musi kochać nowonarodzonego

Nie ma żadnej reguły mówiącej, że brat musi kochać siostrę, a siostra brata tylko dlatego, że są rodzeństwem. Nie ma. Taka zasada nie istnieje i nikt nigdy jej nie ustali. A to dlatego, że miłość nie jest czymś co można wymusić, co jest tylko dlatego, że „powinno być”. Sorry, to tak nie działa. Tak samo jak nie istnieje coś takiego, że „powinno się kochać rodziców, bo są rodzicami”, ale to już inna hisotria. W związku z tym, jeśli starszak poczuje, że jego pozycja jest zagrożona, że z jedynaka, którym do tej pory wszyscy się zachwycali spadł na nieco dalszy tor, bo teraz zachwycają się też jego rodzeństwem to może się zdarzyć tak, że powie, że owego rodzeństwa nienawidzi albo gorzej – chciałby, żeby nigdy się nie urodziło. Najgorsze, co możesz zrobić w takiej sytuacji to pouczanie tekstami w stylu „to twój brat, musisz go kochać!”, „nie wolno tak mówić!” albo „przeproś i nigdy tak nawet nie myśl!” Tutaj serdecznie polecam użycie aktywnego słuchania, o którym już sporo napisałam jakiś czas temu. Bo dziecko ma prawo do swoich własnych uczuć i musi mieć możliwość do wyrażenia ich! Zupełnie tak samo jak rodzic. Ja też wiele razy lata temu słyszałam, że muszę kochać moją siostrę, że mam się z nią nie kłócić, że to, że tamto. I jak to się skończyło? Tak, że przez wiele, wiele lat wiedziałyśmy o sobie tyle co nic, a był i okres, kiedy w ogóle nie rozmawiałyśmy… mieszkając w tym samym pokoju. Uwierzcie mi więc, że takie teksty tylko pogarszają sytuację.

 

Realizm i szczerość to klucz do sukcesu

To tyczy się wszystkiego, co już napisałam, ale muszę dodać jeszcze jedną rzecz! Zdarzyło mi się słyszeć, że rodzice kupują prezent dla swojego starszego dziecka i dają mu go po narodzinach młodszego mówiąc, że przyniósł to braciszek/przyniosła siostrzyczka. Kurde, serio? Dziecko rosnące w brzuchu mamy przez dziewięć miesięcy, po narodzinach nie potrafiące mówić ani chodzić, wyszło sobie wcześniej jakimś cudem do sklepu, wybrało prezent dla swojego rodzeństwa, kupiło go, a następnie wróciło do brzucha mamy? Proszę was, nie róbcie z dzieci idiotów, bo to jest aż niesmaczne. Jedyny sens tutaj miałoby powiedzenie, że to rodzice są tymi, od których dziecko dostaje prezent.

 

Podsumowując (podobno w języku polskim nie powinno się używać tego słowa w tym kontekście, ale nie pamiętam dlaczego, więc będę go używać dopóki się nie douczę), w czasie mojej ciąży Alicia miała momenty, kiedy płakała i krzyczała, że zmieniła zdanie i nie chce już rodzeństwa, że na pewno nie będziemy jej już kochać, że ma dość i się wynosi. Skończyło się na tym, że nie mogła być szczęśliwsza, gdy zobaczyła April po raz pierwszy, a teraz sama chce pomagać w przeróżny sposób, kocha swoją siostrę nad życie i gdy np. spędza ze swoją matką kilka dni, a później przychodzi do nas to pierwszą osobą, którą chce zobaczyć jest April. A nie Nathan, z którym spędziła wcześniej tak naprawdę większość jej dotychczasowego życia.

317

 

Jeśli macie jakieś pytania lub chcecie się czymś podzielić, walcie śmiało w komentarzach!

 

Do następnego,

Aga

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE
  • agulaw

    🙂
    A wiesz, ja sobie uzywam polskich slow z rozny sposob. Nie zawsze zgodny z zasadami, ale za to bardzo czesto wzmacniajacy przekaz. I w sumie tak wole (to bylo do uwagi w nawiasie) 🙂

    Nie ze wszystkim sie zgadzam, ale tez to Twoj punkt widzenia i Twoje doswiadczenie, wiec zgadzac sie nie musze. Pewne rzeczy zrobilabym inaczej, ale …… tak mi sie moze tylko wydawac, nie? Wiem tyle, ile napisalas.
    Szacun za kawal dobrej roboty.

    Ja mam w tym kierunku skrzywienie zawodowe (tak tak w tych obszarach pracuje – terapia, psychologia, i tym podobne). No i mam skrzywienie rodzicielskie.
    Niemniej nawet ogolnie znajac zarys sytuacji – pasierbica po traumatycznych przejsciach z mama, Twoje pierwsze niemowle, i cala ta ukladanka – to jestem pod ogromnym wrazeniem.
    Pozdrawiam
    AgulaW.

    • Aga

      Może dlatego właśnie nadal nie przeczytałam nic więcej o tych podsumowaniach :D.
      Wiadomo, zdania są różne, pomysły różne, doświadczenia też. A ja lubię dzielić się tym co mi siedzi w głowie.
      Skrzywienie rodzicielskie? Co masz na myśli??

      • agulaw

        Skrzywienie rodzicielskie taka troche przenosnia – juz mam male, duze i bardzo duze dzieci, wiec widze, co zrobilam dobrze, a co zle z perspektywy lat. Ale w zaden sposob nie czuje sie uprawniona do oceniania kogokolwiek, ani do pouczania. Po prostu widze inaczej, bo widze przez pryzmat wlasnych doswiadczen.
        Ale tez widze, ze jestes osoba niesamowicie dojrzala. I bardzo mi imponujesz.
        Fajnie Cie znac, chocby tylko wirtualnie. Potrafisz zainspirowac:)
        AgulaW

      • Aga

        Rozumiem. I zgadzam się, dlatego właśnie zawsze powtarzam, że piszę na podstawie moich doświadczeń :).
        Dzięki! Miło mi :).

  • cyferka

    Mam pytanko, ale trochę odbiegające od tematu. Oczywiście jeśli nie chcesz, nie musisz odpowiadać. Jak Margie traktuje April? Czy zostawiłabyś pod jej opieką małą?

    P.s. Ja jestem najmłodsza wśród mojego rodzeństwa. Bracia mi opowiadali, że nasza mama nic im nie powiedziała, że jest w ciąży. I po prostu wróciła ze szpitala z małą mną 😀 I trochę się zdziwili, kto to co to 😀 Ale ponoć byli zachwyceni od początku, taką niespodzianką hehe Nie wiem jak to możliwe, ale przez całą ciążę nie wiedzieli, że mama spodziewa się dziecka xD

    • Aga

      Margie traktuje April jak wnuczkę, wiadomo :). Uwielbia ją. Czy bym zostawiła małą pod jej opieką? Raz zostawiliśmy obie dziewczynki z Margie, bo musieliśmy pilnie wyjść i w sumie nie mieliśmy innej opcji. Niby wiem, że Margie wychowała szóstkę swoich własnych dzieci, ale jednak nie czułam się z tym całkowicie komfortowo. Często jak widzę Margie z April to czuję, że muszę obserwować co robi i tak dalej. Nie potrafię wyjaśnić dlaczego tak mam.

      No co Ty! Ja bym się tak nie odważyła 😀 A wiesz może czemu nic nie mówiła??

      • cyferka

        A to super, bo z poprzednich postów wnioskowałam, że Twoje relacje z Margi są/były chłodne. Na szczęście nie odbija się na to wnuczce 😀
        Powiem Ci szczerze, że nie wiem. I raczej się nie dowiem. Bo moja mama nie lubi rozmawiać o przeszłości. Generalnie o wczesnych latach bardzo mało wiem, tyle co bracia mi opowiadali 😉
        Ale ja też bym się tak nie odważyła!

      • Aga

        Ja szczerze mówiąc sama nie wiem jak to jest z naszymi relacjami tak dokładnie ;).
        Aaaa, rozumiem. Szkoda trochę, no ale co zrobić 🙁 Tyle dobrze, że chociaż bracia coś tam Ci opowiedzieli, bo wtedy nie żyjesz w takiej dziwnej niewiedzy.

  • Laura

    Świetny post, czekałam na niego 😀
    Pod względem wychowania i podejścia do dzieci to zawsze zgadzam się z Tobą w 100%, mam dokładnie takie samo zdanie. Jestem jedynaczką, którą bardzo często „straszono” rodzeństwem, tzn. „jak będziesz niegrzeczna, to rodzice kupią sobie nowego dzidziusia który na pewno będzie bardziej usłuchany”…
    szkoda gadać, pod tym względem mam bardzo złe wspomnienia i żal do rodziny, chociaż oni do dziś nie widzą problemu
    zamierzam rozmawiać z dziećmi tak jak Ty.
    Pozdrawiam

    • Aga

      Super, bardzo mi miło :). I powiem Ci, że to straszenie gdy byłaś dzieckiem jest dla mnie nie do pomyślenia… A że nie widzą problemu to się nie dziwię, bo w sumie gdyby widzieli, to by tak nie robili. Szkoda..

  • Ewa

    Mam „nieszczęście” być najstarszym dzieckiem i mieć matkę, która chyba nie za bardzo wiedziała, jak się zachować, gdy w domu ma się pojawić nowy członek.

    Mój brat urodził się, gdy miałam cztery lata. Z okresu ciąży mamy pamiętam głównie to, że często nie było jej w domu – leżała wtedy w szpitalu – a ja nie wiedziałam, co się dzieje. Nikt nic mi nie mówił, gdy tata rozmawiał z kimś przez telefon, biegłam do niego, bo myślałam, że to mama. Nie wiem nawet, czy wiedziałam, że będę miała braciszka. Moment przywiezienia go do domu pamiętam bardzo dokładnie, chociaż minęło prawie 20 lat. Mama położyła brata na łóżku, obok leżały jakieś ulotki i zbliżyłam się do niego, chcąc złapać go za rączkę. No i wtedy usłyszałam, że jest jeszcze mały i że mam się odsunąć, bo mogę mu coś zrobić. A później jest czarna dziura i nic nie pamiętam, aż do okresu gdzie mam jakieś 8 lat. Wiesz, nigdy nie pomyślałabym, że to zdarzenie mogłoby wpłynąć jakoś na mnie, dopóki psycholog nie uświadomił mi, że to właśnie może mieć wpływ na to, że boje się małych dzieci. Później dowiedziałam się od mamy, że rzeczywiście przez długi czas izolowała mnie od brata, bo twierdziła, że to przez to, że byłam na to za mała.

    Później, gdy miałam 17 lat, mama znalazła sobie partnera i po kilku miesiącach uprzedziła, że w każdej chwili rodzina może się powiększyć czy coś takiego. Później zaszła w ciążę, choć nigdy mi tego bezpośrednio nie oświadczyła. Chyba wystarczyło jej uprzedzenie o takiej ewentualności. Strasznie się wtedy poczułam, no bo kurczę, koleżankom w pokoju obok mówi, że jest w ciąży, a mi tego nie może powiedzieć prosto w oczy? Później zaczęło się z tą całą sytuacją robić niewesoło i nie chcę wywlekać tu wszystkich brudów. Koniec końców – mama poroniła i rozumiem, że ta sytuacja mogła być dla niej trudna, ale też niczego nie usłyszałam. To też nie było tak, że nagle coś się jej stało, tylko po prostu przestała być w ciąży. I tyle.

    To taki trochę czarny scenariusz tego do czego może doprowadzić brak rozmowy z dzieckiem na temat nowego dziecka, ale myślę, że to się zmienia. Wśród znajomych mam paru rodziców, którzy albo spodziewają się kolejnego dziecka albo już mają dwójkę (jako osoba bezdzietna bardzo dziwnie czuję się w tym towarzystwie) i widzę, że „proces wprowadzania nowej osoby” starają się przeprowadzić w jak najbardziej komfortowy dla obu osób sposób.

    No trochę się rozpisałam, mam nadzieję, że nie zanudziłam, ale po prostu musiałam ;). Chciałam też napisać, że już trochę cię czytam i już kilkakrotnie miałam coś napisać, ale dopiero teraz się zmobilizowałam. Jestem niestety bardzo leniwą osobą 🙂

    • Aga

      „często nie było jej w domu – leżała wtedy w szpitalu – a ja nie wiedziałam, co się dzieje. Nikt nic mi nie mówił, gdy tata rozmawiał z kimś przez telefon, biegłam do niego, bo myślałam, że to mama.” – ojej, to musiało być straszne! Ja miałam podobnie, ale to dlatego, że moja mama była chora. Też nikt mi nic nie mówił, nie miałam o niczym pojęcia.
      Niestety takie rzeczy jak to, że rodzice kazali Ci się odsunąć, bardzo wpływają na dzieci i, jak sama widzisz, to zostaje w środku na długi czas. Mnóstwo osób nie zdaje sobie z tego w ogóle sprawy i często nawet jak im się to wyjaśni to twierdzą,że to na pewno nie prawda. Pewnie robili co uważali za stosowne i najlepsze, ale dla nich, a nie dla Ciebie.
      Rozumiem, że było Ci smutno… Własna mama, która podobno jest jedną z najbliższych osób, nie ufa Ci na tyle, by rozmawiać o tak istotnych sprawach. Przykre bardzo.
      Nie zanudziłaś 😉