„Wtedy przychodzi myśl: po co mi to wszystko, skoro i tak umrę…”

154681_1077408382325212_4443341339048916548_nCześć!

Wiem, że wiele z Was dopytuje Agi co ze mną, jak się czuję, itd. Bardzo mi z tego powodu miło i dziękuję :). Stwierdziłyśmy że najlepiej będzie jak sama napiszę kilka słów od siebie, powiem jak się to wszystko zaczęło, jak się czuję i co ze mną dalej…

Od początku, jak się dowiedziałam o chorobie?

Był czas że pobolewał mnie brzuch. Na początku „niewinnie”, od czasu do czasu. Co miałam zrobić? Twierdziłam że poboli i przestanie, nic strasznego się nie dzieje. Z biegiem czasu stawało się to nie do wytrzymania. Ból nasilał się po jedzeniu i to nieważne co jadłam. Zaczęłam więc chodzić do lekarzy i za każdym razem zostawałam odprawiana z kwitkiem. Słyszałam żebym brała nospę, zmieniła dietę na lekkostrawną i przejdzie. Okey, jadłam lekko, zrezygnowałam ze słodyczy, alkoholu, smażonych potraw. Czy pomogło? NIE. U mnie w przychodni do lekarza pierwszego kontaktu czeka się czasami dwa tygodnie, więc chłopak zaciągał mnie na dyżury lekarskie. Poszłam do jednego, usłyszałam znowu to samo: NOSPA I PRZEJDZIE. Następnego dnia poszłam do tej samej przychodni ale innego lekarza dyżurnego licząc na to, że może w końcu dowiem się czegoś innego. Tej wizyty nigdy nie zapomnę… Godzina 14, początek dyżuru, zaproszona przez lekarkę wchodzę do gabinetu. Siadamy i zaczyna się rozmowa…

Lekarz : Słucham?
Ja: Jest pani kolejnym lekarzem, do którego przychodzę. Od dłuższego czasu boli mnie brzuch… (Bla, bla, bla… Opowiadam co mi dolega, wszystko dokładnie i po kolei.)
L: Zalecam pani brać nospę, jeść lekko i powinno przejść.

J: Nospa mi nie pomaga.

L: Jak to nospa nie pomaga? Nospa pomaga każdemu, nie ma pani innego organizmu niż reszta.

J: (Szczęka mi opadła, podniosłam głos.) A może skierowanie na jakieś badania?

L: Ale na jakie badania ja mam dać pani skierowanie?
Powiem Wam że tutaj już ręce opadły całkowicie. Nie podniesionym już głosem, ale krzykiem kontynuuje rozmowę.

J: Kto jest lekarzem? Ja czy pani?

L: Ale niech się pani nie denerwuje… (Serio?!) Mogę dać skierowanie na badanie krwi i moczu, bo dawno pani nie robiła.

Zapamiętam tę kobietę na całe życie i nigdy więcej do niej nie pójdę! Dostałam skierowanie, krew zrobiłam. Nic z tego badania nie wyszło. Stwierdziłam że dobra, może przejdzie. Jak się będzie nasilać to będę myśleć dalej. Cały ten czas chodziłam też do pracy. Ledwo w niej funkcjonowałam z bólu, ale trzeba było, bo przecież inaczej zostałabym bez pieniędzy.

I wtedy nadszedł dzień, kiedy to ruszyła machina.

W pracy spokojni, nic się nie dzieje. Brzuch boli jak bolał. Któraś z kolei wizyta w toalecie… Krew. Trochę przestraszona wychodzę i pierwsze co robię to wpisuje w necie moje objawy. Tak, tak, wiem… Głupota! Wyczytuję: zespół jelita wrażliwego, zapalenie czegoś tam, nowotwór jakiś, nowotwór inny i nowotwory jakieś tam jeszcze. „Ja nowotwór? Niemożliwe!” Pracę kończyłam o 21, przyszedł po mnie chłopak żeby odprowadzić mnie do domu, opowiedziałam mu co się wydarzyło, o moim samopoczuciu. Jak się może domyślacie, do domu nie pojechałam, wylądowałam za to na dyżurze w przychodni. Na szczęście nie w mojej przychodni… W końcu ktoś się zainteresował i zaczął coś robić. Dostałam skierowanie do szpitala, do którego pojechałam następnego dnia z rana. Tam zaczęli szybko działać. Skierowanie na kolonoskopię, na którą termin miałam na następny tydzień, ale to tylko dzięki temu, że zapisały mnie pielęgniarki, bo normalnie czekałabym do listopada a był to kwiecień/maj.

Badanie zrobiłam. Nie wiem czy ktoś z was miał kolonoskopię, ale po badaniu leży się w sali aż się ockniecie, zejdzie kroplówka i takie tam. No i czekałam na wyniki. Po jakimś czasie przyszedł do mnie lekarz, który mnie badał i jak się później okazało – chirurg onkolog. Zaczęli mi tłumaczyć co wyszło. Zapamiętałam tylko słowa: „najprawdopodobniej jest to nowotwór”, nic więcej nie słyszałam. Umówiliśmy się na wizytę i na kolejne badania, po których diagnoza się potwierdziła – nowotwór jelita grubego. Później doszło, że złośliwy. A po kolejnych badaniach okazało się, że z przerzutami do wątroby i węzłów chłonnych. Lekarze w szoku, jak tak młoda osoba może mieć nowotwór jelita, to się nie zdarza! A jednak!

Jak się czułam? Pierwsza myśl to oczywiście „dlaczego ja?!” i to akurat wtedy, kiedy zaczęło mi się układać… Lekarz postanowił że konieczna jest operacja, by wyciąć zaatakowany odcinek jelita. Poszłam do szpitala w niedzielę, następnego dnia miałam operację. 16 maja. Tego dnia też nie zapomnę nigdy. W życiu się tak nie bałam! Pojechałam na salę operacyjną, położyłam się, po czym chciałam ucieć. Nikogo obok mnie z personelu w tym momencie nie było i myślę, że gdyby nie to, że za chwilę pojawiła się pielęgniarka, to bym po prostu wstała i wyszła.

Operacja, pobyt w szpitalu, jakoś poszło. Przede mną była rzecz gorsza – chemioterapia. Jestem po dwóch cyklach. Moja pierwsza wizyta w onkologii i wizyta u lekarza poszły okej. Ale czekanie na pierwszą dawkę chemii… Powiem Wam, że wpadłam w mega panikę. Zaczęłam ryczeć, serce mi waliło strasznie. I druga sytuacja ucieczki. Tutaj mówię już z ręką na sercu, że gdybym była tam sama (był ze mną chłopak), to bym wyszła czekając na swoją kolej, żeby wejść na oddział. Udałabym, że nic się nie dzieje, że jestem już po czy cokolwiek innego… Z drugą chemią poszło już łatwiej. Strach też był, ale nie aż taki. Cóż, czeka mnie chemioterapia przez minimum pół roku i dalej zobaczymy czy się coś zmieni w moim organizmie, czy ten wstrętny potwór sobie pójdzie ode mnie ;). Gdyby nie upór mój i mojego chłopaka, i jak tak sobie teraz myślę to chyba najbardziej jego, to być może nadal nie wiedziałabym co mi jest, a rak by mnie zabijał.

Jak się czuję fizycznie?

Niestety kiepsko. Są lepsze dni, ale przeważają ostatnio te gorsze. Mało jem, dużo wymiotuję. Schudłam już 12kg. Z domu sama nie wychodzę, bo jestem za słaba. Nie ma możliwości, żebym przeszła bez przerwy dłużej niż 10-15 minut, więc spacery ze mną są mega męczące. Wszystko ważące powyżej kilograma jest dla mnie za ciężkie. Wcześniej chodziłam na siłownię i treningi siłowe były moją pasją, a teraz… Głupi rowerek stacjonarny jest zbyt męczący nawet na najniższym obciążeniu. Włosy jeszcze jak na razie mam :D. Wypadają co prawda i to czasami całymi garściami, ale nie zobaczy się jeszcze różnicy. W razie co chusty mam w pogotowiu, ale mam cichą nadzieję, że się nie przydadzą ;).

Jak psychika?

Tutaj również są lepsze i gorsze dni, z przewagą NA SZCZĘŚCIE tych lepszych. Mam bardzo duże wsparcie u chłopaka, w rodzinie, przyjaciołach, jest to również bardzo ważne. Często słyszę, że bardzo ładnie wyglądam i zupełnie nie widać po mnie choroby, to też  pomaga :). Zdarzają się chwile zwątpienia, gdy któryś raz z rzędu czuję się tak, jakby mnie ktoś wyżuł i wypluł. Wtedy przychodzi myśl „po co mi to wszystko, skoro i tak umrę” i czy by nie zrezygnować z leczenia. Te myśli szybko przechodzą, ale są.

To chyba tyle co chciałabym wam opowiedzieć.

Kończąc dodam tylko, że służba zdrowia w Polsce jest jaka jest, ale nie dajmy się zbywać jak się coś dzieje dla nas niepokojącego, bo jak się okazuje głupi ból brzucha może mieć swój finał w leczeniu onkologicznym.

Pozdrowienia,

Dorota

 

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Instagram
SHARE
  • Trzymaj się Dorota! Życzę Ci przede wszystkim siły byś wygrała tę walkę!

    • Doris

      Bardzo Ci dziękuje 🙂

  • Pegie

    Przykra sprawa. Zdrówka Ci życzę!

    • Doris

      Dzięki 🙂

  • Klaudia K.

    Trzymam za ciebie kciuki, żeby wszystko skończyło się dobrze 🙂

    • Doris

      Dziękuje <3

  • Lea

    Trzymam kciuki, dasz radę. Może to brzmi słabo i słyszałaś takie słowa wiele razy, ale naprawdę wierzę, że wyzdrowiejesz 😉 jesteś śliczną, młodą kobietą, czeka na Ciebie całe życie, więc się nie poddawaj! Bo jak zrezygnujesz, to przyjdzie moment kiedy zaczniesz żałować, a niczego nie będzie można naprawić, cofnąć. Jestem z Tobą i mam nadzieję, że niedługo znów tutaj napiszesz <3

    Ps. Co do włosów, chociaż to może przerażająca wizja – jeśli mają wypaść, zetnij je sama i oddaj do fundacji. Być może myśl, że uszczęśliwisz jakąś dwunastolatkę w podobnej sytuacji, oddając własne włosy na perukę, podniesie Cię na duchu?

    • Doris

      Pamiętam jak pomyślałam na samym początku „stracę włosy…” to było dla mnie najgorszą rzeczą 😛 Teraz wiem że włosy to najmniejszy problem…
      Byłam ostatnio u fryzjera, obcięła mi sporą ilość. Niestety nie pomyślałam żeby to oddać. Jak na razie nie chce ścinać się do zera, chce zostać z moimi włosami jak najdłużej się da 😀

      I bardzo dziękuje za miłe słowa 🙂 Na pewno się nie poddam <3

  • docha

    Przykro słyszeć, że nawet tak młode osoby spotyka coś takiego, za każdym razem bardzo mocno przeżywam takie historie. Mój były chłopak miał nowotwór mózgu z przerzutami do płuc, na szczęście na razie jest w remisji. Jednak leczy się w Kanadzie. Jest moim bohaterem, bo przeszedł tak wiele, a jednak pozostał takim jakim go pamiętam, zawsze pozytywnie nastawionym do życia. Trzymam za Ciebie kciuki, abyś jak najszybciej zwalczyła to świństwo i abyś wróciła do normalnego funkcjonowania. Życzę Ci mnóstwa siły i wytrwałości. Każdy w takim stanie ma prawo do chwili słabości, od tego własnie mamy bliskich. Dasz radę!
    Pozdrawiam serdecznie!

    • Doris

      Niestety coraz więcej osób młodych cierpi na poważne choroby… Najważniejsze badać się regularnie żeby wykryć jak najszybciej i zacząć działać , bo czas ma tu ogromne znaczenie…
      Pozytywne nastawienie jest bardzo ważne, bo jak to się mówi wszystko jest w psychice.

      Ślicznie Ci dziękuje 🙂

  • Edyta

    Zobaczysz, jeszcze wrocisz na silownie. Trzymam mocno kciuki.

    • Doris

      Odliczam już dni do tego momentu! 😀

  • Paula

    Doris,
    To straszne jak traktowali Cie lekarze i serdecznie współczuję tego co przeszłaś. Trzymam kciuki abyś przezwyciężyła wszystko i wróciła do zdrowia.
    Zdaję sobie sprawę, ze z obecnym stanem zdrowia nie będziesz miała na to sił, ale może Twoj chłopak w Twoim imieniu mógłby zaskarżyć tych wszystkich „znachorow” (bo lekarzami ich nie można nazwać)? Oni nie powinni mieć prawa do wykonywania zawodu ! Jak ktoś proponujący Nospę na wszystko może odpowiadać za cudze zdrowie ? Aż włos jeży się na głowie. Ja bym tego tak nie zostawiła, bo pewnie juz wielu ludzi cierpi przez właśnie takich pseudo-doktorów.
    Całe szczęscie, ze trafiłaś na kogoś, kto jest lekarzem nie tylko z nazwy.
    Z całych sił trzymam za Ciebie kciuki abyś wróciła do pełni sił.
    Nie mów proszę, że „i tak umrzesz”! Mój tata miał takiego samego raka, operowany byl jeszcze w latach 90tych, zyje i ma się swietnie. Gdy jakis czas temu był na badaniach ten sam lekarz który go operował stwierdził, że organizm wyglada jakby nie było choroby. Absolutne nie twierdzę, że przebieg choroby był taki sam, ani nie chcę nic porównywac, ale piszę to żeby przekazać Ci chociaż iskierkę nadzieji, że u Ciebie będzie tak samo.
    Trzymaj się i walcz ! Zwycieżysz !

    • docha

      Niestety lekarzy nie można zaskarżyć za coś takiego. Jedynie w sytuacji, gdyby rzeczywiście zrobili badania, a nie wszczęli dalszego diagnozowania i leczenia. Jak nie ma badania to nie ma co udowadniać.

      • Doris

        Sporo osób mi mówiło że powinnam podać ich do sądu itd. Ale wiem że to wszystko nie jest takie łatwe…
        Zaczynając od finansów, kończąc na dowodach których nie mam aż tyle żeby przekonać sąd do swojej racji.
        Nie chce nam się w to bawić i jeździć jeszcze dodatkowo po sądach.

  • Mimbla

    Pozdrawiam i trzymam kciuki!
    Będę się za Ciebie modlić (jeśli nie jesteś wierząca to nic. Ja wierzę 🙂 )

    • Doris

      Dziękuję 🙂

  • Trzymaj się. Nie poddawaj najważniejsze to walczyć do samego końca. Wierzę ,że uda się pokonać chorobę i wrócić do zdrowia.Czego życzę ci z całego serca. Po okropne ,że lekarze zamiast wysłać na badania to oni wciskają jakiś lek ,który wcale nie pomaga. No bo jak może pomóc gdy jest się ciężko chorym?Pozdrawiam serdecznie. Dużo zdrowia. 🙂

    • Doris

      I jeszcze pyta na jakie badania chce iść po czym z łaski daje te podstawowe … O.o

      Dziękuje 🙂

  • agulaw

    A jak juz bedziesz miala wlasnie dosc, jak sil Ci braknie, bo i tak moze byc, to po prostu trwaj. Nie mysl, nie badz dla innych, tylko trwaj. Tyle wystarczy.
    I trzymaj sie mysli, ze jesli teraz mowia, ze nie wiadomo, ze rozne takie – to za pol roku moze sie to zmienic. Dopuszcza inny lek, zareagujesz na leczenie. Wszystko sie noze zmienic.
    Przesylam moc cieplych mysli.
    I zyje razem z bliskimi Ci ludzmi nadzieja, ze sie uda, ze jeszcze tyle dobrego przed Toba.
    Agulaw

    • Doris

      Przez pół roku może się wszystko zmienić, wiem o tym. Ja liczę na to że w grudniu powiedzą mi że jest wszystko okey i kończymy leczenie 😀

  • Maria z Konina

    Dorota !wszystko już zostało powiedziane. Ja przytulam Cię mocno do serca po matczynemu! Wierzę , że będzie dobrze.Maria z Konina

    • Doris

      Dziękuje 🙂

  • Zet

    Przede wszystkim życzę Ci duuuużo siły.
    A poza tym jestem wkurwion*, nie mogę użyć innego słowa. Dobrze, że wreszcie trafiłaś na PRAWDZIWEGO lekarza… Na samą myśl o tych ludziach budzi się we mnie nienawiść… Po co te krzyki o regularne badania, jak nospa pomaga na wszystko. Za narażenie życia powinni iść siedzieć, ale jak już ktoś wspomniał nie ma jasnych dowodów. Niestety żyjemy w takim Państwie, gdzie Twoje słowo przeciwko słowu (bogatego i ustawionego) doktorka nie znaczy nic… Paranoja.

    • Doris

      Dziękuje 🙂
      Dokładnie, mówią żeby się badać bo to ważne a na wizyty do specjalisty czeka się rok… czasami dłużej. A później wielkie zdziwienie że jest już za późno i nic się nie da zrobić… „dlaczego nie przyszła Pani wcześniej?” O.o
      Niestety nie każdego stać na leczenie prywatne…

  • Agata

    Dorota,
    widziałyśmy się tylko raz, na filipowym spotkaniu, ale od wczoraj myślę o Tobie dużo i ciepło..moja przyjaciółka leczy się na raka jelita od stycznia, widzę przez co przechodzicie, ale musi być dobrze..polecam pestki moreli ucierane, wyciąg z pokrzywy 100%, pomaga..nawodnienie przy chemii, żeby łagodniej przejść wlewy..trzymam za Ciebie kciuki i modlę się, bo wierzę..
    Pozdrawiam serdecznie..

    • Doris

      Słyszałam bardzo dużo o różnych suplementacjach, stosuje je też oczywiście żeby wspomagać organizm 🙂
      Witaminki, ziółka.. Na początku w to nie wierzyłam i nie byłam za bardzo przekonana ale po pewnym czasie widzę że rzeczywiście to działa!

  • Magda

    Doris, to pewnie chemia bardzo cię osłabia, ale wytrwaj. Nie wiem jak to działa, ale mądrzy ludzie mówią, że bardzo ważne jest pozytywne myślenie. I modlitwa. Jest taki święty prawosławny: Święty Spirydon. Bardzo ciekawa i dobra postać. http://orthodox.fm/swiety-opiekun-morza-srodziemnego/
    Proś go bardzo konkretnie o wsparcie w swojej sprawie. Ale też trzeba mu coś obiecać i dotrzymać 🙂 Myślę o tobie i będę pamiętała w modlitwie.

    • Doris

      W modlitwę nie wierzę, a pozytywne myślenie daje baaaaardzo dużo. Bez tego całe leczenie nie miałoby sensu 🙂

  • Siostra Gośka

    Dotela!!

    Fajnie, że napisałaś takiego posta, myślę że nawet „lżej” Ci się na psychice zrobiło !! EKSTRA POSTAWA!!! <3

    • Doris

      Szczerze to tak, troszkę lżej jak wywaliłam z siebie to wszystko 🙂

  • Iza

    Dorota dasz radę!
    Kolejny raz widać jak „profesjonalna” jest służba zdrowia w PL i jak pomocna…

    • Doris

      Niestety … :/

  • Asia

    Moja Doris 😥😪 rycze jak bóbr. Nadal nie wierzę. . .